Pogrzeb

Ludwik Janion

 


Dzieciom jest najpierw smutno, kiedy patrzą na zepsutą zabawkę. (Tylko dzieciom jest smutno. Bo dorosłym nie jest smutno. Jest albo jakoś normalnie, trochę w tę, trochę w tę, albo rozpacz). Ale najstarszy już ma pomysł:
– Zrobimy jej pogrzeb!
Żaba przegrała z krokodylem. Była rycerzem, ale przegrała. Coś w niej pękło. Przestała kręcić łapami, najstarszy trzasnął nią o kamień i rozleciał się plastikowy łeb.
Kondukt trzyosobowy, jak na pogrzebie Leibniza. Najstarszy ciągnie za sobą średniego i zaraz za nimi dziewczynka.
Idą przez park, między bajorami, a potem skarpą obok bagna. Pod sosną wygrzebują dołek. Grzebią patykami średni i dziewczynka, najstarszy przygląda się z boku. Patyk zgrzyta i dziewczynka wyciąga szkiełko. Jest zielone i grube, ale przezroczyste. Dziewczynka podnosi je pod słońce, krawędzie są ostre – można się skaleczyć – słońce zostawia zielony ślad na jej twarzy. Najstarszy zabiera szkiełko. – To z flaszki – mówi z przekonaniem.
Owijają żabę kawałkiem papieru i kładą do dołka. Teraz najstarszy jest księdzem. Mówi głośno: Amen! I wrzuca do dołka pierwszą garść piachu.
Ziemi zostaje tyle, że wystarczy na kopczyk. Omiatają go, uklepują. Na wierzchu dziewczynka kładzie szkiełko, a pod nie żółty kwiatek. – Widoczek! – klaszcze – widoczek! Podnosi szkiełko i wkłada jeszcze trawkę. – Widoczek!
Średni wiąże nitką dwa patyki.
– Pod krzyżem nie wolno – mówi najstarszy.
– Dlaczego nie wolno? – pyta dziewczynka.
– Bo to nie po katolicku!
– A psa wolno!
– Ale żaba jest nieżywa od zawsze!
– To pochowamy żabę po żydowsku – mówi dziewczynka.
– I po bebechu, po bebechu – śmieje się najstarszy i uderza lekko średniego kilka razy w brzuch.

Autobus odjedzie trochę później, bo kierowca, widząc wypaloną stodołę Zajzaja, pyta się o wszystko; jak było. Nie widzi, że pod tylnym kołem położył się szczeniak. Kiedy wreszcie zwalnia ręczny hamulec, koła miażdżą psa. To jeden ze szczeniaków Lekarzowej. Byli rano u niej ci, co teraz siedzą pod lasem, po jajka i Lekarzowa mówiła, żeby go sobie wzięli, za darmo, ale nie chcieli. Dzieci, które wróciły tym autobusem ze szkoły, oglądają psa, już nie drga, nie mają odwagi go dotknąć.
– Trzeba go pochować – odzywają się po kolei.
– My mamy miejsce, wiemy gdzie! – Najstarszy patrzy na rodzeństwo. Jest średni, jest dziewczynka, nie ma średniej dziewczynki, tej z krótszą nogą.
Najstarszy idzie po pudełko do Kulasa, to przy jego bramie psa przejechało. Pudełko pachnie smarem samochodowym i benzyną. Kulas samemu delikatnie kładzie psa do pudła. Teraz najstarszy może wziąć pudło pod pachę i kiwnąć na swoich. Nie ma średniej dziewczynki, ale z nią nie lubią chodzić na bagno, jej kula wbija się w grunt i zawsze nie nadąża. Inne dzieci za nimi nie idą.
Średni i dziewczynka kopią dół. Ziemia jest mokra, zostaje pod paznokciami, przykleja się do rąk. Dziewczynka ma już dosyć, ale najstarszy powtarza: kop! i szturcha ją kijkiem. Dziewczynka znajduje szkiełko, jest ostre, pewnie z rozbitej kiedyś butelki. – Będzie na widoczek! (Tak naprawdę mówi: widocek). Potem średni z patyków zrobi krzyżyk. Wbiją go w tekturę, a pudełko zakopią.
W nocy średnia dziewczynka, ta, co chodzi o kuli, się rozpłacze, obudzi średniego i powie mu: mnie się śniło, że pies wyszedł! Ale to będzie w nocy i średni odpowie: głupia jesteś.


Wszystkie wpisy Ludwika

TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: