Uncategorized

Sąd Najwyższy w Izraelu – historia sporu.

Beata Lewkowicz

Chciałam podjąć próbę wyjaśnienia, na czym polega spór pomiędzy Netanjahu a Sądem Najwyższym w Izraelu i jak w ogóle wygląda izraelski system polityczny. Oczywiście ten tekst jest skierowany nie do ludzi tam mieszkających, ale do tych, którzy chcieliby poznać jak funkcjonuje ten system – a nie działa wcale tak, jakby się powierzchownie wydawać mogło. Konflikt Netanjahu z Sądem Najwyższym nie jest analogiczny do sporów wokół reformy lub „reformy” systemu sądowniczego w Polsce. Żeby go zrozumieć trzeba zacząć od podstaw.

Reforma sądownictwa w Izraelu, którą forsował rząd Benjamina Netanjahu od początku 2023 roku, jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych i głęboko dzielących tematów w historii państwa. Oto jej konkretne założenia, fakty i kontekst, bez ocen i emocji.

Tło instytucjonalne

Żeby zrozumieć izraelski system, trzeba pamiętać, że to demokracja parlamentarna bez konstytucji, prezydenta z realną władzą i drugiej izby parlamentu.

Izrael nie ma konstytucji w klasycznym sensie. Zamiast niej obowiązuje zestaw tzw. Praw Podstawowych (Basic Laws), które pełnią rolę quasi-konstytucji. Sąd Najwyższy Izraela (Beit HaMishpat HaElyon) od lat 90. uznał, że może orzekać o zgodności ustaw Knesetu (parlamentu) z tymi prawami, co de facto uczyniło go instytucją kontrolującą władzę ustawodawczą i wykonawczą, bez jasnych granic.

W praktyce oznacza to, że izraelski Sąd Najwyższy może uchylać decyzje rządu, ustawy Knesetu, nominacje, a nawet działania armii lub policji, jeśli uzna je za „nierozsądne” (unreasonable).

Założenia reformy

Reforma Netanjahu (w praktyce przygotowana przez ministra sprawiedliwości Yariva Levina z partii Likud i wspierana przez Simchę Rothmana, szefa Komisji Konstytucyjnej z partii Religijny Syjonizm) miała cztery główne filary.

1.Ograniczenie uprawnień Sądu Najwyższego.

Usunięcie lub znaczne ograniczenie tzw. doktryny rozsądności (doctrine of reasonableness), która pozwalała sędziom uchylać decyzje rządu i ministrów, jeśli uznali je za „nierozsądne”.

Zakaz dla sądu ingerowania w decyzje personalne rządu (np. mianowanie ministrów).

2.Zmiana sposobu powoływania sędziów.

Obecnie sędziowie Sądu Najwyższego są wybierani przez Komitet ds. Selekcji Sędziów (Judicial Selection Committee), w którym przewagę mają sędziowie i przedstawiciele środowisk prawniczych. Reforma miała tę równowagę zmienić tak, by większość w komitecie mieli politycy, czyli rząd i Kneset. W praktyce oznaczałoby to, że każda większość parlamentarna mogłaby obsadzać Sąd Najwyższy swoimi nominatami.

3.Ograniczenie możliwości sądu do kontroli ustaw.

Reforma przewidywała, że Sąd Najwyższy nie będzie mógł już unieważniać ustaw Knesetu lub będzie mógł to robić tylko większością kwalifikowaną (np. 12 z 15 sędziów).

Jednocześnie parlament miałby prawo ponownie uchwalić ustawę większością zwykłą (np. 61 ze 120 posłów), nawet jeśli sąd wcześniej ją uchylił.

4.Większa kontrola nad doradcami prawnymi ministerstw.

Doradcy prawni w ministerstwach są obecnie niezależni. Reforma przewidywała, że staną się urzędnikami politycznymi, mianowanymi przez ministrów.

Argumenty zwolenników reformy

Brak równowagi władz. Sądy mają zbyt dużą władzę wobec rządu, nie mając mandatu demokratycznego.

Brak konstytucji. Ponieważ Izrael nie ma konstytucji, uprawnienia sądu nie są nigdzie zapisane i sędziowie przyznali je sobie sami.

Sędziowie pochodzą z tej samej grupy towarzyskiej oraz ideologicznej. Zwolennicy Netanjahu twierdzą, że skład sądów to wąska, lewicowo-liberalna elita z Tel Awiwu, oderwana od większości społeczeństwa (religijnego i konserwatywnego).

Argumenty przeciwników reformy

Zagrożenie dla demokracji. Jeżeli rząd będzie kontrolował wybór sędziów, zniknie niezależność sądownictwa.

Brak mechanizmów kontroli. Izrael nie ma drugiej izby parlamentu, nie ma federalizmu ani prezydenta z realnymi kompetencjami, więc Sąd Najwyższy jest jedynym realnym hamulcem dla władzy większości.

Ochrona mniejszości. Obawa, że rząd wspierany przez partie religijne i nacjonalistyczne mógłby ograniczyć prawa mniejszości arabskiej, świeckich czy kobiet.

Przebieg wydarzeń

Styczeń 2023. Ogłoszenie projektu reformy przez Yariva Levina.

Luty – lipiec 2023. Masowe protesty w całym kraju na ulicach, m.in. w Tel Awiwie, Hajfie i Jerozolimie.

Lipiec 2023. Kneset uchwala pierwszą część reformy, zniesienie doktryny rozsądności.

Sierpień – wrzesień 2023. Protesty nadal trwają, część rezerwistów IDF grozi odmową służby.

Październik 2023. Atak Hamasu 7 października wstrzymuje cały proces, reforma zostaje zamrożona.

Styczeń 2024 – 2025. Po rozpoczęciu wojny polityczne napięcia chwilowo przycichły, ale spór o reformę powrócił w tle debaty o powojennych zmianach w strukturze państwa.

Kluczowe postacie

Benjamin Netanjahu. Premier, lider Likudu, twarz reformy (choć formalnie pomysł wyszedł od Levina).

Yariv Levin. Minister sprawiedliwości, architekt reformy.

Simcha Rothman. Przewodniczący Komisji Konstytucyjnej, główny legislator projektu.

Aharon Barak. Były prezes Sądu Najwyższego, twórca aktywizmu sędziowskiego z lat 90., uważany za głównego przeciwnika reformy (symbolicznie).

Isaac Herzog. Prezydent, próbował mediować między stronami, proponując kompromis.

Gadi Eisenkot, Ehud Barak, Mosze Ja’alon. Byli generałowie i premierzy, stali się liderami ruchu protestu.

Tutaj leży sedno izraelskiego sporu o reformę sądownictwa. Obie strony używają pojęcia „demokracja”, ale rozumieją je inaczej.

Spróbuję to opisać bez ocen, posługując się tylko faktami i logiką instytucjonalną.

Jak działa obecny system wyboru sędziów w Izraelu?

Sędziów Sądu Najwyższego wybiera Komitet ds. Selekcji Sędziów, w którego skład wchodzi 9 osób:

– 3 sędziów Sądu Najwyższego (w tym prezes),

– 2 przedstawicieli Izraelskiego Stowarzyszenia Adwokatów,

– 2 ministrów (w tym minister sprawiedliwości),

– 2 posłów Knesetu (zazwyczaj jeden z koalicji, jeden z opozycji).

Aby powołać sędziego do Sądu Najwyższego, potrzebne są co najmniej 7 głosów na 9, więc żadna grupa nie ma samodzielnej większości. W praktyce oznacza to, że nowy sędzia musi mieć poparcie zarówno części środowiska sędziowskiego, jak i części polityków.

Wielu prawników uważa, że ten układ zapewnia równowagę. Ale krytycy mówią, że w rzeczywistości powstała sędziowska korporacja, bo sędziowie mają duży wpływ na to, kto zostanie ich następcą.

Argument strony rządowej (Netanjahu, Levin, Rothman)

Ich logika jest następująca.

W demokracji to obywatele przez wybory decydują, kto ma rządzić, a więc jeżeli sędziów wybierają sami sędziowie, to władza sądownicza nie ma żadnej demokratycznej legitymacji.

Tymczasem Sąd Najwyższy od lat 90. unieważnia ustawy i decyzje rządu, więc realnie ma większy wpływ niż parlament. I dlatego, żeby przywrócić równowagę, trzeba dać rządowi możliwość powoływania sędziów, tak jak dzieje się np. w USA, gdzie sędziów Sądu Najwyższego nominuje prezydent i zatwierdza Senat.

Z tego punktu widzenia większym zagrożeniem dla demokracji jest sąd, który sam siebie odtwarza i kontroluje wszystkie pozostałe władze, niż rząd, który ma demokratyczny mandat.

Argument strony przeciwnej (opozycja, środowiska liberalne, część byłych wojskowych)

Ich rozumowanie jest odwrotne.

W Izraelu nie ma konstytucji, drugiej izby parlamentu, federalizmu ani prezydenta z realną władzą, a więc Sąd Najwyższy jest jedyną instytucją kontrolującą rząd. Jeżeli rząd uzyska pełną kontrolę nad powoływaniem sędziów, to zniknie jakikolwiek niezależny nadzór, a

wtedy każda większość parlamentarna (nawet chwilowa) mogłaby dowolnie zmieniać prawo, obsadzać sądy swoimi ludźmi i unikać odpowiedzialności.

Dlatego argumentują, że niezależny sąd jest filarem demokracji liberalnej, nawet jeśli nie jest wybierany demokratycznie.

W istocie spór nie jest o demokrację jako taką, tylko o jej model.

Strona Netanjahu broni demokracji większościowej, czyli modelu w którym rządzą ci, których wybrała większość.

Strona liberalna broni demokracji konstytucyjnej, czyli systemu w którym władza większości jest ograniczona przez instytucje, które mają chronić prawa mniejszości i obywateli.

Izrael nigdy wcześniej nie zdefiniował, który model chce przyjąć i dlatego konflikt jest tak głęboki.

Konflikt powstał również wokół rdzenia sporu – kto ma prawo definiować, czym w ogóle są „prawa” i „mniejszości”. Właśnie wokół tego toczy się dziś nie tylko izraelski konflikt o sądownictwo, ale też debaty w całym świecie zachodnim.

Żeby łatwiej zrozumieć ten spór, warto rozłożyć go na czynniki pierwsze, zaczynając od źródła problemu.

W systemach zachodnich sądy konstytucyjne lub najwyższe z czasem przyjęły na siebie rolę nie tylko interpretatora prawa, ale także twórcy norm etycznych i społecznych. To znaczy, że nie ograniczają się już do tego, co zapisane w ustawach, tylko rozszerzają znaczenie pojęć takich jak „godność”, „wolność”, „równość”, „dyskryminacja”, często w sposób, który nie był przewidziany przez ustawodawcę.

W Izraelu tę linię zapoczątkował prezes Sądu Najwyższego Aharon Barak w latach 90., wprowadzając doktrynę „wszystko jest sądzone” (hakol shafit). Oznacza ona, że każda decyzja administracyjna może być poddana ocenie sądu pod kątem „rozsądności” lub „proporcjonalności”.

To stworzyło potężną władzę interpretacyjną, sąd mógł ingerować w każdą decyzję rządu, a jego uzasadnienia często opierały się nie na przepisach, lecz na pojęciach moralnych.

Problem samokontroli

Nie istnieje żaden realny mechanizm, który kontrolowałby samych sędziów w zakresie ich decyzji światopoglądowych.

Parlament może zmienić ustawę, ale jeśli sąd powie, że ta ustawa „narusza godność człowieka”, to ją unieważni.

Obywatele nie mogą „odwołać” sędziów.

Inne sądy są związane orzeczeniami Sądu Najwyższego.

W efekcie to sądy, a nie wyborcy, zaczynają decydować, co jest moralne i dopuszczalne. Właśnie dlatego część prawicy (nie tylko w Izraelu, także np. w USA, Kanadzie, Wielkiej Brytanii) uważa, że system sądów przekształcił się w nadzwyczajną władzę ideologiczną, która sama ustala granice debaty.

Przykładem tego są orzeczenia dotyczące transpłciowość, sport kobiecy itp.

To właśnie klasyczne przypadki, w których sądy lub instytucje prawne rozszerzają interpretację istniejących praw (np. zakazu dyskryminacji) tak, że w praktyce nowe grupy zyskują status „mniejszości chronionej”, nawet jeśli prawo w tej formie nigdy tego nie przewidywało.

Przeciwnicy takiej praktyki mówią, że sądy zaczęły decydować o kwestiach biologicznych, etycznych, religijnych, które powinny należeć do sfery debaty publicznej, a więc demokracja przestaje działać, jeśli wyborcy nie mogą zmienić kierunku tych decyzji przez wybory, bo sędziowie są nieusuwalni.

Zwolennicy odpowiadają, że prawa mniejszości właśnie dlatego muszą być chronione przez instytucje niezależne od większości, bo większość może być wobec nich opresyjna.

Ale nikt nie potrafi wskazać trwałego mechanizmu równowagi czyli jak chronić mniejszości, nie zamieniając ochrony w przywilej.

Izraelski kontekst

W Izraelu problem ten ma jeszcze jeden wymiar, bo państwo nie ma konstytucji, Sąd Najwyższy sam przypisał sobie rolę strażnika „wartości podstawowych”, a jego skład od dziesięcioleci rekrutuje się z tego samego środowiska, świeckiego, liberalnego, z Tel Awiwu.

Dlatego prawica (Likud, partie religijne, nacjonaliści) uważa, że sąd broni nie tyle prawa, ile własnego światopoglądu. W praktyce może blokować każdą reformę obyczajową lub religijną, którą popiera większość społeczeństwa, tłumacząc to „naruszeniem zasad demokracji”.

Część komentatorów, zwłaszcza z kręgów konserwatywnych, określa model izraelskiego Sądu Najwyższego mianem „sądowego despotyzmu”, wskazując, że aktywizm sędziowski Aharona Baraka doprowadził do sytuacji, w której sąd ingeruje w decyzje władzy wykonawczej w sprawach bezpieczeństwa i polityki państwa. Jonathan Foreman zauważa, że wieloletnie orzecznictwo sądu w duchu „praw człowieka” miało bezpośrednie skutki operacyjne: ograniczało swobodę działań wojska przy granicy z Gazą, znieczuliło dowództwo na zagrożenie i utrwaliło wśród żołnierzy lęk przed użyciem siły. W efekcie ta linia decyzji stała się jednym z elementów, które przyczyniły się do bezbronności Izraela i skali tragedii 7 października. Po tamtych wydarzeniach spór o reformę sądownictwa przestał być wyłącznie ideologicznym konfliktem o ustrój państwa, zaczął dotyczyć także jego zdolności do samoobrony. Od 7 października dyskusja o reformie sądownictwa stała się także debatą o tym, kto ponosi realną odpowiedzialność za bezpieczeństwo Izraela.

Punktem wspólnym wszystkich tych sporów i sednem problemu jest to, że nie ma w demokracji instytucji, która w sposób ostateczny i obiektywny definiowałaby, gdzie kończą się prawa jednej grupy, a zaczynają drugiej.

Władza ustawodawcza może to określać przez prawo, a władza sądownicza przez interpretację, ale żadna z nich nie jest wolna od błędów ani interesów.

Dlatego spór o sądy w Izraelu to nie jest tylko kwestia ustrojowa. To pytanie czy władza ma wynikać z woli większości, czy z przekonania pewnej elity, że wie lepiej, co jest słuszne.

Sprawa Arié Deriego (2022–2023)

Arié Deri to lider ultraortodoksyjnej partii Szas, kluczowy koalicjant Netanjahu. Był wcześniej skazany za korupcję i oszustwa podatkowe, odbył karę więzienia, a po powrocie do polityki zawarł z prokuraturą ugodę (plea bargain), w której zobowiązał się odejść z życia publicznego. W 2022 roku Netanjahu ponownie powołał go na ministra spraw wewnętrznych i zdrowia, a następnie wicepremiera.

W styczniu 2023 r. Sąd Najwyższy unieważnił jego nominację, mimo że parlament wcześniej przyjął ustawę pozwalającą Deriemu objąć urząd.

Sąd uzasadnił to „brakiem rozsądności” decyzji Netanjahu i „moralnym brakiem kwalifikacji” Deriego.

Nie powołał się na żaden konkretny przepis, tylko na zasadę „reasonableness” (rozsądności), która nie istnieje w żadnej ustawie.

W praktyce więc 11 sędziów uznało, że premier nie miał prawa powołać ministra, którego uznali za moralnie niegodnego, mimo że Deri został demokratycznie wybrany i mimo że parlament zmienił prawo, by umożliwić jego nominację.

Dlaczego ta sprawa jest symbolem?

Zwolennicy reformy (Netanjahu, Levin, religijna prawica) uznali to za przekroczenie uprawnień sądu, twierdząc, że sędziowie nie mają prawa oceniać „moralności” ministrów, skoro wyborcy dali im mandat.

Z kolei dla opozycji i obrońców sądu była to decyzja ratująca państwo prawa, bo Deri, jako skazany przestępca, nie powinien kierować resortem odpowiedzialnym za system administracji i budżet.

Efekt polityczny był taki, że to właśnie po tej sprawie Netanjahu zdecydował się forsować reformę sądownictwa, zaczynając od zniesienia doktryny „reasonableness”. Właśnie ta doktryna pozwoliła sędziom unieważnić decyzję rządu, choć formalnie nie złamano żadnego przepisu.

Ten przypadek jest tak symboliczny, że do dziś służy jako skrót całej debaty.

Dla jednych to dowód, że sąd uzurpuje sobie władzę ponad wyborcami, dla drugich dowód, że bez sądu władza mogłaby robić wszystko, co chce.

Oprócz tej sprawy były również inne, równie głośne (np. unieważnienie nominacji generała Galanta w 2011 roku, blokowanie decyzji o deportacjach nielegalnych imigrantów z Erytrei i Sudanu albo wstrzymanie budowy osiedli żydowskich na Zachodnim Brzegu), które w oczach obozu rządowego też uchodziły za „polityczne orzeczenia sądu”.

Dokładnie w tym punkcie leży linia podziału, która dziś przebiega nie tylko przez Izrael, ale przez większość państw Zachodu. Demokracja większościowa opiera się na zasadzie odpowiedzialności odwracalnej, czyli jeśli władza nadużyje zaufania, można ją odsunąć w wyborach. W modelu elitarnym, w którym autorytet moralny lub sądowy nie podlega żadnej kontroli, nie istnieje mechanizm korekty, a zatem nie ma też prawdziwej odpowiedzialności.

W Izraelu dokładnie ten argument powtarza wielu zwolenników reformy – że władza sądownicza nie tyle chroni demokrację, ile usunęła się spod demokratycznego nadzoru, tworząc własny system samozwańczych norm moralnych. W praktyce więc zamiast pluralizmu powstaje nowa forma oligarchii intelektualnej, w której prawo przestaje być narzędziem równości, a staje się instrumentem ideologicznego nadzoru.

W demokracji większościowej jest ryzyko błędu, ale istnieje też prawo do błędu i do jego naprawienia, co różni ją od systemu, w którym decyzje należą do wąskiego grona tzw. autorytetów moralnych.

Ten tekst powstał z potrzeby uporządkowania informacji bez oceny i emocji, napisałam go trochę dla samej siebie, a trochę po to, żeby pomóc innym rozwikłać ten poplątany supeł. I mam nadzieję, że to się udało.

Sąd Najwyższy w Izraelu – historia sporu.

Kategorie: Uncategorized

7 odpowiedzi »

  1. Dziękuję Dana za jeszcze wyjaśnienia do tej analizy.
    Nawet dużo ludzi w Izraelu wogule nie wiedzą o co chodzi, a wypowiadają się tak jak by byli ekspertami.

  2. Świetna analiza. Z europejskiego punktu widzenia, gdzie ”Checks and balances” jest podstawową zasadą – system panujący w Izraelu jest dość dziwaczny. Wychodzi na to, że nawet jeśli kraj jest mały, to z pewnych instytucji rezygnować nie może, bo będzie niestabilny.
    Trzeba też dodać, że poza opisanym konfliktem instytucjonalnym, Netaniahu ma na koncie zwykłe zarzuty kryminalne.
    Pozdrawiam.

  3. Te szalencze manifestacje na Kapłan Street wiele miesięcy przed Gaza były zwiastunem nieszczęścia które spadło na Izrael. Arabowie zacierali sobie ręce patrząc jak Izraelczyczy szarpią się miedzy soba i usiłują obalić świetnego PM. Oby obecny skandal doprowadził do definitywnej reformy i uzdrowienia sądownictwa.

  4. Aharon Barak ,po decydujacym przyczynieniu sie do katastrofy Oct.7, dalej kontynuuje swa dzialalnosc, powracajac ostanio do nawolywan ze ” najwiekszym niebezpieczenstwem dla Izraela jest reforma Sadu Najwyzszego”, jak przed October.
    Tylko jego kolega z Sadu, Sedzia Czernichow, uratowal kiedys Izrael od kompletnego zalania przez palestynskich imigrantow, odrzucajac precedens.tworzace zadanie pary z Haify-Ramallah o ” polaczeniu” w Izraelu.
    ” Krzyczycie codziennie ” Smierc Izraelowi!” a teraz chcecie sie ” polaczyc” w Izrzelu?!. Polaczcie sie w Ramallah !”
    zarzadzil, ku wsciekloscu Baraka.
    Taka bezposrednia Smierc-Zycie decyzja zostala w tym wypadku rozstzygnieta na korzysc Izraela, ale to przypadek, ktory Barak chcial i chce eliminowac.

  5. Dziekuje pani Beacie Lewkowicz za ciekawe artykuly .Dziekuje takze za wyjasnienia w konflikcie obecnego rzadu a Sadem Najwyzszym . Pozwalam sobie jednak zwrocic uwage ,ze to nie w 2023 roku zaczal sie ten konflikt a w 2020,kiedy to premier Beniamin Netaniahu zostal oskarzonym o naduzycia .

  6. jako obywatelka i mieszkanka israela, pozwole sobie na pare dodatkowych uwag do tej dobrej analizy:
    ‘Reforma przewidywała, że staną się urzędnikami politycznymi, mianowanymi przez ministrów.’…
    nie… reforma przewidywala, ze doradcy prawni ministerstw beda ludzmi zaufania ministra, a nie urzednikami z agenda polityczna, nie pozwalajacych ministrom do wprowadzania ich polityki, do ktorej zostali wybrani przez narod w demokratycznych wyborach… to byl wyrazny protest przeciwko ‘wladzy urzedniczej’, jak to nazywa sie w israelu…
    ‘Brak konstytucji. Ponieważ Izrael nie ma konstytucji, uprawnienia sądu nie są nigdzie zapisane i sędziowie przyznali je sobie sami.’
    jest ‘basic law: the judiciary’… nie ma tam slowa o tym, ze sad najwyzszy ma prawo anulowac decyzje i nominacje rzadu…
    ‘Ochrona mniejszości. Obawa, że rząd wspierany przez partie religijne i nacjonalistyczne mógłby ograniczyć prawa mniejszości arabskiej, świeckich czy kobiet.’
    taaak.. tymczasem ten sad najwyzszy od lat chroni przede wszystkim praw terrorystow, nie biorac na siebie zadnej odpowiedzialnosci za konsekwencje…
    ‘Styczeń 2024 – 2025. Po rozpoczęciu wojny polityczne napięcia chwilowo przycichły,’…
    nie, nic nie przycichlo… demonstrowali dalej, zmieniajac tylko temat protestow wedlug potrzeb: zakonczyc natychmiast wojne, przywrocic natychmiast wszystkich porwanych, usunac netanyahu, ‘biden save us’, usunac ben gvira i jego policje… wezwania wszystkich ‘bylych’ do odmowy sluzby wojskowej, you name it…
    kazda krytyka systemu sadownictwa ze strony prawicy byla natychmiast okreslana przez lewice jako ‘atak na demokracje’… wszystkie te demonstracje, przed i w czasie wojny, ktore trwaja do dnia dzisiejszego, mialy w rzeczywistosci tylko jeden cel: obalenie netanyahu i prawicowego rzadu, przy obcym finansowaniu…
    ‘Aharon Barak. Były prezes Sądu Najwyższego, twórca aktywizmu sędziowskiego z lat 90., uważany za głównego przeciwnika reformy (symbolicznie).’
    oczywiscie, ze sie sprzeciwial… to on wlasnie dal samowolnie ta niesamowita wladze sadowi najwyzszemu i doprowadzil do calkowitego upolityczniena systemu sadownictwa w israelu…
    ‘Isaac Herzog. Prezydent, próbował mediować między stronami, proponując kompromis.’
    herzog probowal mediowac miedzy stronami for the show… w rzeczywistosci orzekal sie zawsze za lewica…
    i zapomnialas wspomniec o tym idiotyzmie wybierania prezydenta sadu najwyzszego wedlug metody seniority… wszystkie praktycznie orzeczenia sadu najwyzszego nie sa oparte na prawie, tylko na interpretacjach sedziow… ze juz nie wspomne o tym obecnym prezydencie sadu najwyzszego, przestepcy budowlanego i klamcy, ktory wlasciwie wybral sam siebie na to stanowisko…
    dzisiaj w israelu juz wszyscy rozumieja, ze ten system jest zgnily od podstaw… prokuratura z poparciem sadu najwyzszego oklamuje obywateli, lamie podstawowe prawa czlowieka, fabrykuje oskarzenia, na co wspanialymi przykladami jest proces netanyahu i teraz skandaliczna historia sde teiman…

  7. Thanks for this important explanation. Similarity to the Polish case is thus dismissed!

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.