Jak poskromić naszych kuzynów z Gazy

Vic Rosenthal
Przyslala

Katharina Dr.Gasinska-Lepsien


W ostatnich dniach wystrzelono z Gazy ponad 650 rakiet, głównie wycelowanych w pobliskie miejscowości, ale także w miasta Aszkelon, Aszdod i Beit Szemesz. Syreny alarmowe słychać było nawet w Rehowot po raz pierwszy od 2014 roku. Większość rakiet albo spadła na niezamieszkane obszary, albo przechwycił je izraelski system Żelaznej Kopuły. Było jednak kilka bezpośrednich trafień w domy i fabryki: Mosze Agadi z Aszkelonu zginął, kiedy rakieta uderzyła w podwórko jego domu w sobotę wieczorem, a trzy inne osoby straciły życie w niedzielę po południu. Setki tysięcy Izraelczyków spędzało noce w schronach. W większości kraju odwołano dzisiaj naukę w szkołach.
Na początku odpowiedź Izraela ograniczała się, jak zwykle, do bombardowania licznych pustych instalacji używanych przez Hamas i Islamski Dżihad oraz zabijając kilku funkcjonariuszy Hamasu. Zginęła także palestyńska kobieta i jej niemowlę, ale IDF powiedziała, że powodem była wystrzelona przez Hamas rakieta (to często się zdarza, że ich rakiety spadają na Gazę, nie dolatując do Izraela).

W historii wojen zachowanie Izraela wobec Gazy jest unikatowe. Słabsza strona strzela w drzwi frontowe silniejszej, robiąc, co może, żeby zabić mężczyzn, kobiety i dzieci. Silniejsza strona broni się albo biernie schronami i systemami antyrakietowymi, albo czynnie – ale podejmując wielkie środki ostrożności, żeby nie zabić wroga. W końcu silniejsza strona płaci słabszej i wprowadza się ”zawieszenie broni”.

Tym razem może być inaczej. Premier Netanjahu przywrócił politykę punktowego zabijania przywódców wroga. Siły lądowe rozlokowano przy granicy.

Nie będę wchodził w szczegóły wypadków, które doprowadziły do tego wybuchu. Był jakiś rodzaj umowy, zgodnie z którą Izrael zgodził się na przekazanie kilku milionów dolarów z Kataru do Hamasu i zdarzyło się coś, co opóźniło to. Izraelski żołnierz został postrzelony przy granicy, Izrael odpowiedział i zabił dwóch żołnierzy Hamasu. I tak dalej.

To zdarzało się wiele razy od ostatniej otwartej „wojny” w 2014 roku. Zazwyczaj kończy się to przekupieniem Hamasu przez Izrael jakiegoś rodzaju ustępstwami. Jedni ludzie widzą w tym zwyczajne wymuszanie, ale izraelscy przedstawiciele mówią, że ustępstwa czyni się z powodów „humanitarnych”.

Nie ma bardziej zażartych wrogów Izraela i narodu żydowskiego niż Hamas i Islamski Dżihad. Wyznają oni ideologię, według której ziemia raz podbita przez islam pozostaje islamska, a Żydzi mogą tam mieszkać tylko jako dhimmi (poddani muzułmańskiemu władcy). Ta cokolwiek abstrakcyjna ideologia wiąże się z bardzo konkretną i pełną przemocy nienawiścią do Żydów i Izraela, co przekłada się na najstraszniejsze zamachy terrorystyczne i zamachy samobójcze w historii naszego konfliktu. Dzieci w Gazie – być może jeszcze bardziej wszechstronnie niż w Autonomii Palestyńskiej – są indoktrynowane od przedszkola ideą, że największym osiągnięciem dla młodego człowieka jest zostanie męczennikiem, przez podjęcie działań zmierzających do zniszczenia znienawidzonych Żydów i ich państwa.

Izrael ma możliwość całkowitego zniszczenia Hamasu. Nie zrobił tego jednak w niezliczonych konfrontacjach i kilku operacjach nazywanych przez większość ludzi „wojnami”. Dlaczego?

Tym razem niektóre przyczyny są doraźne. Nikt nie chce zepsuć nadchodzących ceremonii w Dzień Pamięci i w Dzień Niepodległości. Nikt nie chce wystraszyć uczestników Eurowizji, ani odstraszyć ludzi przybywający zza granicy, którzy zapłacili małe fortuny za bilety.

Są jednak inne przyczyny, które nadal tu będą w kolejnych tygodniach. Jest problem: „złamałeś ich siłę, więc musisz rządzić”. Gdyby Izrael zmiażdżył Hamas, nadal byłoby około 1,9 miliona ludzi, których podstawowe potrzeby wody, żywności, paliwa, elektryczności, kanalizacji, opieki zdrowotnej i wszystkiego innego trzeba zaspokoić. Hamas wykonuje w tych dziedzinach okropną robotę, zabierając pieniądze i dostawy od ONZ i innych źródeł przeznaczone na cele cywilne i przeznacza je na cele militarne. Jeśli życie w Gazie może być straszliwe, to jest to wina Hamasu, nie zaś nasza. Ale jeśli Izrael obali Hamas, to Izrael musi zabezpieczyć potrzeby jej populacji – a to byłoby niesłychanie kosztowne, zarówno w pieniądzach, jak sile ludzkiej. Nie wspominając faktu, że musiałby to robić równocześnie walcząc z nieustanną rebelią.

Drugim wielkim problemem jest problem prawny i polityczny, który tworzy w społeczności międzynarodowej każda niemal akcja militarna Izraela. Wobec IDF stosuje się standardy, jakich nie stosuje się wobec żadnej innej armii świata, i nasi żołnierze i politycy są oskarżani o zbrodnie wojenne – często na podstawie „dowodów” dostarczonych przez wrogie NGO, finansowane pieniędzmi z antyizraelskich źródeł włącznie z europejskimi rządami, New Israel Fund, Rockefeller Brothers Fund, różnymi organizacjami kościelnymi, funduszami organizacji Sorosa i tak dalej. Hamas świetnie o tym wie i umieścił swoje arsenały, centra dowódcze i fabryki rakiet na gęsto zaludnionych obszarach, czyniąc z Gazańczyków ludzką tarczę.

To są trudne problemy, ale istnieją dlatego, że pozwoliliśmy im narastać. Nie trzeba mówić, że gdybyśmy nie wycofali się z Gazy w 2005 roku, nie byłoby rządu Hamasu. Gdybyśmy nie zawarli Porozumień z Oslo, nadal okupowalibyśmy Gazę i ludność miałaby elektryczność 24 godziny na dobę, czystą wodę, żadnych zalewów ludzkimi ekskrementami i żadnej edukacji na morderców prowadzonej od kołyski do grobu. Zegar idzie jednak tylko w jedną stronę.

Jest jeszcze jeden problem, który nie ma nic wspólnego z Hamasem, chociaż Hamas go wykorzystuje. Izrael kocha swoją armię, bo jego armia składa się z dzieci wszystkich naszych rodzin. Każda ofiara powoduje narodową traumę, a jeśli żołnierz zostaje schwytany, kraj robi wszystko, by wydostać go z powrotem. Nic nie przeraża rządu bardziej niż perspektywa schwytanego żołnierza, jak Gilada Szalita, za którego Izrael przehandlował ponad 1000 skazanych terrorystów palestyńskich, w tym masowych morderców, po pięciu latach jego niewoli. Także ciało żołnierza zabitego w akcji jest potężną kartą przetargową. Operacji lądowej właściwie nie można przeprowadzić bez jakichś strat, a kraj jest coraz mniej gotowy na tolerowanie ich – szczególnie, jeśli wydaje się, że można ich było uniknąć.

Calosc TUTAJ

9 komentarzy to “Jak poskromić naszych kuzynów z Gazy”

  1. Nanes Abram 20/05/2019 at 13:42

    5 milionow Arabow miesza na okupowanych terenach. 2 miliona w Gazie i ponad 3 miliony na West Bank. Nie chce pisac ”Samaria”, zebysmy nie stracili naszych historycznych praw do tego terenu. Samarie zamieszkiwali Samarytanczycy w absolutnej wiekszosci do 5 wieku naszej ery. Ezra i Nechemia nie chcieli ich przyjac do zydowskiej Judei. W 17 wieku zmuszeni do przejscia na Islam. Zydzi, osiedlili sie, dochodzac ich historycznych praw , poraz pierwszy w historii Szomronu w 1975 roku. A osiedlila ich, jak zawsze, lewica. A konkretniej Szymon Peres. Samarytanie. Rodzina Jozefa pochodzi z poludniowej Turcji. razem z Hyksosami podbila Egipt. Egipt powstal przeciw Hyksoskim okupantom (wiecej w tzw Hagada) . Rodzina Juzefa z lupami, osiedlila sie kolo Szchemu. Pierwsza napisana ksiega Tory, czyli piata w dzisiejszym kanonie, zostalanapisana na dworze krola Jaszihu w 7 wieku p n e. Przez Samarytan. Bo tylko oni umieli czytac i pisac.

  2. Zgadzam się z centralną tezą wst. Faktycznie Izrael nie płaci Hamasowi haraczu za pokój. Po pierwsze pokoju z Hamasem nigdy nie było, po drugie Izrael płaci tylko co musi w ramach umów Oslo i czasem mniej niż musi.
    Prawdą jest także że Hamas jest ważny dla Izraela jako przeciwwaga reżymu Abbasa w Ramalli z realną możliwością że w dalszej przyszłości powstanie tam coś w rodzaju państwa arabskiego. Trzeba na to zgody Egiptu, reszta może poczekać.

  3. Dziwny artykuł, pan Rozenthal nie zna podstawowych faktów dotyczących Gazy. Np, fatalna sytuacja humanitarna jest efektem działań Hamasu i blokady Izraela, Egiptu i … Abbasa. PA ma opłacać urzędników Gazy i ma rowniez oddawać część dochodom z ceł (inkasowanych przez Izrael). Po niedawnej n-tej kłótni Hamasu z PA, PA zablokowało pensje a te 10Mln$ od Kataru to były właśnie zaległe pensje. Nigdy nie słyszałem żeby Izrael płacił Hamasowi jakiś haracz za pokój, a byłoby o tym bardzo głośno, szczególnie w niedawnej kampanii wyborczej. Nie wiadomo skąd pan Rosenthal ma tak sensacyjne wiadomości.
    Reszta dywagacji to takie zdroworozsądkowe gdybania bez wartości.

    Naprawdę pani Małgorzato, nie warto tłumaczyć tekstów tak niskiej jakości.

    Natomiast ciekawe będzie co plan Kushnera (ma być publiczny za parę tygodni) przewiduje dla Gazy. Podejrzewam, ze Egipt będzie mila większa role a może nawet zastąpi Hamas, już dzisiaj wywiad wojskowy Egiptu ma duże wypływy na nich.
    W końcu US utrzymuje reżim Egiptu wiec może zmusi ich do uspokojenia Gazy.

    MEF ma racje co do okresu spokoju i dobrobytu w Gazie, nostalgia tych czasów, pracy i zarobków w Izraelu to przewijający się motyw w opowiadaniach mieszkańców Gazy.

  4. Dla Gazańczyków dobrze już było i ci co marzą o lepszej przyszłości nie powinni szukać jej w Izraelu ale nasza cierpliwość skończyła się i niewielu jest gotowych na powrót do bonanzy lat 70-80. Bo w Gazie było dobrze, nawet bardzo, od 1967 do 1993. Nie było formalnej granicy i przez wiele lat nie było nawet kontroli robotników. Codziennie od 4 rano waliły z Gazy do Izraela taksówki z robotnikami, 100-150 tys dziennie. Pieniądze płynęły w odwrotnym kierunku i tempo wzrostu poziomu życia Gazańczyków zawstydziłoby Chińczyków. Sytuacja podobna była także w Judei i Samarii.
    Ten festiwal optymizmu i wzrostu skończył się z przekazaniem kontroli w ręce Arabów palestyńskich po podpisaniu umów Oslo.
    Wpływ umów Oslo na poziom życia Arabów palestyńskich to już przedmiot osobnego blogu.
    Nie można też nie ustosunkować się do sugestii jakoby w Gazie żyje 5 mln Arabów:
    Według źródeł palestyńskich w Gazie żyje około 2 mln Arabów, według oficjalnych źródeł izraelskich 1.8-1.9 mln. Według Ettingera i Faitelsona, obie liczby są rozdęte i w Gazie żyje dużo mniej Arabów niż dane oficjalne.
    Otwarcie ”klatki” ze strony egipskiej obniży poważnie liczbę mieszkańców Gazy bo ich większość woli emigrację.
    Gorąco im to polecam. Europejczycy mają jeszcze złudzenia w sprawie współżycia z militaryzmem islamskim.

  5. ”Może niechęć świata do Izraela jest po prostu zbyt irracjonalna, by wpłynęły na nią względy praktyczne.”

  6. A. Nanes mnoży byty aby poprzeć absurdalne tezy. Pocieszne.

  7. Nanes nie odpowiedziales skad wiesz ze w GAZIE zyje 5 milionow ludzi

  8. Leon Schatz 09/05/2019 at 15:44

    Abram Nanes, prosze podac zrodla mowiace o 5 milionach mieszkancow Gazy, tak na poczatek.

  9. Nanes Abram 09/05/2019 at 14:58

    bardzo prosto. otworzyc klatke nascierz. trzeba byc potworem by trzymac 5 milionow ludzi w klatce 51 lat. niema zadnego usprawiedliwienia. Myslalem, ze Izrael po wojnie 1967 jako odszodowanie za ich mienie , ktore Izrael im zabral, osiedli ich poza obozami uchodzcow. Ale Izrael dazy do jeszcze 5 milionow uchodzcow. To jest oficjalna polityka. Bezpieczenstwo? Mocarstwo na skale swiatowa. Kogo sie boi?

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: