CZWARTA WŁADZA

Napisal Ludwik Lewin

lewin

 

 

 

 

reunion 69

Dosyć długo walczyłem z faxem i kiedy wróciłem dopress-roomu, meczyli przeznaczonej dla dziennikarzy salimtelawiwskiego HiIltona, nikogo tam nie było. Nie miałem wątpliwości, że to alarm. Do bezokiennych, dobrze izolowanych pomieszczeń konferencyjnych luksusowego hotelu nie dochodziło wycie syren ogłaszających nadchodzenie irackich rakiet.

Był jakiś system alarmu wewnętrznego, ale dosyć dyskretny.

Ponieważ istniała również niewielka szansa, że jakaś wielka fisza, tutejsza lub nawet amerykańska, przyszła podzielić się z pismakami swą wiedzą i mądrością, nie pobiegłem od razu na schody, ale rozglądałem się pilnie. I wypatrzyłem w holu starszego pana, siedzącego za małym stołem.

Czy trzeba schodzić do schronu? – Spytałem.

Myślę, że należy raczej spokojnie napić się piwa – odpowiedział. Była to propozycja interesująca, bo nieoczekiwana. Przede wszystkim zaś czułem, że to on zapłaci. A w Hiltonie, nawet w czasach wojny, ceny są hiltonowe.

Nieznajomy widać gotowości mojej nie wyczuł, gdyż dalej próbował mnie przekonywać.

Nie ma się czego bać. Jak mówi Shakespeare, tchórz umiera tysiąc razy, a mężny tylko raz.

Dobrze powiedziane, ale skąd weźmiemy piwo? – Odpowiedziałem i żeby nie zostawiać zbyt przyziemnego wrażenia, dodałem – znajomość poezji bardzo jest w życiu użyteczna.

Wie pan, w swojej pracy nie rozstawałem się z dziełami Shakespeare’a.

Jest pan badaczem literatury? – Rzuciłem, wiedząc, że na straty i przedstawiłem się jako polski korespondent.

Swoistym – odparł, przerzucając się z angielskiego na polski. – Jestem generałem. Teraz rezerwy. Pracowałem w wywiadzie. W tej robocie najważniejsze jest określenie dążeń i motywacji przeciwników. W dziełach Shakespeare’a powiedziane jest wszystko u ludziach władzy. Wraz ze wszystkimi możliwymi przykładami ich zachowań. A piwo już jest.

W naszą stronę szedł żołnierz z tacą. Niósł sandwicz i dwa kufle. Przyszło mi do głowy, że ten drugi był dla niego. Chyba, że jego szef wyczytał u Shakespeare’a, że będzie pił ze .Przy piwie as wywiadu nudził niezmiernie. Używając jego metody doszedłem do wniosku, że jak Otello jest zazdrosny, tyle, że nie o Desdemonę, ale o tych wszystkich młodszych wiekiem i starszych rangą, czynnych generałów i innych dygnitarzy, co tu w Hiltonie pokazują jacy są ważni.

Ale zostało ze mną zdanie o mężnym i tchórzu.

Powtarzałem je pędząc pod skudem przez nocny Tel Aviv, kiedy starałem się dojechać w miejsce najbliższe spodziewanego upadku rakiety. Powtarzałem tym łatwiej, że nie wiedziałem czego tu się bać.

Kilka miesięcy później jeździłem po rozharatanych odłamkami drogach Jugosławii. Czasem Chorwaci, a czasem Serbowie strzelali w moją stronę. Śmiałem się bo pewien byłem, że nie celowali, a jeśli celowali, to nie trafią. I cieszyłem się zarówno z tego, że nie umieram tysiąc razy, jak i z tego, że ten jeden raz jeszcze nie tym razem.

O roku ów, kto jak ja cię widział z moskiewskich barykad, w rozmowach z generałem Dudajewem i poprzez worki z piaskiem na ulicach Kazania, nie miał najmniejszych wątpliwości, że skończyła się historia. I że dopiero zaczną się historie.

Wszystko się rozpadało. Przestałem bywać na frontach i z tylnych rzędów wypisywałem dytyramby na cześć zjednoczenia Europy.

Już jako zjednoczony Europejczyk leciałem z Paryża do Budapesztu. Od dawna nie czytam prasy, ale w samolocie wezmę czasem do ręki gazetę, bo wtedy łatwiej wpaść w drzemkę. W dzienniku Liberation był artykuł o reportażu telewizyjnym z manifestacji w Abidżanie. Program pokazywał jak francuscy żołnierze strzelają do bezbronnego tłumu. Czemu rząd francuski wcześniej zdecydowanie zaprzeczał. Według gazety reportaż miano nadać po raz drugi, ale w wyniku nacisków tegoż rządu nie nadano.

Przeczytałem i przestraszyłem się. Przestraszyłem się o autora reportażu i poczułem się w jego skórze. Zagrożony zemstą państwa. Przed którą nie ma ani kryjówki, ani ucieczki.

Ogarnęły mnie dreszcze, zimny pot spływał ze skroni. Umierałem ze strachu. Patrzyłem na płynące pode mną majestatycznie Alpy i bałem się dalej. Poprosiłem stewardessę o koniak. Wypiłem i znów śmiertelny strach chwycił mnie za gardło. Wyraźnie czułem na szyi uścisk kościotrupa.

A do lęku dołączał się wstyd. Słyszałem izraelskiego generała, jak mówi – tchórz umiera tysiąc razy. I teraz mówił o mnie.

A swoją drogą trzeba będzie odszukać, z którego dramatu jest ten cytat.

Ludwik Lewin

Wszystkie historylki Ludwika znajdziesz jak

KLIKNIESZ TUTAJ

 

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: