Uncategorized

.Krótka historia Żydów w Polsce ( 8)

  • Żydzi wyjeżdżający do Palestyny w oknie wagonu kolejowego. Wśród nich widoczny mistrz Polski w tenisie stołowym z 1937 r. Stefan Finkelsztajn. Warszawa, 15 lutego 1937 r. Fot. NAC

Między potomkami narodów, które tyle wieków żyły obok siebie na jednej ziemi, powinno być możliwe nie tylko pojednanie, ale i przyjaźń.

Pisząc swoją książkę „Najkrótsza historia Polski”, starałem się objąć nią także historię narodu, który znalazł swoje schronienie dziejowe na ziemiach polskich. Myślę, że warto dzisiaj pokusić się o krótką historię Żydów w Polsce – by choć trochę oczyścić stosunki polsko-żydowskie z obciążeń zarówno mitami, jak i realnymi urazami, które szkodzą obu stronom.


63 dni

Latem roku 1944 wojska sowieckie wkroczyły przez Bug na ziemie rdzennie polskie. U ich boku, pod dowództwem sowieckich oficerów, walczyły dwie armie polskie, sformowane z pozostałych w ZSRR tysięcy Polaków. Na zajętych terenach Sowieci rozbrajali i mordowali oddziały Armii Krajowej albo wyłapywali jej młodzież, mężczyzn i kobiety i wywozili do łagrów w ZSRR. Jednocześnie wiadomo było, że alianci zachodni muszą opłacić udział Rosji sowieckiej w rozbiciu hitleryzmu zdobyczami terytorialnymi i rozszerzeniem strefy jej wpływów. Wierzyli, udawali, że wierzą, lub musieli udawać wiarę w obietnice Stalina, że uszanuje on demokrację w krajach wyzwolonych przez Armię Czerwoną. Kiedy więc wojska sowieckie doszły w kolejnej ofensywie aż do Wisły, następny komendant Armii Krajowej, gen. Tadeusz Bór-Komorowski, dał w porozumieniu z emigracyjnym polskim rządem w Londynie sygnał do powstania w Warszawie. Chodziło o to, by wyzwolić ją polskimi siłami i zarazem dać krajową bazę autentycznemu rządowi polskiemu, który Stalin musiałby uszanować. Podjął „Bór” szaleńcze ryzyko i do dziś trwa dyskusja, czy to ryzyko warte było szaleństwa.

Do tej jednej z najdłuższych i najkrwawszych bitew II wojny światowej Niemcy hitlerowskie skoncentrowały potężne siły, a Stalin nie pozwolił swojej armii ruszyć przez Wisłę na pomoc Warszawie; przedostały się na drugi brzeg, i to dopiero po półtora miesiąca, tylko niewielkie, bardzo skromne liczebnie oddziały, które podzieliły los miasta. Na lewym brzegu Wisły walczyło ok. 30 tysięcy młodych żołnierzy AK, w tym i uratowani bojowcy z getta czy ukrywający się na aryjskich papierach warszawscy Żydzi, jak Stanisław Aronson, żołnierz Kedywu. Ale walczyło całe miasto, nawet dzieci. Tzw. sidolówkami i butelkami z benzyną przyczajeni za załomami gruzu mali chłopcy niszczyli czołgi i wozy pancerne. Oddziały niemieckiego Wehrmachtu w atakach na powstańcze barykady pędziły nieraz przed swoimi czołgami kobiety i dzieci, w zdobytych szpitalach powstańczych dobijały rannych.

W ciągu 63 dni Niemcy stracili kilkanaście tysięcy doborowego żołnierza; Polaków zginęło ok. 180 tysięcy, w tym tysiące młodzieży. Ludność cywilna musiała w całości opuścić Warszawę, a samo miasto hitlerowcy potraktowali dokładnie tak, jak przedtem getto: spalili je i zburzyli niemal doszczętnie. O tyle tylko nie była to ofiara daremna, że pamięć o powstaniu warszawskim w kilku późniejszych sytuacjach kryzysowych powstrzymała, być może, Kreml przed zbrojną interwencją w Polsce. Ci, co zginęli w roku 1944, obronili w jakiejś mierze kraj przed zbrojnymi interwencjami sowieckimi w latach 1956 i 1980–1981.

Sprzedani

W wyniku wojny Polska miała przesunąć się na zachód, aż po Odrę i Nysę, co raz na zawsze usunęłoby groźbę odrodzenia Prus jako źródła agresji. Polaków z terytoriów przedwojennej Rzeczypospolitej, przyznanych Sowietom, miano przesiedlić na ziemie zachodnie. Ludność niemiecka uciekała na zachód pod osłoną wojsk. Wycofujące się formacje niemieckie zostawiały po sobie spaloną ziemię. Niemniej wiele miast niemieckich, przyznanych Polsce, paliła systematycznie i zniszczyła dopiero armia sowiecka. Gdańsk i Szczecin obróciła w perzynę już po ich zajęciu.

Polacy w II wojnie światowej wystawili łącznie po stronie aliantów czwartą co do liczebności armię – po sowieckiej, amerykańskiej i brytyjskiej. Walczyli na wszystkich frontach w Europie i Afryce, ponosząc największe obok Rosji straty liczebne. W walczącej na Zachodzie armii generała Andersa żołnierzami byli także polscy Żydzi. Wśród nich absolwent wydziału prawa Uniwersytetu Warszawskiego, Menachem Begin. Dzięki nim na wojskowym cmentarzu w Jerozolimie stoi dzisiaj pomnik upamiętniający polskich żołnierzy Żydów słowami „Za wolność waszą i naszą”. Żyjący jeszcze kombatanci spotykają się tam dwa razy w roku: 1 września i 3 maja.

Władze polskiego podziemia wezwały swoich podkomendnych do pokojowej pracy nad odbudową kraju. Przygotowywane w podziemiu kadry administracji nie mogły jednak objąć urzędowania, Armia Czerwona oddała władzę byłym agentom sowieckim. Do ich aparatu władzy, w tym do aparatu represji, rekrutowano ludzi z warstw niższych  w imię rewolucji społecznej. Obok nich – ludzi pochodzenia żydowskiego, głównie przybyłych ze wschodu, którzy objęli ok. 30 procent kierowniczych stanowisk we władzach i w policji politycznej reżimu, Urzędach Bezpieczeństwa, instytucji zorganizowanego terroru. Stalin nie ufał Polakom, a być może chodziło właśnie o to, by nienawiść kierować przeciwko Żydom. Niestety, obok polskich synów ludu oprawcami bywali i oni. W latach 1945–1953 trwało nieustanne polowanie na ludzi.

Po II wojnie światowej w Polsce nadal zdarzało się mordowanie Żydów. Wśród powojennego rozwydrzenia, kiedy porządku Polski podziemnej nie miał kto egzekwować, a nowa władza sama zabijała bez sądu, zdarzały się mordy rabunkowe na Żydach, którzy wracali do swojej własności, zajętej przez jakichś samozwańczych właścicieli. Ale spotykał taki los nie tylko Żydów. Natomiast rzeczywiście ginęli w Polsce powojennej inni Żydzi, lecz nie jako Żydzi, ale jako oficerowie bezpieki i Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Ile było takich ofiar, nie wiadomo do dzisiaj – wiadomo za to, że informacje o mordowaniu Żydów przekazywano Zachodowi z określonym celem: należało opinię publiczną Zachodu zrazić do Polski. Działo się to w czasie, gdy ofiarami skrytobójczych mordów padali setkami działacze opozycyjnego Polskiego Stronnictwa Ludowego, a w więzieniach torturowano i zabijano byłych dowódców i żołnierzy AK, przełożonych i kolegów Aronsona.

Kompromitacji Polski wobec Zachodu posłużył pogrom kielecki w roku 1946. Nie wiadomo na pewno, czy był on wyłącznie spontanicznym wybuchem rozszalałego motłochu (próbowano wtedy wywołać podobne zajścia i w paru innych małych miastach Polski, tzw. szeptana propaganda szerzyła wieści o rytualnych żydowskich mordach na dzieciach, ale nigdzie indziej nie udało się sprowokować poważniejszych zajść). Parę dni wcześniej przywieziono do Kielc i zatrudniono w pobliskim Ludwikowie kilkudziesięciu „robotników”, którzy potem znikli i z fabryki, i z terenu Kielc; do miejsca zajść ich dowieziono. Chłopczyka, którego rzekomo porwali Żydzi, synka konfidenta bezpieki, miejscowy Urząd Bezpieczeństwa trzymał potem przez pół roku wraz z rodziną w kieleckim więzieniu, żeby nie znaleźli go zagraniczni dziennikarze. W zaatakowanym domu mieszkali szykujący się do emigracji Żydzi i paru żydowskiego pochodzenia oficerów kieleckiej bezpieki. Księży, którzy próbowali dotrzeć do sceny zajść, nie dopuścił otaczający ją kordon, którego sił starczyłoby, by w każdej chwili położyć kres pogromowi. Władze mogły go stłumić w zarodku, ale nie stłumiły. Nie sądzono potem najaktywniejszych sprawców. Procesy wytoczono ludziom niekiedy przypadkowym, winę za pogrom przypisując… polskiemu podziemiu. Zachód, wypada przyznać, uwierzył we wszystko. Chciał uwierzyć. Pogrom kielecki udowodnił, że Polacy zasłużyli na swój los i należało ich zostawić Sowietom.

O mechanizmach rozwoju stalinizmu w Polsce mówi się mało. Pokolenie dowódców polskiego podziemia przegrało, ich młodzi żołnierze przegrali wraz z nimi. Ale nie kryzys psychologiczny w stosunkach między pokoleniami, nie żadne przemiany ideowe ani tym bardziej nie naiwność kolejnego pokolenia nastolatków zrodziła w Polsce stalinizm. Zgodnie z decyzjami samego Stalina instalowali go ludzie z zewnątrz, umiejętnie posługując się na przemian strachem i pięknymi hasłami. Przedwojenni komuniści, którzy wydostawszy się z łagrów sowieckich, łudzili się, że zbudują swój socjalizm inaczej niż Sowieci, mieli wkrótce zachowywać się dokładnie tak samo.

Stefan Bratkowski – Dziennikarz, pisarz, publicysta, działacz społeczny. Założyciel „Studia Opinii”, długoletni przewodniczący Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Kategorie: Uncategorized

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: