Henryk Sławik – zapomniana historia polskiego Wallenberga

Oskar Schindler czy Raul Wallenberg stali się bohaterami kultury masowej. Tymczasem Polak, który uratował ponad pięć tysięcy Żydów był przez lata zapomniany. Przyczyniły się do tego władze PRL-u, zaciągając zasłonę milczenia nad tym bohaterskim człowiekiem. Poznajmy historię Henryka Sławika.

„Jest bohaterem trzech narodów: polskiego, węgierskiego i żydowskiego. Jednak jego postać jest wciąż zbyt mało znana i pamiętana” – stwierdził kilka miesięcy temu prezydent Bronisław Komorowski podczas wizyty w dawnym obóz koncentracyjnym Mauthausen-Gusen, gdzie odsłonił tablicę poświęconą Henrykowi Sławikowi, który został tam zamordowany 69 lat temu. Przez blisko pół wieku ten dzielny człowiek niemal nie istniał w polskiej świadomości, choć czyny Sławika stawiają go w równym szeregu z największymi bohaterami II wojny światowej – Schindlerem czy Wallenbergiem, których opiewają znane na całym świecie filmy i książki. Polakowi oraz jego węgierskiemu przyjacielowi Józsefowi Antallowi zawdzięcza życia przynajmniej pięć tysięcy Żydów.

polski wallenberg

Urodzony w 1894 r. Henryk Sławik był dziewiątym dzieckiem ubogiej chłopskiej rodziny, mieszkającej we wsi Szeroka (dzisiejsza dzielnica Jastrzębia-Zdroju). Jako młody chłopak służył w austriackiej armii podczas I wojny światowej i prawdopodobnie wówczas zetknął się z ideami socjalistycznymi, którym pozostał wierny do końca życia.

Po powrocie z frontu wstąpił do PPS i z ramienia tej partii brał udział w kampanii propagandowej przed plebiscytem w 1921 r., który miał zdecydować o przynależności Śląska. Sławik już wtedy wykazywał sięumiejętnościami organizacyjnymi, a przygotowywane przez niego wiece nawołujące do głosowania za Polską gromadziły prawdziwe tłumy.

W następnych latach zasłynął ze stanowczych wystąpień, podczas których bronił pokrzywdzonych grup społecznych. „Sławik to nie słowik, więc miękko nie śpiewa” – żartował jeden ze śląskich satyryków

henryk_slawik_620

Węgierski przystanek

W okresie międzywojennym Sławik prowadził imponującą działalność społeczną. Działał w samorządzie lokalnym (był radnym Katowic i posłem do Sejmu Śląskiego), kierował stowarzyszeniami i klubami sportowymi, a także organizował uniwersytety robotnicze. Jego pasją stało się również dziennikarstwo. Przez wiele lat był związany z PPS-owską „Gazetą Robotniczą”, początkowo jako współpracownik, później redaktor odpowiedzialny, a w końcu – naczelny.

 

Tucza ich jak indyki

Na początku października 1939 r., w obozie polskich uchodźców pod Miszkolcem pojawił się József Antall, doświadczony urzędnik węgierskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, wyznaczony do kontaktów z Polakami. Szybko zwrócił uwagę na tłumacza, który od razu zaczął domagać się od Antalla stworzenia lepszych warunków dla uciekinierów znad Wisły. Był to Henryk Sławik.

„Zaskoczyło mnie, że w takiej sytuacji znalazł się człowiek, który miał odwagę powiedzieć mnie, węgierskiemu szefowi, że z naszej strony nie wszystko jest w porządku, że nasi chłopi w swej gościnności, po prostu, rozpijają Polaków, że tuczą ich jak indyki! Sławik dobitnie oświadczył, że Polakom trzeba dać pracę, że trzeba im zorganizować nauczanie, szkoły, aby w przyszłej Polsce byli przydatni” – wspominał po latach Antall.

Węgier od razu wyznaczył Sławika na przewodniczącego Komitetu Obywatelskiego Pomocy Polakom, natomiast rząd emigracyjny mianował go delegatem ministra opieki społecznej. Wziął się do wykonywania zadań z charakterystycznym dla siebie animuszem.

Sierociniec-przykrywka

Sławik organizował opiekę socjalną i medyczną dla uchodźców, pomagał w znalezieniu im pracy. W stworzonych przez KOPP świetlicach odbywały się spotkania i występy artystyczne. Wydawano własne gazety, np. „Wieści Polskie”.

Jednak Sławik z Antallem prowadzili też zakonspirowane działania, o których nie widział nikt poza nimi. Celem akcji było uratowanie blisko pięciu tysięcy Żydów, przybyłych na Węgry w połowie 1943 r., po likwidacji gett na południu Polski. Bez pomocy Sławika nie przetrwaliby wojny. Przewodniczący KOPP zmieniał im nazwiska i załatwiał świadectwa chrztu. Setka żydowskich dzieci trafiła do katolickiego sierocińca w Vacu, który dla niepoznaki funkcjonował jako Dom Sierot Polskich Oficerów. Podopieczni ośrodka grzecznie uczestniczyli w nabożeństwach. Odwiedzał je nawet wtajemniczony w szczegóły przedsięwzięcia arcybiskup Angello Rotty, nuncjusz apostolski.
Wszystkie dzieci z Vacu przeżyły wojnę. Henryk Sławik nie miał tyle szczęścia.

Polacy spłacają dług

Wiosną 1944 r., Hitler niezadowolony ze zbyt „miękkiej” polityki węgierskiego regenta Miklósa Horthyego rozpoczął okupację tego kraju, a rządy objął faszystowski rząd Döme Sztójaya. Henryk Sławik zdawał sobie sprawę z zagrożenia, jednak nie skorzystał z propozycji wyjazdu do Szwajcarii. Tłumaczył, że nie może zostawić ludzi powierzonych jego opiece.

Po zajęciu Węgier przez Niemcy Polaka zaczęło ścigać gestapo. Najpierw aresztowano jego żonę Jadwigę, która trafiła do obozu w Ravensbrück (córce Krystynie udało się uciec). W lipcu 1944 r. w ręce gestapo wpadł Sławik, którego miał zdradzić maturzysta z liceum w Balatonboglar. Zatrzymano również Antalla.

Polaka torturowano, żeby wymusić zeznania obciążające jego węgierskiego współpracownika. Oskarżenie Antalla o pomoc w przerzucaniu polskich żołnierzy do Francji i na Bliski Wschód oznaczało dla niego wyrok śmierci.

Jednak Sławik nie dał się złamać i do końca twierdził, że Antall zajmował się wyłącznie opieką społeczną. Po raz ostatni widzieli się w więźniarce wywożącej ich z siedziby gestapo. „W ciemnościach odszukałem jego rękę, dotknąłem i powiedziałem: dziękuję. Sławik odpowiedział: Tak Polacy spłacają swoje długi” – wspominał Antall, który przeżył wojnę. Jego syn został pół wieku później pierwszym premierem demokratycznych Węgier.

Zapomniany bohater

Henryk Sławik trafił do Mauthausen. Z relacji Józefa Cyrankiewicza, innego więźnia tego obozu koncentracyjnego (późniejszego PRL-owskiego premiera) wynika, że Sławik został rozstrzelany 25 lub 26 sierpnia 1944 r.

Tuż po zakończeniu II wojny światowej wydawało się, że bohater zostanie godnie upamiętniony w wyzwolonej Polsce. W 1946 r. władze Katowic nazwały nawet jedną z ulic jego imieniem. Jednak już kilka dni później nazwę zmieniono na Zbarską. W życiorysie Sławika dopatrzono się bowiem, że reprezentował „niewłaściwych socjalistów”.

Przez następne lata historia człowieka, który uratował wiele tysięcy istnień ludzkich była praktycznie nieznana. Pod koniec 1988 r. w „Przekroju” ukazało się ogłoszenie: „Henryk Zimmermann z Izraela poszukuje pana Sławika, konsula polskiego w Budapeszcie w latach 1943-1944, który dopomógł w ocaleniu wielu Polaków i Żydów”. Zimmermann – jeden z uratowanych przez Polaka, nie wiedział, że jego wybawca już dawno nie żyje.

Jesienią 1990 r. córka Sławika odebrała w Instytucie Pamięci Narodowej Yad Vashem w Jerozolimie Medal Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata. Henryk Zimmermann powiedział wtedy, że on, „nazistowski więzień nr 68220, daje świadectwo, że Henryk Sławik przyczynił się do ocalenia od niechybnej śmierci tysięcy Żydów”.

http://facet.wp.pl/kat,1034179,wid,16015165,wiadomosc.html?smgnzebaxbaxhefticaid=115615

Znalazl Mis

.mis

 

 

 

 

reunion-691.jpg

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: