Netanjahu chce zamknąć sprawę rozwiązania w postaci dwóch państw. Dobrze!

 

 

Przedwyborcza obietnica premiera Netanjahu rozciągnięcia izraelskiej suwerenności na osiedla w Judei i Samarii wywołała wielką konsternację wśród amerykańskich Żydów. Ruchy reformowany i konserwatywny oraz kilka satelickich organizacji były tak zrozpaczone, że wysłały list do prezydenta Trumpa, namawiając go, by przeciwstawił się aneksji jakiegokolwiek terytorium Judei i Samarii (które, naśladując jordańską terminologię, nazywają „Zachodnim Brzegiem”). W liście twierdzą, że takie działanie może „zniszczyć jakąkolwiek szansę na wynegocjowane rozwiązanie w postaci dwóch państw” (zwrot „rozwiązanie w postaci dwóch państw” pojawia się pięć razy w jednostronicowym liście).

Chociaż wiele gazet pisze o zamiarach Netanjahu jako „aneksji Zachodniego Brzegu”, jego obietnica odnosi się tylko do żydowskich osiedli. Zwolennicy dwóch państw widzą to jednak jako zagrożenie dla całego przedsięwzięcia dwóch państw. Boją się, że stosowanie suwerenności do osiedli uniemożliwi ich likwidację. A jeśli nie da się usunąć osiedli, to ich uparta obecność przeszkodzi ustanowieniu suwerennego i ciągłego terytorialnie państwa palestyńskiego. Uważają, że tylko dzięki takiemu państwu uda się uniknąć „nierozwiązywalnego” dylematu, według którego Izrael albo musi w końcu uczynić obywateli z wszystkich arabskich mieszkańców terytoriów i zrezygnować z żydowskiej większości, albo anektować je bez dania mieszkańcom obywatelstwa i zrezygnować z demokracji.

Nie ma jednak niczego bardziej niebezpiecznego (poza, być może, irańską bombą atomową) dla przetrwania Izraela niż suwerenne i ciągłe państwo arabskie w Judei i Samarii.

Powód jest prosty: palestyńskie państwo będzie wrogie wobec żydowskiego państwa i będzie strategicznie ulokowane na wyżynie obok centrum kraju, gdzie będzie mogło dokonywać olbrzymich szkód niemal dowolnie prostą i tanią bronią, jak ta używana przez Hamas w Gazie. Będzie mogło zaprosić armie innych wrogich państw na swoje terytorium. Jako suwerenne państwo – jak, na przykład, Liban – będzie mogło wspierać terroryzm przeciwko Izraelowi, podczas gdy każda próba Izraela, by na to odpowiedzieć, będzie określana jako agresja.

Ci, którzy przepowiadają przyszłość w oparciu o pobożne życzenia,by osiągnąć określony rezultat, mówią, że palestyńskie państwo nie musi być wrogie. Ci jednak, którzy opierają przewidywania pamiętając o zachowaniach w przeszłości, na podstawie analizy wypowiedzi, charakteru i ideologii palestyńskich przywódców i na obserwowaniu ich obecnych działań – to jest na rzeczywistości – rozumieją, że jest praktycznie pewne, iż takie państwo będzie agresywnym, wojowniczym wrogiem. Tutaj jest tylko kilka powodów:

 

  1. Precedens Gazy. Jeszcze przed przejęciem władzy przez Hamas Gazańczycy strzelali rakietami do izraelskich społeczności i dokonywali zamachów terrorystycznych. Przejęcie władzy przez Hamas otwarło bramy terroryzmu z olbrzymim ostrzałem rakietowym, tunelami i tak dalej. W Judei/Samarii,  nawet gdyby OWP chciało pokoju, z łatwością zostałoby obalone przez bardziej wojowniczą grupę Hamasu – lub jeszcze gorzej.
  2. Ideologia OWP. Mimo niestrudzonego lobbowania prezydenta Billa Clintona OWP nigdy nie usunęła tych części swojej Karty, która wzywa do pełnego przemocy ”oporu” wobec Izraela. Media Autonomii Palestyńskiej i jej system edukacyjny nigdy nie przestały twierdzić, że Izrael w rzeczywistości jest ”Palestyną”, został ukradziony Arabom i powróci do nich dzięki ”oporowi”. Media AP nieustannie wychwalają terrorystów i podżegają Palestyńczyków do morderstw.
  3. Polityka Autonomii Palestyńskiej. Mimo działań Izraela i USA i obcięcia funduszy używanych do płacenia terrorystom i ich rodzinom, AP nadal im płaci – nawet jeśli znaczy to, że fundusze na opiekę medyczną dla zwykłych Palestyńczyków będą obcięte.

 

Mógłbym kontynuować, ale po co? Ponieważ nie ma sposobu na zapewnienie, że umowa zawarta dzisiaj z palestyńskim partnerem będzie przestrzegana jutro – lub że ten partner będzie jutro przy władzy – jest to tylko akademickie rozważanie. Jedynym sposobem zapobieżenia utworzeniu wojowniczego państwa palestyńskiego jest zapobieżenie utworzeniu suwerennego państwa.

Jest wątpliwe, czy takie państwo mogłoby w ogóle przetrwać samodzielnie. „Palestyna” byłaby maleńkim państwem, znacznie mniejszym od Izraela i – jeśli gospodarka AP i Gazy są jakąś wskazówką – niezdolnym do samodzielnego życia. Palestyńczycy powiedzą, że ich gospodarka jest spętana „okupacją”, ale faktem jest, że AP i Gaza otrzymują pomoc w różnych postaciach od Izraela i mają mniej wydatków niż  mieliby jako suwerenne państwo. Ich gospodarkę pustoszą korupcja, uzależnienie od datków i – w wypadku Gazy – skierowanie zasobów na wojnę przeciwko Izraelowi.

Ale co z całym ”nierozwiązywalnym dylematem”, który uniemożliwiłby Izraelowi bycie zarówno państwem żydowskim, jak demokratycznym, gdyby nie było państwa palestyńskiego? W rzeczywistości istnieje kilka rozwiązań. Jednym z nich jest stworzenie autonomicznej jednostki palestyńskiej, która pozwoliłaby na rozwój gospodarczy i pozwoliłaby Palestyńczykom na samorządność bez ingerencji ze strony Izraela – o ile powstrzymają się od terroryzmu wobec pobliskiego państwa żydowskiego. Nie musi mieć ciągłości terytorialnej i prawdopodobnie lepiej, żeby nie miała.

Kontrola granic i przestrzeni powietrznej musi pozostać w rękach Izraela, a palestyńska jednostka musi być zdemilitaryzowana, by nie stała się zagrożeniem dla Izraela. Pod tym względem byłaby czymś mniej niż suwerennym państwem. Byłyby komplikacje: nie jest to tak proste, jak tylko aneksja Obszaru C. Nie ma jednak innej alternatywy, która pozwala na pokojową jednostkę palestyńską obok Izraela.

Palestyńczycy początkowo nie zaakceptowaliby tego i kontynuowali dyplomatyczną i fizyczną wojnę przeciwko Izraelowi. I tak jednak by to robili; a Izraelowi łatwiej byłoby bronić się przed nimi niż gdyby byli całkowicie suwerennym państwem.

W tym momencie może pojawić się zastrzeżenie, że taka sytuacja byłaby niesprawiedliwa. Czy naród palestyński nie powinien mieć suwerennego państwa, tak samo jak naród żydowski? Czy oni słowami Baracka Obamynie zasługują na państwo?

Odpowiedź jednym słowem: nie.

Palestyńscy Arabowie nawet nie identyfikowali się jako odrębny naród do lat 1960., kiedy stworzono OWP jako wspólny projekt Egipcjan i Sowietów jako narzędzie do atakowania Izraela. Nagle Palestyńczycy, którzy pochodzili z różnych miejsc na Bliskim Wschodzie – większość rodzin była w ziemi, którą nazywamy Eretz Yisrael-Ziemią Izraela od końca XIX lub początków XX wieku – stali się „narodem” z „narodowym ruchem wyzwoleńczym”.  Nagle naród żydowski, który ma dobre historyczne i archeologiczne dowody na swoje twierdzenie, że są rdzennymi mieszkańcami tej ziemi, stali się „europejskimi kolonialistami”, podczas gdy Palestyńczycy zaczęli przedstawiać naukowo absurdalne twierdzenia, że pochodzą raz od Kananejczyków, raz od Filistynów. Od początku jednym specyficznie “palestyńskim” aspektem ich kultury był ich sprzeciw wobec żydowskiej suwerenności w Eretz Yisrael.

 

Ich żądania zawsze były maksymalne i odrzucili liczne kompromisy, zazwyczaj przemocą. Arabską reakcją na rezolucję o podziale z 1947 roku była wojna, a odpowiedzią Arafata na szczyt w Camp David była druga intifada. Od czasów poprzedzających założenie państwa Izrael palestyńscy Arabowie wyrażali frustrację wobec obecności żydowskiej, a obecnie suwerenności, przez mordowanie Żydów. Chociaż nie oni pierwsi użyli tego, to oni spopularyzowali porywanie samolotów i zamachy samobójcze. Palestyńczycy nie dokonali 9/11, ale byli tego duchowymi ojcami. Dzisiaj stworzyli jeszcze bardziej nieludzką broń, pokolenie dzieci wychowanych w wierze, że nic nie jest tak godne pochwały, jak zabicie przypadkowego Żyda na ulicy.

Większość Izraelczyków dobrze to rozumie i dlatego – mimo mnóstwa problemów z nim – demokratycznie raz jeszcze wybrali Benjamina Netanjahu na premiera. Bezpieczeństwo zawsze było polityczną kwestią nadrzędną nad wszystkimi innymi i są oni przekonani (mam nadzieję, że słusznie), iż Netanjahu nie podda się naciskom przychodzącym z antysemickiej Europy i niedoinformowanej Ameryki – włącznie z liberalnymi Żydami – i nie popełni kolejnego, katastrofalnego błędu, takiego jak Porozumienia z Oslo.

Amerykańskie ruchy reformowany i konserwatywny uwielbiają ideę demokracji i cały czas o tym mówią. Dobrze byłoby, gdyby przyzwyczaili się do myśli, że wyniki demokratycznego procesu mogą nie zawsze dawać takie rezultaty, jakie się im podobają.

Vic Rosenthal

Netanyahu wants to kill the two-state solution. Good
!

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

5 komentarzy to “Netanjahu chce zamknąć sprawę rozwiązania w postaci dwóch państw. Dobrze!”

  1. A co do dwóch państw, Gandi miał rację, tylko nie wiedział jak to zrobić. A jednak zapewniam, że jest to możliwe (z uszanowaniem godności i stanu posiadania ludności arabskiej). Mam nadzieję, że Nataniahu i Trump wiedzą, co należy zrobić (z udziałem Egiptu).

  2. Rysiu, chłop swoje i pop swoje. Reprezentujesz bardzo rycerską grupkę. Fakty dla was nie liczą się. Jedynie ważne są niczym nie uzasadnione mrzonki, idee fixe. Zamknięci w kokonie sen uważacie za rzeczywistość. Tylko wam dać władzę, a doprowadzicie do…
    Nam wystarczy wasze Oslo z wybuchającymi autobusami, hamasem i dżihadem, wystarczą rakiety tysiącami wystrzeliwane w nas.
    Według was jeśli Arab morduje Żyda, to robi to z „pobudek leumanijot”, a jeśli Żyd sprzeciwia się temu i tylko wypowie swą dezaprobatę (co gorsza, coś tam podpali lub rzuci kamieniem – nie pochwalam tego), od razu staje się ohydnym rasistą. Nawet jeśli jest dzieckiem.
    Wiem, że nie przekonam takich, jak Ty. Cóż, jeszcze trochę pozostało skamieniałości stalinizmu. A kamień, jak to kamień.
    Dla takich, jak Ty, Abu Mazen, doktor od hakchaszat hashoah i jemu podobni, stanowią wyrocznię.
    Jesteśmy narodem wybranym, gdyż tylko wśród nas są tak pozbawieni instynktu samozachowawczego i tak kochający śmiertelnego wroga. Takich historia niczego nie nauczyła i nie nauczy. Umarł w butach.
    Amos Oz, przepięknie władał językiem hebrajskim, ale czy to wystarcza, by był intelektualistą, w dodatku reprezentującym sobą wzorzec postawy ważnej, w szczególności dla naszego przetrwania? Cały świat jest antysemicki i marzy o unicestwieniu tego narodu, a wśród nas są ludzie, dla których już choćby honor narodowy… dajmy spokój. Ręce opadaja.

  3. Rysiu:
    Proszę o statystykę demografii żydowskiej i arabskiej w izraelu, w autonomii i w Gazie. ze źródeł mniej więcej wiarygodnych.
    Najpierw moja wersja:
    Już w latach 80 geografowie jak dePergola i A. Sofer wróżyli katastrofę demograficzną w Izraelu. Co specjalnie zabawne, że w tychże latach 80 oboje geniusze statystyki wierzyli że nawet bez Arabów w Jehudzie i Samarii, sami Arabowie izraelscy przerosną populację Żydów izraelskich.
    A jak dzisiaj? (Według oficjalnych danych Centralnego Urzędu statystyki, 2019, z Wikipedii hebrajskiej דמוגרפיה של ישראל – Demografia Izraela)

    Populacja Izraela dobija 9 mln. Z tego ponad 7.25 mln Żydów ( 6,9 mln Żydów według definicji halachiczne i jeszcze 430 tys ich krewnych, koszernych według Prawa Powrotu określonych w statystyce jako „inni”), 145 tys chrześcijan, 130-132 tys Druzów i około 1.7 mln muzułmanów. Czyli Żydzi stanowią 80.5% ludności i muzułmanie 19%. Jeśli już liczyć populację Izraela w blokach politycznych, to wychodzi że blok pro-syjonistyczny liczy około 7.5 mln, czyli 83% obywateli Izraela. W Parlamencie (Knesset) blok antysyjonistyczny stanowi 10-12% ( partie arabskie plus część lewicy plus część ortodoksów) a syjonistyczny 88-90%.

    A jak było w latach 90?

    Wiarygodne i uporządkowane statystyki datują się z 1996. Wtedy procent populacji żydowskiej był 69% i muzułmańskiej 25.4%. Minimum wszystkich czasów datuje się z roku 2000 kiedy Żydów było 67%. W ciągu mniej niż 20 lat ten procent wzrósł z 67% do 80.5% i każdego roku rośnie o 0.2-0.3%. Procent urodzin Żydów w Izraelu rośnie.

    O populacji arabskiej w Autonomii wiemy bardzo niewiele. Źródła arabskie zmniejszają liczbę zgonów i nadymają liczbę urodzin, bo darczyńcy przecież płacą od łebka. Takoż balans migracji jest największa tajemnicą Arabów palestyńskich. Według danych CIA i ONZ, ten balans jest ujemny i starannie ukrywany, bo zmiana obywatelstwa automatycznie niweluje datki humanitarne. Według Ettingera, Bechora i Fajtelsona, dzisiaj żyje w Autonomii Palestyńskiej około 1.8 mln Arabów i w Gazie około 1.8-1.9 Arabów i czas działa na ich niekorzyść, bo przyrost naturalny Żydów rośnie i przerasta przyrost naturalny Arabów między morzem i rzeką.
    Jedyną barierą między populacją Gazy i Europą są patrole morskie izraelskie i egipskie i zamknięte przejścia na granicy egipskiej.
    Jeśli Europejczycy obawiają się zdenerwować Erdogana aby nie otworzył masowej emigracji Syryjczyków do Europy, nie wiedzą jeszcze co im może zrobić gniew Egiptu i Izraela.

    artykuł z przyzwoitej gazety na temat demografii izraelskiej.Poniżej…
    https://mosaicmagazine.com/essay/israel-zionism/2018/05/israels-demographic-miracle

  4. Ewa Korulska 01/05/2019 at 10:09

    Rysiu, chyba straciłeś głowę ? Więcej nic nie mogę Ci odpowiedziec. Używasz tak wyświechtanych i nieprawdziwych argumentow ze az wstyd…
    Ty bierzesz Amosa Oz za eksperta od polityki ? Politykiem to on jest żadnym, kompletnie sie na tym nie zna, chce być „ dobrym człowiekiem” i robić karierę literacka i lepiej niech zostawi politykę tym ktorzy ja rozumieją i się sprawdzili, czyli Netanyahu i jego ekipie. Amos Oz to dobry pisarz, nic więcej. I to już wystarczy. On jest zreszta bardzo przesadnie promowany na Zachodzie za lewicowe poglady i krytykę Izraela. Podobnie jak Grossman. A często tez obaj sa bojkotowani na literackich imprezach w Europie wlasnie jako Izraelczycy. Bojkot i rasizm zachodni. Niestety nawet to im nie przejaśniło w głowach… Dokładnie tak jak tym amerykańskim Żydom.. To sa niestety tragiczni, ogłupiali ludzie co domagają się zguby dla własnego narodu. A artykuł Vik Rozenthala jest świetny i jasno tłumaczy o co tu chodzi. Dziękuje bardzo Małgorzacie Koraszewskiej za jego tłumaczenie i udostępnienie. Tylko tak ludzie maja szanse cos zrozumiec. Niie wszyscy, niestety…

  5. W lipcu 1918 Amos Oz, w jego ostatnim wykladzie, przedstawil osobista wizje na jedyne mozliwe rozwiazanie problemu konfliktu Palestynskiego Izraelskiego. Tym jedynym rozwiazaniem wedlug Amosa, sa dwa panstwa, Izrael i Palestyna. Wedlug Amosa Oz to po prostu kwestja matematyki. Jezeli Izrael nie pozwoli na panstwo Palestyne, Zydzi w Izraelu beda mniejszoscia (juz sa). A Zydzi jako mniejszosc zyc nie moga i przezyc nie moga. Zyli tak w Europie, w Azji i w Afryce i to prawie przynioslo ich zaglade w ciagu WWII. Zydzi nie moga byc mniejszoscia. Zydzi, wedlug Amosa, musza miec swoj Zydowski kraj aby przezyc jako narod. Alternatywa Izraela bedacego krajem Aparthide gdzie mniejszosc zadzi wiekszoscia po prostu jest nie mozliwa pod wzledem moralnym i realistycznym,
    W malej ksiazce pod tytulem „Ostatni Rachunek Jeszcze Sie nie Skonczyl” Przedstawia nam Amos Oz jego wizje. Osobiscie zgadzam sie z nim. Izrael jako kraj z mniejszoscia Zydowska, to po prostu koniec Izraela. Izrael jako kraj Aparthide to rownierz jego koniec. Nie ma alternatywy dla dwoch panstw, czy to lubimy czy tez nie. Po prostu czekamy na odwaznego lidera jak Itzhak Rabin, Begin, czy Annuar Saadat, ktory bedzie mial odwage przekonac narod Zydowski w Izraelu ze ten kto wierzy w mesjastyczne rozwiazanie konflictu do swej wlasnej zaglady dazy.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: