Uncategorized

Kto wygrał II wojnę światową?

.

 Lista zwycięzców wygląda inaczej niż w podręcznikach

Przyslala Rimma Kaul
Paweł Smoleński
8 maja 1945 r., brytyjska rodzina królewska i premier Winston Churchill pozdrawiają z balkonu pałacu Buckingham szalejących z radości londyńczyków. Od lewej: księżniczka Elżbieta, królowa Elżbieta, Churchill, Jerzy VI i księżniczka Małgorzata.

8 maja 1945 r., brytyjska rodzina królewska i premier Winston Churchill pozdrawiają z balkonu pałacu Buckingham szalejących z radości londyńczyków. Od lewej: księżniczka Elżbieta, królowa Elżbieta, Churchill, Jerzy VI i księżniczka Małgorzata. (Fot. DIOMEDIA)

Nie ma wspólnej europejskiej świadomości historycznej dotyczącej II wojny światowej.

 

Paweł Smoleński: Postawić pytanie: „Kto wygrał II wojnę światową?”, to narazić się na posądzenie o debilizm. Przecież to oczywiste: Związek Sowiecki i Stany Zjednoczone.

Prof. Włodzimierz Borodziej: Wojnę wygrały dwa mocarstwa, które w samym założeniu politycznym były ideologicznymi wrogami. Łączyła je jedna cecha – półeuropejskość. USA – dziecko Europy – już dawno się usamodzielniły, bogactwem pobiły rodzica i umościły się za Atlantykiem, więc w Europie odgrywały niewielką rolę. Rosja z ówczesnymi przyległościami też w większości leżała poza Europą, choć ze swoimi interesami pchała się zawsze na Zachód, zwłaszcza imperium Stalina.

Te dwa mocarstwa spotkały się – mówiąc umownie – na trupie III Rzeszy nad Łabą jako tymczasowi sojusznicy, o czym doskonale wiedziały, tak samo jak o swojej rywalizacji o panowanie nad Europą i nad światem. Nowy, zimnowojenny podział odbywał się w zasadzie pod ich dyktando i był skutkiem zwycięstwa.

Ale są jeszcze inni zwycięzcy. Również niekoniecznie tacy, którzy wojowali z Hitlerem.

Wiele krajów zyskało na takim rozstrzygnięciu konfliktu, choć nie powinny zyskać. Na przykład Francja, satelita III Rzeszy, co uosabiali marszałek Pétain i państwo Vichy, współpracowniczka w zagładzie Żydów, z grona sojuszników Hitlera przechodzi nagle do obozu pogromców faszyzmu, choć Résistance nie można porównać z Polskim Państwem Podziemnym. A wszystko za sprawą generała Charlesa de Gaulle’a, który – choć w drugiej lidze zwycięzców – to jednak rozdaje karty, ma swój sektor okupacyjny w Niemczech.

– Akurat w tym kontekście de Gaulle jawi się jako wielki polityk. Wojsko Wolnych Francuzów, którym dowodził, nie miało większego znaczenia na zachodnim froncie. Alianci pozwolili im wyzwolić Paryż przez uzbrojoną i wyekwipowaną przez Amerykanów dywizję pancerną.

Ale to generał dominuje nad wszystkimi przywódcami antyhitlerowskiego podziemia francuskiego, którzy mieli nieskrywaną nadzieję, że po wojnie to oni będą rządzić. Nie udaje mu się współpraca z komunistami, a ci po wojnie uzyskują znakomity wynik wyborczy, co nie znaczy, że ograniczają de Gaulle’owi samodzielność. W przemówieniu mówi: „Francja wyzwoliła się sama, dzięki sile wielkiego narodu”. Nie pada słowo, że uczestniczyli w tym Amerykanie i Brytyjczycy. Więcej – generał nie wspomina o Vichy i kolaboracji, za to mówi o Résistance.

Generał Charles de Gaulle maszeruje 25 sierpnia 1944 r. po Polach Elizejskich w wyzwolonym Paryżu

Generał Charles de Gaulle maszeruje 25 sierpnia 1944 r. po Polach Elizejskich w wyzwolonym Paryżu Fot. domena publiczna

Uwierzono mu w te bzdury?

– Francuzi z pewnością.

To cud podobny do tego, który zrobili Austriacy, przekonawszy świat, że Beethoven był Austriakiem, a Hitler Niemcem. Koalicja antyhitlerowska jakby wyparła z pamięci paryski Velodrom i Pétaina.

– Roosevelt i Churchill nie znosili de Gaulle’a właśnie za to, że obnosił się z francuskim dziewictwem i ze swoją wielkością, a ta podczas wojny była żadna. Ale potrzebowali Francji jako stabilizatora również dlatego, że był to kraj kolonialny. Pojawia się bowiem kolejny problem, czyli dekolonializacja. Francuzi 8 maja 1945 r. dokonują masakry w Algierii, w miejscowości Sétif. Pacyfikacja departamentu zamorskiego będzie – oficjalnie – trwała dwa tygodnie. A więc stare mocarstwa kolonialne, nie licząc Portugalii z posiadłościami w Afryce, bo ta jest na kompletnych peryferiach, mają problem. Holandia, Wielka Brytania, Francja są teoretycznie w obozie zwycięzców, mimo iż podczas II wojny Holandia tak jak Francja ma bardzo dużo za uszami, a jednocześnie został uruchomiony proces, który niebawem, bo od 1960 r., doprowadzi do niepodległości kolonii. To musiało bardzo boleć.

Z wojny wyszły zwycięsko państwa, które nie brały w niej udziału.

– Szwajcaria to od dekad wielka korporacja, a więc nie bierze udziału w tym, co nie przynosi profitów. Zarabia na handlu z III Rzeszą i na ogromnych depozytach złota, które zostały w bankach, a po Zagładzie są mieniem bez spadkobierców. Ma haniebną kartę w postaci odsyłania żydowskich uciekinierów z granicy, ale nie odbiera to jej dobrego samopoczucia przez całe dziesięciolecia.

Mit neutralnej Szwajcarii runął dopiero w ostatnich 20 latach, bo była neutralna do tego stopnia, do jakiego to się jej opłacało.

Podobnie Szwecja, która na współpracy z aliantami i z III Rzeszą zarobiła ciężkie miliony.

Szwecja ma chyba jeszcze brzydszą kartę, choć uchodzi za kraj niezaangażowany w wojnę, a nawet przyjmujący uciekających z Danii Żydów. Ingvar Kamprad, założyciel Ikei, był gorliwym nazistą. Takich jak on było tam więcej: zamożnych, ze starych rodów, często arystokratycznych.

– To absolutny fenomen, bo właściwie nikt w Szwecji i poza jej granicami o tym nie mówił. Paradoksalnie najwięcej dowiedziałem się o szwedzkich faszystach i nazistach, o głębokim antysemityzmie i sympatiach do narodowego socjalizmu z kryminału Stiega Larssona „Millennium”. Opisuje postaci z arcybogatej rodziny, a w tle jest dziadek – nazista pierwszej wody. Ale być może zdolność Szwecji do przeżycia polega na tym, że tacy ludzie byli tam wpływowi, ale z drugiej strony był Raoul Wallenberg. Faszyści nigdy nie doszli do władzy politycznej.

Spotkanie zwycięzców, czyli żołnierzy amerykańskich i sowieckich, 26 kwietnia 1945 r. na szczątkach wysadzonego w powietrze mostu na Łabie w mieście Torgau w Saksonii
Spotkanie zwycięzców, czyli żołnierzy amerykańskich i sowieckich, 26 kwietnia 1945 r. na szczątkach wysadzonego w powietrze mostu na Łabie w mieście Torgau w Saksonii Fot. AP

Gdy się czyta „Krótki przystanek w drodze z Auschwitz” Görana Rosenberga, dziennikarza, którego żydowscy rodzice pochodzili z Łodzi i po kacetach wyemigrowali do Szwecji, widać gołym okiem kraj udający dziewicę. Nie tylko wspierający Ocalonych, ale też odwrócony plecami, sympatyzujący z nazistowskimi ideami, choć jest już po wojnie. Ojciec Görana umarł na Auschwitz jak wielu z podobną biografią, ale też na szwedzką obojętność i antysemicką niechęć.

– Myślę, że Szwedom udało się godzić tak skrajne postawy na tej samej zasadzie, jak radzą sobie z koronawirusem, zupełnie inaczej niż reszta Europy. Po prostu są inni, mają w sobie pewien rodzaj dyscypliny, która powstrzymuje przed ekstremami. Jeśli się takowe pojawiają, to sobie są, istotne, lecz na tyle wstydliwe, że nie mogą rządzić.

Ale najbardziej skomplikowanym krajem nordyckim jest Finlandia mająca wątpliwą przyjemność bycia częścią Imperium Romanowych, a potem graniczenia z Sowietami. Zostaje napadnięta w listopadzie 1939 r. przez Stalina i choć przegrywa wojnę zimową, bije się nadzwyczaj dzielnie, obnażając niedostatki Armii Czerwonej. Sowieckie porażki są spektakularne, pokazują wojsko, które nic nie potrafi. Malutka armia fińska bije Stalina, póki na front nie zostają rzucone wielkie oddziały.

Potem Finlandia jest sojusznikiem Hitlera, de facto uczestniczy w blokadzie Leningradu, lecz niezbyt gorliwie. W 1944 r. szybciutko zawiera pokój z ZSRR i walczy z Niemcami w tzw. wojnie lapońskiej.

Finlandia wychodzi z II wojny z dużymi stratami. Ludność z Karelii i okolic, które Sowieci zabrali Finom i utworzyli republikę karelo-fińską, była przesiedlana aż trzy razy, w 1940, 1941 i 1945 r. Musieli zapłacić ogromne reparacje. Lecz moim zdaniem nie przegrali honoru, gdyż trudno wyobrazić sobie, jaki rząd znajdujący się w takich kleszczach i pod takimi naciskami zachowałby się inaczej. Finlandia została zmuszona do udziału w wojnie po stronie Hitlera, czego nie da się powiedzieć o Węgrzech, Bułgarii czy Rumunii. Nie uczestniczyła w Holocauście.

Po wojnie, choć była w sferze sowieckich wpływów, zachowała niezależność, demokrację, rynkową gospodarkę.

– Finowie zawdzięczają to marszałkowi Carlowi Gustafowi Mannerheimowi, politykowi nadzwyczajnych talentów.

Carl Gustaw Emil Mannerheim, marszałek fińskiej armii, 6. prezydent Finlandii, żył w latach 1867-1951

Carl Gustaw Emil Mannerheim, marszałek fińskiej armii, 6. prezydent Finlandii, żył w latach 1867-1951 domena publiczna

Jakie miał atuty w powojennych negocjacjach ze Stalinem?

– O to chodzi, że żadnych, a ocalił więcej, niż wydawało się możliwe. Nie miał żadnej oferty, a umiał w decydujących chwilach dogadać się z Rosjanami, tak jak wcześniej z Hitlerem.

Co ugrały, a co straciły na wojnie kraje południa Europy?

– Rodziny tam panujące wywodziły się z arystokracji niemieckiej, więc sympatie do Niemiec i III Rzeszy były tam oczywiste i silne. Już od I wojny światowej panowała tam równowaga wpływów niemieckich i francusko-angielskich oraz rosyjskich. W drugiej połowie lat 30. Południe było coraz bardziej uzależnione gospodarczo od Hitlera, rosły tendencje totalitarne, więc każdy kraj myślał, iż na sojuszu z Niemcami bardzo zyska. Rumunia, która straciła na skutek obu arbitraży wiedeńskich [w 1938 i 1940 r.] północny wschód kraju, teraz ma szansę na północ Morza Czarnego i rzeczywiście przez jakiś czas siedzi w sowiecko-ukraińskiej Odessie, odzyskuje terytoria zagrabione w ZSRR. To akurat po wojnie przepadło, a został bardzo aktywny udział w mordowaniu Żydów.

Od wielkich win w Zagładzie uchroniła się Bułgaria, a nawet obok Danii uchodzi za państwo, gdzie ocalono najwięcej Żydów. Lecz dostała po krzyżu za bardzo silne wpływy niemieckie. Węgry, które do czasów Viktora Orbána były tradycyjnie antyrosyjskie i proniemieckie, mają nadzieję, że jakoś odkręcą traktat z Trianon z 1920 r. Ale musimy pamiętać, że premier Węgier Pál Teleki postawiony w obliczu nieuchronnego udziału w wojnie po stronie Niemiec popełnił samobójstwo. Zostawił wstrząsający list pożegnalny do szefa państwa:

„Ekscelencjo, złamaliśmy zasady. Z tchórzostwa. Straciliśmy honor. Stajemy po stronie bandytów. Najbardziej żałosnym narodem jesteśmy. Jestem winny, bo cię nie powstrzymałem”.

W Jugosławii głównie Serbowie i komuniści wojują z Hitlerem, a ich przywódcą jest Josif Broz Tito, akurat Chorwat. Tymczasem Chorwacja jest sojusznikiem III Rzeszy, a w Holocauście wspina się na wyżyny okrucieństwa.

Również Grecy są w sytuacji beznadziejnej. Zmusza ich do udziału w wojnie atak Mussoliniego. Bronią się dzielnie, a potem dochodzi do paradoksu, który być może jest punktem kluczowym: Hitler musi zaatakować ich i Jugosławię, odwlekając atak na Stalina. Pierwsza wojenna zima Greków to potworny kryzys głodowy, w innych krajach Europy niewyobrażalny. Nie dlatego, że hitlerowcy zrabowali im wszystko, ale – że alianci zablokowali dostawy.

Po wojnie Grecja pęka: jedni chcą do Sowietów, drudzy na Zachód.

– Objaśnia to kilka teorii. Pierwsza – komunizowali głównie Macedończycy. Po dzisiejszej mapie Europy widać, że to osobny naród. Druga – był to rozłam klasowy. Do mnie najbardziej przemawia trzeci koncept, zakorzeniony w przeszłości. Pęknięcie to skutek przymusowego transferu ludności z Turcji po I wojnie światowej. Grecja nie umiała i nie mogła zintegrować 1,5 mln migrantów z Azji Mniejszej. W biednym społeczeństwie taki konflikt jest nie do opanowania.

II wojna światowa, a zwłaszcza jej koniec, jak gumka myszka wymazuje zbiorową pamięć i doświadczenie Europy.

– A mnie się zdaje, że takiej pamięci nie było i nie ma do dzisiaj. Gdy spojrzymy na okoliczności, które wciągnęły poszczególne kraje do wojny, sprawdzimy daty, okaże się, że był to bardzo różnorodny i rozciągnięty w czasie proces.

Początek wojny – czyli 1 września 1939 r. – dotyczy tylko Polaków i Niemców.

Dla Czechów to Monachium i 15 marca 1939 r., czyli utworzenie Protektoratu Czech i Moraw, utrata wolności.

Dla Słowaków – 14 marca 1939 r., czyli powstanie pierwszego państwa w historii.

Wielka Brytania i Francja wchodzą do wojny 3 września 1939 r., choć na początku to żadna wojna, tylko wypełnienie sojuszy z Polską.

ZSRR i Rosja nie uznają 17 września za akt wojenny, ale dopiero hitlerowski najazd 22 czerwca 1941 r.

USA wchodzą jeszcze później.

Grecja staje się ofiarą najpierw włoskiej, potem niemieckiej agresji.

Jugosławia – niemieckiej w kwietniu 1941 r. Belgrad zostaje pierwszego dnia wojny zbombardowany przez ponad 600 samolotów Luftwaffe.

Słowem – dla każdego wojna zaczyna się w innych okolicznościach i innej politycznej konstelacji.

– I kończy się również inaczej. Symboliczną datą dla Europy jest 8 maja 1945 r., a dla ZSRR, satelitów Moskwy, a dzisiaj dla Rosji to 9 maja. Ale już we Włoszech wojna kończy się 2 maja, lecz tylko teoretycznie, bo później partyzanci Tito mordują w Dalmacji i Słowenii tysiące Włochów – liczby nie udało się ustalić do dzisiaj – a 200 tys. wypędzają. Różne dla różnych krajów są daty kapitulacji Japonii.

Po wojnie zaś zachód Europy przesuwa się radykalnie na lewo, co również mąci klarowność obrazu. Jak wyglądałby los naszej części kontynentu, gdyby nie pilnowała go Armia Czerwona i mielibyśmy wolne wybory?

Czy – jak chcą dzisiejsi prawdziwi Polacy – władzę trzymaliby „żołnierze wyklęci”? A może jednak Polacy woleliby rząd mocno lewicowy?

Te pytania pozostają otwarte, nie dowiemy się nigdy.

Możemy zastanawiać się jedynie nad skalą. Rumuńska partia komunistyczna istniała tylko na papierze. Ale w Polsce komunistyczna partyzantka np. na Lubelszczyźnie miała o wiele większe wpływy niż przed wojną Komunistyczna Partia Polski zdekapitowana przez Stalina w moskiewskich czystkach w 1938 r.

Delegaci na VI Zjazd Komunistycznej Partii Polski, który odbył się 9-18 października 1932 r. na Białorusi. Na zdjęciu grupowym kółkiem został odznaczony Józef Mützenmacher (1903-47). Był to najwyżej umieszczony agent Defensywy w kierownictwie KPP, po rozbiciu kierownictwa partii w czerwcu 1933 r. dla komunistów musiało stać się jasne, że spowodował to Mützenmacher. Dlatego MSW sfingowało jego śmierć.

Delegaci na VI Zjazd Komunistycznej Partii Polski, który odbył się 9-18 października 1932 r. na Białorusi. Na zdjęciu grupowym kółkiem został odznaczony Józef Mützenmacher (1903-47). Był to najwyżej umieszczony agent Defensywy w kierownictwie KPP, po rozbiciu kierownictwa partii w czerwcu 1933 r. dla komunistów musiało stać się jasne, że spowodował to Mützenmacher. Dlatego MSW sfingowało jego śmierć. Fot. Archiwum

Dlaczego końca II wojny światowej nie rozbiera się na poszczególne przypadki?

– Bo przyzwyczailiśmy się do dat i symboli, które wtłaczano nam do głowy, do kalek. I – okazuje się – nie ma żadnej wspólnej europejskiej świadomości historycznej.

Nasze pokolenia poddano podwójnemu wtłaczaniu pamięci. Z jednej strony propaganda komunistyczna, te wszystkie defilady, wiązanki pieśni partyzanckich w telewizji, akademie ku czci. Z drugiej – opowieści rodzinne, z Katyniem, powstaniem warszawskim, porwaniem przywódców Polski Podziemnej.

– Lecz dla milenialsów to jakaś archeologia.

Anglicy nie mieli takich doświadczeń, więc ciągle ich zbiorowym doświadczeniem jest raczej I wojna światowa. Węgrzy cierpią do dzisiaj po Trianon, zachęcani do płaczu przez Orbána. Wszyscy mamy narodowe kultury pamięci, zupełnie różne i nieprzystawalne. To się nie zmieniło i nie zmieni w przewidywalnym czasie. Jedynym wyjątkiem jest Holocaust, co w ciągu ostatnich 20 lat jakoś się utrwaliło.

Bo każdy, kto przyłożył rękę do Zagłady, przegrał?

– Czy ja wiem? A Francuzi, Holendrzy, Chorwaci? Nawet to nie jest oczywiste.

Francuska i holenderska policja pakowały Żydów do transportów do Auschwitz. Kilka lat potem ci sami ludzie służyli w policjach państw demokratycznych, włos im z głowy nie spadł, póki nie zaczęła się wielka fala rozliczeń w późnych latach 70.

W zwykłych obywatelach pozostała świadomość, że nie brali w tym udziału, co w większości przypadków było prawdą.

Berlin, zniszczenia po nalocie alianckim w 1945 r.

Berlin, zniszczenia po nalocie alianckim w 1945 r. Bundesarchiv/Wikimedia Commons/public domain

II wojnę wygrały również zachodnie Niemcy.

– Skomplikowana historia. Były beneficjentem planu Marshalla z 1947 r. Jeśli przemnożymy ówczesne 1,4 mld dol. (nawet Włochy otrzymały więcej) przez 10, wychodzi kwota żałośnie mała. Dla przykładu: polski dług wobec Zachodu został zredukowany w latach 90. o całe 17 mld dol. Ale Amerykanie – to nie była administracja Trumpa – wiedzieli, co robią: stanowcze „nie” dla neonazizmu jako formacji politycznej. I jak najszybsza integracja Niemiec zachodnich, bo nie można pozwolić, by ten kluczowy kraj Zachodu stracić. Rosnący dobrobyt („Wirtschaftswunder”) stabilizuje demokrację. Tym samym zmniejsza zagrożenie komunistyczne.

No i Niemcy zachodni mają szczęście w postaci pierwszego kanclerza Konrada Adenauera, prawdziwego konserwatysty i katolika, głęboko sceptycznego wobec rodaków. Nie ma nic wspólnego ze współczesną prawicą polską, bo dla niej byłby ojkofobem.

W 1946 r. pisze prywatnie, że jego zdaniem naród niemiecki, biskupi i kler katolicki ponoszą wielką winę za to, co działo się w obozach koncentracyjnych.

Bez oporu poddali się narodowosocjalistycznej propagandzie, wręcz entuzjastycznie dali się zglajszachtować.

Został wybrany w wieku 73 lat na kanclerza większością jednego głosu. Nigdy nie ukrywał, że głosował na siebie.

Żołnierze 1 Armii Wojska Polskiego w Berlinie, 1945

Żołnierze 1 Armii Wojska Polskiego w Berlinie, 1945 fot. NAC

A Polska? Wygrała czy przegrała?

– Wyzwolenie bez wolności. Kto obejrzy raz jeszcze „Popiół i diament” Andrzeja Wajdy, film z 1958 r., zrozumie to napięcie. Dochodzi utrata połowy terytorium na wschodzie, ale dzisiejsza Polska to w jednej trzeciej ziemie poniemieckie.

PRL to w zasadzie wymarzona Polska Romana Dmowskiego: przesunięta na zachód, bez znaczącego odsetka wschodnich mniejszości narodowych, i bez Żydów.

Ale z tym potwornym garbem dyktatury, na początku równie brutalnej, co skutecznej w zakresie odbudowy, potem coraz bardziej sklerotycznej. Nic się w tej historii nie klei: wyniszczone przez obie okupacje elity odradzają się w ciągu jednego pokolenia. Chłopi pozostają sfrustrowani, jak byli. Robotnicy rolni stają się pracownikami PGR-ów. A w tle „prześniona rewolucja” – coś się stało, do czego pokolenie naszych rodziców musiało się dostosować. Wysoka cena członka założyciela koalicji antyhitlerowskiej za położenie między Niemcami a ZSRR/Rosją.

Po lewej: 7 maja 1945 r., gen. Alfred Jodl podpisuje w Reims przed aliantami akt bezwarunkowej kapitulacji hitlerowskich Niemiec. Po prawej: podpisanie traktatu paryskiego 18 kwietnia 1951 r. powołującego Europejską Wspólnotę Węgla i Stali, która w przyszłości przekształciła się w Unię Europejską. Integrację europejską zapoczątkowała 9 maja 1950 r. słynna deklaracja Roberta Schumana

Po lewej: 7 maja 1945 r., gen. Alfred Jodl podpisuje w Reims przed aliantami akt bezwarunkowej kapitulacji hitlerowskich Niemiec. Po prawej: podpisanie traktatu paryskiego 18 kwietnia 1951 r. powołującego Europejską Wspólnotę Węgla i Stali, która w przyszłości przekształciła się w Unię Europejską. Integrację europejską zapoczątkowała 9 maja 1950 r. słynna deklaracja Roberta Schumana Fot. AP, domena publiczna

II wojna światowa była największą lekcją dla naszego kontynentu?

– Odpowiedź zależy od miejsca i daty urodzenia. Dla starszych, nawet pierwszego pokolenia powojennego, jak my, raczej tak. Dla 30-latków niekoniecznie, bo to archeologia. Dla nich doświadczenie obecnej pandemii lęku zapewne okaże się bardziej formacyjne.

Prof. dr hab. Włodzimierz Borodziej – pracuje w Instytucie Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego, specjalizuje się w historii najnowszej, m.in. Niemiec, współautor (wraz z Maciejem Górnym) monografii dwutomowej „Nasza wojna”, GW Foksal, 2018

 

Kategorie: Uncategorized

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: