Mała rzecz o brzydocie łajdactwa

Nadeslal Wlodek Rozenbaum

wlodek rozenbaum

reunion68

Andrzej Koraszewski

Nie zamierzałem pisać o śmierci Ariela Szarona. Ariel Szaron zmarł osiem lat temu, zaś obecne zakończenie podtrzymywania życia w jego ciele mogło by być powodem do artykułu o dobrodziejstwach eutanazji i okrucieństwie pseudomoralistów, zmuszających nas do wykorzystywania nowoczesnej medycyny nie dla ratowania życia, a do wydłużania cierpienia.

Innym powodem artykułu o tej śmierci po ośmiu latach wegetacji w charakterze rośliny są sępy. Jak donosila Yolande Knelll z BBC, stada dziennikarzy koczowały od tygodni w izraelskim szpitalu oczekując na wiadomość, że Ariel Szaron przestał oddychać.

Te stada świetnie opłacanych dziennikarzy, których nie interesują dziesiątki tysięcy śmierci w  pobliskiej Syrii, ani w żadnym innym miejscu na świecie, miały swoje artykuły gotowe od wielu dni, oczekiwały tylko na komunikat, że już wolno je przesłać do redakcji.

Inni pisali swoje wspomnienia o izraelskim żołnierzu, generale i polityku w zaciszu swoich redakcji i również czekali tylko na wiadomość od izraelskich lekarzy o ostatecznej śmierci zmarłego osiem lat temu premiera.

Daruję sobie opisy nekrologów w głównych światowych mediach, jeśli idzie o media muzułmańskie, to znakomitą próbką był wywiad szwedzkiego radia z rzecznikiem meczetu w Örebro, który napisał na swojej stronie FB, że Szaron używał dziecięcej krwi do robienia puddingu.

W rozmowie z dziennikarzem lokalnej gazety pobożny muzułmanin wyjaśniał, że mu to opowiedziano i że być może nie użył właściwych słów. Uciekając od dosłowności tradycyjnej opowieści o żydowskim zabijaniu dzieci na macę, zakończył stwierdzeniem, że tak czy inaczej Ariel Szaron „był odpowiedzialny za wiele masakr”.

Wiadomość o tym, że Ariel Szaron przestał oddychać była również okazją do obszernego artykułu Pawła Smoleńskiego w „Gazecie Wyborczej”.

Tak się dziwnie składa, że w ostatnich dniach dyskutowaliśmy ze sobą elektronicznie o dziennikarstwie i języku w jakim przekazywane są informacje.  Była to rozmowa kulturalna, z wzajemnym szacunkiem, a nawet zrozumieniem. Przypominałem w niej nasze analizy języka prasy moczarowskiej, problem przymiotników, tytułów i śródtytułów, kwestię kolejności prezentowania faktów, czyli tego wszystkiego, co stanowi samą esencję manipulacji dziennikarskiej.

Zgadzaliśmy się w większości spraw, przy różnym spojrzeniu na politykę izraelskiego rządu i jej obecnego premiera i przy odmiennym spojrzeniu na to, ile izraelskich ustępstw mogłoby skłonić palestyńskich „przywódców” do tego, żeby doszli do wniosku, że Izrael ma prawo do  istnienia, a Żydzi prawo do życia.

Była to rozmowa na tyle przyjazna, że Smoleński nawet zaproponował spotkanie, żeby sobie na spokojnie nawymyślać.   Oczekiwany od dawna komunikat o tym, że Szaron przestał oddychać, gwałtownie popsuł koleżeńską atmosferę tej rozmowy.

Artykuł Smoleńskiego to ociekające obrzydlistwo w formie i w treści. Już w tytule mamy przymiotnik „bezwzględny wojskowy”. Jak zdefiniować bezwzględnego wojskowego?

Zdaniem innych był świetnym żołnierzem i doskonałym dowódcą, jednym z tych, dzięki którym tak upragnione przez wielu dokończenie Holocaustu stało się niemożliwe wbrew wysiłkom połączonych armii arabskich, wbrew pomocy nazistowskich oficerów zbiegłych do Egiptu i Syrii, wbrew logistycznej i militarnej pomocy Wielkiej Brytanii dla armii jordańskiej, wbrew późniejszej astronomicznej pomocy Związku Radzieckiego dla Egiptu i Syrii, wbrew nakładom szejków na zbrojenie terrorystów, wbrew miliardowym nakładom Iranu. Dla powtarzającego do znudzenia opowieści o swojej sympatii dla Izraela Smoleńskiego Szaron to był „bezwzględny wojskowy”.

Muszę przyznać, że jeden z śródtytułów jego artykułu wydawał się być szczególnie jaskrawą ilustracją  naszej wcześniejszej dyskusji, wytłuszczony śródtytuł krzyczał: „Rzeźnik Bejrutu”. Zapytałem Pawła Smoleńskiego, czym tłumaczy ten śródtytuł?

Odpowiedź brzmiała:

„Niczym. W gazecie, mam nadzieję, tego nie będzie. Nie musiał do nich strzelać. Ari Folman, który był wówczas na froncie libańskim pod Szatila, opowiadał mi, że mu i jego kolegom z wojska zabroniono!!!!!! nie przepuszczać Arabów do Arabów. A – mówił mi – gdyby po prostu stanęli przed wejściem do obozu, nie byłoby sprawy. Może nie ma racji.”

Ponieważ była to rozmowa o dziennikarskiej uczciwości, w moim kolejnym liście miałem zamiar opowiedzieć pewną bardzo starą historię. Otóż na długo przed śmiercią Stalina młody filozof Leszek Kołakowski napisał obrzydliwy artykuł o Tadeuszu Kotarbińskim. Profesor Maria Ossowska poprosiła go o rozmowę i powiedziała mu coś, co przez resztę życia wiele razy wspominał i co spowodowało, że nigdy więcej niczego podobnego o nikim nie napisał. Nie mamy żadnej informacji, ile razy Maria Ossowska miała takie rozmowy z innymi młodymi ludźmi, którzy wyglądali na tyle przyzwoicie, że uznawała, iż warto spróbować. Domyślam się, że było tych rozmów sporo, a przynajmniej kilka. Jednak tylko jeden człowiek nie tylko zmienił swoje zachowanie, nie tylko pamiętał tę rozmowę, ale uważał za rzecz ważną, by opowiadać o niej innym.

Nasza wymiana zdań z Pawłem Smoleńskim gwałtownie zmieniła ton i nie było już szansy na spekulacje o liczbie podobnych rozmów Marii Ossowskiej z innymi potencjalnie przyzwoitymi  ludźmi, którzy jednak uznali, że łajdactwo jest dla nich korzystniejsze.

W kolejnym mailu Smoleński szybko dodał: „Rzeźnika Bejrutu nie ja wymyśliłem. Tak krzyczano na Placu Królów. Setki tysięcy!”

Cytowanie prywatnej korespondencji jest w złym tonie i jestem świadom, że łamię tu dobre obyczaje, mam nadzieję, Panie Pawle, że mi Pan to jednak wybaczy, bo to wszystko jest zbyt ważne, a ja nie straciłem nadziei na porozumienie.

Tysiące Pakistańczyków krzyczało niedawno, że trzeba zabić bluźnierczynię (którą była mała chrześcijańska dziewczynka, która rzekomo sprofanowała Koran), czy krzyczące tłumy to dla Smoleńskiego wystarczający powód do pisania bzdur?

Pytałem dalej: „I czym tłumaczy Pan powtórzenie fałszywej informacji o tym, że wizyta Szarona na Wzgórzu Świątynnym, była powodem II intifady? Czy doprawdy nie widział Pan wideo z wypowiedziami oficjeli palestyńskich i Suhy Arafat, opowiadających, jak Arafat przygotowywał II intifadę podczas rozmów w Oslo i czekał tylko na odpowiedni pretekst? (wysłał nawet Suhę z córką za granicę, żeby im się przypadkiem coś złego nie stało podczas walk). Samo powiedzenie, że istnieje ‘taki pogląd’ zdecydowanie nie wystarcza. To nie jest ‘pogląd’ (któremu na koniec oddaje Pan maleńki ukłon). To jest udokumentowany fakt”.

I znów dostałem wykrętną odpowiedź:

„Nie powtarzam fałszywej informacji. Piszę, że wizyta była pretekstem, choć intifada już się tliła; o czym też piszę. bo niestety była prowokacyjna, ze względu na osobę Szarona. I była czysto polityczna; Szaron nie był miłośnikiem architektury sakralnej meczetów, ale nie różniła się od turystycznej.”

No cóż, Wzgórze Świątynne nie jest wyłącznie muzułmańskie i całe to rozumowanie jest głęboko ułomne, bo świadczy wyłącznie, że obowiązkiem wszystkich jest chodzenie na paluszkach koło osób, które mogą się nagle zdenerwować i w imieniu jakiegoś boga pomordować wszystkich w polu widzenia.

Po tych dziwacznych i wykrętnych opowieściach o wizycie Szarona na Wzgórzu Świątynnym przechodzi Smoleński do problemu Gazy, którą Szaron, a nie kto inny oddał Palestyńczykom:

„Rakiety na Izrael to nie wina Szarona. Ale pomylił się – mówią to nawet jego ówcześni krytycy, opieprzający Szarona, że za mało daje. bo powinien udawać, że nie oddaje za darmo.
Piszę za to, że Hamas i Palestyńczycy zmarnowali jego gest dobrej woli.”

Naprawdę? Coś trudno się tego doczytać, nawet przy bardzo uważnym czytaniu.

W dalszej naszej korespondencji emocje po obydwu stronach poszły w górę.

Zapytałem czy Szaron miał strzelać do maronitów w Bejrucie.

Odpowiedź:

„A propos strzelania do maronitów w Bejrucie. Tak – uważam, że miał siłę, żeby im nie pozwolić na mordowanie w Sabrze i Szatilii. i powinien strzelać do nich jak do kaczek, z przeproszeniem kaczek.  A przynajmniej – moi koledzy i ówcześni frontowi żołnierze spod Bejrutu tak uważają. […]

Przepraszam, ale jestem po prostu zły.”

Czy miałem rację odpowiadając, że „mam ponurą pewność, że gdyby Szaron strzelał wówczas do maronitów ‘jak do kaczek’, Paweł Smoleński pisałby dzisiaj o ‘rzeźniku’ Szaronie, który strzelał do swoich sojuszników ‘jak do kaczek’, i nie posiadałby się  z oburzenia”? Cóż to tylko domysły budowane na opowieściach, że jednostronne oddanie Gazy w całkowity samorząd Palestyńczyków było błędem, bo Szaron nie postawił warunków. Jakoś nie starczyło Panu Smoleńskiemu odwagi (bo wiedzę posiada), żeby przypomnieć zamach stanu Hamasu, wymordowanie ponad 500 palestyńskich sojuszników z Fatahu, do których strzelali jak do kaczek, ani deklaracji islamistów, że nigdy nie uznają prawa Izraela do istnienia.

Zamiast tego dodał w kolejnym  mailu:

„Akurat koledzy byli tam, gdzie Pana nie było, co i dla Pana lepsze i wygodniejsze o wiele. Więc może przynajmniej tym razem Pan odpuści, bo akurat o froncie libańskim, w porównaniu do ludzi, których lubię, i moich kolegów nie ma Pan zielonego pojęcia.
Jakoś Pana tam zabrakło.”

Nie, Panie Pawle, obecność na miejscu nie świadczy ani pełnej wiedzy, ani o uczciwości i dlatego gardzę dziennikarzami, którzy byli na miejscu, koczując w izraelskim szpitalu i czekali na ostatni oddech Szarona. Pisząc o tych, którzy byli na froncie libańskim, ani słowem nie wspomina Pan powodów nienawiści maronitów do OWP, ani nawet o powodach wkroczenia izraelskiej armii do Libanu.

Nie, nie było mnie w Izraelu od wielu lat, nie mam już sił na podróże, ale uważnie obserwuję tych którzy Bliski Wschód odwiedzają:Nie będę męczył czytelników naszą dalszą wymianą zdań, ale oczywiście może jej Pan, Panie Pawle, używać do woli. Nasza rozmowa  o Pańskim obrzydliwym  nekrologu Ariela Szarona zakończyła się z mojej strony słowami: „Gratuluję pozycji tenora w chórze łajdaków”, a z Pańskiej: „Z Bogiem, Panie Andrzeju. Niech Pan się trzyma i pielęgnuje dobre samopoczucie”.

Wiele dałbym za to, żeby poznać całą treść rozmowy Marii Ossowskiej z Leszkiem Kołakowskim, zastanawiam się, czy powiedziała mu wówczas, że słowa ludzi prawie uczciwych przydają wiarygodności prawdziwym łajdakom? Tenor w chórze łajdaków nie musi być sam łajdakiem, wystarczy,  żeby miał dobre samopoczucie. Leszek Kołakowski po tamtej rozmowie miał z pewnością paskudne samopoczucie, tak paskudne, że odczuwał do Marii Ossowskiej wdzięczność za uświadomienie mu brzydoty łajdactwa.

Wiele lat temu, kiedy Paweł Smoleński odwiedził londyńską redakcję Polskiej Sekcji BBC, mówiliśmy do siebie po imieniu. Miałem wrażenie, że spotykam wspaniałego człowieka i dobrego dziennikarza. Chciałbym kiedyś to wrażenie odzyskać.

Obiecywałem na początku tego artykułu, że nie będę referował nekrologów Ariela Szarona zamieszczonych w prasie światowej. Masakra w obozach Sabra i Szatila wstrząsnęła nami wszystkimi i to właśnie ta masakra jest w tych nekrologach wspominana najczęściej.

Zamordowano ponad 700 osób, w tym kobiety i dzieci. Bestialski mord i, wbrew temu co pisze Smoleński, doskonale rozumiem i podziwiam żołnierzy izraelskich wściekłych, że byli obok i nie zapobiegli temu, co się stało, rozumiem również ich pretensje do swojego dowódcy, że nie przewidział morderczych zamiarów Falangistów.

BBC po śmierci Szarona informowało: “W 1982 roku będąc urzędującym ministrem obrony pozwolił chrześcijańskim Falangistom na wejście do palestyńskich obozów Sabra i Szatila, gdzie zamordowano 700 mężczyzn, kobiet i dzieci. Izraelskie dochodzenie rządowe stwierdziło, że Szaron ponosi osobistą odpowiedzialność za ten incydent.”

Tak, Panie Pawle, to jest cały Izrael. To jest kraj, w którym arabski sędzia Sądu Najwyższego pakuje żydowskiego prezydenta do więzienia za gwałt, a rządowa komisja potępia ministra obrony za to, że nie przewidział jak zachowają się arabscy chrześcijanie. A Pan jako polski dziennikarz wziął udział w sabacie czarownic.

Dodajmy, że sam Szaron w poczuciu winy ustąpił ze stanowiska, wrócił na swoją farmę i usiadł za kierownicą traktora.

Nie kończę tego artykułu okrzykiem :”Z bogiem, Panie Pawle”. W boga nie wierzę, wierzę w ludzi i ich zdolność dostrzegania brzydoty łajdactwa.

P. S. Epitafium Ariela Szarona napisał on sam w 1989 roku:

“Wychodzę z podstawowego przekonania, że Żydzi i Arabowie mogą żyć razem. Powtarzam to przy każdej okoliczności, nie dla dziennikarzy i nie dla poklasku, ale dlatego, że nigdy nie wierzyłem ani nie myślałem inaczej, od wczesnego dzieciństwa i nadal… Wiem, że wszyscy jesteśmy mieszkańcami tej ziemi i chociaż państwo jest żydowskie, nie znaczy to, że Arabowie nie mają być w nim pełnymi obywatelami w każdym sensie tego słowa”.

http://www.listyznaszegosadu.pl/mala-rzecz-o-brzydocie-lajdactwa

2 komentarze to “Mała rzecz o brzydocie łajdactwa”

  1. Ewa Kochana,
    Jakie mocne i dokladne okreslenie naszej prawie nieuleczalnej choroby „Self Destruction” –
    Faktycznie, nie ma czegos podobnego w zadnych narodach i rodzajow naturalnych.
    Jeszcze jeden zydowskich (niestety fatalny) wynalazek!
    Chociaz w Biblii jest napisane ישעיהו מט17: „מִהֲרוּ בָּנָיִךְ, מְהָרְסַיִךְ וּמַחֲרִבַיִךְ מִמֵּךְ יֵצֵאוּ” ksiega Izajasza 49:17 – Ci, ktorzy niszcza i pustosza Izrael (Swiatynie) pochodza z tego Narodu
    Dobrze, ze sa tacy jak Ty Ewa, ze widza to, ubolewaja i protestuja! Zosia

  2. Najtragiczniejsza i najbardziej tajemnicza  choroba wspolczesnych zachodnich Zydow jest ich dziwne szalenstwo, cos jakby schizofrenia, objawiajace sie ostra nienawiscia do wlasnej tozsamosci i wlasnego narodu.  Polega ona na agresywnym atakowaniu i  szkalowaniu polityki Izraela i wszystkiego co zydowskie….oczywiscie ze szlachetnych pobudek…typu „niewyrazalnych cierpien „Palestynczykow” ( czyli Arabow ktorzy uzurpowali sobie te tozsamosc..) na okupowanej przez Izrael ziemi, czyli w Judei i Samarii ( sic !) Choroba ta, charakteryzujaca sie zapalczywoscia i slepa nienawiscia zarazonych osobnikow, jest jest niespotykanym zjawiskiem w innych niz zydowski narodach i moze zaprowadzic nas do zguby, gdyz  oglupia i czyni ogromne szkody dla image Izraela na swiecie.  Niestety,  klamliwe wypowiedzi tych zwariowanych pseudo-intelektualistow sluza jako pretekst dla opinii swiatowej, i tak  juz w ogromnej wiekszosci  mniej lub bardziej  antysemickiej. Kopiemy sobie grob wlasnymi rekami. Doktorzy… ratujcie nasz narod !

    !

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: