Uncategorized

Dlaczego rosyjska propaganda jest tak skuteczna?


Anne Applebaum

Prawdziwym powodem istnienia Russia Today nie jest kanał telewizyjny sam w sobie, to tylko przykrywka, fabryka treści, źródło filmików, które można rozpowszechniać poprzez sieci w mediach społecznościowych, a więc w istocie sieci w samych społeczeństwach. Rosjanie i inni autokraci postępują tak z rozmysłem.

Podczas monachijskiej kolacji w 2023 r. posadzono mnie naprzeciwko europejskiego dyplomaty, który dopiero co wrócił z Afryki. Spotkał się tam z grupą studentów i był zupełnie zaskoczony, kiedy odkrył, jak mało wiedzą o wojnie w Ukrainie i jak niewiele ich ona obchodzi.

Powtarzali tylko rosyjskie slogany, że Ukraińcy to „naziści”, obwiniali o tę inwazję NATO i używali właściwie tego samego języka, który każdego wieczoru rozbrzmiewa w rosyjskich wiadomościach telewizyjnych. Dyplomata nie posiadał się ze zdumienia. Szukał wyjaśnień: może to dziedzictwo kolonializmu, a może zaniedbania Zachodu wobec Globalnego Południa. A może to długie trwanie zimnej wojny. Na koniec potrząsnął przecząco głową.

Również on – podobnie jak bardzo wielu Europejczyków i Amerykanów próbujących wyjaśnić świat słowami, które opisują wyłącznie ich własne doświadczenia – nie dostrzegł najbardziej oczywistej odpowiedzi. Historia o tym, dlaczego mieszkańcy Afryki – ale też Ameryki Południowej, wiele osób z Azji i tak naprawdę wielu Amerykanów i Europejczyków – zaczęli powtarzać słowa rosyjskiej propagandy o Ukrainie nie jest przede wszystkim historią o kolonialnej przemocy Europy.

Pierwszoplanową rolę odgrywają tu raczej systematyczne starania Chin, aby kupować media i elity całego świata albo chociaż wpływać na nie; a także starannie konstruowane rosyjskie kampanie propagandowe nagłaśniane jeszcze przez opłacanych i nieopłacanych członków amerykańskiej i europejskiej skrajnej prawicy; oraz wreszcie, w coraz większym stopniu, także wysiłki innych autokracji podczepiających się pod te same sieci, te same taktyki i ten sam język, aby promować własne nieliberalne ustroje. A wszystko po to, aby osiągnąć analogiczną kontrolę nad obowiązującą narracją. Antydemokratyczna retoryka całkowicie się zglobalizowała.

Być może z uwagi na to, że Chiny są najbogatszą z autokracji i że ich przywódcy są szczerze przekonani o wartości własnej wersji historii, to właśnie Państwo Środka wkłada największe wysiłki w prezentowanie siebie światu. Robi to w największej liczbie krajów i za pomocą największej liczby różnych kanałów. Analityk Christopher Walker zaproponował, żeby chińskie kampanie wywierania wpływu nazwać „siłą ostrza” (sharp power) – w odróżnieniu od „twardej siły” militarnej i „miękkiej siły” kulturowej. Takie kampanie można dostrzec obecnie w wielu obszarach kultury, w mediach, w środowiskach akademickich, a nawet w sporcie.

Siłą koordynującą wiele z nich jest Zjednoczony Front, najważniejszy projekt wpływu stworzony przez Komunistyczną Partię Chin. Organizacja tworzy programy edukacyjne i projekty wymian międzynarodowych, próbuje sprawować kontrolę nad chińskimi społecznościami na emigracji, zakłada chińskie izby handlowe i współprowadzi najszerzej rozpoznawalne Instytuty Konfucjusza działające w ramach instytucji akademickich na całym świecie.

Postrzegane początkowo jako nieszkodliwe ośrodki – przypominające nieco prowadzony przez niemiecki rząd Goethe-Institut albo Alliance Française – były ochoczo przyjmowane przez wiele uniwersytetów, ponieważ oferowały tanie, a czasami nawet darmowe kursy języka chińskiego i kadrę nauczycielską. Z czasem jednak Instytuty Konfucjusza zaczęły budzić podejrzliwość, bo starały się kontrolować chińskich studentów na amerykańskich uniwersytetach i próbowały blokować debaty o Tybecie lub Tajwanie, a w niektórych przypadkach zmieniały sposób nauczania o chińskiej historii i polityce, tak aby pasował do obowiązującej państwowej narracji. W wielu miejscach jednak te instytucje mają się świetnie. W samej Afryce jest ich aż kilkadziesiąt.

Siłę subtelniejszych działań powiększają gigantyczne chińskie inwestycje w media na całym świecie, ich skalę szacuje się na 7 do 10 mld dol. Agencja informacyjna Xinhua, telewizja China Global Television Network (CGTN), Chińskie Radio Międzynarodowe i portal internetowy China Daily są sowicie dotowane przez państwo, mają własne kanały w mediach społecznościowych, nadają w wielu językach i regionach, na różne sposoby promując i rozpowszechniając swoje treści.

Tworzone przez nie artykuły i filmiki są zawsze w pełni profesjonalne, a przez wysokie subsydia tańsze niż zachodnie ekwiwalenty. Do tego pokazują Chiny i ich sojuszników wyłącznie w pozytywnym świetle. Setki agencji medialnych w Europie, Azji i Afryce korzystają z ich materiałów – szczególne znaczenie ma tu Afryka, gdzie sięga się po te treści począwszy od Kenii i Nigerii po Egipt i Zambię. Regionalna baza chińskich mediów znajduje się w Nairobi. Chińczycy zatrudniają w niej wielu wpływowych miejscowych dziennikarzy, tworzą treści w językach afrykańskich, ale i w języku arabskim, angielskim, francuskim, rosyjskim i chińskim.

Obecnie wciąż niewiele osób decyduje się na oglądanie należących do Chin kanałów, bo ich programy są przewidywalne, a często także nudne. Równocześnie coraz większą dostępnością cieszą się subtelniejsze formy chińskiej telewizji. StarTimes, należący w połowie do prywatnych właścicieli, ale powiązany z Chinami dostawca telewizji satelitarnej, ma obecnie ponad trzynaście milionów klientów w trzydziestu afrykańskich krajach. Koszt tej telewizji dla odbiorców jest niewielki – StarTimes kosztuje kilka dolarów miesięcznie. Pierwszoplanowe miejsce zajmują tam chińskie treści, nie tylko programy informacyjne, ale i filmy kung-fu, telenowele i piłkarska Chinese Super League, z dubbingiem lub komentarzem w hausa, swahili i innych afrykańskich językach. Zachodnie treści też są dostępne, ale za dodatkową opłatą.

W przeciwieństwie do mediów na Zachodzie wymienione podmioty współpracują nie tylko ze sobą, ale i bezpośrednio z chińskim rządem. Chiny nie dokonują wyraźnych rozróżnień między propagandą, cenzurą, dyplomacją i mediami, nie myślą o nich jako o osobnych działaniach zarówno w kraju, jak i za granicą. Wywieranie prawnej presji na zagraniczne kompanie medialne, blokowanie niechińskich stron internetowych, wymierzone w zagranicznych dziennikarzy działania z użyciem trolli – wszystkie te środki stosuje się razem albo w operacjach przeciwko konkretnym organizacjom, albo w kampaniach promujących określoną narrację. Chcąc coś konkretnego zakomunikować, Komunistyczna Partia Chin posługuje się organizacjami studenckimi i izbami handlowymi, oferuje dziennikarzom z różnych regionów świata kursy i stypendia, wyposaża ich nawet w telefony i laptopy. Z tych działań wyłania się wyraźna strategia: chińscy propagandyści wolą, kiedy ich punkt widzenia pojawia się w miejscowym medium podpisany przez lokalne nazwisko. Nazywają ją „pożyczaniem łodzi, aby ruszyć w morze”.

Wychodząc z podobnych założeń, Chińczycy współpracują także – otwarcie lub sekretnie – ze środkami masowego przekazu innych autokracji. Powołany za panowania Cháveza Telesur miał być teoretycznie międzynarodową telewizją, ale w praktyce jego główna siedziba mieści się w Caracas, a jego zagraniczni partnerzy to Nikaragua i Kuba. Część treści emitowanych przez Telesur wydaje się skierowana do lewicujących widzów w całym regionie – chodzi na przykład o regularne ataki na Monsanto, międzynarodowego giganta z branży rolniczej. Na antenę Telesur trafiają również dostarczane przez partnerów starannie wybrane zagraniczne newsy, są wśród nich nagłówki, które w Ameryce Łacińskiej mało kogo obchodzą, na przykład:

„Wspólne ćwiczenia wojskowe USA i Armenii zagrożeniem dla stabilności regionu”, albo: „Rosja nie żywi wobec Europy ekspansjonistycznych zamiarów”, obie te historie wzięto w 2023 r. wprost od agencji informacyjnej Xinhua. Widzom pragnącym innej formy wewnętrznie spójnego przekazu Iran oferuje HispanTV, hiszpańskojęzyczną wersję międzynarodowego irańskiego nadawcy PressTV, który co rusz odwołuje się do nieskrywanego antysemityzmu i neguje Holocaust. Jeden z nagłówków z marca 2020 r. przekonywał: „Nowy koronawirus efektem syjonistycznego spisku”. Hiszpania zablokowała dostęp do HispanTV, Google wykluczyło nadawcę z YouTube’a, ale w Ameryce Łacińskiej można bez trudu uzyskać do niego dostęp. Równie łatwo jak na Bliskim Wschodzie da się oglądać Al-Alam, arabskojęzyczną wersję PressTV.

RT – Russia Today – działa na większą skalę niż Telesur i PressTV, a w Afryce ujawnia dużo bliższe związki z Chinami. Gdy kanał został wyrzucony z platform satelitarnych po inwazji Rosji na Ukrainę, na krótko zniknął również w krajach afrykańskich. Ale kiedy przestrzeni użyczył mu chiński StarTimes, RT wróciła i natychmiast rozpoczęła budowę biur i sieci relacji na całym kontynencie, zwłaszcza w krajach rządzonych przez autokratów, którzy z chęcią powtarzają i imitują rosyjską antyzachodnią, „tradycyjną”, wymierzoną w społeczność LGBT narrację i doceniają brak jakiegokolwiek krytycznego lub śledczego dziennikarstwa. Choć algierski rząd nękał reporterów dostępnego na całym świecie kanału France 24, to wydaje się, że z radością powitał w Algierze RT. Południowoafrykańska siedziba telewizji właśnie się buduje. Kanały RT Actualidad i RT Arabic są przeznaczone dla odbiorców w Ameryce Łacińskiej i na Bliskim Wschodzie.

Prawdziwym powodem istnienia RT nie jest jednak kanał telewizyjny sam w sobie, podobnie jak w przypadku PressTV, Telesur, a nawet chińskiego CGTN, to tylko przykrywka, fabryka treści, źródło filmików, które można rozpowszechniać poprzez sieci w mediach społecznościowych, a więc w istocie sieci w samych społeczeństwach. Rosjanie i inni autokraci postępują tak z rozmysłem. Amerykanie przeszli zresztą przyspieszony kurs z funkcjonowania takich sieci, kiedy w 2016 r. działająca z Sankt Petersburga organizacja Internet Research Agency, kierowana wówczas przez nieżyjącego już Jewgienija Prigożyna (później wsławił się bardziej szefowaniem grupie wojskowych najemników), zaczęła pompować strumień treści mających zdezorientować amerykańskich wyborców. Należące do Rosjan, a udające amerykańskie konta na Facebooku i Twitterze zaczęły rozpowszechniać antyimigranckie hasła działające na korzyść Donalda Trumpa, z kolei profile podszywające się pod ruch Black Lives Matter atakowały Hillary Clinton z lewej strony. Działania te doprowadzały do antymuzułmańskiej histerii w miejscach, gdzie muzułmanów nie było, a nawet z sukcesem animowały facebookową grupę Secured Borders (Zabezpieczone Granice), która skutecznie napędziła antyuchodźczy ruch w mieście Twin Falls w stanie Idaho.

Dlaczego rosyjska propaganda jest tak skuteczna?

Fragment książki „Koncern Autokracja. Dyktatorzy, którzy chcą rządzić światem” Anne Applebaum wydanej przez Wydawnictwo Agora. Tytuł, lead i skróty od redakcji „Newsweeka”. Książkę można kupić tutaj

Kategorie: Uncategorized

7 odpowiedzi »

  1. ODPOWIED RACZEJ PROSTA.
    PRZECIEZ TO MOZNA TYLKO POROWNAC DO PROPAGANDY HITLERA/GOEBELSA I WYIMAGINOWANE ”DEUTSCHLAND DEUTCHAND UBER ALESS”.
    WSZYSTKIE DYKTATURY TAK SAMO SIE ZACZYNAJA (OD PROPAGANDY) I MAJA FATALNY KONIEC. PYTANIE JEST
    1. ILE CZASU TRWAJA?
    2. JAKIM KOSZTEM BEDA ZNISZCZONE?

  2. Powyższy artykył to nieskończenie idiotyczny bełkot. Mogę sobie tylko przedstawić jakie są książki autorstwa pani Applebaum. Njbardziej przera zajace jest to, że ktoś to czyta i mysli podobnie.

  3. Może i pani Applebaum ma rację odnośnie Rosji i Ukrainy ale jej milczenie na inne tematy mówi same za siebie. Ani slowa o roli Polaków w zagladzie Żydów w czasie 2ej wojny światowej czy jej milczenie na temat Izraela i obecnej wojny na Bliskim Wschodzie mowi same za siebie. Moze pani Appelbaum choruke na tą samą chorobę niewiedzy i otumanienia o którą obwinia studentów afrykanskich. A może ma przykazanie z domu żeby nie poruszać politycznie niewygodnych tematów.

  4. ”społeczność LGBT” ”antymuzułmańskiej histerii”

    Całe szczęście, że pani Applebaum już zdążyła się ująć za ”społecznością LGBT”, a także poinformować, że Trump jest zły i niedobry, a ”antyimigranckie hasła” jeszcze gorsze. A już całkiem najgorsza to ta ”antymuzułmańska histeria”. A zarzucać Ukraińcom pronaziolskie sympatie to zupełny skandal. Jak wiadomo, ukraińscy wachmani w Treblince czy w Oświęcimiu byli cacy i oki, oni, biedni tacy, tylko ”wykonywali rozkazy”.

  5. Applebaum tylko pokatnie wspomniała dlaczego Afrykanie podatni są na chinsko-rosyjska wersję historii: Zachód to historia kolonizacji przez ostatnie 300 lat. Wpływy byłych kolonizatorów trwają do dzisiaj.
    Radek Sikorski mąż Applebaum operuje jako polityk półprawdami – to domena wszystkich polityków. Natomiast Applebaum jest historykiem i należałoby się spodziewać, że zaofiaruje bardziej kompleksowy obraz politycznej rzeczywistości. Tak się niestety nie dzieje. Najwidoczniej w przejściowej fazie odchodzenia od wyłącznej dominacji Zachodu pod przywództwem USA , Zachód znajduje się w niewygodnej sytuacji obronnej. Stąd te jednostronnosci. H.Kissinger był o wiele dalej zarówno w stosunku do Chin jak i Rosji.

  6. Jesli wszystko to, co przeciwna ci strona konfliktu ma do powiedzenia, uwazasz za propagande i nieprawde, nie ma oczywiscie mozliwosci dialogu. Widzimy to w zachowaniu sie olbrzymiej czesci swiata islamskiego w stosunku do faktu istnienia panstwa Izrael.

  7. Jeśli wszystko to, co przeciwna ci strona konfliktu ma do powiedzenia, uważasz za propagandę i nieprawdę, nie ma oczywiście możliwości dialogu.

    Widzimy to w zachowaniu się większości świata islamskiego w stosunku do faktu istnienia państwa Izrael; Fakt istnienia Izraela to produkt syjonistycznej propagandy, a nie rezultat okoliczności, ze jest i historyczna podstawa jak i bezsprzeczna potrzeba istnienia żydowskiego państwa.

    W aktualnym konflikcie z Rosją i mniej bezpośrednio Chinami, stanowisko amerykańskich Demokratów jak Biden, Harris i tych ideologicznych/intelektualnych sil jakie reprezentuje Applebaum widać zachowanie: wszystko co przeciwna strona konfliktu ma do powiedzenia to propaganda, manipulacja, kłamstwa i zło. Jeśli ktoś “u nas”, tzn. po naszej stronie konfliktu, myśli inaczej, tzn. chce zrozumieć większą lub mniejszą dozę racjonalności w zachowaniu się przeciwnej strony, to albo jest to propagandowy troll lub myślowy dziwoląg, który miedzy innymi dal się zauroczyć kłamstwami/propagandzie przeciwnej stronie konfliktu. Takim myślowym dziwolągiem jest w oczach “prawdziwych” demokratów D. Trump.

    Gdyby Pani Applebaum używała dużo więcej swoich myślowych sil na propagandystów i ludzi biernych straszliwej niesprawiedliwości jaką od 1948 spotyka państwo żydowskie – a o ile wiem jest ona Żydówką – aniżeli na produkowanie myśli, które widzą tylko jedną rację w konflikcie Rosja (Chiny) – NATO, dużo dużo mniej Izraelczyków by zginęła rękoma terrorystów i na wojnach, dużo dużo mniej Ukraińców i Rosjan by zginęło.

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.