Adam Sitarek
Administracja i organizacja łódzkiego getta.

Łódzka „dzielnica zamknięta”, państwo otoczone drutem.
Decyzją szefa niemieckiego Zarządu Cywilnego Łodzi 13 października 1939 r. zwierzchnikiem Żydów w mieście, a później w getcie (formalnie powstało w lutym 1940 r.), został Mordechaj Rumkowski. Ten znany przed wojną działacz społeczny, dyrektor sierocińca oraz członek Zarządu Gminy Żydowskiej teraz jako mianowany przez Niemców Przełożony Starszeństwa Żydów natychmiast przystąpił do działania. Jego celem było uspokojenie nastrojów, zapanowanie nad chaosem przesiedleń oraz sprostanie oczekiwaniom okupacyjnych władz.
W tym celu, korzystając z przyznanych mu kompetencji, przekształcił organy samorządu żydowskiego i instytucji społecznych. Dla zachowania pozorów ich reprezentatywności jesienią 1939 r. powołał ciało doradcze – Radę Starszych (niem. Ältestenrat, w Łodzi nie było Judenratu). Gestapo miało inny pomysł na rolę żydowskich mężów zaufania – na pierwszym zebraniu Rady zostali aresztowani. Kilku zwolniono, większość zamordowano jako przedstawicieli polskiej inteligencji. Nie dziwi więc, że skompletowanie drugiego składu Rady było trudne. Sam Rumkowski uważał ją za nieefektywną i regularnie pomijał ją przy podejmowaniu decyzji. Tam, gdzie nie chciał decydować sam, posługiwał się zaufanymi współpracownikami – m.in. adwokatem Henrykiem Neftalinem, kierującym jedną z najważniejszych komórek administracji: Wydziałami Ewidencji Ludności gromadzącymi szczegółowe dane na temat więźniów getta.
Decyzje podejmowane przez Rumkowskiego i styl sprawowania władzy wywoływały kontrowersje. Władczy język, jakim zwracał się do mieszkańców w publicznych przemówieniach, mógł wzbudzać zaufanie i dawać poczucie zainteresowania z jego strony. W przypadku sprzeciwu lub niesubordynacji karał jednak dotkliwie. Dla elit getta – kierowników i dyrektorów wydziałów administracji – nieprzychylność zwierzchnika oznaczała koniec kariery. W przypadku wykrycia poważniejszych nadużyć sprawę przejmowała policja niemiecka, co równało się więzieniu lub śmierci. Dla zwykłych mieszkańców karą było pozbawienie przydziału żywności lub skierowanie do Centralnego Więzienia. Osadzeni w nim jako pierwsi trafiali na listę osób przeznaczonych do deportacji. Narazić można się było na wiele sposobów – drobną kradzieżą kartofla z kuchni lub rzemienia z fabryki, zabraniem desek na opał z rozpadającej się komórki czy unikaniem pracy fizycznej.
„Zamknięte, przez siebie utrzymywane państwo żydowskie”
By sprostać wymaganiom Niemców, getto zorganizowano niczym małe państwo zarządzane przez aparat biurokratyczny podlegający Rumkowskiemu. Powołane na początku 1940 r. agendy stopniowo regulowały życie wewnętrzne „dzielnicy zamieszkania dla Żydów”, jak określali ją Niemcy. Na początku powstały urzędy odpowiedzialne za przesiedlenia osób do getta. Urzędnicy Wydziału Mieszkaniowego zorganizowali na Starym Mieście punkty zborne, skąd rozlokowywano przesiedleńców. Specjalne komórki odpowiedzialne za wyszukiwanie lokali, sprawdzanie ich stanu i przekazywanie kluczy były w stanie przygotować do 600 mieszkań dla 2 tys. osób dziennie. Ich działanie było jednak powszechnie krytykowane przez przerażonych przesiedleńców, którzy zarzucali im korupcję oraz brak empatii. Za dystrybucję żywności odpowiadał Wydział Aprowizacji, któremu podlegały punkty rozdzielcze. Ceny produktów poza oficjalnym obiegiem były niebotyczne. Dotyczyło to również innych artykułów objętych reglamentacją, takich jak opał czy tytoń. Wymuszało to chęć zdobycia jak najlepszej pracy, z którą wiązał się dostęp do dodatkowych przydziałów. Jedynym sposobem na pozyskanie pieniędzy niezbędnych do zakupów na czarnym rynku było wyprzedawanie mienia – od odzieży po wyposażenie mieszkań.
Ważną jednostką była żydowska Służba Porządkowa, która z formacji pomocniczej przy przesiedleniach stała się najważniejszym organem pilnującym bezpieczeństwa w getcie. Zorganizowana na wzór przedwojennej Policji Państwowej szybko się rozrastała. W ramach formacji działały Urząd Śledczy, Brygada Lotna do tłumienia demonstracji przeciwko władzy, czasowo także Żeńska Służba Porządkowa i Policja Gospodarcza. Szczególną rolę odgrywał Oddział Specjalny pełniący funkcję służby bezpieczeństwa, stale współpracujący z Gestapo. Jego dowódca Dawid Gertler wielokrotnie wyjeżdżał z niemieckimi funkcjonariuszami do Warszawy i gett w Kraju Warty; przez moment był nawet uważany za konkurenta Rumkowskiego, w jego kompetencji było przydzielanie żywności i lekarstw. Na wzór niemiecki do policji włączono także Straż Ogniową i kominiarzy. Tych ostatnich musiano wyszkolić – w Łodzi przed wojną nie było Żydów trudniących się tym fachem. Mimo początkowego uznania dla Służby mieszkańcy getta nigdy nie wybaczyli policjantom udziału w łapankach podczas akcji deportacyjnej we wrześniu 1942 r.
Przez krótki okres istniał także Wydział Pocztowy, który zajmował się dystrybucją korespondencji wewnątrz getta i zapewniał ograniczony kontakt ze światem zewnętrznym. Nieoficjalna komunikacja była utrzymywana innymi drogami – listy (za opłatą) przewoził wspomniany Gertler, docierały one również wraz z przesiedlanymi z i do „dzielnicy zamkniętej”. Tą drogą wiosną 1942 r. dotarła do Łodzi informacja o masowych zbrodniach w obozie zagłady w Chełmnie.
„Trzeba tylko sobie nieco trudu zadać, by rozejrzeć się wokół”
W ramach Wydziałów Ewidencji Ludności jesienią 1940 r. powołano Wydział Archiwum gromadzący dane o funkcjonowaniu getta, a także przygotowujący opracowania, np. o kuchniach publicznych, produkcji, dystrybucji węgla. Szczególnie ważne były dwie inicjatywy Archiwum. Jedna to „Biuletyn Kroniki Codziennej” pisany niemal dzień po dniu od stycznia 1941 r. do lipca 1944 r., w którym zawarto informacje o istotnych wydarzeniach w getcie (wizytacje niemieckich komisji czy przemówienia Rumkowskiego) oraz wiadomości codzienne: przydziały żywności, pożary, koncerty w gettowym Domu Kultury. Stałą rubryką były informacje o ruchu ludności oraz pogodzie. Znalazło się też miejsce na reportaże. O ile Kronika jest skarbnicą faktografii, o tyle „Encyklopedia” – zainicjowana przez dziennikarzy deportowanych z Rzeszy i pisana od jesieni 1943 r. – jest leksykonem kultury getta. Zaplanowano ją z rozmachem. Odnaleziona lista planowanych haseł zawiera aż 1347 pozycji, z których napisano 378. Dają one wgląd w rzeczywistość getta poprzez opisanie przedmiotów codziennego użytku, biografii osób istotnych z punktu widzenia twórców „Encyklopedii” oraz dzięki wyjaśnieniom pojęć abstrakcyjnych dla dzisiejszego odbiorcy, np. „księżna Kentu” (z niem. Wer kennt Sie? – kto ją zna?) – bratowa Rumkowskiego, Helena, z którą znajomość umożliwiała załatwianie wielu spraw, czy „czapka za kapelusz” – określenie na powszechną w getcie protekcję.
„Dzielnica żydowska pracuje dla potęgi niemieckiej”
Praca była głównym narzędziem eksploatacji więźniów getta łódzkiego. Dochody z niej zasilały budżet Rzeszy oraz kieszenie niemieckich pośredników z Zarządu Getta. Towary z gettowych fabryk – nazywanych resortami – trafiały do armii (mundury i elementy wyposażenia), ale także do firm prywatnych (bielizna, odzież, obuwie). Jednym z haseł ilustrujących politykę Rumkowskiego było „Praca, spokój, porządek”. Na początku okupacji, gdy łódzcy Żydzi stali w obliczu zagrożenia schwytaniem do pracy przymusowej wprost z łapanki na ulicy, nowo mianowany zwierzchnik łódzkich Żydów zorganizował grupy płatnych robotników, którzy czekali na skierowanie do pracy. Rumkowski stosował taktykę „uprzedzającego łagodzenia”, chroniąc w ten sposób większość, za którą czuł się odpowiedzialny, a równocześnie wypełniając oczekiwania władz. Taktyka ta, wyłożona przez wybitnego badacza Zagłady Raula Hilberga, sprowadzała się do podjęcia działań wyprzedzających, zanim pojawi się zagrożenie, co zapewniało spełnienie żądań okupanta na własnych warunkach.
Odizolowane getto stawało się stopniowo wielkim zakładem pracy przymusowej. Niemal każdego tygodnia rozbudowywano gałęzie produkcji i zwiększano zatrudnienie. Do końca 1942 r. działały 94 resorty, w których zatrudniano niemal 60 tys. robotników. Codziennie odjeżdżały stąd wagony i ciężarówki z produktami liczonymi w milionach sztuk. Niemieckie dokumenty mówią o niemal 6 tys. wagonów rocznie. Szczegółowe dane unaoczniają skalę: w listopadzie 1943 r. w 26 zakładach wyprodukowano 3 266 070 sztuk odzieży, w tym np. 30 769 biustonoszy, 18 653 gorsety i 11 497 ubranek dziecięcych.
Stopniowo rosło zatrudnienie w rozbudowanej administracji żydowskiej – z niespełna 5,5 tys. urzędników w grudniu 1940 r. do 14,2 tys. na początku 1943 r. (16 proc. ogółu ludności!). Łatwo się domyślić, że dawało to – aż do likwidacji getta w 1944 r. – poczucie bezpieczeństwa. Rumkowski w 1941 r. przekonywał, że „jedynie praca daje prawo do życia”. Nie mógł się spodziewać, jak bardzo realne staną się jego słowa, gdy we wrześniu 1942 r. wywieziono do obozu zagłady w Chełmnie 15 tys. dzieci, starców, chorych uznanych za „nieprzydatnych”, „niezdolnych do pracy”.
Opowieść o łódzkiej „dzielnicy zamkniętej” dopiero od kilku lat przebija się do szerszej świadomości społecznej. Fakt niepodjęcia zbrojnego oporu przez uwięzionych w getcie ludzi spychał ich do strefy niegodnych zapamiętania bezwolnych ofiar. Bohaterstwo codziennej walki o godność, zachowanie pozorów normalnego życia przegrywało z heroizmem walki na barykadach. Ukazujące się w ostatnich latach publikacje, a także coraz częstsze czerpanie z historii getta przez kulturę masową odkrywają niezwykłe oblicze „otoczonego drutem państwa”, jak określiła getto wspominana de Buton.
„Prezes jest królem, a tłum Żydów to jego poddani”
Adam Sitarek
Kategorie: Uncategorized

