„Przetrwalam” – Recenzja ciekawej ksiazki

Napisala i przyslala Aleksandra Buchaniec-Bartczak

fzp

 

 

Przetrwalam

 Jedną z ikon Holokaustu jest zdjęcie wyprowadzanych z Auschwitz dzieci – najmłodszych ocalonych. Na pierwszym planie – tuż obok pielęgniarki z maluchem na rękach – siostry-bliźniaczki Eva i Miriam. Rosjanie wyzwolili obóz 27 stycznia 1945 roku, cztery dni przed jedenastymi urodzinami dziewczynek.

 Eva Mozes-Kor to bodaj ostatnia żyjąca bliźniaczka oświęcimskiego Anioła Śmierci.* Już sam ten fakt nadaje jej wspomnieniom wysoką rangę.

 Nawet w tłumie świeżo przybyłych węgierskich Żydów nietrudno było dostrzec dwie identycznie ubrane, identycznie wyglądające dziewczynki. “Czy to dobrze, że są bliźniaczkami?” – zapytała z nadzieją w głosie matka Evy i Miriam. “Tak” – odparł strażnik. Tymczasowa przepustka do obozu – zupełnie wyjątkowa w przypadku dzieci – okazała się przepustką do życia. Za jaką cenę? Wysoką, niebezpiecznie wysoką. Mengele potrzebował bliźniąt do swoich okrutnych, pseudonaukowych eksperymentów medycznych.

 Jak człowiek wykształcony – lekarz mógł być na tyle naiwny, na tyle głupi, by wierzyć w sens “badań” mających na celu np. zmianę koloru oczu, czy zmianę płci za sprawą przetaczanej – chłopcom dziewczęcej, a dziewczętom chłopięcej krwi?!

 Tak, to książka o cierpieniu, ale nie tylko, a już na pewno nie przede wszystkim. Raczej o niezwykłej sile i determinacji jednostki. Buntownicza Eva widząc pierwsze trupy w Auschwitz przysięgła sobie, że przeżyje. Czuła się także odpowiedzialna za swoją uległą siostrę. Powszechnie znana jest niezwykle silna więź łącząca bliźnięta jednojajowe. “Miriam jest dla mnie kimś więcej niż siostrą” – podkreślała Eva – “Jest moim drugim ja”.

 Aby przeżyć – oprócz tysięcznych przypadków i szczęśliwych zbiegów okoliczności każdy więzień obozu koncentracyjnego potrzebował namiastki normalności. Bliźniaczki doktora Mengele przy pomocy kawałka obozowego drutu i włóczki ze sprutego swetra zajmowały ręce i umysł robótkami ręcznymi.

 Sytuacja bliźniąt w Auschwitz była schizofreniczna. Cieszyły się niejakimi przywilejami: własną latryną w baraku, cotygodniowym prysznicem, czy połajanką zamiast egzekucji za próbę kradzieży kartofli z obozowej kuchni. Z drugiej strony, gdy zarażone chorobą dziecko zmarło, zabijano także jego zdrową siostrę, lub brata, by porównać organy wewnętrzne.

 Tak, to książka o cierpieniu, ale nie tylko, a już na pewno nie przede wszystkim. Raczej o niezwykłej sile i determinacji jednostki. O takiej sile powiada się, że jest zdolna góry przenosić; w czasie wojny – opuścić piekło zwane obozem koncentracyjnym.

 Co dla Evy będzie ostatecznym aktem ukojenia, a dla nas najważniejszym przesłaniem? Przebaczenie. Rodzicom, że nie ochronili dziecka; mordercom, że mordowali; sobie samym, że się ocalało.

 Aleksandra Buchaniec-Bartczak

 *obozowy przydomek Josefa Mengele

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: