Filmy i ksiazki

Zapiski z Wygnania urywki cz. 8

ZAPISKI Z WYGNANIA – urywki
strony 49-52

GRANICA w Zebrzydowicach miedzy Polska a Czechosłowacja stała sie linią demarkacyjna pomiędzy naszym dotychczasowym życiem a przyszłościa. Na godzine przed stacja w pociagu pojawiła sie grupa celników – ostatnia reduta broniaca Polski przed żydowska grabieża. Wyprosili z przedziału „osoby towarzyszace”: wujów Janka i Zacharjego, braci mamy, a także Jacka, mojego polskiego chłopca. W Zebrzydowicach musieli wyjść na peron.

zapiski z wygnaniaCelnicy metodycznie wskazywali kolejne torby czy walizki. Otwierali, przewracali, grzebali, sprawdzali… Pracowali nonszalancko, mechanicznie, bez zaangażowania. Ciekawa jestem, jakie były ich wytyczne – czy szukali czegoś konkretnego, czy może ich zadanie polegało na tym, by maksymalnie nas upokorzyć i zniszczyć, ile sie dało? Czy mieli liste rzeczy odrzuconych przy odprawie celnej? Z mojej walizki wyrzucili starannie ułożone ksiażki, których dla pewności nie zawierzyłam liftowi. Te kilka ukochanych tomów poezji wiozłam jak amulety: Pawlikowska-Jasnorzewska, Jarmark Rumów Tuwima, który znałam prawie na pamięć, Pablo Neruda w polskim tłumaczeniu… Wszystko to, razem z moimi najlepszymi swetrami na wiedeńska zime, znalazło sie nagle w bezładnej plataninie na wyświechtanych siedzeniach wagonu. Nie szkodzi, ułożę, jak juz odejda. Celnicy metodycznie ogladali tez zdjęcia – wujkowie i mama, ja jako mała dziewczynka na wakacjach w Kudowie-Zdroju z jakimś dużym białym psem, koledzy i koleżanki, o których imiona i nazwiska bezczelnie się dopytywali, Jacek i ja w Tatrach… Jacek był z Nowego Sacza, kochał Tatry, uważał, że nie poznałam ich dostatecznie, chciał to nadrobić. Mówił: „Pokaże ci i też je pokochasz”.

Skonfiskowali mój plan Wrocławia kupiony w sekcji turystycznej w księgarni Ossolińskich na Rynku. Okazał sie „dokumentem państwowym”. Mój pamiętnik nie miał szczęścia – najpierw go odrzucono z liftu, teraz z walizki. Jakoś mi na nim dziwnie zależało; zaczęłam go pisać pod wrażeniem lektury Anny Frank. Nie było już komu go oddać. Nie chciałam, żeby ktoś go czytał, a nawet dotykał, więc po prostu podarłam zeszyt w pociagu, zamykajac w ten sposób moja dziewczęca przeszłość.

Obmacywali szwy w moim haftowanym kożuszku.

W końcu kazali mi ściagnać kozaczki, przyjrzeli sie podeszwom i właśnie wtedy – trach – oderwali obcasy. Zostały kikuty. Okazało sie, że nic w nich nie szmuglujemy.

Jacek próbował jeszcze wejść z powrotem do wagonu, zanim pociag ruszy – przeciez nawet się nie pożegnaliśmy. Słyszałam, jak tłumaczył celnikom, że musi mi oddać zapalniczkę, która została u niego w kieszeni. Myśleliśmy przecież, że wysiada tylko na chwilę. Tego ronsona kilka miesięcy wcześniej Jacek podarował mi na moje dwudzieste urodziny. Chyba zaczełam przez to więcej palić, bo lubiłam wyciagać go z torebki. Ale celnicy się nie zgodzili i po prostu sami podali mi tę zapalniczke.

Jacka już nigdy więcej nie zobaczyłam.

Kiedy pociag ruszył i zaczał sie wytaczać z ostatniej polskiej stacji na naszej drodze, patrzyliśmy przez zamkniete okno na braci mamy. Stali obok siebie bez ruchu, obaj w długich płaszczach i w filcowych kapeluszach. Padał śnieg, scena przywodziła na myśl Annę Kareninę, ale ich sylwetki wygladały jak z obrazu Magritte’a. Chyba nas nie widzieli, bo nie odpowiadali na nasze gorliwe machanie.

– Do zobaczenia, pa, pa – wołaliśmy, ale nie słyszeli. Dwadzieścia trzy lata wcześniej we trójke z mama, ich młodsza siostra, wrócili z Syberii. Po całej gehennie zesłania ich podróz pociagiem do Przemyśla z Barnaulu koło Nowosybirska trwała aższeść tygodni. Teraz znowu sie rozstawali. Zdaje sie, że płakali, ale niewiele mogłam zabaczyć przez zaparowane szyby. Myśmy płakali.

 

Kategorie: Filmy i ksiazki

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.