Uznanie państwowości palestyńskiej ośmiela terrorystów i przedłuża niewolę niewinnych Izraelczyków, którzy wciąż cierpią w Strefie Gazy.

Fiamma Nirenstein
W poniedziałek, podczas Zgromadzenia Ogólnego ONZ, prezydent Francji Emmanuel Macron zwołał sesję, której celem było przyznanie Palestyńczykom państwowości. Było to zwieńczenie dziesięcioleci instytucjonalnej wrogości wobec Izraela.
„Francja uznaje dziś państwo palestyńskie” – powiedział Macron – „dla pokoju między narodami izraelskim i palestyńskim”.
Wielka Brytania, spośród wszystkich krajów, dołączyła do tej farsy dzień wcześniej pod przewodnictwem premiera Keira Starmera, który wyprzedził Macrona, ogłaszając poparcie Londynu wraz z Portugalią, Australią i Kanadą.
Zdrada jest oszałamiająca. To ta sama Wielka Brytania, która wydała deklarację Balfoura, zagwarantowała suwerenność Żydów w San Remo w 1920 r. i sprawowała mandat z wyraźnym obowiązkiem ułatwienia utworzenia żydowskiej ojczyzny.
Zamiast tego, przerażona gniewem Arabów – podobnie jak w latach 30. XX wieku, kiedy poparła nielegalny podział komisji Peela, a później niesławną Białą Księgę – Londyn po raz kolejny wbija nóż w plecy narodu żydowskiego. Była minister Priti Patel, obecnie pełniąca funkcję cieniowej minister spraw zagranicznych, trafnie nazwała to „nowym Chamberlainem”.
Ta fala uznania jest pandemią. Ponad 140 państw, w tym cała Liga Arabska, liczne państwa członkowskie UE oraz odległe demokracje, takie jak Nowa Zelandia i Australia, spieszy się teraz, aby nagrodzić Hamas i ukarać Izrael.
Przedstawiacie to jako „dwa państwa dla dwóch narodów”, ale nad każdym słowem unosi się cień 7 października 2023 r. Sam Hamas oświadczył, że inicjatywa Macrona sabotowała negocjacje w sprawie zakładników. To gorzka prawda: uznanie oznacza ośmielenie terrorystów i przedłużenie niewoli niewinnych Izraelczyków, którzy wciąż cierpią w Strefie Gazy.
Opinia publiczna jest jednak znacznie mniej naiwna niż klasa polityczna. Aż 90% Brytyjczyków sprzeciwia się decyzji Starmera. Dwie trzecie obywateli Francji odrzuca plan Macrona. Około 38% francuskich respondentów stwierdziło, że najpierw należy uwolnić zakładników, a kolejne 33% uznało, że warunki nie są w ogóle odpowiednie.
Jedynie radykalna skrajna lewica La France Insoumise całkowicie popiera posunięcie Macrona. Nawet w jego własnej partii mniej niż połowa zgadza się z tym pomysłem. W Wielkiej Brytanii zaledwie 13% chce uznania bez warunków. Większość domaga się co najmniej rzeczywistości wolnej od Hamasu i bezpiecznego powrotu porwanych.
Rodzice wychudzonych młodych zakładników, Evyatara Davida i Rona Braslawsky’ego, podpisali list protestacyjny wraz z innymi udręczonymi rodzinami. Ich przesłanie jest proste: ci, którzy cieszą się z powstania państwa palestyńskiego, utrudniają sprowadzenie waszych dzieci do domu.
Przyznają to przywódcy Hamasu, Ghazi Hamad i Mahmoud Mardawi, chwaląc się, że międzynarodowe uznanie jest bezpośrednim skutkiem masakry z 7 października.
Jednak to izraelski premier Benjamin Netanjahu jest oczerniany za wskazanie oczywistego faktu: Zachód, pod pozorem dyplomacji, nagradza terroryzm.
Macron próbował w ostatniej chwili ratować swoją reputację, mówiąc, że nie będzie ambasady bez zakładników. Za późno. Lawina już się rozpoczęła. Poprzez zerwanie porozumień z Oslo z 1993 r., zgodnie z którymi aneksja wymagała wzajemnej zgody, Organizacja Narodów Zjednoczonych zaprosiła Izrael do ponownej oceny swoich zobowiązań.
W obliczu ryzyka powstania „państwa” zdominowanego przez Hamas, otaczającego Tel Awiw i lotnisko Ben Guriona, a także biorąc pod uwagę sondaże wskazujące, że Hamas cieszy się 80-procentowym poparciem wśród Palestyńczyków, Izrael może nie mieć innego wyboru, jak tylko zaanektować obszary kluczowe dla swojego przetrwania.
Władze palestyńskie, bardziej sprytne niż Macron, odmawiają ogłoszenia niepodległości. Wiedzą, że unieważnienie porozumień z Oslo może doprowadzić do katastrofy.
Mahmud Abbas, mający prawie 90 lat, rządzi nielegalnie od 2006 roku. Wybory przyniosłyby Hamasowi miażdżące zwycięstwo. Jakiego rodzaju „państwo” by to było? Autorytarne, mizoginiczne, homofobiczne, ultranacjonalistyczne, agresywnie antysemickie – podmiot poświęcony nie pokojowi, ale eksterminacji Żydów. Brakowałoby mu realnych granic, funkcjonującej gospodarki i jakiejkolwiek woli współistnienia.
A jednak Organizacja Narodów Zjednoczonych – upojona własną nienawiścią do Izraela – pędzi naprzód. To odurzenie wymazuje historię, ignoruje rzeczywistość i prowadzi świat znaną drogą: do wojny.
Organizacja Narodów Zjednoczonych nagradza Hamas i karze Izrael
Kategorie: Uncategorized

