Uncategorized

„The Palace” Polańskiego – zobaczcie koniecznie!


Jan Hartman

Znęcony stadnym hejtem, jaki spotkał najnowszy film Romana Polańskiego „The Palace”, pobiegłem do kina. Mój serdeczny ubaw jak się zdaje nie wynikał z osobistego spaczenia poczucia humoru, bo śmiechem zanosiła się cała sala. To empiryczny dowód na to, że komedia się udała. Było wesoło! Ale czy dostatecznie mądrze? Ależ całkiem w sam raz, jak na ten gatunek filmowy, gdzie bezpretensjonalność stanowi warunek sine qua non wszelkiego sukcesu. Jeśli się go nie spełni, popada się w żenadę. Ten rodzaj komedii żyje bowiem z tego, że dotyka granic, a jeśli je przekracza, to tylko czubkiem nosa. A granice intelektualne ma akurat nakreślone wąsko.

Slapstickowa komedia, zmontowana jako ciąg gagów, zgodnie z tą konwencją nierzadko dość przaśnych i rubasznych, swój sens miała. Żadna tam filozofia, lecz tyle, co należy. Wszystko się dzieje w luksusowym górskim hotelu, będącym dość czytelną, lecz nienachalną metaforą współczesnego świata, a jednocześnie aluzją do kurhausu „Berghof” z Czarodziejskiej Góry Tomasza Manna, gdzie dogorywał wiek XIX. Tutaj dogorywa wiek XX, a symbolem nadchodzącej katastrofy jest obawa przed tzw. pluskwą millenijną, czyli komputerowym blackoutem, który miał nastąpić wskutek nieprzystosowania systemu operacyjnego DOS do datowania zaczynającego się od dwójki. Wraz ze zmianą daty z roku 1999 na 2000 miały nam wysiąść komputery. A że w filmie wszystko dzieje się w jedności czasu i miejsca, a dokładnie w sylwestra roku 1999, mogliśmy sobie przypomnieć, jak to było, gdy z niepokojem czekaliśmy na północ, lecz na szczęście horror się nie wydarzył. W hotelu The Palace również wszystko było w zasadzie w porządku. Nie nastąpił koniec świata, a co więcej, również rozmaite lokalne kłopoty i kryzysy, wywoływane przez niesfornych gości, udało się zażegnać dzięki mądrości i poświęceniu kierownictwa. Dyrektor hotelu i jego pomocnicy, mówiący po angielsku z zabawnym szwajcarskim akcentem, to jedyni bohaterowie pozytywni pośród rozmaitego autoramentu kreatur, po części granych zresztą przez znakomitych i sławnych aktorów. Oczywiście dyrektor to „Pan Europa”, który usiłuje – z niezłym skutkiem – poradzić sobie z kłopotami, jakie fundują światu, każde na swój sposób, Rosja, światowa finansjera, zepsuci amerykańscy bogacze i Globalne Południe w różnych swych odmianach. Znalazło się nawet miejsce dla naszego grajdołka. Dobry pan dyrektor przygarnął beznadziejnego prowincjusza z Czech, a hydraulik dorabiający w godzinach nocnych to, jakże by inaczej, Polak. Wielkim nieobecnym był tylko Chińczyk. Pewnie przez roztargnienie.

Czarodziejskiej Górze Rosja, uosabiana przez Madame Chauchat, w której kocha się cały Zachód, wyjeżdża do siebie, trzaskając drzwiami. W komediowej glossie Polańskiego powraca w postaci ambasadora-gangstera i jego złowieszczej świty, zdezorientowanej nieoczekiwanym przekazaniem władzy przez Jelcyna nieznanemu szerzej młodemu kagiebiście. Autorzy filmu nie pozostawiają wątpliwości, że w ich przekonaniu największym problemem politycznym początku XXI wieku jest Rosja Putina. A Romanowi Madyanowowi, rosyjskiemu aktorowi grającemu ambasadora, należą się wyrazy uznania za odwagę, bo ręce mściwych rosyjskich agentów są długie.

Lista politycznych „przesłań” filmu jest dłuższa, lecz krótka recenzja nie jest miejscem na takie ewidencje. Wspominam o tym, gdyby ktoś dawał wiarę opiniom, że komedia Polańskiego (stworzona z udziałem Jerzego Skolimowskiego jako producenta i współscenarzysty oraz Ewę Pasikowską jako współscenarzystkę)  jest pusta i prostacka. Bynajmniej. Nie zgadzam się też z licznymi krytykami występujących w filmie aktorów. Nie są żadnymi tam cieniami samych siebie z lepszych czasów. Mike Rourke czy John Cleese z Monty Pythona i banku WBK są przezabawni. Nie tylko oni. Naprawdę jest się z czego pośmiać. A że na końcu robi się odrobinę niesmacznie, to nie bez kozery. Zbiorowym bohaterem „The Palace” jest między innymi świat filmu, któremu wyklęty przez niego Polański pokazuje – i słusznie – wielkiego „fucka”. Hipokryzja, jaką od dekad popisują się wszelkiej maści lanserzy ujeżdżający Polańskiego z powodu wydarzeń sprzed pół wieku, nadaje się już tylko do tego. Wszystko, co można było powiedzieć o sprawie Polańskiego na poważnie, powiedziano już sto razy i kto nadal gra na tej brzęczącej strunie, sam robi z siebie głupka. Nie chcę nikomu wypominać wieku, ale naprawdę wypadałoby mieć trochę szacunku dla siwych włosów. A jak nie do włosów, to przynajmniej do gigantycznego dorobku.

No właśnie, odmowa dystrybucji „The Palace” na Zachodzie czy też wyrzucenie Romana Polańskiego z Akademii Filmowej to śmieszne i pozbawione znaczenia gesty, w żaden sposób niezdolne zachwiać pozycją reżysera w historii kina. Możemy być dumni, że w palecie jego tożsamości znajduje się też polskość i że „The Palace” jest w dużej mierze filmem polskim. Bardzo dobrym. A z powodu idiotycznych szykan, skazujących go dziś na rynkową marginalizację, ma szansę w przyszłości stać się, jak to się mówi, kultowy. Owszem, może i w tym roku nie obejrzy „The Palace” zbyt wielu ludzi a producenci i twórcy nie zarobią gór pieniędzy. Ale za trzy dekady wszystko to się wyrówna i film będzie równie znany i ceniony, jak wiele innych „poważnych komedii”. By zacytować klasyka, pieski szczekają, a karawana jedzie dalej.

The Palace” Polańskiego – zobaczcie koniecznie!

Kategorie: Uncategorized

6 odpowiedzi »

  1. Z przyjaciółmi stworzyliśmy nieformalny klub lubiących ten film (The Palace) Romana Polańskiego. To świetny, zabawny, mądry film. Zaskakujące, że niektórzy krytycy filmowi jakby nie rozumieli, że istnieje kino gatunkowe – groteska, farsa. Także tego, że i w filmie bywają metafory. Tytułowy Pałac wśród gór jest taką przecież metaforą. Wspaniały, zagubiony w śniegu budynek, świetnie przez Pawła Edelmana, operatora, fotografowany. Budynek, który w finale filmu, na napisach, jest przysypywany śniegiem. Niezrozumienie wielu takich scen i obrazów jest zaskakujące, bo świadczy, albo o braku krytycznej wrażliwości i wiedzy, albo o złej woli wobec reżysera. Jeżeli możliwe obejrzyjcie ten film.
    Pan Jan Hartman, którego cenię za wszystko co pisze, świetnie film odebrał i chwała Mu za to. Pisze wprawdzie, że …”czyżby na końcu robiło się niesmacznie?”, ale ta scenka to przecież filmowa kalka znanego, kiedyś, rysunku Andrzeja Mleczki, który w słownym do rysunku komentarzu napisał: ” Obywatelu nie pieprz bez sensu”.
    To przecież żartobliwy apel do nas, widzów, także do krytyków! ( rysunek do obejrzenia w Internecie po wpisaniu nazwiska i tytułu rysunku). Być może, jak pisze Jan Hartman, sukces tego filmu pojawi się w przyszłości.
    Postępującą hipokryzją natomiast jest to wszystko, co nadal dzieje się wokół Romana Polańskiego. To bardzo smutne i sprawia, że myśli się, że za tymi, nazwijmy je eufemistycznie krytycznymi osądami, stoi nie tylko tak zwane moralne oburzenie.

  2. @Włodek, bardzo dziękuję za praktyczną poradę. Nigdy nie słyszałam o tym app. Ciekawa jestem czy ten film znajdę i jakie języki są do dyspozycji. Zobaczymy…

  3. Alicjo, film o Drejfusie byl swietny. Przy pomocy VPNu na twoim komputerz mozesz oszukać kontrole internetowe, ja to stale robię. Ja mam VPN w moim antyvirusie na PC. Otwieram kontrolę antyvirusa , naciskam na VPN i teraz mogę wybrać kraj do którego sie podlaczam. VPN będzie udawal ze jestem w tym kraju. Ja podlaczam się często do Szwecji jak chcę ogladać stare filmy w szwe ckich archivach. Film a Drejfusie jest na moim Prime ale nie wiem czy po angielsku. Good luck!

  4. Nie jestem miłośniczką tego typu komedii, więc jest mi raczej obojętne, że mimo polecenia jej nie zobaczę. Jest mi natomiast szczerze żal, że nie mogłam zobaczyć filmu Polańskiego o Dreyfusie. Z tego co wiem, wydaje mi się interesujący i godny obejrzenia. Niestety gdzie ja mieszkam nie ma mowy, aby ten film zobaczyć. Nie tylko nie pokazywano go w kinach, ale jest także zablokowany na kanałach internetowych. W najlepszym przypadku można go kupić w wersji francuskiej co mi nie pomaga. Na prawdę wstyd, że jesteśmy tacy małostkowi i zawzięci nawet po 50 latach. Nie widzę kto i co z tego zyskuje a wszyscy na tym tracą.

  5. Film na pewno ogladne, tylko dodam ze przyczyna konca swiata w roku 2000 bylo nie tylko ”nieprzystosowania systemu operacyjnego DOS do datowania zaczynającego się od dwójki”, ale rowniez fakt ze w mainframe computers, aby zaoszczedzic pamiec zapisywano date jako YYMMDD, a programy wiedzialy ze prawdziwa data to 19YYMMDD, nalezalo wiec sprawdzic wszystkie programy i poprawic, co spowodowalo ze stawki programistow znacznie wzrosly.

  6. Rzeczywiscie, rzekomy Koniec Swiata roku 2000 dal nawet na mala skale mojej owczesnej pracy okazje do intryg, walk na noze i ogromnych niepotrzebnych wysilkow.
    W tej gigantycznej firmie zatrudniono kobiete( jeszcze przed obowiazkowym ” rownuprawnieniem”) specjalnie zeby kierowala tym ” olbrzymim” wysilku zeby zmienic oprogramowanie PC clocks.
    Robila ona czeste zebrania swojej grupy ( a jakze, to sie nazywa ” agile develpment”) na ktorych besztala uczestnikow tak ze moj kolega w tej grupie powiedzial ze nie slyszal takiego jezyka od szoferow.
    W tej olbrzymiej firmie 10% zatrudnionych bylo IT-support, ktory pod jej swiatlym kierownictwem chodzil od jdnego do drugiego zeby im PC clock oprogramowac.
    Przyszedl wiec jeden z nich do mnie. 18 letni chlopak, ktory zaczal sie zkarzyc ze struktura moich fil jest ” complicated” a on musi robic backup..
    Powiedzialem ze PC = Personal komputer i o ile nie wie jak ten backup zrobic to mu pomoge.
    Usmiechnal sie krzywo i poszedl.
    Projekt sie przeciagal i przeciagal, az nagle Kobieta rozeslala do wszystkich ,a to duzo, duzo osob, wewnetrzny mail ze projekt jest opozniony, bo ja, ml, sabotuje te szczere i ogromne wysilki ..
    Zostalem wezwany do Najwyzszego, gdzie powiedzialem ze napisanie linii ktora powoduje backup mojego PC i sam backup zajmuje dokladnietyle samo czasu co u innych, jest to dokladnie to samo ,i co moge mu zademonstrowac.
    Najwyzszy sie zdziwil, ale poniewaz on tez komus musial sie wykazac, powiedzial ze ” Nastepny raz to trzeba..”
    Odpowiedzialem ze nastepny raz to za iles tysiecy lat, wiec na pewno zrobie to wtedy..
    Rozstalismy sie jako przyjaciele i przezylismy Jan 1 bez katastrofy a ja zmienilem prace do jeszcze wiekszej firmy.

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.