Uncategorized

Pan Aceum

Zenon Rogala


Dziwna ulga. To, czego jeszcze wczoraj tak bardzo się bałem, dzisiaj szczerze akceptuję, ponieważ mój niespodziewanie trudny problem po prostu się skończy. Już polubiłem dzisiaj, bo dzisiaj to dzień kresu mego niepokoju. To co nieuchronne, należy przyjmować z pokorą, –  miałem kiedyś napisane nad łóżkiem w akademiku. 

Ordynator miał postawę ordynatora. Guziki rękawów jego fartucha nigdy nie były zapięte, może na znak, że nie jest magikiem i nic tam przed pacjentami nie ukrywa. Pomagało mu to w szerokich gestach i jak na ordynatora może zbyt szerokich.  Iwona  wpatrywała się w niego swymi zdrowymi oczami. Był fachowo kompetentny. Cały skrócony wykład o zagrożeniach w razie mej odmowy zabiegu brzmiał konkretnie i przekonywająco. Postęp choroby jest galopujący i niechybnie doprowadzi do utraty wzroku.

– Te strzępy w pańskim oku to już dawno nie jest siatkówka. Aż dziwne, że w tym stanie ma pan w ogóle aż dwadzieścia dioptrii.

Pocierał bezczelnie i wyzywająco zuchwale dwoma palcami miejsce u nasady swego nosa, tuż obok ujścia kanalików łzowych. Wobec pacjenta, który ma jedno oko właściwie bez siatkówki i drugie w stanie poważnego zagrożenia był to nieświadomy nietakt.

Iwona  była dla niego bardziej wyrozumiała.

– Przecież nie wiedział, że możesz na to zwrócić uwagę, jesteś przewrażliwiony. Teraz więcej widzisz tym jednym okiem niż kiedyś dwoma.

Nie wiem jak długo trwały operacje pacjentów przede mną. Taśma operacyjna rozpoczęła się już dość dawno. Odgłosy podziękowań i licznych życzeń zdrowia i bycia dobrej myśli, wypowiadane wobec moich współchorych po przebytych operacjach już dawno umilkły i samotne leżenie w korytarzowym kącie odebrało mi poranny entuzjazm. Typowa szpitalna krzątanina umilkła i już zacząłem żałować, że Iwona dyskretnie opuściła swoje miejsce wartownika – byłem już pewien, że zostałem zapomniany, wszyscy moi poprzednicy niedoli, pacjenci wyznaczeni na  dzisiejszą operację już dawno przebywali w salach. Dość otępiały usłyszałem wreszcie swoje nazwisko. Stał przede mną nadspodziewanie młody jak na to miejsce i okoliczności, wykrochmalony, obydwa  rękawy starannie zapięte. 

– Doktor Aceum – zabrzmiało wyraźnie. 

Z mojego punktu widzenia, sprawiał wrażenie zdecydowanego. Zapachniało czymś przyjemnym, ale niczym określonym.

– To ja będę operował… – lekko nachylił się nade mną. Obok stał biały, rudowłosy anioł. 

– Siostra Rita – bąknął i nawet na nią nie spojrzał. Kątem ostatniego mego jedynego  oka dostrzegłem w jej rękach swoją kartę informacyjną. Tego dotąd nie widziałem – moje nazwisko było podkreślone.

Zabieg, zgodnie z zapowiedzią nie był ani bolesny, ani zbyt długotrwały.

Doktor zadbał, żeby nie było słychać dźwięków  odkładanych narzędzi tak charakterystycznych przy tego typu zabiegach w salach operacyjnych.

– Banda nieuków… taka prosta sprawa… ja im pokażę… jeszcze o mnie usłyszą… skoro sami są tak ślepi… mnie … nie widzą… szeptał te dziwne słowa tuż nade mną, ale chyba tylko do siebie. 

A siostra Rita co chwilę – tak, tak… panie doktorze – tak, tak… panie doktorze – powtarzała. Nie reagowałem, bo słowa, które do mnie docierały tak bardzo nie pasowały do tego wyprasowanego i wymuskanego jegomościa, że przyznam, trochę dziwnie się czułem. Dziwny zapach stawał się wszechobecny. Nie wiem jak i kiedy znalazłem się z powrotem na sali. Moje pojawienie się przyjęto z wielkim zdziwieniem i nawet radością.

– A gdzieżeś się pan podziewał tyle czasu – to mój sąsiad z lewej.

– Tu już pan ordynator pytał osobiście o pana – nie poznałem tego głosu.

– Siostro, proszę powiadomić pana ordynatora, że zguba już się znalazła – znów mój prawy.

Operowane oko pokryte było puchową bezą. Głos ordynatora brzmiał trochę inaczej niż go zapamiętałem. 

– Gdzie pan się ukrywał – zagrzmiał po ordynatorsku – operację w tej sytuacji wykonamy dopiero jutro.

– Panie ordynatorze,  ja jestem po operacji. Jutro mam zmianę opatrunku. Proszę wybaczyć, ale jestem zmęczony. 

– Jeśli nie ja, a ja nie, więc kto dokonał operacji?  – pytanie zawisło w ciemnej próżni, to nawet nie było pytanie, raczej ironiczne wezwanie  Pytii Delfickiej do szybkiej odpowiedzi. 

–  Pan Aceum i proszę dać mi już odpocząć.

Nadspodziewanie długa cisza świadczyła o pełnej konsternacji. Choć ich nie widziałem, wiedziałem jak ogłupiałe są twarze ordynatora, sióstr pielęgniarek nie mówiąc o pacjentach.

– W naszym szpitalu nie pracuje żaden doktor Aceum. Po tych słowach zrobiło się jeszcze ciszej. 

Poczułem kojący dotyk ręki Iwony,  

– Dość wylegiwania. Mam dobre nowiny. Ordynator jest dobrej myśli. Operacja znakomicie się udała. Stwierdził, że operowany byłeś w czasie snu. Jest to jakaś niekonwencjonalna metoda z nadspodziewanym efektem, po prostu znalazł panaceum na twój przypadek i twierdzi, że na to chore oko będziesz widział.

Na razie zobaczyłem tunel, a na jego końcu blade światełko.

– Więc to był czy nie był tylko sen? 


Wszystkie wpisy Zenka TUTAJ

Kategorie: Uncategorized

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.