Najbezpieczniejsze dla Żydów miejsce w dzisiejszej Europie

Nadeslal Wieslaw lakowski

reunion 69 .1

 

Przeżyłem Holokaust ukrywając się w pewnej piwnicy w Tarnopolu, mieście na dzisiejszej zachodniej Ukrainie, znanym obecnie jako Ternopil, gdzie w swoim czasie zamieszkiwała znakomicie prosperująca społeczność żydowska, jak również polska. Po wojnie, zanim przybyłem do Stanów Zjednoczonych, dorastałem we Francji w czasach świetności takich filosemitów jak Camus, Sartre czy Simone do Beauvoir, jak również Pierre’a Mendès France’a, drugiego już w historii tego kraju premiera Żyda. Ludzie pochodzenia żydowskiego wnieśli istotny wkład w dorobek duchowy tego kraju, poczynając od Montaigne’a, ojca kultury francuskiej, poprzez kompozytorów tak różnych jak Giacomo Mayerbeer i Jacques Offenbach, malarza Camille’a Pissaro, twórcę socjologii Emile’a Durkheima, pisarza Marcela Prousta, filozofa Henri’ego Bergsona, aktorkę Sarę Bernhardt, gwiazdora filmowego Jean-Pierre’a Aumonta,nowatorskiego pisarza Georgesa Pereca, powszechstronnie utalentowanego Serge’a Gainsbourga ‒ że wymienię tylko niektórych.

 

00000000040353001

Seweryn Ashkenazy

Dziś mam wrażenie, że Francja zapomniała o swych kulturalnych żydowskich korzeniach. Kiedy oglądam w telewizji, co się dzieje na ulicach Paryża i Marsylii, odczuwam smutek i konsternację. W połowie lipca tysiące muzułmanów, którym towarzyszyła pewna liczba nastawionych antysemicko francuskich chrześcijan, maszerowały przez centrum Paryża wznosząc okrzyki „śmierć Żydom!” Demonstranci podpalali samochody, demolowali żydowskie sklepy i, jak podawała prasa, część z nich, uzbrojona w noże, obrzuciła kamieniami i butelkami synagogę Izaaka Abravanela niedaleko Bastylii.

Czytałem, iż z danych sondażowych wynika, że aż czterdzieści procent francuskich Żydów ukrywa żydowskie symbole. Trudno się temu dziwić, skoro każdego dnia dochodzi we Francji do tylu antysemickich ekscesów.

Nie lepiej sprawa wygląda w innych częściach zachodniej Europy. W Wuppertalu w Niemczech podłożono bombę w nowo zbudowanej synagodze; na sklepach w żydowskiej dzielnicy Rzymu ktoś wymalował swastyki; w Austrii doszło do ataku na izraelskich piłkarzy. To tylko kilka przykładów realiów, z którymi mają do czynienia europejscy Żydzi. I nie jest to tylko chwilowa erupcja antysemityzmu w środowisku muzułmańskich imigrantów wywołana przez działania Izraela w Strefie Gazy. Nienawiść do Żydów narasta w zachodniej Europie od wielu lat. Coraz częściej dają jej wyraz przedstawiciele elit oraz wykształconych klas średnich.

 

Najpopularniejszy włoski filozof, a przy tym zaprzysięgły antysemita, Gianni Vattimo powiedział w wywiadzie dla tamtejszej stacji Radio 24, że Europejczycy powinni „kupić Hamasowi trochę rakiet”, żeby „miał z czego strzelać do tych drani syjonistów” ponieważ arsenał, którym w tej chwili Hamas dysponuje, to tylko „rakiety-zabawki, z których tak naprawdę nikogo nie da się zabić” (później próbowałwycofać się ze swoich słów). Jeden z najpopularniejszych hiszpańskich dramaturgów, Antonio Gala ‒ ewidentny antysemita ‒ opublikował artykuł, w którym usprawiedliwiał wypędzenie Żydów przed wiekami, z sugestią, że Europa powinna znów stać się Judenrein, aby ukarać Izrael za rzekome rzezie na niewinnych Palestyńczykach. Zdaje się on ignorować fakt, że po wypędzeniu Żydów, jego Hiszpania,z punktu widzenia rozwoju naukowego i intelektualnego, zaczęła się staczać w mroczną otchłań. Dziś Hiszpania, pod względem liczby ludności o jedną czwartą większa od Polski, nie może się pochwalić nawet połową tej liczby laureatów nagrody Nobla, jaką ma Polska.

Światowe media dostrzegły i podjęły problem, o którym tu mówimy. Poczynając od międzynarodowej edycji „Newsweeka”, w którym pojawił się on jako „temat z okładki” jednego z numerów, poprzez artykuły w gazetach zatytułowane „Powtórka z Kristallnacht” czy nawet „Powtórka z Holokaustu”, publikacje poświęcone aktualnej sytuacji europejskiego żydostwa i jego perspektywom na przyszłość utrzymane są w wyjątkowo ponurej tonacji. Jakieś dwa miesiące temu w tygodniku „The Economist” ukazał się artykuł wstępny z tezą, że wziąwszy pod uwagę wszystkie okoliczności, Żydom w Europie żyło się bezpieczniej niż w Izraelu. Oczywiście, tak było zanim wybuchły najnowsze „gwałtowne antyizraelskie zamieszki, które grożą przeniesieniem Zachodniego Brzegu do Paryża”.

Skoro historia się powtarza, w takim razie być może to, co nie do pomyślenia ‒ exodus Żydów z Europy zachodniej pod presją fizycznego zagrożenia ‒ znów będzie do pomyślenia. Chcę postawić hipotetyczne pytanie: jeśli wszyscy Żydzi znów będą musieli opuścić zachodnią Europę, w którą stronę powinni się udać? I gdzie natrafią na najbardziej gościnne przyjęcie? Zakładam tu czysto teoretycznie, że z tych czy innych powodów, nie zdecydują się na wyjazd do pozostającego w stanie nieustannej wojny i zagrożenia z zewnątrz, przeludnionego Izraela.

Przyjrzyjmy się najpierw, czy może Ameryka mogłaby im zapewnić bezpieczne schronienie, jakie niejednokrotnie dawał Nowy Świat w ciągu pięciu ostatnich stuleci. Ja sam należałem do tych szczęśliwców, którzy przeżywszy Holokaust, w końcu zostali przyjęci przez Stany Zjednoczone, gdzie doszedłem aż do studiów doktoranckich z literatury francuskiej na UCLA (Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles) na początku lat 60., zanim zająłem się biznesem i zostałem hotelarzem. Gdybyście mnie zapytali wtedy, kiedy jako młody człowiek przybyłem do Ameryki, czy może być ona bezpieczną przystanią gdyby doszło tam znów do masowego napływu Żydów ‒ miałbym poważne wątpliwości.

Nie zapominajmy, że poziom antysemityzmu w Stanach Zjednoczonych osiągał zawrotne wyżyny zarówno przed II wojną światową (kiedy to dziesiątki milionów radiosłuchaczy wsłuchiwały się z zachwytem w antyżydowskie diatryby księdza Coughlina), jak i w czasie wojny (kiedy żydowska młodzież nie mogła się czuć bezpiecznie na ulicach Bostonu).

Rafael Medoff w swej najnowszej książce pokazał, jak to Prezydent Roosevelt, czy to przez polityczną nieśmiałość, czy to wskutek uprzedzeń, wolał nawet nie tyle prowadzić sprawę problemu uchodźców z tylnego siedzenia (jak to teraz robi Prezydent Obama), co nie prowadzić jej wcale.

Pamiętajmy, że w latach 30. za sprawą biurokratycznych trudności piętrzonych przez antysemitów ‒ amerykańskich urzędników konsularnych ‒ nie zostały osiągnięte wyznaczone limity przyjęcia imigrantów z Niemiec. Pamiętajmy również o fiasku konferencji w Evian, kiedy to Stany Zjednoczone i Wielka Brytania odrzuciły ofertę Hitlera, który proponował, że deportuje tylu Żydów, ile tamte kraje zechcą przyjąć, jak też o losie nieszczęsnego parowca „S.S. St. Louis”, któremu w 1939 Straż Przybrzeżna nie pozwoliła przybić do brzegów Florydy.

Nawet bezpośrednio po wojnie badania opinii publicznej w Stanach Zjednoczonych pokazały silny sprzeciw wobec przyjęcia większej liczby żydowskich uchodźców. Miało to być „rozwiązanie po rozwiązaniu ostatecznym” proponowane przez tych Żydów, którzy sprzeciwiali się koncepcjom syjonizmu i na próżno lansowali ten pomysł jako alternatywę dla stworzenia państwa Izrael.

Dopiero po klęsce powstania na Węgrzech w 1956 roku postawy zaczęły się w znacznym stopniu zmieniać, w modę weszło udzielanie azylu nieżydowskim antykomunistycznym uchodźcom, a po roku 1960, kiedy to John Fitzgerald Kennnedy określił siebie samego jako „prezydenta narodu imigrantów”, ta jego wizja zatriumfowała pośmiertnie w Reformie Ustawy Imigracyjnej z 1965 roku. Potem, w roku 1967, nieoczekiwane zwycięstwo spisywanego już na straty Izraela w wojnie sześciodniowej zelektryfikowało Amerykanów bez względu na pochodzenie i antysemityzm zaczął gwałtownie wygasać.

Powiedziałbym, że trwa wciąż okres historycznej szansy na bezpieczną przystań dla Żydów w Ameryce, który rozpoczął się pół wieku temu, w latach 60. XX wieku, kiedy to amerykańscy Żydzi, pomimo ich stale malejącego udziału procentowego w strukturze ludności USA, zaczęli odnosić bezprecedensowe sukcesy w dziedzinie intelektualnej, gospodarczej, kulturalnej i politycznej.

Sądzę jednakże, że nie od rzeczy będzie postawić niewygodne pytanie: czy temu obecnemu okresowi sprzyjającej dla Żydów atmosfery ‒ i prawdopodobnej gościnnej gotowości Stanów Zjednoczonych do udzielenia w razie potrzeby schronienia masowemu ich napływowi ‒ pisane jest trwać wiecznie?

Jeśli na Bliskim Wschodzie nadal będzie się utrzymywał ostry żydowsko-muzułmański konflikt, jeśli społeczność muzułmańska Stanów Zjednoczonych wzrośnie z biegiem czasu z 2-3 procent do 8-10 procent, wzorem Francji, i jeśli Nowy Jork i Waszyngton zabarwią się politycznie tak jak Paryż, to czy ten sprzyjający dla napływu Żydów czas się utrzyma ‒ czy też w obliczu masowego napływu żydowskich uchodźców okres ten się zakończy?

Tu dochodzimy do ostatniego z zuchwałych pytań, które chcę postawić. Czy po to, aby nie puszczać się na niepewne wody, europejscy Żydzi nie powinni zamiast wyjeżdżać z Europy, przenieść się na jej wschód, tak jak czynili to ich przodkowie od XII do XVI wieku, kiedy setkami tysięcy wypędzani byli z praktycznie wszystkich krajów Europy zachodniej? Pomimo, że rzeczywiście Kościół katolicki głosił antysemityzm, żydowska społeczność Rzeczpospolitej Obojga Narodów od czasu statutu kaliskiego (1264), uzyskała bezprecedensowy poziom autonomii, co przełożyło się na dynamikę ekonomiczną, ostatni rozkwit studiów kabalistycznych, odnowienie inwencji religijnej w postaci zarówno ruchów chasydzkich, jak i antychasydzkich (czy to tradycjonalistycznych, czy modernistycznych), żydowską samorządność urzeczywistnianą poprzez system kehilot (gmin), oraz twórczą wymianę idei na styku żydowsko-polskim, która znalazła wyraz na przykład w tym, że Żydzi walczyli w polskich powstaniach przeciwko rosyjskiemu zaborcy, zarówno w listopadowym 1831 roku, jak i styczniowym 1863 roku.

Przez większą część tego kilkusetletniego okresu Polska była jedynym krajem w Europie, który chętnie przyjmował Żydów, za co my, Żydzi, winni jesteśmy Polsce wieczystą wdzięczność. Z drugiej strony wciąż nie dość dostrzega się, w jak wielkim stopniu Żydzi odwzajemniali się za tę gościnność przez swój wkład w intelektualne, kulturalne i gospodarcze życie Polski.

Dzisiejsze Marsze Żywych, podczas których amerykańska młodzież żydowska odnawia znajomość korzeni swych rodzin przed odwiedzinami w Izraelu, mają pewne niefortunne efekty uboczne. Jednym z nich jest utrwalenie dominującego obecnie spojrzenia na historię stosunków polsko-żydowskich w kategoriach czarno-białych, wzbudzającego z jednej strony nostalgię za światem sztetl, z drugiej zaś odruch odrzucenia wywołany koszmarem Holokaustu. Tymczasem ponad siedemsetletnie dzieje polsko-żydowskie były o wiele bogatsze, o wiele bardziej złożone i zniuansowane niżby wynikało z owego przeciwstawienia sentymentalnej wizji sztetl horrorowi Holokaustu.

Sądzę, że znowu, jak kiedyś, na Polskę, niczym latarnię morską wśród wzburzonych fal, mogą spoglądać zachodnioeuropejscy Żydzi chcący zacząć nowe życie w środowisku bezpiecznym dla nich i ich rodzin, ale tak, by nie opuszczać Europy. Polska może nawet posłużyć za bezpieczną bazę i główną siedzibę dla żydowskich elit biznesu z Europy, których interesy mają charakter globalny. Jednym z powodów jest gościnność Polaków, pomimo utrzymujących się wciąż uprzedzeń podsycanych przez niechętnie poddający się przemianom Kościół katolicki, otwartość polskiej gospodarki na żydowską przedsiębiorczość, oraz otwartość Polski na kulturę żydowską, czego odzwierciedleniem jest pojęcie kończyny fantomowej, przywoływane przez polskich intelektualistów i dziennikarzy. Niegdyś prężną, a dziś niemal wygasłą społeczność żydowską porównują oni do amputowanej kończyny, której już nie ma, ale pozbawiony jej człowiek ciągle ma w niej czucie. Wielu intelektualistów i studentów parafrazuje też słowa największego polskiego poety Adama Mickiewicza, który być może sam miał żydowskie korzenie: „Żydzie, ty jesteś jak zdrowie; ile cię trzeba cenić ten tylko się dowie, kto cię stracił”.

Istnieje jednak także jeszcze jeden powód. Bądźmy szczerzy ‒ nie ma w Polsce i nie oczekuje się by miało wystąpić w ciągu najbliższego półwiecza zjawisko eksplozji antyżydowskiego islamu, jak to się dzieje w zachodniej Europie i być może będzie się niebawem działo w Stanach Zjednoczonych. To wlaśnie stwarza tę nową „historyczną szansę” w Polsce.

Pośród innych korzyści, Żydzi powracający do Polski przyniosą ze sobą swe doświadczenie w nauczaniu na najwyższym poziomie akademickim i tym samym jeszcze podniosą poziom polskich wyższych uczelni. (Warto zauważyć, że blisko jedna trzecia członków Papieskiej Akademii Nauk to Żydzi.) Ich wiedza ekonomiczna, w dziedzinie handlu międzynarodowego i w ogólności biznesu, pomoże zmienić Warszawę w głównecentrum obrotu finansowego w Europie. Nie zapominajmy też o silnej w kulturze żydowskiej tradycji działań charytatywnych, czego przykładem może być chociażby Leopold Kronenberg, który był jednym z inicjatorów powołania Filharmonii Warszawskiej, a następnie jednym z jej głównych fundatorów. Kronenberg utworzył też w roku 1875 Szkołę Handlową w Warszawie. Liczniejsza obecność Żydów w Polsce również dzisiaj zaowocowałaby budową szpitali, szkół, uniwersytetówczy muzeów, tak jak dzieje się to od lat w innych częściach świata.

I znowu, historia się powtarza. Przed stuleciami ludowa etymologia żydowska zabawiała się twórczo, acz niezbyt ściśle, pochodzeniem nazwy Polski, wywodząc ją z hebrajskich słów: „po lin”, co znaczy: „tu zamieszkaj”. Pewna żydowska legenda ludowa opowiada, że gdy Żydzi przybyli do Polski, natrafili na Las Kawęczyński, gdzie na każdym z drzew wyryty był traktat z Talmudu.

Może przyszedł już czas, by odkurzyć korę z tych drzew.

_____________________________________

Seweryn Ashkenazy urodził się w Polsce w roku 1936. Przeżył Holokaust wraz z rodzicami i bratem. W roku 1946 wyjechał z rodziną z Polski do Francji, gdzie ukończył studia zakończone licencjatem z filozofii. W roku 1957 emigrował do Stanów Zjednoczonych. Studiował literaturę na UCLA, dochodząc do studiów doktoranckich. W roku 1964 Seweryn Ashkenazy założył firmę deweloperską, która w ciągu 25 lat stworzyła ponad 100 obiektów. Założył i był prezesem Small Luxury Hotels Of The World. Wśród wielu dokonań Seweryna Ashkenazego na polu dobroczynności warto wymienić założoną przez niego fundację L’Ermitage, która udziela wsparcia dzieciom z udziałem światowej sławy artystów. W roku 1985 ORT (największa w świecie żydowska organizacja oświatowa) przyznała Sewerynowi Ashkenazemu tytuł „Man of the Year” („Człowiek Roku”). W 2014 roku został zaproszony do wygłoszenia przemówienia na zakończeniu roku akademickiego absolwentów Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles.

Seweryn Ashkenazy jest założycielem i filarem Stowarzyszenia Beit Warszawa, oraz fundacjiHeritage and Rebirth (Dziedzictwo i Odrodzenie),Beit Polska i Beit Warszawa. Dla wsparcia tych inicjatyw założył też w Stanach Zjednoczonych towarzystwo non-profit  Friends of Jewish Renewal in Poland, które wspiera te działania.

http://www.izraelfriendly.pl/seweryn-ashkenazy-najbezpieczniejsze-dla-zydow-miejsce-w-dzisiejszej-europie/?fb_action_ids=958174640865758&fb_action_types=og.likes

4 komentarze to “Najbezpieczniejsze dla Żydów miejsce w dzisiejszej Europie”

  1. „Zakładam tu czysto teoretycznie, że z tych czy innych powodów, nie zdecydują się na wyjazd do pozostającego w stanie nieustannej wojny i zagrożenia z zewnątrz, przeludnionego Izraela.”

    To założenie jest chyba błędne. Izrael jest jedynym krajem na Bliskim Wschodzie, ktorego obywatele żyją w spokoju i demokracji, pomimo nieustannego zagrożenia, Natomiast na świecie, włącznie z Polska zarówno spokój jak i demokracja zaczynają się chwiać. W Polsce, tak samo jak w prawie wszystkich krajach nastepuje rozwarstwienie co doprowadza do biedy, a z nia do wzrostu rożnego rodzaju fanatyzmów. Nie trzeba islamizacji aby widzieć wciąż wzrastające siły brunatnych koszul a także fanatycznych katolików. Także nowi muzulmanie już maja większe wpływy niż rdzenni Polacy wyznania muzułmańskiego, więc kto wie, jak to się rozwinie w przyszłości. Chyba cała Europa jest już pod ciągłym zagrożeniem islamu, nie tylko Izrael.

    Nie jestem pewna o co chodzi z „przeludnionym Izraelem”? O zwykłą gęstość zaludnienia w małym kraju, czy o problem demograficzny, bo jeśli o to drugie, to swiat jest skandalicznie wprowadzany w błąd. Nie ma tego problemu w Izraelu, natomiast istnieje i wzmaga się islamizacja w całej zachodniej Europie.

    A jeśli mowa o małym obszarze – Izrael wcale nie jest taki mały, a jesli oddamy obszary w drodze negocjacji to tylko takiemu ustrojowi, w którym będą mogli żyć także Zydzi, a to nie będzie prędko.

  2. Gabriel Wroblewski 31/01/2015 at 10:29

    Interesujacy pomysl z przenoszeniem sie na wschod.
    Jesli kogos nie irytuja namalowane Gwiazdy Dawida wiszace na szubienicach to moze i racja.
    Ostatnio widzialem w Busko-Zdroj ( niedaleko Pinczowa ) na przystanku autobusowym.
    Mnie irytuja…….
    Gabrys

  3. Waldemar Polański 27/01/2015 at 09:40

    Brawo Panie Ashkenazy! Nic dodać, nic ująć. Zapraszamy!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: