Irena Gelblum

Nadeslal Gorfin

reunion 69 .1

 

Irena Gelblum w konspiracji. Do śmierci

Joanna Szczęsna
Przyjaciele z tamtych czasów uszanowali jej decyzję i jeśli w ogóle wspominali Irkę Gelblum, nie mówili, że zmieniła tożsamość
Chciała, by widziano w niej dziennikarkę, tłumaczkę i poetkę, tę zaś część swojej biografii, w której była nieustraszoną, pełną fantazji łączniczką Żydowskiej Organizacji Bojowej i odznaczoną Krzyżem Walecznych uczestniczką powstania warszawskiego – po prostu amputowała. Przyjaciele z tamtych czasów uszanowali jej decyzję i jeśli w ogóle wspominali Irenę Gelblum, nie mówili – przynajmniej publicznie – że zmieniła tożsamość.O jej istnieniu dowiedziałam się w początkach lat 90. od Marka Edelmana, który mówił o niej per „Irka wariatka”. Ale z uznaniem: – Cóż to był za numer. Piękna dziewczyna, a do tego nie wiedziała, co to strach. Miała czarny, błyszczący płaszcz, do tego kapelusz z wielkim rondem i tak wystrojona wkraczała do przedziału dla Niemców, by już po chwili zasnąć z głową na ramieniu jakiegoś oficera Wehrmachtu.

– Zrobiłabym z nią wywiad – mówię, a Edelman: – Nie da rady. Ona zaprzecza, jakoby w ogóle była Żydówką, jest teraz Ireną Conti i ma w dokumentach taką datę urodzenia, że w czasie powstania mogłaby co najwyżej bawić się lalkami.

Dodaje, że całkiem niedawno zadzwonił do niej i usłyszał, że to pomyłka. Jego żonie Ali Margolis przydarzyło się coś podobnego, gdy spotkała ją przypadkowo w windzie. Uśmiechnęła się do niej, ta jednak wytrzymała jej wzrok i mówi: „Ja pani nie znam”.

Edelmana to nie dziwi, w końcu życie po aryjskiej stronie polegało na konfabulacji. Tyle że Irka szła w to coraz głębiej i głębiej. W końcu te wszystkie zmiany tożsamości, nazwiska, daty urodzenia stały się jej tożsamością.

Bohaterska szczęściara

Opuściła getto kilka miesięcy przed powstaniem kwietniowym, wyprowadziła ją Luba Zylberg, przyjaciółka z pracy w gettowym urzędzie pocztowym. Za murami zostawiła starszego brata i rodziców. Nic niemal o nich nie wiadomo; o matce przetrwało wspomnienie, że nosiła zawsze białe rękawiczki, co uznawano za ekstrawagancję. Irena nigdy już ich nie zobaczy.

Trzeba było mieć tupet, by z fałszywą kenkartą i metryką szukać pracy w niemieckim urzędzie, ale dzięki temu zdobyła prawdziwy ausweis, i to z gapą na pieczątce. Wtedy chyba po raz pierwszy odjęła sobie trochę lat, niedużo, zaledwie dwa. Wynajęły z Lubą – wedle papierów Marysią Kowalską – mieszkanko na poddaszu kamienicy na Pańskiej 5. Załatwiły budowę skrytki na kilka osób.

Wkrótce znaleźli tam schronienie członkowie komendy ŻOB – Antek Cukierman, Cywia Lubetkin, Marek Edelman – a też Kazik Ratajzer, 19-latek, który uratował ich oraz kilkudziesięciu powstańców, organizując ucieczkę kanałami z płonącego już getta.

Irena zakochuje się w Kaziku i zostają parą.

Caly ten ciekawy artykul znajdziesz jak

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: