Kurtka    

       Zenon Rogala 


                        

                                                      pamięci Edwarda Stachury

        

        To coś niesamowitego. Nie mogę w to uwierzyć, nie mogę do tej chwili pojąć, że to wszystko czego dowiaduję się teraz, miało miejsce dokładnie tydzień temu, kiedy wyszedłem z domu, żeby udać się pociągiem do innego miasta, w którym za parę dni miałem zdawać maturę.

         – Opowiedz mi, ale dokładnie, jak to wszystko przebiegało, ale dokładnie i w najmniejszych szczegółach, jak wyglądało jego wejście do tego mieszkania, jak się zachowywał na początku powitania, jak stał i jak siedział , gdzie siedział, czy podpierał głowę jak słuchał, czy palił i jakie palił papierosy, czy grał na gitarze, i gdzie i jak ją odstawił po skończeniu gry, czy śpiewał te swoje słynne piosenki, i jak je śpiewał, czy mrużył oczy w trakcie śpiewu, czy coś mówił o swoim śpiewaniu, czy miał minę zadowolonego i szczęśliwego, czy patrzył w oczy jak rozmawiał, czy słuchając marszczył czoło na znak, że słucha uważnie, czy poza gitarą miał coś w plecaku i co to było, no i ta kurtka, jak to się  stało, że ją zostawił i czy od razu pomyślałeś o mnie, że ona będzie dla mnie, czy był skrępowany, czy rozluźniony, czy miał długie te swoje kręcone włosy, czy był raczej zarośnięty niedbale, jaką miał koszulę i czy miał czystą na zmianę, co dostał do jedzenia, jak jadł, czy zachłannie i niestarannie, czy powoli i uważnie, czy słodził herbatę, i ile, czy mówił coś o sobie, ale nie tak o sobie w tej chwili, ale raczej o sobie w przeszłości, a najważniejsze czy mówił o sobie, tym w przyszłości, czy nie wspominał, że jest poetą i że wydał już kilka tomików poetyckich, co zapisał w swoim brudnym brulionie, kiedy odłożył gitarę po zaśpiewaniu tej piosenki, co już nie pamiętasz o czy była, czym pisał, czy to był ołówek i czy zatemperowany, czy może miał długopis, a może czym innym robił jakieś notatki, a może powiedział coś co sugerowało, że może specjalnie tu się pojawił, że może liczył, jakoś intuicyjnie liczył, że mnie tu spotka, a może co byłoby najgorsze, ale najbardziej możliwe, że tylko czekał kiedy ja wyjdę, żeby wejść tutaj i teraz naznaczyć to miejsce swoją dziwną, kosmiczną obecnością, czy może ani słowa nie powiedział, jak to się stało, że znalazł się tutaj w tym domu, że siedział na tym krześle, że spał w tym łóżku, że mył się nad tą umywalką, czy mówił coś o swojej rodzinie, zwłaszcza o matce, którą jak wiem bardzo kochał, bo, że ani słowa o ojcu, to nawet nie muszę pytać, bo nienawidził go tak mocno, jak kochał matkę, a o swoich znajomych nic nie mówił,  nie mówił o Bogusiu, na pewno nie mówił, bo skąd by wiedział, że właśnie jego już tak dawno prosiłem, żeby nasze spotkanie zorganizował, czy nie mówił jak to się stało, i jakim cudem, nieznany los pokierował jego krokami tuż pod dom, z którego parę godzin temu wyszedłem, i czy to prawda, że zapytał Halinkę bawiącą się przed domem, czy nie mogłaby mu przynieść kromki chleba, a po chwili dodał – z masłem, czy to też jest prawda, że zamiast kromki chleba z masłem, zaprosiłeś go do domu, żeby, jak mówi zasada gościnności, głodnych nakarmić, czy byłeś ciekawy, kto to ten dziwny młodzieniec, który zwraca się o kromkę chleba do nieznanej dziewczynki, kogo spodziewałeś się zobaczyć, kiedy zaprosiłeś go do domu na spóźniony obiad, czy mogłeś sądzić, że wejdzie ten ktoś, o spotkanie, z którym tak bardzo zabiegałem u wszystkich naszych wspólnych znajomych, o spotkanie szczególnie z nim, bo czułem, sam nie wiem jak i dlaczego, ale czułem, dokładnie czułem, że coś niedobrego dzieje się w jego głowie, coś co nie jest zrozumiałe, i że muszę się spieszyć, żeby to zrozumieć, bo może jest na to jakaś rada, może zdołam uchylić tę jego płową głowę spod wiszącego nad nią miecza przeznaczenia, i dlatego zabiegałem u Bogusia, również poety, żeby skoro się znają, żeby poprosił go, że jest ktoś, kto koniecznie jeszcze na tym świecie, chce się z nim spotkać, żeby te parę ważnych słów mu przekazać, a może, co najważniejsze, żeby to on powiedział tych parę ważnych słów i usłyszeć je na własne, jeszcze żywe uszy, usłyszeć od niego te same słowa, które teraz kiedy już jest za późno, można przeczytać w jego wierszach i krótkich opowiadaniach, czy to nie jest dziwne, a wręcz przedziwne, że ledwo ja wyszedłem, a on, prowadzony jakimś ironicznym losem stanął przed moim domem i do siostry mojej, bawiącej się przed domem – czy mogłabyś przynieść mi z twego domu kromkę chleba – zapytał, a po chwili – może być z masłem – dodał, czy to może też ten dziwny los sprawił, że zamiast z kromką chleba, wyszła do  niego z dobrą dla niego nowiną, otrzymał bowiem od ciebie, zaproszenie do środka, bo przecież zawsze coś tam z obiadu w rodzinie zostaje, a święte prawo gościnności mówi, że gość w dom Bóg w dom, więc i w roli przysłowiowego Pana Boga wszedł w progi naszego domu, czy słowa wracającej Halinki do czekającego na chleb, brzmiały dokładnie tak, – tata prosi pana do mieszkania, proszę wziąć gitarę i plecak, ja pana zaprowadzę, niech pan się nie łamie – czy się ucieszył, że poza kromką chleba, która może być z masłem, ktoś proponuje mu gościnę, czy dla niego, wiecznego wędrowcy, była to dobra, czy może niewygodna propozycja, i jak to dokładnie było z rana, czy w zamian za gościnę, to on zaproponował, że w ramach rozliczenia za gościnność, zostawi swoją kurtkę, bo nie ma żadnych pieniędzy i czy to wtedy powiedziałeś mu taką prostą prawdę, że za gościnę pieniędzy się nie bierze, ale skoro ma zbędną kurtkę, to ty masz syna, któremu taka kurtka na pewno się spodoba, ale powiedziałeś, że pod warunkiem, że ją od niego kupisz, i czy specjalnie, skoro wycenił ją na czterdzieści, wcisnąłeś mu wtedy pięćdziesiąt złotych, bo wiedziałeś, że nie będzie miał wydać dziesięciu, i jak się wtedy zachował, czy powiedział może – mając mnie na myśli, – niech mu dobrze służy, lub niech mu się dobrze nosi, choć kurtka była jesienna, a tu upalne lato obowiązywało, czy to wszystko nie jest niesamowite, czy to wszystko nie świadczy o tym, że tak miało to wyglądać, że ja teraz zachodzę w swoją głowę, co bym mu powiedział, kiedy doszłoby do tego oczekiwanego naszego spotkania, może właśnie miało do niego nie dojść, bo jedyne co zostało z naszego nie bezpośredniego spotkania, to ten napis, który już później, kiedy to się z nim stało, zobaczyłem na wewnętrznej stronie, tam gdzie jest miejsce na powieszenie kurtki, jego ręką wykonany napis, STED.

Wszystkie opowiadania Zenona Rogala

TUTAJ

 

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: