
Jan Hartman
Muzeum Historii Żydów Polskich Polin obchodzi dziesięciolecie. Z tej okazji w sobotę 28 września odbyła się w jego siedzibie wielka gala. Prowadził ją z ogromną swadą Piotr Kraśko. Życzenia i przemówienia, przeplatane krótkimi filmami, oraz minidyskusje panelowe wypełniły półtoragodzinny program, zmierzając do najważniejszego, a zarazem finalnego punktu, którym było przemówienie jednego z twórców Polin, przewodniczącego Rady Muzeum, a przede wszystkim niekwestionowanego mentora środowisk żydowskich w Polsce i w świecie Mariana Turskiego. Od ponad 60 lat pracujący w tygodniku „Polityka” historyk i redaktor z biegiem lat stał się emblematyczną postacią pokolenia ocalałych z Zagłady, a tym samym w jakimś stopniu głosem milionów tych, którzy jednak nie ocaleli.
Marian wspominał Baracka Obamę, u którego wyjednał niegdyś kluczowe dla finansowania planowanego muzeum poparcie dla tego projektu. Gdy oprowadzał prezydenta USA po placu budowy, ten zapytał go, dla kogo będzie to muzeum. Turski odrzekł na to, że dla młodych Polaków i młodych Żydów, a także dla tych wszystkich, którzy tak jak sam Obama nie mają z tym wszystkim nic wspólnego. Mała anegdota, lecz gdy pomyśleć, jak ten drobny starszy pan zdołał poruszyć niebo i ziemię… Obyśmy byli w jednej dziesiątej tak sprawczy jak on!
Marian mówił nam też o nowym negacjonizmie, podważającym prawdziwość pogromu 7 października, oraz o potężnej fali antysemityzmu, która wezbrała w związku z wojną w Gazie. Odnosząc się do niepotrzebnego jego zdaniem odwołania wielkiego koncertu finałowego Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie, upominał nas, abyśmy nie bali się presji antysemitów. Cofanie się w niczym nie pomoże. Trzeba wytrwać i robić swoje. I mieć cierpliwość, bo historia ma to do siebie, że meandruje, a czasami się na jakiś czas jakby cofa, lecz potem powraca do głównego biegu. Biliśmy brawo na stojąco, więc teraz byłoby głupio się nie posłuchać…
Na scenie auli pojawili się prawie wszyscy twórcy muzeum, a także dwaj jego dyrektorzy: poprzedni, prof. Dariusz Stola, i obecny, Zygmunt Stępiński. Przemawiał przewodniczący Stowarzyszenia Żydowski Instytut Historyczny Piotr Wiślicki, które patronuje muzeum, a także wicedyrektora Łucja Koch. Mówiło się o sukcesach tej dekady i planach na przyszłość, jednakże nad całą uroczystością wisiała ta ciemna chmura, która rozciągnęła się dziś nad całym światem żydowskim, i nikt nie udawał, że jej nie widzi. Czy nieobecność wielu spodziewanych na takiej uroczystości polityków ma z tym coś wspólnego?
Opieram się wyłącznie na własnych obserwacjach i wnioskuję z treści powitań, lecz wydaje mi się, że ze świata polityki zjawił się – i to raczej prywatnie – jeden tylko znaczny gość, Aleksander Kwaśniewski. Nie było ministrów, nie było włodarzy miasta ani posłów. Może jacyś nieliczni. Był za to jeden z ministrów Andrzeja Dudy z wysoce niestosownym, a nawet żenującym wystąpieniem. Nie odczytał spodziewanego przy takich okazjach listu gratulacyjnego od prezydenta, lecz jedynie oświadczył, że przynosi prezent w postaci numeru „Naszego Przeglądu”, w którym ta żydowska i szczerze propolska gazeta oddaje hołdy zmarłemu Józefowi Piłsudskiemu w dniu jego pogrzebu. Pomijając niezbyt prezydencki poziom tego darczynienia, podprogowy, a nawet całkiem nadprogowy, by nie powiedzieć: świadomy przekaz głowy państwa do środowisk żydowskich, jaki niesie ze sobą ten dar, jest dość podły i bardzo w stylu Andrzeja Dudy.
Mówi on (ten przekaz), co na następuje: cenimy Żydów, zwłaszcza jednak w roli ostentacyjnie manifestujących swoją lojalność wobec państwa polskiego. Szkoda, że p. Duda nie zdaje sobie sprawy, pod jaką presją znajdowała się wówczas żydowska prasa. Bez względu na uczucia i poglądy takiej czy innej redakcji wszystkie były zmuszone w jakimś stopniu brać udział w kulcie Piłsudskiego, którego formy i rozmiar do złudzenia przypominał obyczaje paskudnych dyktatur.
Duda musiał przysłać swojego człowieka, bo jednym z polityków wspierających budowę muzeum był prezydent Lech Kaczyński, który nawet osobiście w 2007 r. wmurował kamień węgielny pod jego budowę. Od tamtego czasu miało się w relacjach polsko-żydowskich i polsko-izraelskich wiele zmienić na lepsze. I nawet się zmieniło, lecz ośmioletnie sprawowanie władzy w Polsce przez brata ówczesnego prezydenta Jarosława Kaczyńskiego prawie wszystkie te zdobycze zrujnowało. W czasach PiS Muzeum Historii Żydów Polskich nie mogłoby powstać. Rzec by można, naśladując język himalaistów, że wykorzystano krótkie historyczno-polityczne „okno pogodowe”, kiedy przychylność polskich władz dla tego projektu zsumowała się z rewitalizacją świata żydowskiego w Polsce na tyle efektowaną, aby przełamać nieufność wielkich mecenasów żydowskich, jak fundacje Laudera i Taubego.
Historia powstania Polin jest fascynująca i powinna zostać staranie opisana. Było w niej bowiem wszystko, co dobre i złe w ówczesnym stanie stosunków polsko-żydowskich i żydowsko-żydowskich, bo przecież „polscy Żydzi” nie byli i do dziś nie są czymś oczywistym i naturalnym dla żydowskiego establishmentu za oceanem czy w Izraelu. Powstanie muzeum wymagało zręczności, dyplomacji i koncepcji. Trzeba było jakoś przepłynąć przez najbardziej zdradliwe rafy, jak narracja o pogromach czy udziale Żydów w stalinowskim aparacie represji. Sam miałem zaszczyt przez kilka miesięcy być w gronie osób powołanych do przedyskutowania koncepcji wystawy stałej i pamiętam, jak trudno było odnaleźć ten punkt, który zasługiwałby na miano rozsądnego kompromisu.
A jednak wszystko się udało! Polin jest tak wielkim sukcesem, że dosłownie kręci się w głowie, gdy o tym pomyśleć. Dyrektor Stępiński nie całkiem żartem mówił, że to najlepsze muzeum na świecie. Począwszy od oszałamiającego budynku (według projektu Rainera Mahlamakiego z Finlandii), poprzez wystawę (zaprojektowaną przez Barbarę Kirshenblatt-Gimblett z USA), a skończywszy na aktywności, która nieodmiennie przyciąga tłumy – wszystko to składa się na istny muzealny podbój świata. Niezliczone nagrody dla Polin, a przede wszystkim pięć milionów gości w ciągu dziesięciu lat, mówią same za siebie.
A jednak… Najważniejsze przesłanie Muzeum Polin było i jest takie: historia Polaków i Żydów była wspólna, a kto chce o żydowskiej części polskiej historii zapomnieć, ten amputuje swoje korzenie. Polin miało też być świadectwem odradzania się życia żydowskiego, zwornikiem dla wszystkich rozsianych po kraju i w przestrzeni wirtualnej upamiętnień, dowodem na to, że epoka antysemityzmu i zastraszenia społeczności żydowskiej w Polsce należy już do przeszłości.
I choć udało się – wbrew obawom wielu – uczynić z Polin miejsce otwarte, zintegrowane z dzielnicą i miastem, to jednak głową muru nie przebijesz. Nie chcieliśmy tego, lecz dla Polaków, dla Żydów w Polsce i dla świata Polin jest przede wszystkim instytucją żydowską. Można się z tego cieszyć, bo w końcu któż by się spodziewał, że w Warszawie może powstać żydowski „spot” na miarę Jad Waszem czy Muzeum Pamięci Holokaustu w Waszyngtonie? A jednak liczyliśmy na coś jeszcze. Polin miało być polskie. Miało Polakom kojarzyć się z ich dziejami i być uważane przez nieżydowskich Polaków za miejsce naturalnie polskie. To jednakże utopijny plan. Dla nieżydowskich Polaków Żydzi jeszcze przez długi czas będą przede wszystkim nie-Polakami, a ich dzieje będą prima facie nie-polskie. Nawet ta część społeczeństwa, która traktuje Żydów z ciekawością i sympatią (a Polin walnie przyczyniło się do tego, że takich Polaków jest coraz więcej), uparcie tkwi w stereotypie Żyda jako obcego. Obcego, czyli zasiedziałego emigranta na nieswojej ziemi. Zresztą religijni Żydzi sami tak to postrzegali, więc nie ma czemu się dziwić. A przecież ludzie mniejszości nie muszą być obcy!
Gala była piękna, ale odrobinę smutna. Przede wszystkim z powodu szalejącego po całej ziemi antysemityzmu. Jednak nie tylko z tego powodu. Było nas wielu, lecz mieliśmy poczucie, że jesteśmy tam sami, w żydowskim i „okołożydowskim” gronie. Nawet wspaniałe życzenia wideo były od (bardzo prominentnych) Żydów, bodajże z jednym tylko wyjątkiem przewodniczącej Parlamentu Europejskiego Roberty Metsoli. Osoby występujące na scenie to również prawie sami Żydzi. Na widowni? Z pewnością większość. Zabrakło mi „nie naszych”. Nie wiem, jakie były klucze i kryteria rozsyłania zaproszeń, a tym bardziej nie wiem, kto był zaproszony, lecz zaproszenia z jakichś powodów nie przyjął.
Efekt generalny nie był jednakże przypadkowy. Nadal trochę kisimy się we własnym sosie. Stąd też może życzenia dla Polin na drugą dekadę: to nadal młode muzeum i wszystko jeszcze przed nim. Niechaj druga dekada upłynie Polin na tworzeniu wspaniałej wystawy, zachwycającej treścią i wszechstronnym wykorzystaniem najnowocześniejszej techniki, ze sztuczną inteligencją na czele. A przede wszystkim niech Muzeum Historii Żydów Polskich stanie się w oczach Polaków i Żydów polskim muzeum poświęconym żydowskiej mniejszości, która była i jest w Polsce u siebie. Dzisiejsza utopia jutro może stać się planem, a pojutrze faktem. Jak mówi Marian Turski, historia meandruje, a czasami się cofa. No ale skoro się już cofnęła, to chyba teraz ruszy naprzód?
Muzeum Polin ma już 10 lat. Marian Turski: „Nie bójcie się!”
Kategorie: Uncategorized


@Leon Schatz
”jesli bylo tak dobrze to dlaczego skonczylo sie tak zle ?”
Określenie ”dobrze” albo ”źle” jest pozbawione sensu, jeśli nie napiszemy – dla kogo. Dobrze – dla kogo? Źle – dla kogo?
Posłużę się przykładem. ”Wydarzenia” w Radziłowie czy w Jedwabnem były niewątpliwie czymś złym z punktu widzenia ludzi*, których uzbrojeni w okute pałki, widły, siekiery i obrzyny Sąsiedzi zapędzili do oblanej benzyną stodoły. Wyglądało to zupełnie inaczej z punktu widzenia pleno titulo aryjskich Sąsiadów, którzy mogli nie tylko błyskawicznie uwłaszczyć się na ”mieniu bezspadkowym” (to sie u nich teraz tak właśnie nazywa), ale i ucieszyć uszy śmiertelnym wrzaskiem żywcem spalonych ”morderców Chrystusa”. Męska połowa Sąsiadów mogła przy okazji niejako zakosztować dodatkowych rozrywek w postaci bezbronnych i bezradnych żydowskich dziewcząt.
W szerszym kontekście – Ojczyzna Tolerancji pozbyła się definitywnie, w sposób trwały, wiadomej Kwestii. Z punktu widzenia Prawdziwych Patriotów to rzecz jasna dobrze. Nie bez powodu ichni epidiaskop czy jak się to-to nazywa, z Prymasem Tysiąclecia na czele, już w połowie lat 60-tych wdzięczył się do szkopów (”Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”). Mieli za co być wdzięczni! Za dymy nad Birkenau to i spaloną Warszawę mogli darować!
* Przypis: Słowo ”ludzi” użyte warunkowo – folksdojczeria stodołowo-zapałczana nie uważała i nadal nie uważa takich jak my za istoty ludzkie.
Jaroslaw Kosiaty
jesli bylo tak dobrze to dlaczego skonczylo sie tak zle ?
@Jaroslaw Kosiaty
… napisał:
„Pewnie łatwiej jest wierzyć, że wszyscy Polacy byli i są źli.”
Spece od ujmowania się za ciężkim losem Cierpiącego Narodu Plasteliny i od aktów strzelistych do Walecznego Hamasu lubią zasłaniać się słowem „Polacy”. Jak się bzdetom upowszechnianym przez takiego (CENZURA)go (CENZURA) przeciwstawić, to się taki spec od razu chowa się za „Polaków”. Otóż taki (CENZURA)ny (CENZURA)el, jak wymachuje Plasteliną i Hamasem, to wystawia świadectwo wyłącznie samemu sobie. Indywidualnie. Polska liczy sobie czterdzieści milionów obywateli. Wśród tych obywateli jest całkiem sporo takich, którzy nie ujmują się za Walecznymi Bojownikami Hamasu.
„W pierwszym dniu powstania w getcie warszawskim 25-osobowa grupa AK pod dowództwem Józefa Pszennego „Chwackiego” podjęła nieudaną próbę wysadzenia muru getta przy ul. Bonifraterskiej.”
Za dobrą wierszówkę mogę tę „grupę” przerobić na 250-cioosobową. I opisać, jak z narażeniem życia ta grupa wyratowała z getta setki Żydów. Za dodatkowe trzydzieści srebrników mogę dodać opis, jak to niewdzięczni, wiarołomni Żydzi od razu po Zbrodniczym Wkroczeniu Armii Czerwonej (tak będzie dobrze?) wstępowali masowo do UB, celem męczenia, dręczenia i mordowania swoich niedawnych wybawców w ubeckich lochach i kazamatach. Klient nasz pan! Nie trzeba się wiele napracować, takich mrożących krew w żyłach opisów jest od ciężkiego zarąbania. Można zrzynać z gotowego.
A jak jest obecnie? Pozwalam sobie zacytować portal wiadomosci.wp.pl:
https://wiadomosci.wp.pl/polscy-zydzi-sa-zastraszani-6031693701239425a
__________
„Związek Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP zaczął zbierać informacje o pogróżkach kierowanych pod adresem Żydów. – Nigdy wcześniej polscy Żydzi nie byli zastraszani na taką skalę – alarmują przedstawiciele związku. … Kim są poszkodowani? To głównie młodzi działacze żydowscy, których telefony i adresy e-mailowe krążą po internecie. Niektóre z nich znalazły się na stronach internetowych organizacji neofaszystowskiej Blood & Honour. Prowadzi ona akcję Red Watch, polegającą na upowszechnianiu wizerunków „wrogów rasy”.
Wśród zastraszanych zdarzają się jednak i postaci pierwszoplanowe. Śmiercią grożono np. byłemu doradcy premiera Kazimierza Marcinkiewicza ds. międzynarodowych Ryszardowi Schnepfowi oraz jego żonie, dziennikarce telewizyjnych Wiadomości Dorocie Wysockiej. Kilka dni wcześniej jedna z amerykańskich gazet polonijnych zasugerowała, że Schnepf wspiera roszczenia żydowskie. Mam nadzieję, że te telefony miały charakter incydentalny i już się nie powtórzą- mówi teraz Ryszard Schnepf w rozmowie z „ŻW”.
___________
W tym momencie staje się chyba jasne, dlaczego Prawdziwi Patrioci tak serdecznie nie znoszą ludzi, których personaliów, adresów, zakładów pracy itp nie są w stanie ustalić. Ciężko dokopać komuś, jak się nie wie, gdzie delikwent mieszka.
A na wymachiwanie zasługami AK (a wcześniej – wymachiwanie Michnikiem) najprościej przytoczyć artykuł z gazety Michnika, na temat wiadomy. Artykuł długi, więc wklejam tylko krótki cytat i linki:
http://niniwa22.cba.pl/CICHY.HTM (za friko)
https://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,12549057,polacy-zydzi-czarne-karty-powstania.html (dla prenumerantów)
„Samuel Willenberg, w sierpniu 1943 jeden z uczestników powstania w Treblince, wstępując rok później w Śródmieściu do oddziału kapitana Dębskiego („Lodeckiego”) w batalionie AK „Ruczaj” postanowił nie ukrywać, że jest Żydem i ujawnił prawdziwe nazwisko. Początkowo wszystko układało się dobrze, ale któregoś dnia przyjaciółka łączniczka ostrzegła go: „Igo, jest tu kilku typów z NSZ, którzy chcą cię rozstrzelać, bo jesteś Żydem. Do mnie też przychodzili z pogróżkami, że zadaję się z Żydem”. Trudno mi było w to uwierzyć. Jednak tego samego dnia, kiedy na barykadzie na Marszałkowskiej strzelałem w stronę placu Zbawiciela, padł strzał. Kula świsnęła nad moim uchem. Gdy odwróciłem się przerażony, zobaczyłem znikającą w otworze lufę karabinu. Nie mogłem uwierzyć, że moi koledzy, którzy wraz ze mną przelewają krew, po tym wszystkim cośmy razem przeżyli, po wszystkich walkach, któreśmy razem stoczyli, chcą mnie zabić za to, że jestem Żydem”
Nic się nie da poradzić, jeśli ktoś uparcie manipuluje wyselekcjonowanymi informacjami, neguje niektóre fakty historyczne i woli posługiwać się wyłącznie krzywdzącymi uogólnieniami. Pewnie łatwiej jest wierzyć, że wszyscy Polacy byli i są źli. Na zakończenie chciałbym podziękować serdecznie wszystkim anonimowym blogerom na tym forum za komentarze i udział w dyskusji – uświadomiły mi one wiele istotnych rzeczy i pomogły w podjęciu kilku kluczowych decyzji. Pozostałym czytelnikom forum, którzy są jeszcze otwarci na wiedzę i spokojną dyskusję ze wzajemnym szacunkiem, polecam garść poniższych faktów: W pierwszym dniu powstania w getcie warszawskim 25-osobowa grupa AK pod dowództwem Józefa Pszennego „Chwackiego” podjęła nieudaną próbę wysadzenia muru getta przy ul. Bonifraterskiej. W wyniku walki z Niemcami, jaka się wywiązała, dwóch żołnierzy AK Eugeniusz Morawski oraz Józef Wilk zginęło na miejscu, a czterech odniosło rany. Nazajutrz Grupa Specjalna Sztabu Głównego GL pod dowództwem Franciszka Bartoszka zaatakowała stanowisko karabinu maszynowego na rogu ul. Nowiniarskiej i Franciszkańskiej, kładąc celnymi strzałami całą 4-osobową obsadę. Grupa dowódcy okręgu warszawskiego GL Henryka Sternhela skutecznie obrzuciła granatami samochód SS przy ul. Freta, zabijając dwóch i raniąc trzech Niemców. Na rozkaz pułkownika „Montera” (Antoni Chruściel) oddział dywersyjny AK z Mokotowa podjął szereg akcji wobec posterunków wokół getta, m.in. strzelając do wartowników przy ul. Leszno i Zakroczymskiej. W opisach tych akcji mówi się o „likwidacji” placówek niemieckich. 75-stronicowy Raport Stroopa wspomina, że siły niemieckie były „nieustannie pod ostrzałem spoza getta, to znaczy ze strony aryjskiej. (…) Przy pierwszym wtargnięciu do getta udało się Żydom i polskim bandytom, dzięki przygotowanemu napadowi z bronią w ręku, odeprzeć nasze atakujące siły wraz z czołgami i wozami pancernymi”. Tyle niemiecki raport. A ku refleksji polecam ponowne przeczytanie powyższego artykułu Jana Hartmana, zwłaszcza w zestawieniu ze słowami Paula Coelho z książki „Jedenaście minut”: „Człowiek może wytrzymać tydzień bez picia, dwa tygodnie bez jedzenia, całe lata bez dachu nad głową, ale nie może znieść samotności…”. Zamiast budowania murów lepiej budować mosty, ale to już zupełnie inna historia…
J.K, , Polska mozliwe ze sie zmierzy z ” najwiekszym zagrozeniem”, ale Izrael juz to robi
@Leon Schatz
„Tragedia Zydow dziala sie na terenie Polski, przy w najlepszym razie wrogiej obojetnosci wiekszosci Polakow”
„Tragedia” to słowo wartościujące. Moim zdaniem nie należy takich słów używać, bo to, co dla jednego jest „tragedią”, dla drugiego stanowi radosną okazję i świetną zabawę.
Pozwolę sobie po raz kolejny przypomnieć reakcję naszych znakomitych Sąsiadów na wybuch powstania w getcie. Uczciwa relacja porządnego Polaka-aryjczyka, Czesława Miłosza, pokrywa się ściśle z relacjami tych nielicznych Żydów, którzy ocaleli. Po aryjskiej stronie panował nastrój wspaniałej, szampańskiej zabawy, nastrój radosny i świąteczny. „Ależ się te żydki smażą!” – to była dość typowa reakcja. To już nie wroga obojętność, tylko szczere zadowolenie. Nieskrywana radość.
Było, minęło, można do tego wszystkiego nie wracać, spory i analizy pozostawić historykom. Chyba że ni z gruchy ni z pietruchy objawi się jakiś, pardon le mot, _Sąsiad_ i zacznie wypędzonym zarzucać „nienawiść”, między jednym a drugim aktem strzelistym do Walecznych Bojowników Hamasu.
Szanowny Panie Leonie. Bez olbrzymiej odwagi i poświęcenia mojego Dziadka, pewna bardzo bliska memu sercu osoba nie przeżyłaby tej wojny… Tych osób już nie ma, ale żyje we mnie pamięć o ich niezwykłym życiu. Jestem strażnikiem tej pamięci… Jednocześnie z niepokojem patrzę na to, co się aktualnie dzieje w Europie, na Bliskim Wschodzie i na całym świecie. Jeszcze raz powtórzę to, co napisałem poniżej kilka dni temu: Świat i Europa zmierzają w złą stronę i powinniśmy (nie zapominając o trudnej, wspólnej historii) szukać za wszelką cenę tego, co nas łączy, gdyż już niedługo naszym następcom przyjdzie się zmierzyć z o wiele większym, śmiertelnym zagrożeniem dla naszych obu narodów…
@Jarosłam Kosiaty
… powołuje się na… Michnika:
„w czerwcu 1995 roku w Krakowie Adam Michnik powiedział”
Warto zatem przypomnieć, że ten właśnie Michnik, jak już przestał być potrzebny, to przez demokratycznie wybrane władze ojczyzny blogera „Kosiatego” był traktowany z pewną rezerwą:
„Z kolei Adam Michnik powiedział, że obawia się o swoje bezpieczeństwo. – Może się zdarzyć wszystko. Mogą przysłać milicję do redakcji „Gazety Wyborczej”. Mogę znaleźć narkotyki w swoim mieszkaniu, a następnego dnia może pojawić się policja, żeby je przeszukać – uważa.”
„Szefowie „Wyborczej” stwierdzili, że ich gazeta jest atakowana, ponieważ krytykuje posunięcia władzy. Zastępca redaktora naczelnego stwierdził, że w ostatnich miesiącach instytucje zależne od rządu skierowały przeciwko gazecie dziesiątki pozwów. – Jesteśmy zalani przez tuziny apelacji. Nasze służby prawne mają duży problem, żeby sobie z tym wszystkim razić – przyznał Kurski. ”
https://wiadomosci.onet.pl/kraj/adam-michnik-po-krytyce-pis-obawia-sie-o-swoje-bezpieczenstwo/mf52c3e
Hołubione przez władze środowiska narodowo-patriotyczne zasłynęły m in z tego, że wywiesiły na na stadionie piłkarskim megabanner treści „Szechter przeproś za ojca i brata”. Obawiam się, że żadne zafa…strygowane „muzeum” nie zasłoni ani tego megabanneru, ani upartych, bohaterskich szturmów mających na celu postawienie Stefana Michnika „przed sądem”. Stefan Michnik został wyniesiony na kopach podczas pomarcowej czystki etnicznej, po uprzednim pozbawieniu go polskiego obywatelstwa. Polskim władzom i tego było mało – po dziesięcioleciach próbowano domagać się „ekstradycji”, a jak się nie dało, to próbowano posłużyć się „Europejskim Nakazem Aresztowania”. Póki Stefan Michnik był potrzebny, to go przez szereg lat drukowała paryska „Kultura”. Jak potrzebny być przestał, to go desygnowano na „stalinowskiego zbrodniarza”.
Kolejny ciekawy tekst na temat Adama Michnika można znaleźć w wielkonakładowym tygodniku „Niedziela”:
„Antypolski wybryk … W poprzedniej Niedzieli pisałem już o szokującym wprost swą szkodliwością dla Polski pomyśle Adama Michnika i Adama Krzemińskiego. … Skandaliczny „list otwarty” Michnika i Krzemińskiego spotkał się z nader licznymi i ostrymi protestami. ” etc etc
https://www.niedziela.pl/artykul/69134/nd/Antypolski-wybryk
Jeśli ten Michnik taki zły i niedobry, „antypolski”, „szkodliwy” i w ogóle, to bloger „Kosiaty” robi z siebie… kogoś nie bardzo mądrego, powiedzmy, skoro tym Michnikiem tak zawzięcie wymachuje.
Jaroslaw Kosiaty – zamiast czytac ze smutkiem, lepiej zastanowic sie DLACZEGO te komentarze sa jakie sa, jaki jest ich ( tych komentarzy) powod.
Faktow nie mozna zastapic chciejstwem – chcialbym to czy tamto WBREW faktom.
Tragedia Zydow dziala sie na terenie Polski, przy w najlepszym razie wrogiej obojetnosci wiekszosci Polakow.
Jest na to niezliczona ilosc dowodow.
To miala byc ta wspolna historia ?
A po wojnie ?
Gdyby bylo tak cacy – cacy, to by dzisiaj nie bylo tego bloga :).
Wiec, dzieki Bogu, dalismy sobie niezle rade nawet bez Polski i Polakow.
Ze smutkiem czytam poniższe komentarze, pełne żalu, goryczy i nienawiści. Odwoływanie się do negatywnych przykładów tylko zwiększa podziały i nakręca spiralę złych emocji. Wielka szkoda… A czytając jeszcze raz powyższy artykuł nasuwa mi się jedno słowo… samotność. Po raz kolejny oddalamy się od siebie. Na koniec pewien cytat – podczas konferencji „Pamięć polska – pamięć żydowska” w czerwcu 1995 roku w Krakowie Adam Michnik powiedział: „Kiedy wielokrotnie zastanawiałem się, skąd takie dramatyczne napięcie w relacjach polsko-żydowskich, to spostrzegam, że z taką pasją publicyści żydowscy nie mówią dziś o żadnym innym narodzie, tylko o Polakach. Ani o Niemcach, ani o Rosjanach, ani o Ukraińcach. Dlaczego? Skąd się to bierze? Sądzę, że to mechanizm odrzuconej miłości. Jeżeli prześledzimy świadectwa Żydów mieszkających w Polsce – listy, wspomnienia, dokumenty – to widać w nich miłość do polskiego etosu, do polskiej kultury, do polskiego systemu wartości. I ta miłość została odrzucona. Jeżeli wolno mi, zaryzykuję tezę: napięcie, dramat, cierpienie po żydowskiej stronie to jest właśnie rezultat mechanizmu odrzuconej miłości. Nikt nie nienawidzi mężczyzny tak, jak porzucona żona czy odtrącona kochanka. Wydaje mi się, że dlatego właśnie po polskiej stronie jest to temat tabu.” (źródło: „Tygodnik Powszechny” nr 29, 16.07.1995). Pisarz i publicysta Zygmunt Miłoszewski powiedział niedawno: „Znam tylko jeden naród, który jest tak potwornie przewrażliwiony na własnym punkcie jak naród polski. Są to właśnie Żydzi. Jesteśmy zdumiewająco bliźniaczymi narodami.” (Źródło: Halina Retkowska, „Angora”, 15.09.2013). To tak ku spokojnej, wieczornej refleksji… Miłej nocy.
Mocny tekst, dziekuje L.Kantor, Sztokholm
POSZUKUJE INFORMACJE O POWSTANIU ”MATYSOWCOW” – GRUPA HASYDOW Z GORY KALWARII, KTORA ZBROJNIE ZWALCZALA HITLEROWCOW.
@ml
”Nie wiem dlaczego J.K. upiera sie o ze to”
A ja wiem, dlaczego.
Pozwolę sobie zacytować wypowiedzi tego pana:
””Najsmutniejsze jest to, że obecna akcja wojskowa w Gazie nie przyniesie spodziewanych rezultatów (dzisiejsi nastolatkowie już za kilka lat zasilą szeregi Hamasu i będą rwali się do walki, w przeciwieństwie do charedim, którzy będę rękami i nogami bronili się przed służbą w wojsku i udziałowi w obronie ojczyzny). ”
”“Jeśli zabijasz jednego bojownika Hamasu, dżihadystę, to na jego miejsce przychodzi trzech nowych: kuzyni, bracia, a nawet siostry czy żony. Izraelowi bardzo ciężko będzie wyeliminować Hamas ze Strefy Gazy”
”Rozszabrowano wszystkie świadectwa tysiącletniej obecności Żydów na polskiej ziemi. Nic nie pozostalo.”
Chyba się nie zgodzę. Pozostało sporo. Po naszej rodzinie, wypędzonej w ramach cuchnącej, łajdackiej czystki etnicznej (”Żydy wynocha do Izraela”, ”Polska dla Polaków”) zostało na przykład mieszkanie, które trzeba było przed wyjazdem wyremontować, żeby państwo polskie łaskawie zechciało to mieszkanie zajumać. Zostało całkiem sporo pieniędzy – każdy ”dokument podróży” kosztował pięć tysięcy złotych, miesięczna pensja wynosiła dwa tysiące. Za bagaż trzeba było płacić dolarami, za bilety (od granicy) podobnie, nikt oczywiście takich pieniędzy nie miał, w efekcie zapłaciły organizacje żydowskie z USA. To był już jednak ostatni, ku..ski skok na kasę, nie żadne zresztą ”70” tylko pięćdziesiąt pięć czy pięćdziesiąt sześć lat temu.
Pozostały macewy, nader chętnie używane w oborach, żeby sobie bydło mogło na żydowskie nagrobki zdrowo pofajdać. Pozostał cmentarz żydowski w Warszawie, gdzie okoliczni mieszkańcy chętnie przyprowadzają psy, żeby gogły …rać na żydowskie groby. Pozostały gorące uczucia, które skrystalizowały się w próbach ”postawienia przed sądem” Grossa czy Grabowskiego. Warto dodać, że jeszcze bardziej niż Żydzi, atakowani są etniczni Polacy, którzy pozwalają sobie mieć odmienne zdanie niż to ogólnie obowiązujące. Dwa dobre przykłady to Alina Cała i Barbara Engelking (nota bene córka znakomitego matematyka i autora świetnego pdręcznika topologii ogólnej).
Do tego zafa…strygowanego ”muzeum” raczej się nie wybieram. Sam pomył, żeby coś takiego powstało w mieście, w którym Dmowski dumnie spogląda z cokołu, uważam za jakieś nieporozumienie. No cóż, ich suwerenne terytorium, ich cyrk, ich mał… srki, wróć, ich sprawa. Niech tam sobie urządzają swoje jasełka – najlepiej, jak urządzą Tydzień Solidarności z Walczącą Palestyną. Albo Dni Hamasu. Najlepiej z udziałem ”Gazety Wyborczej”, która co i rusz rozpisuje się o srogich cierpieniach niewinnej, cywilnej ludności Gazy i Libanu. Aby tylko to-to obchodzić szerokim łukiem.
Polin „najlepszym muzeum na świecie „ ?
Architektura budynku przepiękna, to prawda. Architekt jednak fiński, nie polski czy żydowski…
A w środku szokujący brak eksponatów. Wszystko wirtualne.
Że świecą by szukać zwojów Tory, szali modlitewnych czy choćby świeczników szabasowych. Rozszabrowano wszystkie świadectwa tysiącletniej obecności Żydów na polskiej ziemi. Nic nie pozostalo.
I pomyśleć że tutaj żyła największa społeczność żydowska na świecie.
Muzeum historii Zydow polskich powinno z definicji byc wlasnie takim muzeum, i nie udawac ze byla jakas wspolna historia Zydow i Polakow , bo takiej nie bylo.
Tym nielicznym ” zasymilowanym ” w cudzyslowie Zydom ( Tuwim, Brzechwa, Lesmian i innnym ) zawsze wypominano ze prawdziwymi Polakami nie sa.
A fakt ze prof Hartman uzala sie ze i dzisiaj Zydzi w Polsce sa tacy osamotnieni, mowi sam za siebie.
Nie wiem dlaczego J.K. upiera sie o ze to ” sprzed 70 lat”, czy przez ” anonimowych idiotow”
Prez. Morawiecki&Co z ” milionami Polakow ktorzy ratowali [niewdziecznych] Zydow” to przeciez nie anonimowi.
Tak samo jak Prof. Hartman ktory, potym jak kiedys ganil Izrrael ze ” maja ochraniarzy przy wizytach mlodziezy izraelskiej tutaj, a przeciez Polska to kraj przyjazny i otwarty”, pisal niedawno o ” fali nienawisci do Zydow i Izraela zalewajaca Polske”. wlasnie o o studentach, tej ” przyszlosci” gdzie J.K przewiduje ze beda musieli przeciwstawic sie ” smiertelnemu zagrozeniu dla narodu”
Przeciwstawia sie tak jak wiekszosc ich dziadziusi czy pradziadusi, spiewajac ” I Przyszedl Hitler zloty i zapedzil Zydow do roboty”. No, moze zamienia „Hitler” na „Khameiny”, Narallaha juz nie moga.
Na zakonczenie, wlasnie na temat w ” Wiersz na dzisiaj”, przytocze wiersz tescia A. Dudy, Prof. Kornhausera, ktory Prezydent Polski za nic nie chcial i nie chce zrozumiec .
”
Wiersz o zabiciu doktora Kahane
A jacy to źli ludzie mieszczanie kielczanie,
żeby pana swego, Seweryna Kahane,
zabiliście, chłopi, kamieniami, sztachetami!
Boże że go pożałuj i wszech synów Dawidowych
iże tako marnie zeszli od nierównia swojego!
Chciałci i jego bracia miła królowi służyć
swą chorągiew mieć, ale żołnierze dali go zabić.
Żołnierze, milicjanci, kieleccy rodzice
świętości nie mieli, bezbronne dzieci zatłukli!
Zabiwszy, ulicami powlekli, bić Żydów krzyczeli,
Polacy, kielczanie jako psy kłamacze.
Okrutność śmierci poznali, szkarady posłuchali,
krwią splamili przyjacioły, na bruk ich wyrzucili.
Bóg Polaków zamknięty w obozie, w baraku
drży, gdy dzielni chłopcy z orzełkami na czapkach
dobijają dziewczynki żydowskie, rurkami, na odlew.
„
Nie odniosę się do komentarza, podpisanego przez anonimowego autora dziecinnym pseudonimem, który po raz kolejny odwołuje się do historii sprzed 70 lat czy antysemickich wybryków jakiś idiotów. Ze smutkiem przeczytałem natomiast powyższy artykuł o Muzeum Polin, którego jestem darczyńcą. Pamiętam, gdy Muzeum było jeszcze w planach i dźwigałem ciężkie przedmioty do tymczasowej siedziby w okolicach Starego Miasta (cały czas staram się dostarczać nowe eksponaty). Muzeum jest i pozostanie światłem w morzu ciemności, świadectwem momentami tragicznej, momentami pięknej i wzniosłej, naszej wspólnej historii. Polski poeta, prozaik i eseista Kazimierz Wierzyński (1894-1969), w czasie historycznej Mszy w katedrze nowojorskiej 20 marca 1943 roku, w intencji pomordowanych obywateli RP – ofiar II wojny światowej, powiedział:
„Modlimy się za Polaków, męczonych bo byli z Polski,
Za Żydów rozstrzeliwanych, bo mieli z nami ojczyznę.
Za Ukraińców zesłanych, bośmy pospołu osiedli,
Za wszystkich bliźnich po kraju, po ojcach ich i po matkach,
Za owoc tej samej ziemi, ludzi tej samej przyrody
I chleba tego samego, ognia, powietrza i wody,
Za wszystkich z naszego domu.”
Oczywiście mógłbym też cytować wyrwane z kontekstu fragmenty antysemickich „gadzinówek” z lat 30-tych czy 40-tych, czy anonimowe, pełne infantylnej nienawiści, komentarze pod niektórymi, współczesnymi artykułami na portalach internetowych. Świat i Europa zmierzają jednak w złą stronę i powinniśmy (nie zapominając o trudnej, wspólnej historii) szukać za wszelką cenę tego, co nas łączy, gdyż już niedługo naszym następcom przyjdzie się zmierzyć z o wiele większym, śmiertelnym zagrożeniem dla naszych obu narodów…
„Najważniejsze przesłanie Muzeum Polin było i jest takie: historia Polaków i Żydów była wspólna”
W tym momencie to już ręce bezsilnie opadają na klawiaturę komputera.
” obcego. … czyli zasiedziałego emigranta na nieswojej ziemi”
To się akurat zgadza. Obywatelstwo można odebrać, majątek skonfiskować, wykopać z wilczym biletem („Zydzi wynocha do Izraela”, „Syjoniści do Dajana”, Polska dla Polaków”). Potem można wszcząć darcie ryja, że Izrael „istnieje nielegalnie”, bo to „Odwieczne Ziemie Palestyńskie” czy coś tam takiego. Jak kogoś losy zaniosły do USA czy do Kanady, to też „nieswoja ziemia”, vide „Globalize the Intifada” czy też „There is only one solution, Intifada Revolution”. Na wszystko jest rada: Znany polski publicysta, Stanisław Michałkiewicz, nie tak dawno pisał o „chwilowo nieczynnym obozie zagłady w Oświęcimiu”.
„Polin jest tak wielkim sukcesem, że dosłownie kręci się w głowie”
Ta, jasne. Problem w tym, ze ten oszałamiający sukces nie zasłoni napisów „żydzi do gazu” i nie zagłuszy stadionowych przyśpiewek „To były piękne dni / żydzi do gazu szli / aż się do pieca nie zamykały drzwi”.