.Jestem znów Zydem cz 19

Szlomo Adler

Książka ta opiera się na moich wspomnieniach. Piszę tylko o tym co sam przeżyłem, widziałem lub słyszałem. Większość imion wspomnianych w tekście jest prawdziwa.

Przez wiele lat odkładałem opisanie moich wspomnień, ponieważ praca nad tym była dla mnie bardzo ciężka, otwierała jeszcze niezabliźnione rany. Po wojnie czułem się jakbym był w koszmarnym śnie.  Często myślałem, że to nie jest jawa, a moje prawdziwe życie zacznie się dopiero wtedy, gdy obudzę się z okrutnego koszmaru, zobaczę moich rodziców, siostrę, krewnych i kolegów.
Na początku próbowałem zbudować nowe życie, pod przybraną polską tożsamością. Przyjąłem polskie maniery, ale komunistyczny reżim w Polsce sprawił, że zostałem aresztowany. Oskarżono mnie o zdradę i faszyzm. Ostatecznie okazało się, że mój areszt korzystnie wpłynął na moje życie. Wróciłem do żydostwa i uciekłem z Polski. Ale nawet po przyjeździe do Izraela, moja depresja nie zniknęła.

Byłem nieszczęśliwy, nie miałem ochoty na budowanie rodziny i nowego pokolenia w tym okrutnym świecie. Nie chciałem, aby i moje dzieci były nieszczęśliwe.  Ale los chciał inaczej.   W 1949 roku, gdy odbywałem służbę wojskową, spotkałem moją wybrankę serca, Ester. Ester przeżyła Holocaust na Syberii, dokąd ja wygnano wraz z rodziną, co uratowało im życie. Ester pragnęła dużej rodziny. Pobraliśmy się i urodziło się nam dwóch synów.


Areszt matki.

Minęło kilka dni od kiedy widziałem mego ojca prowadzonego do dworca kolejowego. Gdy nagle jednego ranka, moja matka pojawiła się w naszym domu.

„Co ty tu robisz? Czy nie ma już niebezpieczeństwa, że ​​możesz być aresztowana?”  zapytałem.
W odpowiedzi mama zapytała: „Co? Ty nie wiesz? Zapomniałeś jaki to jest dzisiaj dzień? „.
„Nie, mamo, nie wiem. Nie pamiętam,” odpowiedziałem.
„Dzisiaj jest wigilia Paschy”.
„Naprawdę mamo! Nawet jeśli jest to wigilia Paschy, to co z tego!”
 „Muszę posprzątać mieszkanie i przygotować je zgodnie z tradycją”.
„Mamo, ojciec jest w więzieniu, a nawet jusz nie jest w mieście. Widziałem sam, jak ich całą grupę prowadzono do stacji kolejowej.”
I dodałem: „Kto będzie prowadził Seder? (tradycyjna kolacja jedzona wraz z czytaniem „agady” opowiadaniu o wyjśćiu żydów z Egiptu)  Czy to jest warte abyś naraziła się na niebezpieczeństwo aresztu?.”

Matka spojrzała na mnie z politowaniem w oczach, i powiedziała: „Wiem, moje dziecko, dostałam  tą okropną wieść”.
„Dlatego, mamo, nie musisz, i nie powinnaś narażać śię na niebezpieczeństwo z tego powodu.”
Matka odpowiedziała: „Ty nadal nic nie rozumiesz, pomimo twojej nauki biblji. Tradycja, tradycja synku, broniła nas przez pokolenia. Ona także będzie bronić nas w przyszłości. Tradycja jest przed wszystkim to jest wiara.”

„A dla tradycji ty musisz postawić się w niebezpieczeństwie? Jestem pewien, że i Miriam zrezygnuje z dziśiejszego Sederu. Nie musisz wźiąść na siebie to niebezpieczeństwo. Ty nie jesteś dłużna, nikomu aby sie narażać.”
Mama podniosła palec do góry i oświadczyła przekonująco:
„Ja jemu jestem  dłużna,” i zacząła wyjmować, z kuchennego kredensu naczynia, aby  zastąpić je innymi ładniejszymi, trzymanymi specjalnie dla Paschy. Zacząłem pomogać mamie w czym prosiła, ale moje myśli mnie niepokoiły. Czy to jest możliwe, że moja matka zobowiązała się że poświęci się bogu?

Pamiętałem opowiadania naszego nauczyciela Pesach Lew, który opowiadał nam, że w dawnych czasach matki, zobowiązywały się oddać swoje dziecko, by służył Bogu w świątyni w Jerozolimie. Może i moja matka zobowiązała się stosować się do tradycji, pomimo zagrożenia. Czy jest to jeszcze gożej, samobójcza wersja dla wiary i tradycji?

Matka zaczęła myć kredens, aby te koszerne naczynia dla Paschy, były ustawiona na czystym koszernym miejscu, gdy nagle pojawiło się dwuch ukraińskich policjantów.  Oni znów przeszukali dokładnie mieszkanie. Tak samo jak w dniu gdy mój ojciec został aresztowany.

Tym razem oni nie mieli informcji o schowkach,  bo Zosi jusz nie było i nie było co ukryć. Większość dobrych i drogich rzeczy zostało skonfiskowanych w poprzedniej rewizji, a najlepsze były ukryte u sióstr Czerwińskich, jeszcze nim aresztowano ojca, w ramach przygotowań do przeniesienia nas na Węgry .

Mimo to, niektóre przedstawiające wartość dla policjantów rzeczy zostały znalezione i położone na stertę, która została zabrana, razem z moją matką.

Mama nigdy nie wróciła do domu. Moja mama była w domu może pół godziny.


Prawdopodobnie ten sam mężczyzna, który ostrzegł ją przed aresztem,teraz doniusł że ona w domu.

A Ten  Wszechmocny, Ten w którego wierzyła, i oddawała cześć. Ten dla którego wyszła z ukrycia, aby przygotować według tradycji święty dzień. Nie pamiętał, i nie wźiął w rachubę jej dobre uczynki, które robiła za życia dla uczczenia boga.
Pozwolił zabrać ją odemnie, gdy moja wiara w niego była już zachwiana.

Po dwóch dniach dowiedziałem się, że moja matka została zabrana na dworzec kolejowy, aby  ją odwieźć do więzienia w Stanisławowie. Szybko pobiegłem na dworzec. Moi przyjaciele Grinszlagowie nie byli obok mnie aby przeszkodzić mi w mojej powinnośći. Nikt nie mógł mnie zatrzymać. Byłem jeszcze wściekły na siebie, za to, że nie pożegnałem się z ojcem. Dlatego leciałem jak szalony, tak szybko jak tylko mogłem.
Moja matka stała tam na rampie. Ukraiński policjant, pilnował ją.

Zbliżyłem się złożyłam ręce jak do modlitwy, i poprosiłem czy mógłbym podejść do mamy.  Policjant pozwolił mi zbliżyć się do niej.

Moja matka objęła mnie mocno, całowała i przyćiskała do siebie i powiedziała: „Biorą mnie do Stanisławowa, gdzie będę sądzona za próbę przekupienia policjantów”. Potem dodała cicho: „Część biżuterii jest u Musi części, która była u mnie została skonfiskowana”.

Nagle dodała: „Jest jeszcze bardzo chłodno. Nie mam dość ciepłych skarpetek. poleć szybko do domu i przynieś mi dwie lub trzy pary ciepłych skarpet.”

Mówiąc to ona objęła mnie jeszcze mocniej niż wcześniej. Nie chciałem iść, ale wyrwałem się z jej uścisku i zacząłem biec do domu. Wziąłem kilka par ciepłych skarpet i, aby skrócić drogę, i wrócić szybciej na dworzec, zacząłem lecieć, z powrotem przez pola.

Od chwili, gdy oderwałem się od mojej mamy nie minęło więcej niż 10 lub15 minut. Gdy dotarłem na dworzec rampa była pusta. Nie mogłem znaleźć mojej matki, nie policjanta, a nawet nie pociągu. Powiedziano mi, że pociąg do Stanisławowa opuścił Bolechów 10 minut temu.

Moja mama wiedziała, że ​​nie zdążę wrócić na czas.Dlatego ona objęła mnie tak mocno, i całowała, aby pożegnać się ze mną, i posłała mnie aby  uchronić mnie od bolesnego pożegnania.

Dopiero teraz, będąc dorosłym, mogę sobie dać sprawę, jaka silna kobieta ona była i jak trudno musiało to być dla niej.

Stałem na zamarzniętej ziemi. Byłem jak skamieniały. Nie otwierałem ust. Czułem, że nie mogłem oddychać.

Do dziś nie potrafię wyjaśnić, jak to się stało, że gdy moja matka została aresztowana, i gdy została zabrana do Stanisławowa, nie płakałem.


Dzisiaj, kiedy piszę te słowa, 61 lat po tym gdy to się stało, łzy spływają po mojej twarzy.
 Czy dopiero dzisiaj moje sumienie uciska mnie?

Nie wiem i nie pamiętam, gdzie moja siostra Miriam była w tym dniu.

Nigdy ponownie nie widziałem mojej matki. Próbowaliśmy wielu sposobów, aby dowiedzieć się, co się z nią dzieje. Kiedyś powiedziano nam, że mama ma tyfus i potrzebne są lekarstwa. Ciotka Luba i siostra posłały wymagane leki i ciepłe ubrania. Każda przesyłka odzieży lub medycyny kosztowala bardzo drogo. Musiano zapłacić posłańcowi  i strażnikowi, aby umożliwił przekazać jej leki lub odzież.
 
Nie wiem, czy moja matka kiedyś otrzymała te leki lub odzież. Może  ktoś, kto ich potrzebował wykorzystywał nas. Do dziś nigdy nie udało się dowiedzieć prawdy.
 
Moja mama miała 39 lat, gdy została  zamordowana, prawdopodobnie w Stanisławowie lub Kałuszu, krótko po tym jak została tam przeniesiona w połowie marca 1942 roku. 
Moi rodzice zostali zamordowani, a ich miejsce spoczynku jest nieznane.

Moja matka, Sara Adler, z domu Freilich, urodziła się w Bolechowie w 1903 roku. Cześć jej pamięci.

Jej matka, babcia, Miriam, z domu Schindler, nie pamiętam jak zmarła, bo to było jeszcze  przed urodzeniem mojej siostry. Moja siostra została nazwana po niej.

Ojca mojej mamy, dziadka Efraima, pamiętam jak przez mgłę. Miałem prawdopodobnie trzy lub cztery lata, kiedy zmarł. On był kupcem bławatnym i miał duży sklep w rynku. Był znany w mieście jako człowiek bardzo religijny, który prowadził modlitwy w synagodze. Żydzi Bolechowscy zawsze wspominali go, że był jedynym w mieście, który nigdy w swoim życiu zaniedbał jeden dzień modlitwy w synagodze.

Jak już wspomniałem, moja mama urodziła się w bardzo religijnym domu. 

Ona była głęboko oddana swojej religii. Nasze życie w domu, kierowało się podług  jej drogi. Dlatego nie dziwi mnie, że pomimo niebezpieczeństwa, ona miała uczucie, że nic się jej nie stanie specjalnie, gdy miała zamiar wykonać  religijny i tradycyjny obowiązek, przygotowania domu na Sederową noc; Pamięć o naszych przodkach oswobodzających sie z niewoli w Egipcie. Ale dla mnie, ta  pamięć zmieniła sie na ruinę mojej rodziny. 

Niech spoczywają w pokoju.

 

Zostaliśmy sami

Zanim skończyłem 12 lat nastały najtrudniejsze czasy w moim życiu. Moja o sześć lat starsza ode mnie siostra Miriam i ja  zamieszkaliśmy z ciocią Lubą i Józikiem. Wujek Herman i babcia Berta zostali zamordowani w pierwszej akcji.  Ciotka Luba i Józik jeszcze nie doszli do siebie po tej stracie.  My straciliśmy rodziców i nie byliśmy pewni jaki jest ich los. Wszyscy żyliśmy w głębokim smutku. Dotychczas mój ojciec zawsze dbał o nasze wszystkie potrzeby. Teraz gdy go nie było, musieliśmy się nauczyć jak przetrwać.  Ale jak? Nie mieliśmy żadnego doświadczenia. Gdy ojciec był w domu starał się, żeby nasza spiżarnia  za kuchnią była zapełniona różnymi produktami. Były tam worki ze zbożem i z mąką, cukier, fasola, groch i puszki oleju. Duża szafa była wypełniona czekoladą i innymi luksusowymi produktami.  Było tam wystarczająco dużo jedzenia, na średniej wielkości sklepik. Zapasy powiększały się dopóki Tato był z nami. One miały służyć prawie całej naszej rodzinie. Ja starałem się jak mogłem pomagać moim przyjaciołom.  Niektórzy z nich jednak umarli z głodu. Od chwili gdy straciłem  rodziców nie mogłem dawać im nawet obierek od ziemniaków. Skórki kartoflane zamieniły się w delikates, o który walczono.

Teraz, po aresztowaniu rodziców, rewizjach i konfiskatach żywności nasza sytuacja bardzo się pogorszyła. Nie mogliśmy już pomagać innym.  Sami musieliśmy przeżyć.  Nie miałem jeszcze dwunastu lat, a już byłem świadkiem ludzi umierających na ulicy. Niektórzy byli spuchnięci, inni byli tak chudzi, że można było policzyć ich żebra. Ich nogi były cienkie jak zapałki.  Czasami było trudno rozpoznać umierające osoby. Rozpoczęły się dla nas ciężkie czasy. Mieliśmy coraz mniej jedzenia i perspektyw na poprawę też nie było. Zauważyliśmy, że robotnicy, którzy przez wiele miesięcy pilnowali nasz dom, zniknęli.  Co teraz będzie z nami? Jak mamy sobie dać radę? Kto będzie o nas dbał? Czego możemy się spodziewać w przyszłości? Czy jest jakaś szansa zobaczenia jeszcze raz naszych rodziców? Jak przetrwać? Zauważyłem, że nasze psy, które zazwyczaj były przywiązane łańcuchem do długiego kabla, umożliwiając im ruch tam i z powrotem, zostały uwolnione przez pracowników garbarni.  Nikt ich więcej nie karmił.  Od kiedy już nie było pracy w garbarni, zniknęły również strzępy mięsa dla psów.  Zacząłem zazdrościć psom. Ja byłem ścigany przez Niemców, Polaków, Ukraińców, starych i młodych, wszyscy chcieli zobaczyć mój koniec. Pies bał się tylko hycla ale kiedy go rozpoznawał, uciekał wyłącznie od niego. Gdy był głodny pożerał kota. Czyż nie jest mu lepiej niż mnie?  Dlaczego urodziliśmy się Żydami? Dlaczego Pan Bóg wybrał nas? Czy po to żebyśmy cierpieli?  Teraz nawet przechrzcić się nie miało wartości. Niemcy mordowali nawet wnuków tych przechrzczonych.

Moja siostra miała tzw. „aryjskie papiery” i załatwioną pracę około 100 kilometrów od Bolechowa. Jednak bała się jechać. Być może nie chciała zostawić mnie samego. Prawdę powiedziawszy ona była prawie dorosła. Czuła odpowiedzialność za swego  młodszego brata. Szkoda. Gdybym nie był obrzezany moglibyśmy zamieszkać gdzieś razem i przeżyć.  Byłem zły za to, że mnie obrzezali. Byłem również zły na moich rodziców. Oni powinni byli rozumieć w jakich czasach żyjemy i jakie niebezpieczeństwa grożą Żydom. Z jednej strony nazwali mnie Stanisław, ale z drugiej obrzezali mnie.

Moja matka sprzedała część biżuterii zdjętej ze strychu by zapłacić okup za Tatę.  Połowę biżuterii Mama zostawiła dla siebie a resztę dała Musi. Miriam trzymała woreczek z biżuterią ze sobą. Ja byłem za mały, żeby nosić moją część.  Aby zostawić te kosztowności na jeszcze cięższe czasy zaczęliśmy sprzedawać nasze meble i nawet ubrania.  I tak po trzech miesiącach w domu zostały tylko łóżka i prawie nic z ubrań naszych rodziców.

 Sytuacja pogorszyła się do tego stopnia, że nie miałem jedzenia, dla mojego ukochanego psa, Lorda.  Ten pies, który do niedawna ciągnął mnie na sankach, któremu opowiadałem o moich niszczęściach i u którego widziałem zrozumienie całej katastrofy,  dzielił z nami los. On też był głodny i bardzo schudł.  Gonił za kotami i zjadał je.  Żal mi było tego dużego, godnego psa, który teraz z głodu musi jeść koty. Obserwowałem jego ruchy. Czasem był tak słaby, że nie miał sił aby biec za  kotem. Gdy kot chował się na młodym drzewku, Lord stawał na tylne nogi opierając się przednimi o drzewo, potrząsając je. Czasami kot skoczył i uciekł a czasami padł na ziemię jak dojrzały owoc. Wyglądało na to, że i koty były zbyt głodne by uciekać.  Jeśli jest brak żywności dla ludzi, myszy znikają a koty pozostają głodne . Pies łapał kota, potem podrzucał go w górę i kot spadał spowrotem na ziemię. To się powtarzało kilka razy aż Lord pożerał swoją zdobycz.  Ta gra wyglądała jak gdyby pies dawał kotu szansę ucieczki.  Ja nie miałem dla niego jedzenia. Ale on spozierał na mnie ze zrozumieniem i lizał moje palce. Ja już nie wierzyłem w Boga ale próbowałem się modlić do Boga zwierząt o jedzenie, przynajmniej dla mojego psa. W takich właśnie okolicznościach przysiągłem sobie „Jeśli przeżyję to piekło, nie ważne gdzie, będę nie pozostanę Żydem”

Poprzednie czesci  TUTAJ

Zredagowala Anna Karolina Klys

 

Cdn.

Ksizka zostala wydana w USA po angielsku.

O drugim wydaniu TUTAJ

 

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: