Uncategorized

Sztuka namawiania do zła

Andrzej Koraszewski


Co może być lepszego i bardziej skutecznego od konferencji prasowej Hamasu?

Widziałem to dziesiątki razy. W mediach społecznościowych najlepszym argumentem usprawiedliwiającym miłość do Hamasu jest malunek artysty podpisującego się Banksy. Wczoraj po raz kolejny zobaczyłem na Facebooku znajomej zdjęcie muralu, na którym słodka mała dziewczynka do namalowanego na pękniętym murze słowa PEACE dopisuje litery. Widzimy końcowy efekt: PLEASE. Dziewczynka ma spódniczkę z palestyńskiej flagi. Genialne.

Sztuka posługuje się symbolami, skrótami myślowymi, które mają apelować do naszych zmysłów. Artysta nie pokazuje zamaskowanych uzbrojonych mężczyzn żądających natychmiastowego zawieszenia broni po niezliczonych atakach na cywilną ludność w Izraelu. Mała dziewczynka pisząca na murze, słodki kotek na murze zburzonego domu, puste huśtawki na tle ruin miasta, mężczyzna rzucający wiązką kwiatów jak granatem, bezbronny człowiek uchylający fragment granicznego muru, gołąbek nad Betlejem, żydowski i palestyński chłopczyk podlewający drzewko. Jak nie kochać Hamasu i jak nie czuć odrazy do Żydów?

Sztuka jest potęgą, a Banksy jest mistrzem. Mistrz nie pokazuje porwanych izraelskich dzieci, nie pokazuje również obrazów bicia Palestyńczyków, którzy „kradną” żywność z magazynów pomocy humanitarnej, nie pokazuje Palestyńczyków zabitych przez hamasowskich zbirów za żądanie pokoju z Izraelem. Nie pokazuje członków Hamasu oddających nazistowski salut, ani spalonych izraelskich domów.


Banksy jest symbolem sztuki w służbie ludobójczej ideologii. Nic nowego. Umysł zniewolony Czesława Miłosza nigdy nie był masową lekturą. Setki utalentowanych artystów oddawało swoje talenty na usługi propagandy. Jedni, jak Włodzimierz Majakowski, kończyli samobójczą śmiercią, inni pozostawali wierni, powoli tracąc talent, jeszcze inni tworzyli dzieła tak wspaniałe, że gotowi jesteśmy przymykać oczy na ich grzeszny związek z ludobójczymi ideologiami. (Dla mnie takim przykładem jest García Márquez, którego nie umiem przestać podziwiać mimo jego związków z wściekłym komunizmem, czy Knut Hamsun, wielbiciel Hitlera, którego Głód jest nadal arcydziełem.)

Banksy jest rewolucjonistą z rzekomo uczciwymi intencjami. Nic tu nie jest pewne poza ckliwością na potrzeby odbiorców z miękkim sercem i leniwym umysłem. Anonimowy uliczny artysta. Są silne poszlaki, że nazywa się Robin Gunningham, podobno pochodzi z Bristolu, podobno jest dziś multimilionerem, podobno mieszka obecnie w Nowym Jorku, twierdzi się, że dziś malunki podpisane „Banksy” to często dzieła „zbiorowego artysty”. Jest jednak autentyczny Banksy, a jego liczne malunki w Gazie są dowodem, że był goszczony przez władców nazistowskiej twierdzy prezentowanej przez niego jako obóz koncentracyjny pod gołym niebem.


Jego kontakty z wczorajszymi władcami Gazy podważają domniemanie niewinności. Wie, kim są ludzie Hamasu, wie jacy są. 


Ktoś napisał, że gdyby głupota bolała, znaczna część ludzkości musiałaby być nieustannie na morfinie. Sztuka może dostarczać środków łagodzących ból powodowany przez prawdę, zmienia obraz świata w naszych oczach, może uczyć radosnego przyswajania kłamstwa i dumy z powodu jego akceptacji.      


Ideologia Hamasu jest kontynuacją nazizmu. To nie jest żadna przenośnia. Powiązania z odległej przeszłości, dzisiejsza ideologia zmierzająca do podboju świata, nienawiść do demokracji, idea suprermacji, religijnej, a nie rasowej, ale to drobny szczegół. Gloryfikacja bezwzględnej przemocy i okrucieństwa. Widzimy to w ideologii Hamasu, Bractwa Muzułmańskiego, Al-Kaidy, ISIS, Boko Haram, Islamskiej Republiki Iranu, ale również Autonomii Palestyńskiej, czy tureckiego państwa. Obcinanie głów, ataki na cywilną ludność, terroryzm, niewolnictwo, porywanie ludzi, niewolenie kobiet. Usprawiedliwianie tej ideologii wymaga wielkiej sztuki. Banksy jest mistrzem.


Podobno jedno zdjęcie warte jest więcej niż tysiąc słów. Obraz apeluje do uczuć, łatwo obrazem manipulować umysły. Palestyńska propaganda szczególnie często posługuje się Photoshopem, propagandowym aktorstwem, fałszywymi podpisami. Amerykański historyk Richard Landes wymyślił nawet specjalną nazwę „Pallywood”. Zdjęcia dzieci zabitych przez wadliwe palestyńskie rakiety sprzedawane są zachodniej opinii publicznej jako ofiary żydowskiej agresji. To działa niezawodnie. Hamasowskie Ministerstwo Prawdy (nazywane ministerstwem zdrowia), nie ma żadnych problemów z kredytem zaufania. Kwestionowanie oświadczeń Ministerstwa Prawdy byłoby formą islamofobii. Automatyczne kwestionowanie oświadczeń władz izraelskich jest dowodem dziennikarskiej rzetelności.


Sztuka jest nawet ważniejsza od dziennikarstwa korzystającego z usług „palestyńskich dziennikarzy”, którzy nieodmiennie okazują się również członkami Hamasu. Sztuka przemawia do każdego, nie wymaga tłumaczeń, ani sprostowań. Jest krzykiem z najwyższej ambony. Banksy jest zasobem, prawdziwym skarbem ludobójczej ideologii.


Terrorysta obcina głowę, żeby napełnić nasze serca strachem. (Tak każe święty Koran.) Artysta atakuje nasze uczucia opiekuńcze, potrafi zablokować potrzebę dalszych pytań. To działa niezawodnie, przynosi również milionowe zyski. Trudno o lepsze wykorzystanie talentu w walce z kapitalizmem. Rewolucja parowóz dziejów.

„Już nic i nikt nie wypełni tej pustki! A wielcy tego świata z uśmiechem przyglądają się dzieciobójstwu.” – tak pisze internauta pod zdjęciem muralu z pustymi huśtawkami na tle ruin miasta.

Wymalowane na gazańskim murze niebo rozjaśnione rozbłyskami rakiet wystrzelonych na izraelskie miasta nigdy nie dałoby tego wspaniałego efektu.


Banksy jest dziś jednym  z najbardziej rozpoznawalnych w świecie artystów. Nie trzeba chodzić do muzeów, dociera do milionów, przemawia do umysłów mocniej niż inni. Nie potrzebuje reklamy, ma miliony agentów.

Taki obrazek na gazańskim murze mógłby narazić artystę na trudności dotarcia do europejskich serc i na okrutny gniew palestyńskich mecenasów sztuki.

Sztuka namawiania do zła

Kategorie: Uncategorized

12 odpowiedzi »

  1. @Leon Rozenbaum

    ”atak na anonimowość internetu”

    ???
    ?????

    Proponuję najpierw przeczytać tekst (może nawet ze zrozumieniem) a dopiero potem komentować.

    Jeśli to nie pomoże, proponuję zapoznać się z pojęciami ironii i sarkazmu. Dla ułatwienia wyjaśniam, że ironia to NIE JEST rodzaj koszuli non-iron.

  2. Nie komentuję i nie odpowiadam na anonimowe wpisy w Internecie.

  3. @Jarosław Kosiaty

    … dzieli się z czytelnikami bloga swoimi zainteresowaniami: ”…Z przyjemnością czytam stare artykuły i książki…”.

    Ja z kolei z zainteresowaniem czytam wcześniejsze wypowiedzi dżentelmena, publikującemu tutaj pod nickiem ”Jarosław Kosiaty”. Można zauważyć, że ”Jarosław Kosiaty” ma dużo do powiedzenia na temat złego i niedobrego Izraela:

    ” Dlaczego Izrael udziela schronienia zbrodniarzom, którzy nakradli miliardy, a teraz uciekają z innych państw do Izraela? Dlaczego premier Naftali Bennett tak serdecznie i czule wita się i rozmawia ze zbrodniarzem wojennym Putinem w Moskwie”

    https://dzismis.com/2022/03/19/wiersz-na-dzisiejszy-wieczor-odc-227/

    No zgroza. I horror. Oburzony brzydkim zachowaniem Izraela wygłaszam w ramach protestu gromki okrzyk ”Aj waj giewałt!”.

    Ciekawe swoją drogą, że dżentelmenowi, posługującemu się nickiem ”Jarosław Kosiaty” jakoś nie przeszkadza fakt, iż Waleczny Naród Arabski popiera Rosję słowem i czynem. Podobnie Waleczny Naród Turecki. Podobnie Iran. Niemniej jednak ”Jarosław Kosiaty” przy3.14(CENZURA)la się wyłącznie do ”Izraela”. Do nikogo innego jakoś się nie przyp(CENZURA).

  4. @Andrzej Koraszewski Szanowny Panie Andrzeju. Dziękuję uprzejmie za odpowiedź i informacje o książce ”Skąd się wzięło dobro i zło”. Chętnie zapoznam się z jej treścią. Gdyby jeszcze Pan znał skuteczny sposób, jak wydłużyć dobę o dodatkowe godziny i znaleźć czas – pomiędzy pracą zawodową, domem i dziećmi – na lekturę książek, ciekawe filmy i wystawy :-). Życie jest bardzo krótkie i warto zostawić po sobie dobry ślad – zarówno w pamięci ludzi, jak i w postaci materialnej: artykułów, książek i filmów – dla następnych, odległych pokoleń… Z przyjemnością czytam stare artykuły i książki, a w wolnym czasie (najczęściej tuż przed zaśnięciem) zapisuję własne wspomnienia, przemyślenia i doświadczenia. Tak powstały serie artykułów: ”Pacjent, którego nigdy nie zapomnę”, ”Nasi mistrzowie w anegdocie”, ”Znachorzy i uzdrowiciele” i wiele innych. Ostatnio opublikowałem artykuł o… socjobiologii i genialnym, amerykańskim naukowcu Edwardzie O. Wilsonie (1929-2021), nazywanym ”współczesnym Darwinem”. Jest to taka ”odtrutka”, gdyż mnóstwo czasu poświęcam na zawodowe redagowanie tekstów medycznych dla innych lekarzy. Wszystkich przyjaciół i znajomych namawiam na spisywanie i wydawanie wspomnień na trwałych nośnikach, zanim sztuczna inteligencja spowoduje, że sztuka pięknego wysławiania się, władania językiem i piórem – przepraszam myszką i klawiaturą – odejdą zupełnie do lamusa. Tak jak elektryczność spowodowała, że z naszych miast zniknęli uliczni latarnicy, wołający, że pora już spać… Życzę dużo zdrowia i czekam na kolejne Pana artykuły (a może i książki 🙂 Z wyrazami szacunku. Jarosław Kosiaty

  5. Tomcio Paluch
    20/07 2024

    Czegoś tu nie chwytam

    Co prawda autor kwestionuje zasadność anonimowości w internecie lecz aktualny komentarz tak czy
    tak podpisuje pseudonimem. W innym wykorzystał swą filuterną ksywkę by na przykład dobrać się do
    Korczaka.
    Cytuję : ”Mało, że sam grzecznie poszedł do gazu, to jeszcze całą gromadkę żydowskich dzieci do
    tego gazu zaprowadził.”

    Czytać hadko!
    Bronek

  6. @Jarosław Kosiaty Zabawa w kółko dziennikarskie skończyła się jeszcze przed likwidacją gimnazjów. Uczestnicy są już dorośli, czasem zaglądają, prezentując swoich życiowych partnerów i swoje dzieci, opowiadając o swoich losach. (Całkiem sporo wspaniałych postaci.) Musiałem zakończyć tę zabawe z powodu ubytków słuchu. Jednym z plonów jest książka ”Skąd się wzięło dobro i zło” oparta na natotakach z naszych rozmów. Bo też nie tyle uczyłem ich dziennikarstwa, ile sztuki patrzenia na otaczający nas świat. To był ogromnie sympatyczne doświadczenie.

  7. @Ewa Korulska
    ” Niestety większość ludzi na świecie ma odruchy serca a nie rozumu.”
    Chyba się nie zgodzę. Jakoś nie widzę, żeby komuś przeszkadzał los żydowskich dzieci, vide popularne dowcipy:
    „Co robi maly Zydek na kominie? – Czeka na mamusie”
    https://smiechuwarto.blogspot.com/2013/11/o-zydach.html
    Jak „smiechuwarto”, to niech się chętni śmieją. Niemniej jednak odruch jest jak najbardziej warunkowy. Wyuczony. Nie powstaje sam z siebie. Trzeba, aby z pokolenia w pokolenie przekazywano wiedzę o tym, jak „żydzi ukrzyżowali Pana Jezusa”, „zatruwają studnie” czy też „mordują palestyńskie kobiety i dzieci”. Nic się nie zrobi samo.
    Nienawiść to nie chwast, tylko roślina uprawna. Żeby zebrać burzę, trzeba najpierw starannie siać wiatr.

  8. “To właśnie anonimowość w Internecie i poczucie bezkarności sprawiają, że mamy tyle agresywnych, obraźliwych, a często wręcz wulgarnych komentarzy”

    Trudno się nie zgodzić z tym, co oczywiste. Anonimowość w sieci powinna być zakazana, należy wprowadzić odpowiednie artykuły do Kodeksu Karnego.

    SIEDEM POWODÓW, DLA KTÓRYCH ANONIMOWOŚĆ W SIECI POWINNA BYĆ ZAKAZANA:

    Jeśli ktoś zachowuje anonimowość, to nie da się mu grozić śmiercią za głoszenie nie takich jak trzeba poglądów. Dobry przykład to tej Jan Grabowski, co to dał dyla do Kanady, chroniąc się tam przed sprawiedliwym gniewem Prawdziwych Patriotów. Jakby nie publikował pod swoim imieniem i nazwiskiem, to by go nawet postraszyć nie było jak.

    Jeśli ktoś zachowuje anonimowość i na dodatek się nie słucha, to nie da się mu nawet wrzucić granatu przez okno. Mało tego – nawet marnego koktajlu Mołotowa też się nie da wrzucić, skoro nie wiemy, które to okno.

    Jeśli ktoś zachowuje anonimowość, to nie da się go podkablować do Prokuratury z paragrafu o “znieważenie Narodu Polskiego”, “obrazę uczuć religijnych” ani nawet z paragrafu o “znieważenie znaku Polski Walczącej”. Dobry przykład to ten Gross, którego wprawdzie nie dało się zapuszkować, ale chociaż siedem godzin spędził w prokuraturze, zanim go w końcu wypuszczono.

    Jak ktoś zachowuje anonimowość, to znacznie trudniej go zgnoić w sądzie. A jak wiemy, że tego ktosia zowią Barbara Engelking, to od razu można ktosiowi proces wytoczyć. Nawet jak proces nie zostanie wygrany, to sie ktosiowi pokaże, kto tu (CENZURA) rządzi.

    Anonimowość zdecydowanie utrudnia podjęcie takich czynności, jak podkablowanie delikwenta do pracodawcy. Z własnego doświadczenia (jako obiekt kablowania) muszę uczciwie stwierdzić, że nie każdy pracodawca wierzy i ulega dono.. sorki, informacjom, nadesłanym z daleka, zupełnie koszmarną angielszczyzną. Znam jednak wypadki, kiedy takie dono.. sorki, listy Zatroskanych Obywateli łamały kariery.

    Anonimowość zdecydowanie utrudnia podszywanie się pod delikwenta. Jak tu delikwenta skutecznie udawać i opublikować w sieci dajmy na to “Mein Kampf” czy coś w tym rodzaju, jeśli delikwent uparcie odmawia podania personaliów?

    Jedyna rada to chyba obowiązkowe znakowanie takich internautów, których można zapodejrzeć o niewłaściwe “pochodzenie” i nie takie jak trzeba poglądy. Istnieją w końcu znane i wypróbowane sposoby – żółta gwiazda naszyta na ubraniu, tatuaż na przedramieniu. Pytanie, jak to wyegzekwować w praktyce. Nie wystarczy mieć dobre pomysły, trzeba jeszcze mieć środki przymusu. I to takie o planetarnym zasięgu, bo jak się kogoś dawno temu wyniosło na kopach (“Żydy wynocha”, ”Polska dla Polaków”), to takiemu ktosiowi jest odpowiednio trudniej dokopać.

  9. Swietna analiza. Niestety większość ludzi na świecie ma odruchy serca a nie rozumu.
    To są odruchy bezwarunkowe, jak u psa Pawłowa. Do tych odruchow apelują propagandowe kicze a ich skuteczność wynika z ludzkiej bezmyślności.

  10. Szanowny Panie Andrzeju, bardzo dziękuję za kolejny ważny tekst. Kupiłem Pana książkę ”Idź i wróć człowiekiem”, ale ciągle brakuje czasu na lekturę… Wyrazy szacunku, że nie wstydzi się Pan swojego imienia i nazwiska i wszystkie wypowiedzi, komentarze, opinie i artykuły nie są podpisane nickami, ksywami czy dziecinnymi pseudonimami. To właśnie anonimowość w Internecie i poczucie bezkarności sprawiają, że mamy tyle agresywnych, obraźliwych, a często wręcz wulgarnych komentarzy np. pod artykułami GW, na portalach WP, Onet czy na wielu internetowych blogach. Rozmawiam wielokrotnie z przyjaciółmi, z którymi różnię się w ocenie niektórych spraw, ale zawsze czynimy to z wzajemnym szacunkiem, wychodząc z założenia, że taka wymiana myśli może być istotnym źródłem wiedzy i wzbogacić obie strony. Szczerze życzę zdrowia i czekam na następne Pana teksty. Czy nadal prowadzi Pan koło młodych dziennikarzy w szkole w Dobrzyniu nad Wisłą? Miłego weekendu. Jarosław Kosiaty

  11. Po raz kolejny – gromkie brawa dla pana Koraszewskiego! Znakomite artykuły pana Koraszewskiego czyta się z prawdziwą przyjemnością. W obliczu zalewu czy wręcz potopu wariackiej nienawiści, teksty pana Koraszewskiego to przeciwwaga. Odtrutka. Dobrze wiedzieć, że jeszcze nie wszyscy ulegli wariackiej nienawiści i że są ludzie, którzy nadal myślą racjonalnie, umieją odróżniać dobro od zła i umieją posługiwać się słowem pisanym.

    Brawo – i serdeczne podziękowania.

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.