Zastrzeżenia do planu pokojowego Trumpa

autor: Daniel Pipes

 

 

Oryginał angielski: Reservations about the Trump Peace Plan
Tłumaczenie: Ben Keitz


Wszyscy moi przyjaciele wraz z premierem Benjaminem Netanyahu są zachwyceni planem Donalda Trumpa, by rozwiązać konflikt palestyńsko-izraelski. Zgadzam się, że w przeciwieństwie do poprzednich planów prezydenckich, ten zasługuje na wyróżnienie; w przeciwieństwie do propozycji Cartera, Reagana, Clintona i George’a W. Busha, ten plan na poważnie podchodzi do kwestii bezpieczeństwa Izraela. Ale co najważniejsze, wskazuje na niespotykany wcześniej i niezwykły emocjonalnie poziom poparcia Stanów Zjednoczonych dla Izraela.

Ogłoszenie w Białym Domu drogi do „Pokoju i dobrobytu”.

Niemniej jednak nie jestem zachwycony tym planem, a to z dwóch głównych powodów. Po pierwsze, kto go w ogóle potrzebuje? Izrael najlepiej sobie radzi, gdy działa niezależnie na rzecz własnych interesów, nie podążając za kierownictwem USA. Wszyscy izraelscy przywódcy od roku 1948 mądrze opierali się planom narzuconym z zewnątrz, pytając: „Kto was zobowiązał do rozwiązywania naszych problemów?”. Jednak tym razem, dwóch najważniejszych polityków kraju szybko udało się do Waszyngtonu, by poprzeć taki plan. Przewiduję, że ci sami przywódcy lub ich następcy będą żałować, że powierzyli ten autorytet Amerykanom.

Po drugie, obawiam się, że projekt Trumpa, tak jak każdy poprzedni i nieudany plan, by rozwiązać konflikt palestyńsko-izraelski, polega na wzbudzaniu nadziei Palestyńczyków. Choć brzmi to pięknie, jest tak naprawdę działaniem wysoce szkodliwym.

Aby zrozumieć czemu tak jest, spójrzmy na Porozumienie z Oslo z 1993 roku – najważniejszy do dzisiaj plan – jego założeniem było nagrodzenie Palestyńczyków za dobre zachowanie. Obiecywało autonomię i sugerowało niezależność. Jego celem było utworzenie mglistego „Nowego Bliskiego Wschodu„, gdzie współpraca ekonomiczna miała posłużyć jako podstawa pojednania historycznie wrogich narodów. Próbowano osiągnąć go za pomocą takich oczywistych praktyk, jak program mieszkaniowy i budowlany, plan zasobów ludzkich, plan rozwoju małych i średnich działalności, oraz program rozwoju infrastruktury w zakresie wody, elektryczności, transportu i komunikacji. Dwadzieścia siedem lat później wszyscy jednomyślnie uważają, że to porozumienie było totalną porażką.

George W. Bush przedstawił ostatni, republikański plan pokojowy dla Bliskiego Wschodu w roku 2002, a obok niego (od lewej) stali Condoleezza Rice, Colin Powell i Donald Rumsfeld.

Plan Trumpa również polega na połączeniu aspektów niepodległości i rozwoju gospodarczego i jest on nawet ambitniejszy od tych przedstawionych przez swoich poprzedników. Tutaj nie tylko mówi się o autonomii, ale plan zakłada całkowitą niepodległość „Państwa Palestyny”, terminu, który pojawił się aż 1 397 razy w 180-stronicowym dokumencie. Z pewnością każdy, kto obawia się o bezpieczeństwo Izraela, drży na myśl o tej nieuchronnej perspektywie.

Jak sugeruje tytuł planu („Pokój i dobrobyt”) i jego podtytuł („Wizja poprawienia życia Palestyńczyków i Izraelczyków”), ma dość górnolotne aspiracje ekonomiczne. Nie ma tutaj mowy o mieszkańcach Gazy, którzy „zmagają się z ogromnym bezrobociem, powszechnym ubóstwem, zatrważającym brakiem elektryczności i pitnej wody”, a zamiast tego plan obiecuje wprowadzenie ich w „prosperującą przyszłość” za pomocą nowej inwestycji w wysokości ponad 50 miliardów dolarów przez okres dziesięciu lat.

Pokój i dobrobyt szacuje, że dzięki zastosowanym środkom PKB Palestyny, które „zostanie podwojone w ciągu 10 lat, stworzy ponad milion nowych miejsc pracy, zmniejszy stopę bezrobocia do mniej niż 10% i zredukuje ubóstwo o 50%”. Mając to na uwadze, widzimy, że słowo elektryczność pojawia się w planie 116 razy a dobrobyt 303 razy.

Calosc TUTAJ

 

 

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: