Kevin P. Spicer

Większość uważała się za prawych, pobożnych księży, oddanych obowiązkom duszpasterskim. Ponad jedna trzecia z nich miała doktoraty z teologii lub filozofii. A mimo to nie dostrzegali w narodowym socjalizmie zła.
Wśród niemieckiego kleru katolickiego było wiele poziomów akceptacji i odrzucenia państwa nazistowskiego. Nawet ci z duchownych, którzy wielokrotnie i wyraźnie dawali odpór narodowemu socjalizmowi (i płacili za to życiem), niekiedy podczas swej posługi publicznie wyrażali aprobatę dla pewnej formy rasizmu. Kapłani, podobnie jak większość Niemców, musieli zmagać się z pokusą narodowego socjalizmu.
Tymczasem relacje pomiędzy Kościołem a państwem w Niemczech stawiały księży w szczególnie trudnej sytuacji. Duchowni byli nie tylko przedstawicielami religii, podlegającymi najpierw Bogu, a potem swemu biskupowi diecezjalnemu, czy wreszcie także normom katolickiego prawa kanonicznego, lecz również niejako funkcjonariuszami państwowymi, podległymi przepisom państwa. W rezultacie tego stanu rzeczy, gdy państwo w lipcu 1933 roku wydało zarządzenie nakazujące urzędnikom państwowym używać pozdrowienia „Heil Hitler”, księża katoliccy musieli się mu podporządkować.
Niektórzy duchowni rzeczywiście używali nazistowskiego pozdrowienia. Ci, którzy to czynili, używali go, zwłaszcza wchodząc do klasy przed lekcjami katechezy w szkole państwowej. Choć ich postępowanie nie dawało dobrego przykładu katolickiej młodzieży, to większość z salutujących nie utożsamiała tego gestu z pełną aprobatą dla narodowego socjalizmu. Niektórzy godzili się nań tylko po to, by uniknąć problemów z państwem. Inni traktowali salut jako wyraz narodowej solidarności ze współrodakami.
Na szczeblu lokalnym i parafialnym hierarchia niespecjalnie przejmowała się zarówno antysemityzmem podległych jej kapłanów, jak i nieposłuszeństwem brunatnych księży, odrzucających zakazy mieszania się do polityki
Istniała jednak grupa stu trzydziestu ośmiu księży, którzy regularnie stosowali nazistowskie pozdrowienie, często ku niezadowoleniu swoich parafian i współbraci w kapłaństwie. Co najmniej jedna trzecia tych księży wstąpiła do NSDAP. Reszta wprawdzie nie zapisała się do partii, ale ściśle się z nią utożsamiała i publicznie głosiła jej idee. Oczywiście wszyscy ci duchowni byli księżmi Hitlera, identyfikującymi się nie tylko z Führerem, lecz także z Weltanschauung (światopoglądem, ideologią) ruchu nazistowskiego. Była też pewna niewielka liczba księży, którzy całkowicie porzucili kapłaństwo i wyszli z Kościoła katolickiego, by zasilić szeregi SS
Tych, którzy pozostali w kapłaństwie i popierali narodowy socjalizm, nazywano często szyderczo „brunatnymi księżmi”, jako że kolor brunatny był oficjalnym kolorem ruchu nazistowskiego Ich akceptacji i uwielbienia dla narodowego socjalizmu nie należy jednak łączyć z żadnym określonym wydarzeniem czy ideologią. Duchowni ci, podobnie jak większość narodowych socjalistów, stawali po stronie partii nazistowskiej z różnych przyczyn.
Część z nich uważała, że wydarzenia, które nastąpiły po pierwszej wojnie światowej i powstanie Republiki Weimarskiej, wywołały upadek moralny, który według nich powstrzymać mógł jedynie narodowy socjalizm. Myśleli tak szczególnie dawni żołnierze, lekarze czy kapelani. Inni traktowali członkostwo w NSDAP jako środek do robienia kariery państwowej i kościelnej bądź pozwalający uniknąć konfliktu z ich kościelnymi przełożonymi. Ci ostatni często odwoływali się do problemów związanych z takimi kwestiami jak kryzys powołań, celibat czy alkoholizm.
[…] Zarówno klerowi katolickiemu, jak i większości katolickiego laikatu nieobcy był głoszony przez nazistów antysemityzm. Choć hierarchia katolicka oficjalnie odrzucała skrajną ideologię partii nazistowskiej, to podtrzymywała negatywny obraz Żydów, winiąc ich za ukrzyżowanie Chrystusa[9]. Zgodnie z retoryką i obiegowym poglądem katolickim Żydzi byli outsiderami i mieli niewielkie szanse na zbawienie, chyba że dawali się ochrzcić

[…] Brunatni księża zawsze wierzyli, że pozostają w nieomal mistycznej więzi z Hitlerem i odzwierciedlają istotę narodowego socjalizmu. Byli też przekonani, że stanowią prawdziwą odpowiedź swojej tradycji religijnej na narodowy socjalizm. Większość uważała się za prawych, pobożnych katolików, którzy rzadko wątpili w swoje powołanie do kapłaństwa. Co więcej, większość tych duchownych z ochotą oddawała się obowiązkom duszpasterskim i nauczycielskim, ze szczerą radością udzielając sakramentów i angażując się w intelektualne dyskusje o wierze.
Ponad jedna trzecia z nich miała doktoraty z teologii lub filozofii. Nawet ci, którzy nie mogli poszczycić się wysokimi stopniami naukowymi, otrzymali jako seminarzyści doskonałe wykształcenie w teologiczno-filozoficznych kolegiach państwowych lub diecezjalnych albo na teologicznych wydziałach uniwersyteckich.
Mimo tej intelektualnej formacji ci księża nie dostrzegali w narodowym socjalizmie żadnego istotnego zła. Często tworzyli wręcz własne wizje i wersje ideologii narodowych, stanowiące mieszaninę katolicyzmu niemieckiego i narodowego socjalizmu, niezgodne w pełni ani z nauką Kościoła, ani z ideologią partii nazistowskiej. Dla przywódców Kościoła księża ci byli renegatami, lekceważącymi zalecenia biskupów przez upolitycznianie swoich kazań i nauk. Z kolei – co zakrawało na ironię – dla oficjeli państwowych i przywódców partii nazistowskiej byli zbyt katoliccy i nie dość godni zaufania. Trzeba podkreślić, że najbardziej liczący się naziści odrzucali tę zaprawioną katolicyzmem wersję narodowego socjalizmu, jakakolwiek germańska by nie była].
Ogólnie rzecz biorąc ci księża, którzy zbrunatnieli i działali na rzecz NSDAP, czynili to jako pojedyncze jednostki. Mimo kilku prób połączenia ich nie byli w żaden sposób zorganizowani jak ich odpowiednicy, Niemieccy Chrześcijanie (Deutsche Christen), stowarzyszenie złożone głównie z protestantów, którego członkowie dążyli do „syntezy ideologii nazistowskiej i tradycji protestanckiej i agitowali na rzecz Kościoła ludowego opartego na krwi”
Mimo to istniała jednak nieformalna, lecz gęsta sieć powiązań pomiędzy brunatnymi księżmi. Wielu z nich znało się nawzajem; wiedzieli o sobie i o pracy, jaką wykonywali na rzecz narodowego socjalizmu. Wielu utrzymywało też regularną korespondencję. Gdy któryś z nich popadał w konflikt z lokalnym biskupem czy przełożonym zakonnym, mógł liczyć na wsparcie innych brunatnych księży. Ponadto w niektórych przypadkach wydawali się współpracować, wspierając różne inicjatywy państwowe i partyjne w swoich diecezjach i kościołach.
Badając życie tych brunatnych księży, a zwłaszcza ich pisma, dowiadujemy się, jak uzasadniali swoje poparcie dla światopoglądu narodowosocjalistycznego. W ich kazaniach, mowach i pismach tradycyjny katolicki religijny antysemityzm łączy się z rasowym antysemityzmem nazistów Odkrycie to potwierdza zawartą w książce Davida Kertzera „The Popes against the Jews” tezę, iż Kościół katolicki pośrednio podtrzymywał i beztrosko podsycał religijny, społeczny i ekonomiczny antysemityzm, który ostatecznie doprowadził do ukształtowania się kuszącej opcji służącej za fundament szerzej pojmowanego antysemityzmu o charakterze rasowym i niszczycielskim, lansowanego przez narodowy socjalizm
Nawet dziś hierarchia katolicka wydaje się niezdolna do całkowitego odcięcia się od tej historycznej postawy. W roku 1998, gdy watykańska Komisja ds. Kontaktów Religijnych z Judaizmem wydała dokument „Pamiętamy: Refleksje nad Szoah”, oficjalne oświadczenie dotyczące zbrodni Holokaustu, przypisała ona nazistowski antysemityzm rasowy wyłącznie filozofii neopogańskiej, tak jakby ówczesna własna teologia Kościoła nie generowała równoważnej, choć odmiennej postaci antysemityzmu. Podobnie w roku 2005 Benedykt XVI powielił to samo ułomne rozumienie Zagłady podczas swej wizyty w synagodze w Kolonii
W pracy tej przedstawiam pewną korektę tej redukcyjnej interpretacji teologicznej i wychodzę poza tezę Kertzera, pokazując, że na szczeblu lokalnym i parafialnym hierarchia niespecjalnie przejmowała się zarówno antysemityzmem podległych jej kapłanów, jak i nieposłuszeństwem brunatnych księży, odrzucających zakazy mieszania się do polityki i niepodporządkowujących się zaleceniom hierarchów. Największą troską biskupów niemieckich była zawsze ochrona Kościoła katolickiego i jego sakramentalnej misji.
Niniejsze studium brunatnych księży pokazuje też, że Kościół katolicki zawiódł na wszystkich szczeblach nadzoru i przywództwa, nie przeciwstawiając się prześladowaniu Żydów oraz urzeczywistnianiu przez nazistów ich celów społecznych i terytorialnych. Wiele współczesnych pozycji na ten temat podkreśla rolę papiestwa i biskupów, ignorując kolaborację kleru na szczeblu lokalnym i regionalnym.
Kategorie: Uncategorized


”Kościół katolicki zawiódł na wszystkich szczeblach nadzoru i przywództwa, nie przeciwstawiając się prześladowaniu Żydów oraz urzeczywistnianiu przez nazistów ich celów społecznych i terytorialnych.”
To chyba eufemizm? Jeszcze całe lata po wojnie watykańska siatka przerzutowa ratowała od stryczka takie ehmm.. osobistości, jak Eichmann, Mengele czy Stangl. Dopiero w latach sześćdziesiątych Watykan (papież Jan XXIII-ci) oficjalnie zdjął z Żydów ciążący wcześniej na Żydach (wszystkich) zarzut bogobójstwa (”żydzi ukrzyżowali Pana Jezusa”). Stosunki dyplomatyczne z Izraelem nawiązał dopiero polski papież, Jan Paweł II-gi.
Należy odnotować wkład księży katolickich, takich jak ksiądz Tiso na Słowacji czy też arcybiskup Alojzy Stepinac (Chorwacja) w ehmm… aryzację kontynentu europejskiego. Za swoje zasługi arcybiskup Alojzy Stepinac został beatyfikowany.
Jakie zaś stanowisko zajmował Kościół Katolicki w Polsce wtedy, kiedy komory gazowe i krematoria pracowały pełną parą? Oddaję głos dostojnikom tegoż Kościoła. Poniżej cytat expressis verbis, z linkiem.
”Zachodzi paląca potrzeba rozwiązania kwestii żydowskiej, która nigdzie na świecie nie jest tak zaostrzona jak w Polsce, bo żyje, a raczej pasorzytuje [sic!] u nas około 4 miljony [sic!] tego wysoce szkodliwego i pod każdym względem niebezpiecznego żywiołu. […] Co do sprawy żydowskiej – trzeba to uważać za osobliwe zrządzenie Opatrzności Bożej, że Niemcy, obok mnóstwa krzywd, jakie wyrządzili i wyrządzają naszemu krajowi, pod tym jednym względem dali dobry początek, że pokazali możliwość wyzwolenia polskiego społeczeństwa z pod [sic!] żydowskiej plagi i wytknęli nam drogę, którą, mniej okrutnie oczywiście i mniej brutalnie, ale konsekwentnie iść należy. Jest to wyraźne zrządzenie Boże, że sami okupanci przyłożyli rękę do rozwiązania tej palącej kwestii, bo sam naród polski miękki i niesystematyczny, nigdy nie byłby się zdobył na energiczne kroki, w tej sprawie niezbędne. Że zaś ta kwestia jest wprost paląca, to jest jasne, bo żydzi [sic!] przynoszą całemu naszemu życiu religijnemu i narodowemu nieobliczalne szkody.”
https://journals.openedition.org/td/1611?lang=fr
Źródło: ”Osobliwe zrządzenie Opatrzności Bożej… Polska pamięć Zagłady w perspektywie katolicko-narodowej”
Jacek Leociak