PODRÓŻ PRZEKLĘTYCH

Nadeslala Iwona Brat

reunion 69 .1

 

13 maja 1939 roku z Hamburga wyruszył niemiecki statek „St. Louis” z 930 niemieckimi Żydami na pokładzie.

Pod koniec lat trzydziestych XX wieku żaden z niemieckich Żydów nie miał już wątpliwości, że nazistowskie Niemcy nie są dla nich przyjaznym miejscem. Wielu nie widziało innej drogi niż ucieczka z kraju. Preferowanymi kierunkami emigracji były Stany Zjednoczone i brytyjska Palestyna. Rządy w Londynie i Waszyngtonie ograniczały jednak liczbę corocznie przyznawanych wiz imigracyjnych.

Transatlantyk „St. Louis”, należący do HAPAG, czyli firmy żeglugowej Hamburg-America Line, regularnie obsługiwał rejsy między Hamburgiem a Ameryką Północną. W maju 1939 roku miał płynąć na Kubę. Dla Żydów był szansą na wyrwanie się z nazistowskiego piekła. Większość z nich nie zamierzała osiedlić się na Kubie, a jedynie poczekać tam na wizę do Stanów.

Najtańsze bilety na ten rejs kosztowały 600 Reichsmarek, co dla Żydów było dużą sumą. Naziści pozbawili ich pracy, zdewastowali sklepy i warsztaty oraz podnieśli do niebotycznych kwot czynsze w wynajmowanych przez nich mieszkaniach. Dodatkowo, aby móc wyjechać z Niemiec, musieli wykupić wizy wyjazdowe. Na jeden bilet składała się często cała rodzina. Niektórzy szczęśliwcy dostali pieniądze na podróż od krewnych mieszkających za granicą.

Ostatecznie na pokładzie „St. Louis” znalazło się 930 Żydów i siedmiu obywateli Niemiec narodowości nieżydowskiej. 13 maja 1939 roku, o godzinie 20.00 statek podniósł kotwicę i rozpoczął rejs, która przeszedł do historii jako „podróż przeklętych”.

 

St Louis w Hamburgu

Pasażerowie wchodzą na pokład „St. Louis”,

Hamburg, 13 maja 1939 roku

Gdy „St. Louis”, 27 maja, po dwutygodniowej podróży dotarł do Hawany, kubański rząd prezydenta Federico Laredo Bru odmówił wpuszczenia pasażerów na terytorium państwa. Nie uznano ich wiz turystycznych. Niemiecki minister propagandy Joseph Goebbels rozpoczął wcześniej kampanię wymierzoną przeciwko pasażerom liniowca. Rozgłosił na cały świat, że są oni przestępcami i psychopatami wydalonymi z Niemiec. Kampania odniosła skutek. Na ulicach Hawany odbyły się antyimigranckie i antysemickie demonstracje, których uczestnicy domagali się od władz zawrócenia statku. W imieniu pasażerów, negocjacji z rządem kubańskim podjął się kapitan „St. Louis”, przeciwnik nazizmu Gustav Schröder oraz przedstawiciele amerykańskich organizacji żydowskich.  Kubańczycy zażądali, by każdy pasażer, teraz ewentualnie uznany za uchodźcę, zapłacił dodatkowe 500 dolarów. Większość pasażerów oczywiście nie posiadała takiej kwoty. Dwóch zdesperowanych popełniło samobójstwo; dziesiątki groziły, że pójdą w ich ślady. Tylko dwudziestu dziewięciu pasażerom udało się wysiąść w Hawanie.

Rozmowy trwały tydzień. Pasażerom nie pozwolono ani na chwilę opuścić pokładu. Niektórzy z nich mieli krewnych w Hawanie, których nie wpuszczono na statek. Krążyli więc wynajętymi łódkami wokół niego wypatrując na pokładzie znajomych twarzy. W końcu kapitan Schroeder dostał polecenie opuszczenia Hawany. Skierował statek ku wybrzeżom Florydy, licząc na to, że udzielenie pasażerom azylu przez Stany Zjednoczone. Niestety, kiedy „ St. Louis” zbliżył się do brzegów USA, czekały na niego kanonierki Straży Przybrzeżnej, które w pewnym momencie oddały strzały ostrzegawcze. Do prezydenta USA Franklina Delano Rooseveltatrafił telegram ze statku: „Bardzo pilne. Zwracamy się ponownie o pomoc dla pasażerów statku St. Louis. Panie Prezydencie, proszę pomóc 900 pasażerom, wśród których ponad 400 to kobiety i dzieci”. Odpowiedzi nie było, choć w sprawie „St. Louis” interweniowali sekretarz stanu Cordell Hull i sekretarz skarbu Henry Morgenthau. A statek był tak blisko wybrzeża, że pasażerowie widzieli światła Miami. Kapitan Schroeder żeglował przez pewien czas wzdłuż wybrzeża licząc na to, że Amerykanie zmienią decyzję. Nie zmienili.

Ostatnią nadzieją była Kanada. Grupa tamtejszych naukowców i duchownych próbowała przekonać premiera Williama Lyona Mackenzie Kinga do przyjęcia uchodźców. On jednak wolał posłuchać swoich antysemickich doradców i 9 czerwca odmówił zgody na przyjęcie statku.

 

St Louis w Hawanie

„St. Louis” w Hawanie,

przełom maja i czerwca 1939 roku

„St. Louis” zawrócił w kierunku Europy. Pasażerowie wiedzieli doskonale co się z nimi stanie, gdy wrócą do Hamburga. Kilkanaście kolejnych osób popełniło samobójstwo.

Kapitan Schröder również nie miał wątpliwości, jaki będzie los jego pasażerów, jeśli wrócą do Niemiec. Postanowił nie zawijać do Hamburga zanim nie znajdzie dla nich bezpiecznego miejsca. Rozważał nawet możliwość celowego rozbicia statku u wybrzeży Wielkiej Brytanii, by w ten sposób zmusić Brytyjczyków do przyjęcia uchodźców.

17 czerwca 1939 roku ”St. Louis” zawinął do portu w Antwerpii. Kapitan Schröder rozpoczął trudne negocjacje z władzami. W końcu jego wysiłki zostały zwieńczone sukcesem. Rządy czterech europejskich krajów niechętnie zgodziły się na przyjęcie pasażerów. 288 trafiło do Wielkiej Brytanii, 224 do Francji, 214 do Belgii a 181 do Holandii.

Wkrótce okazało się, że na kontynencie niewiele pozostało bezpiecznych miejsc dla osób narodowości żydowskiej. Wojnę w stanie względnego spokoju spędzili ci pasażerowie „St. Louis”, którzy trafili do Wielkiej Brytanii. Ci, którzy pozostali w kontynentalnej Europie, rok później trafili w ręce nazistów. Większość z nich trafiła do obozów koncentracyjnych. Z 619 wojnę przeżyło tylko 365.

Dziś doradca amerykańskiego sekretarza stanu ds. Holocaustu Stuart Eizenstat krytykuje wstrzymanie przez Polskę praca nad ustawą reprywatyzacyjną i żąda od niej restytucji mienia żydowskiego, nazywając to „kwestią sprawiedliwości”. A gdzie była amerykańska sprawiedliwość późną wiosną 1939 roku?

http://altiok.blox.pl/2011/05/13-V-1939-Podroz-przekletych.html

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: