Wiedeń 1913 – recenzja ksiazki

Nadeslala Aleksandra Buchaniec-Bartczak

fzp

“Góruje nad wszystkim niby symbol tego miasta, w którym życie wydaje się być tylko zabawką.” Tak o diabelskim młynie na Praterze, a i o samym Wiedniu pisał Tadeusz Rittner. Taki klimat ma książka Szaroty. To nietypowy portret miasta w wysmakowanej edytorsko oprawie. Autor z niemałym talentem stwarza Wiedeń z fragmentów życiorysów jego sławnych mieszkańców, bywalców, a nawet duchów, których listę zamieszcza na wstępie. Dziś już wszyscy są tylko duchami…

 Arthur Schnitzler – pisarz i dramaturg, od szesnastego roku życia aż do śmierci prowadzi intrygujący dziennik. Na ośmiu tysiącach stron skrupulatnie odnotowuje każdy orgazm, podbój seksualny, sen. Zapiski ukrywa przed żoną – bieżące szyfrując, starsze deponując w bankowym sejfie.

 Alma Mahler – wdowa po kompozytorze Gustavie Mahlerze otrzymuje od swojego kochanka – Oskara Kokoschki oryginalny prezent urodzinowy – własnoręcznie malowany wachlarz. W sumie powstanie ich siedem, każdy w innej tonacji barw, każdy o tematyce miłosnej, lub martyrologicznej. Ich burzliwy związek cechował nie tylko narcyzm, ale i skłonności sado-masochistyczne.

 Gdy Alma porzuca Oskara, ten zamawia u słynnej lalkarki naturalnych rozmiarów kukłę. Ma być wierną kopią utraconej kobiety, lecz pomimo starań artystki wygląda dość makabrycznie. Po Wiedniu krążą legendy o strojeniu lalki w paryską bieliznę i najmodniejsze suknie, o wspólnych “wyjściach” do opery i restauracji. Nawet jeśli to prawda, lalka kończy marnie: z odrąbaną głową i rozbitą nań butelką czerwonego wina, które przypomina krew. Ten symboliczny, terapeutyczny gest wyzwala artystę z nieszczęśliwej miłości.

 Wiedeń epoki fin de siècle zachłystuje się psychoanalizą. Wprost z gabinetu lekarskiego i kozetki przenika ona tak do malarstwa, jak i literatury, którą wzbogaca nowatorską techniką monologu wewnętrznego i analizą marzeń sennych. Na tej niwie bryluje wspomniany już Arthur Schnitzler, zdobywając uznanie ojca i boga psychoanalizy – Zygmunta Freuda. Z kolei malarsko tyleż zachwyca, co niepokoi Alfred Kubin i jego kobiety wampy. Dość powiedzieć o jednej z prac, przedstawiających amazonkę na koniu bujanym, o ostrych jak sztylety biegunach. Kobieta huśta się, szatkując przypadkowych mężczyzn.

 Żona autora “Niepokojów wychowanka Törlessa” – Roberta Musila po jego śmierci cenzuruje to i owo. W sukurs idą czarny tusz i nożyczki. Pewien wycięty fragment dziennika zaszywa w podszewce swojego płaszcza, który po latach trafia do archiwum pisarza. Płaszcz szeleści i zwraca uwagę, a odzyskany zapisek rozczarowuje. To krytyka mieszczańskiej w swej zazdrości Marthy.

 “Gdyby ten głupi świat wiedział, co dzisiaj stracił!” – napisał po śmierci Gustava Klimta Otto Wagner. Te same słowa można by cytować w dniu wybuchu I wojny światowej.

 Przy stoliku w Cafe Central siedzą wszyscy: Alma Mahler i Oskar Kokoschka, Stefan Zweig, Robert Musil, Rosa Mayreder, Richard Coudenhove-Kalergi i może nawet sam Zygmunt Freud? Arystokracja austro-węgierska i arystokracja ducha. Literaci, artyści, naukowcy, sufrażystki. “Tysiąc dziewięćset trzynasty – i czemu słowa te składasz? Raz jeszcze na moją młodość obejrzeć mi się wypada.”* Obejrzyjmy się dyskretnie i my.

Aleksandra Buchaniec-Bartczak

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa słowo/obraz terytoria.

 *fr. “Głosy 1913”, Hermann Broch

 

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: