Ciekawostki polityczne – USA

Wladyslaw Czarnecki

 

 


Dymisja gen. Michaela Flynna z funkcji doradcy prezydenta USA wydaje się taka cezurą, po której D. Trump musi przejść do defensywy. Flynn stał się niebezpieczny dla amerykańskiego establishmentu od czasu, gdy sprzeciwił się popieraniu dżihadystów. Dowody tego znajdują się w publikacji portalu” The Last Refuge” z dźwiękowego zapisu spotkania sekretarza stanu Johna Kerry’ego z członkami Koalicji Narodowej w ONZ-owskiej siedzibie Stałego Przedstawicielstwa Holandii 26 września 2016 r. W tej publikacji jest cała masa wątków potwierdzających łajdacką rolę St. Zjednoczonych na Bliskim Wschodzie, to ocena dla takich jak ja. Dla innych jest to prosty opis przedsięwzięć strategicznych i operacyjnych USA w Lewancie wynikający z realizacji oczekiwań różnych amerykańskich grup interesów. Amerykańską politykę zagraniczną kształtuje bowiem nie Departament Stanu, nie Pentagon, nie CIA, lecz niesformalizowane, amerykańskie grupy interesów. W 60% jest to kompleks wojskowo-przemysłowy, a pozostałe 40% to inne korporacje. Przy czym i tutaj dochodzi do konfrontacji postaw, bo kompleks wojskowo-przemysłowy zarabia pieniądze na wojnach, zbrojeniach i innych międzynarodowych konfrontacjach. Natomiast pozostałe korporacje zarabiają pieniądze „na pokoju” sprzedając swoją pokojową produkcję i to raczej wirtualną niż realną. Chodzi tu o „miękką siłę” tj. oprogramowanie, Hi-Tech, internet, Hollywood, rozrywka, Visa, Mastercard, Facebook, SWIFT itp., itd. Stąd też i w samych St. Zjednoczonych ujawniają się dosyć zróżnicowane oceny amerykańskiej polityki zagranicznej, jednak przewaga kompleksu wojskowo-przemysłowego jest miażdżąca. Sam Donald Trump wywodzi się również spoza kompleksu wojskowo-przemysłowego. Całe dotychczasowe życie był budowlanym developerem, stworzył sieć ekskluzywnych klubów i pól golfowych, i pewno była to jedna z przyczyn tak żywiołowego sprzeciwu wobec jego kandydatury. Jest jeszcze jedna drobna w sumie lecz niezwykle charakterystyczna różnica między D. Trampem a np. Billem Clintonem. Kiedy wyszła na jaw afera z Moniką Lewinsky, ze wszystkimi pikantnymi szczegółami igraszek w amerykańskim sanktuarium, czyli w Pokoju Owalnym Białego Domu, gdzie zapadają najważniejsze decyzje dotyczące USA i całego świata, kiedy to Bill smak cygara, którego przed chwilą używał płciowo na Monice, określił jako „wyborny”, najpierw zaprzeczył temu, później ze łzami w oczach przepraszał wszystkich Amerykanów i niemalże świat cały. Hilaria całą swoją małżeńską powagą poparła Billa i publicznie wybaczyła mu – bo przecież było to już nie pierwszy raz. Zaskakujące było jednak to, że po tych przeprosinach Bill powołał zespół kaznodziei, żeby się za niego modlili i za grzech cudzołóstwa wypraszali akt skruchy w niebiosach. Natomiast Trump, kiedy narozrabiał np. po pijanemu molestował kobiety, będąc już małżonkiem, po prostu przeprosił za swoje zachowanie, lecz nie angażował do tego duchownych. Ta zdawało by się drobna różnica w historii Stanów Zjednoczonych przewija się od samego początku, od wojny secesyjnej, gdzie stany protestanckie, północne walczyły ze stanami katolickimi, południowymi i to wcale nie o zniesienie niewolnictwa, lecz o układy z Wlk. Brytanią. Ta różnica w zadziwiający sposób pojawiła się w trakcie ostatnich wyborów prezydenckich i wskazuje na głębokie pęknięcia społeczeństwa amerykańskiego. Znowu mamy przeciwstawienie wartości katolickich, prawosławnych, luterańskich wartościom wywodzącym się z kalwinizmu czyli baptystom, metodystom, prezbiterianom. Kalwiniści uważają, że wszyscy ludzie są równi, ale nie równoważni, jedni znaczą więcej inni mniej, jednym należy się więcej innym mniej. Kalwiniści teraz gremialnie wspierają demokratów, ale kwestia równości, jednakowych praw, była w tych wyborach jedną z dominujących kwestii. Okazuje się, że nie ma narodu amerykańskiego; są WASP (white anglo-saxon protestant), biali, latynosi, azjaci, murzyni. Grupy te traktowane są w praktyce w sposób niejednakowy. W polityce zagranicznej to purytańskie, kalwińskie myślenie ułatwiło administracji kaznodziei Cartera, Reagana, Busha-seniora, Busha-juniora, Clintona i Obamy poparcie saudyjskiego wahabizmu, a później jego odrostu, czyli Daesh, który miał przemodelować wszystkie granice państw na Bliskim Wschodzie. Stanęli temu na przeszkodzie Rosjanie, bo przestraszyli się, że 100-tysięczna armia fanatycznych terrorystów, doskonale wyekwipowanych przez Saudów, Katarczyków i USA, po likwidacji i rozbiorze Syrii oraz Iraku, nie wróci grzecznie do koszar. Zapewne zostanie użyta w innym rejonie i to prawdopodobnie w miękkim podbrzuszu Rosji, czyli na Kaukazie i w Azji Środkowej. A przecież Putin obiecał Rosjanom, że już nigdy żadna wojna nie będzie się toczyć na terenie Rosji, w Rosji nie będzie już zniszczeń wojennych i konieczności budowania wszystkiego od podstaw. I tu pojawia się postać gen Michaela Flynn’a. W trakcie swojej służby w Departamencie Obrony do rozpaczy doprowadzała go nieporadność amerykańskiego wywiadu. Doszło nawet do tego że próbował powołać Tajną Służbę Obrony w ramach Departamentu Obrony. Jednak zmuszono go do przejścia na emeryturę. Jak Trump dowiedział się o Flynn’ie i jego projektach, to już inna historia. I Trump, i Flynn wiedzieli, że wywiad USA to potężna instytucja, składająca się z 16-tu agencji wywiadowczych, z CIA na czele. Dla tych struktur zlokalizowanie na świecie każdego poszukiwanego człowieka, to kwestia kilkunastu godzin, a jego zlikwidowanie, to taka łatwizna, jak zdmuchnięcie płomienia świecy. W środowiskach wywiadowczych USA rozwinęła się obsesja tajnych więzień, zabójstw na zlecenie, zorganizowanych zamachów stanu, kolorowych rewolucji – tylko, że to nie ma nic wspólnego z wywiadem, to ma inną nazwę; przestępstwo. Prawdziwa natura wywiadu polega na rozumieniu sytuacji w każdym regionie, państwie, na całym świecie i umiejętności przewidzenia rozwoju tej sytuacji. Tego potężny wywiad USA nie potrafił. I dzięki temu US Army ugrzęzła na długie lata w Afganistanie, Iraku, a zobaczymy co stanie się w Libii, Jemenie, Somalii, na Dalekim Wschodzie itp. Najważniejsze zadanie Flynn’a to miała być właśnie reforma wywiadu. W tej chwili wszystkie 16 agencji wywiadowczych podlega Dyrektorowi Wywiadu Narodowego, a jego kompetencje są takie, że nie wszystko może zwłaszcza w tych potężnych agencjach, jak CIA. Jednakże najpoważniejszy zarzut jest taki, że Dyrektor to szczebel taktyczny, w porywach tylko operacyjny. A zdaniem Flynn’a kierunki pracy wywiadu musi ustalać ktoś, kto bierze udział w kształtowaniu strategii polityki państwowej, czyli to musi być najwyższy szczebel. W tym przypadku Flynn chciał podporządkować agencje wywiadowcze urzędowi doradcy prezydenta ds. bezpieczeństwa i jednocześnie zlikwidować urząd Dyrektora flynWywiadu Narodowego. Flynn proponował również kilkanaście innych przedsięwzięć dotyczących struktury i kompetencji poszczególnych agencji wywiadowczych, które na pewno przybliżyły by wywiad USA do jego istoty. Ale szefowie wywiadu, wsparci przez całą opozycję, okazali się potężniejsi od Flynn’a i od samego Trump’a. No i Flynn’a już nie ma. Powody jego odwołania przez prezydenta, podawane przez naszą pracę i media, to są duperele niegodne uwagi. Być może Trump zechce postąpić z Flynn’em tak, jak Macierewicz z Misiewiczem, czyli odwołać ale pozostawić w rezerwie kadrowej na jakimś mniej eksponowanym stanowisku. Niemniej Trump musi teraz zwolnić, swoje zamierzenia rozciągnąć w czasie, trochę zmienić ton wypowiedzi, przejść do defensywy, bo jeśli to mu się nie uda, to wszystko zmierza do impeachmentu.

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: