Uncategorized

CZUJĘ W KOŚCIACH!

Przemyslaw Wiszniewski

Spacer po ponad trzydziestohektarowym cmentarzu żydowskim, na którym jest osiemdziesiąt pięć tysięcy macew, i trzeba się niekiedy przedzierać przez zarośla – ani żywego ducha! – prowokuje do kontemplacji.

Brodzisz w liściach, potykasz się o zwalone nagrobki i przeskakujesz ponad przewróconymi pniami drzew czytając inskrypcje nagrobne. Są w języku żydowskim, ale też po polsku i w innych językach. Każdy czarny obelisk reprezentuje człowieka. Stoją w rzędach niczym zęby, rzędach nierównych.

Niektóre muskam ręką, bo muszę się oprzeć, żeby nie upaść. I już nie wiem, czy tym dotykiem niosę im ukojenie, czy też jest na odwrót i to ja korzystam.

Obcowanie ze zmarłymi może być przygnębiające, bo zmusza do myśli o własnym końcu, niemniej tacy zmarli, o których już nikt nie pamięta wzbudzają więcej współczucia i przestajesz myśleć o sobie.

Wczoraj przeczytałem wstrząsający artykuł o Mieście Umarłych na obrzeżach Kairu, czyli starożytnym ogromnym cmentarzu, na którym mieszkają miliony ludzi, biedota z tamtejszych przedmieść. Mieszkają w grobowcach.

W ten sposób życie splata się ze śmiercią. Freud rozróżniał pociąg do życia (Eros) i popęd śmierci (Tanatos), które są z sobą nierozerwalnie związane w wiecznym konflikcie.

Kiedy przemieszczam się wzdłuż tych macew, tracę orientację, kto jest tutaj żywy, a kto martwy: ja czy oni tam pod spodem? Jestem dla nich jedynie epizodem, intruzem burzącym wieczny spokój. Niby mój ruch czyni mnie żywym, choć przecież to całkiem bez znaczenia. Niektórzy żywi tkwią w bezruchu, w stuporze katatonicznym.

Niczego nie wolno się bać: ani śmierci, ani życia, i o tym przekonuje się człowiek na podstawie własnej biografii. Lęk przed życiem jest tak samo destrukcyjny, jak lęk przed śmiercią. Jak go zwalczać? Najlepiej tłumiąc.

Niedawno zwierzałem się, że w metrze pasażer w średnim wieku mi ustąpił miejsca. Ofuknąłem go w pierwszej chwili, lecz obróciłem to w żart, podziękowałem i skorzystałem. Właściwie, to byłem na ostatnich nogach. Mimo wszystko szokujące, jak bardzo noszę zakłamany obraz samego siebie. Konfrontacja z rzeczywistością każe mi się buntować: nie czuję się dziadkiem!

Dziś znowu zdarzyło się podobnie: wsiadłem do tramwaju i na mój widok pasażerka ok. czterdziestki poderwała się z miejsca… Na szczęście opodal stała starsza pani (taka w moim wieku), więc z galanterią patrząc jej w oczy wskazałem dłonią to wolne miejsce, które miało być przeznaczone dla mnie. Więc jednak jestem już dziadkiem.

No, ale zostało mi pewnie trochę lat do przeżycia. Jeszcze pokażę, na co mnie stać, jeszcze nie powiedziałem ostatniego słowa. Ja się dopiero na te stare lata zaczynam rozkręcać!

Przemysław Wiszniewski

Artykul z FB

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.