
Obecny pęd do dyskutowania o przyszłości Bliskiego Wschodu ignoruje geopolityczny aspekt tej złożonej sytuacji. Symbolem tego jest słoń w salonie: Iran. Na zdjęciu: irański Najwyższy Przywódca ajatollah Ali Chamenei w otoczeniu wielbicieli. (Zdjęcie: Twitter Chameneiego)
Wraz z początkiem nowego roku think tanki i kręgi polityczne zaczynają huczeć od pomysłów na temat „przyszłości” Libanu, Syrii, Palestyny, Jemenu, krótko mówiąc, Bliskiego Wschodu. Niektórzy futurolodzy wolą mówić o „nowym Bliskim Wschodzie”, który stał się możliwy dzięki „wyzwoleniu” Syrii, niemal całkowitemu unicestwieniu Hamasu i poważnemu zdegradowaniu Hezbollahu i Huti.
Wszystko to dzieje się z poczuciem zadowolenia, ponieważ eksperci od polityki uznali, że w regionie, który nie znał dobrych wiadomości od dziesięcioleci, (jeśli nie stuleci), należy zadowolić się wiadomościami, które są „mniej złe”. Tak więc upadek Rzeźnika z Damaszku jest raczej wiadomością mniej złą niż dobrą, ponieważ pomimo przyciętej brody Ahmada al-Szaraa, jego jedwabnego krawata i szerokiego uśmiechu, nikt nie wie, dokąd zmierzają nowi władcy.
Trzeba się zgodzić, że „mniej złe” jest lepsze niż nic dobrego.
W porównaniu z tym, co wydarzyło się w innych krajach „arabskiej wiosny”, to, co dzieje się w Syrii, może wydawać się uspokajające. W przeciwieństwie do Libii, choć instrumenty represji państwowych zostały zniszczone, syryjskie struktury państwowe nie załamały się całkowicie. Istnieje zatem nadzieja, że po ich zreformowaniu Syria nie stanie się kolejnym terytorium bez rządu.
Syria może również uniknąć tego, co wydarzyło się w Iraku, gdzie brutalne rozwiązanie regularnej armii i policji oraz pospieszna de-Baasyfikacja stworzyły głęboko zakorzenione niezadowolenie, które z kolei wywołało przemoc i wojnę. W przeciwieństwie do Tunezji, Syria może nie stanąć przed zagrożeniem ze strony radykalnego islamizmu, jeśli okaże się, że nowi władcy sami są „łagodnymi” wersjami tej ideologii. Ale w przeciwieństwie do Egiptu w czasach „arabskiej wiosny”, Syria nie ma dobrze zorganizowanej armii, która mogłaby przeciwdziałać, wyznaczając radykałom granice.
Obecnie co najmniej 60 krajów jest bezpośrednio lub pośrednio zainteresowanych oczekiwanym „nowym Bliskim Wschodem”. Niektóre, takie jak Rosja, Turcja, Izrael i Stany Zjednoczone, są obecne w tym kraju militarnie, podczas gdy inne, takie jak Jordania, mają interes bezpieczeństwa narodowego w tym, co może się tam wydarzyć. Egipt i kraje Zatoki są również żywo zainteresowane ze względów politycznych i bezpieczeństwa. Pomimo obecnego problemu braku przywódców, Unia Europejska jest również zaniepokojona z wielu powodów, w tym przyszłością milionów uchodźców, których obecność powoduje napięcia w całej UE.
Coraz bardziej uzależnione od ropy naftowej z Bliskiego Wschodu Chiny, Japonia, Korea Południowa i Tajwan również mają nadzieję, że coś na tej zmianie zyskają, podczas gdy Indie, w zaostrzającej się rywalizacji z Chinami, nie zamierzają pozostać biernym obserwatorem.
Niektóre międzynarodowe korporacje już się oblizują w oczekiwaniu na zyskowne kontrakty, jakie uda im się zawrzeć przy odbudowie zniszczonego regionu.
Wszystko to piękne, ale pozostaje fakt, że w obecnym pośpiechu w dyskusjach na temat przyszłości Bliskiego Wschodu ignoruje się geopolityczny aspekt tej złożonej sytuacji.
Symbolem tego jest z kolei słoń w salonie: Iran. To prawda, że reżim Iranu został wygnany z Syrii i właściwie uciekł z Libanu w najbardziej upokarzający sposób. Jest również prawdą, że ci, którzy szukają rozwiązań dla niezliczonych problemów regionu, nie chcą zauważać sprawiającego kłopoty słonia jako uczestnika rozwiązywania problemów.
Problem polega na tym, że słoń, którego wszyscy chcą ignorować, jest duży. W tej chwili jest rannym zwierzęciem, ledwo stojącym, nie próbującym podskakiwać. Ale myślenie o „nowym Bliskim Wschodzie” nie dotyczy tylko dnia dzisiejszego i nie miałoby sensu, gdyby nie przewidywało jutra i dalszych dni.
Ten słoń ma genetyczną skłonność do swawoli.
W artykule redakcyjnym z zeszłego tygodnia irańska gazeta „Kayhan”, odzwierciedlająca podobno poglądy „Najwyższego Przewodnika” Alego Chameneiego, zbagatelizowała „ostatnie problemy, z jakimi zmagała się nasza rewolucja w Syrii i Libanie” jako „drobne przeszkody na chwalebnej drodze do całkowitego zwycięstwa”. Parafrazując Arnolda Schwarzeneggera z filmu „Terminator”, generał brygady Mohammad-Reza Nakdi, zastępca szefa Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, powiedział: „Opuściliśmy Syrię, ponieważ Assad nie był już wart wspierania. Ale wrócimy!”
Każdy, kto zna historię Iranu pod rządami obłąkanej teokracji stworzonej przez ajatollaha Ruhollaha Chomeiniego, wie, że reżim ten od samego początku stał przed trudnym wyborem: stać się takim jak reszta Bliskiego Wschodu czy przerobić cały Bliski Wschód na własne podobieństwo.
Przez ostatnie pięćdziesiąt lat Stany Zjednoczone, Unia Europejska, kraje Rady Współpracy Zatoki Perskiej, Japonia, a nawet Rosja i Chiny podejmowały liczne wysiłki, aby przekonać przywódców chomeinistów do podpisania mantry „jeśli nie możesz ich pokonać, dołącz do nich!”, lecz nie udało im się skłonić mułłów do ruszenia w tym kierunku.
Ten drański słoń jest drugim co do wielkości zwierzęciem w regionie pod względem populacji, terytorium i wielkości gospodarki. Jest również wyjątkowy na świecie pod względem doświadczenia w asymetrycznej wojnie, braniu zakładników, terroryzmie i korumpowaniu elit słabszych sąsiadów walizkami wypełnionymi szeleszczącymi dolarami.
Przez prawie 30 lat rządząca klika w Teheranie dosłownie odbierała chleb od ust Irańczyków, aby nakarmić bojowników „oporu” w Iraku, Syrii, Libanie, Strefie Gazy, Jemenie i innych miejscach. W zeszłym tygodniu brytyjska policja dokonała nalotu na dwie londyńskie „organizacje charytatywne” powiązane z Iranem i wykorzystywane do prania pieniędzy w celu finansowania fałszywych grup opozycyjnych i rekrutowania muzułmańskiej młodzieży do karier w polityce „oporu”. Naloty odbyły się również na podobne „organizacje charytatywne” w Niemczech, Francji i Belgii.
Pracowici eksperci od salonowej polityki ignorują ten problem na własną zgubę.
Link do oryginału: https://www.gatestoneinstitute.org/21285/iran-elephant-in-the-room
Gatestone Institute, 5 stycznia 2025
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska
Amir Taheri
Pochodzący z Iranu dziennikarz amerykański, znany publicysta, którego artykuły publikowane są często w ”International Herald Tribune”, ”New York Times”, ”Washington Post”, komentuje w CNN, wielokrotnie przeprowadzał wywiady z głowami państw (Nixon, Frod, Clinton, Gorbaczow, Sadat, Kohl i inni) jest również prezesem Gatestone Institute).
Nowy Bliski Wschód: Słoń w salonie

Kategorie: Uncategorized


@ml
…sięga po alegorie zapożyczone ze świata zwierzęcego:
”Swiatly Blogowy Wielbiciel Peresa wije sie jak pstrag, … Niech sie zajmie czolobitnym wielbieniem mitomana Peresa …”
Jeśli mamy sięgać po takie alegorie – to bloger ”ml” przypomina gołębia. Dlaczego gołębia? Już wyjaśniam. Otóż jest taki zwyczaj, że wybitnym ludziom stawia się pomniki. Nawet w Izraelu trafiają się pomniki (na przykład pomnik Raoula Wallenberga w Tel-Awiwie). Każdy warszawiak pamięta pewnie pomnik Szopena w warszawskich Łazienkach czy też pomnik Mickiewicza.
Gołąb to takie stworzonko, które z upodobaniem faj… no powiedzmy, paskudzi na pomniki i wizerunki ludzi wybitnych. Jedyne, co takie stworzonko produkuje – to gu…ano, powiedzmy. Jedyne, co taki ptasi móżdżek potrafi – to naplugawić i napaskudzić. Może sobie taki ptasi móżdżek wyobrażać, że stoi nieporównanie wyżej niż obiekt, na który tak sumiennie paskudzi swoim tylnym otworem. Wszak czysto fizycznie znajduje się wyżej – na przykład siedzi na głowie dajmy na to Kopernika. Siedzi i faj(CENZURA).
Nie ma oczywiście sensu aby się oburzać na postępowanie takiego stworzonka. Ptasi móżdżek tyle akurat pomyśli, że jest na co nafaj(CENZURA). Takie już ma wzmiankowane stworzonko ehmm… _horyzonty myślowe_. Jedyne, co po takim stworzonku zostaje – to lepkie, gęste i zapaszyste guano, którą to substancją stworzonko usiłuje oplugawić co bardziej wybitne jednostki.
Analogia nie jest do końca ścisła. Co bardziej wybitne Piękne Umysły tym się różnią od swoich skrzydlatych pierwowzorów, iż rzeczoną substancję generują także otworem gębowym. Ledwie taki Piękny Umysł ten swój otwór gębowy rozdziawi – a już się z otworu wydobywa niepoczciwa substancja. Jak to się dzieje? To już jedna z nieodgadnionych zagadek natury.
PROŚBA
Ja czasem odzywam się na tym forum i mam w związku z tym pewną prośbe.
Otóż czuję się trochę niezręcznie w rozmowie jak nie wiem z kim mówię…
Czy to byłaby wielka chucpa z mojej strony poprosić żebyśmy się w naszej korespondencji nie podpisywali się inicjałami czy innymi skrótami tylko czymś bardziej konkretnym.
Sądzę, że jak ktoś bierze udział w dyskusji
to raczej nie ma powodu do ukrywania swojej tożsamości.
Oby nam się…
Swiatly Blogowy Wielbiciel Peresa wije sie jak pstrag, ale nie moze zaslonic swojego „Bez problemu mógłbym ja sam (albo każdy z blogowiczów) ”uczestniczyć w wykładach” z dziedziny sanskrytu, topologii algebraicznej,..”
Nawet nie zauwazyl ze Peres twierdzil ze uczestniczyl „na rownej stopie..” i ” rozumial” to.
O ile Przewielebny Blogowy Wielbiciel Peresa nie zauwazyl nawet tego, wyklady z tpologii algebraicznej nie dla niego.
Niech sie zajmie czolobitnym wielbieniem mitomana Peresa i jemu podobnym. W jego egzaltowanej egzystencji nie zauwazyl tez ze czasami niezasluzeni ludzie wyplywaja do gory i maja „ogromne napisy” ku swojej czci.
Nawiasem mowiac , ibardzo niestety, Generolowie IDF ktorzy tak zalosnie zawiedli i przed i w czassie Oct. 7 musieli byc tego samego pokroju, nie zauwazali istotnych rzeczy, trzymali sie doktryny uwielbiania samego siebie i wielbienia mitow.
@ml
… zmyśla i fantazjuje:
„Swiatly Blogowy Wielbiciel Peresa twierdzi ze uczestniczylby/ uczestniczyl w wykladach z ” topologi algebraicznej czy chemii kwantowej” przez najwiekszych francuskich matematykow czy fizykow ” na rownej stopie z ”najwiekszymi matematykami czy fizykami” swojego kraju-i zrozumiałby to, ba, osiagnal /osiagnalby zasluzona samosatysfakcje jak to zrozumial”
Sformułowania „zrozumiałby” czy też „osiagnal /osiagnalby zasluzona samosatysfakcje” to wyłacznie zmyślenia i fantazje. „Uczestniczyć w wykładzie” (czyli siedzieć na tyłku w sali wykładowej i wykładu słuchać) może oczywiście każdy, co jako żywo nie oznacza, że cokolwiek zrozumie. W jaki zaś sposób autor postingu, na który odpowiadam, dopracowuje się „sukcesow w samozaspokajaniu i robieniu sobie dobrze” – nie próbuję się nawet domyślać. Może podzieli się z ogólem blogowiczów opisem tych sposobów?
Co do ewentualnych zasług Peresa (lub braku takowych) – nikt nie jest sędzią we własnej sprawie. Dlatego też ośrodek naukowo-badawczy w Dimonie nazwany został imieniem Szymona Peresa nie przez samego Peresa, tylko przez premiera Netanjahu. Najwyraźniej ten Netanjahu jest niedoinformowany, nie wie, że Peres był zły i niedobry i że żadnych zasług nie miał w tym, że Izrael pozyskał broń jądrową. Wszystko przez to, że blogera ”ml” nie wzięli na ministra. Albo chociaż na feldmarszałka. A tak – to Netanjahu uhonorował zupełnie nie tę osobę, co trzeba.
Poniżej link. Na zdjęciu widać, jak Netanjahu przemawia. Za premierem widać ogromny napis. Kto umie czytać, ten przeczyta. Litery półmetrowej wielkości.
https://www.i24news.tv/en/news/israel/182981-180829-israel-renames-nuclear-facility-after-late-shimon-peres
Swiatly Blogowy Wielbiciel Peresa twierdzi ze uczestniczylby/ uczestniczyl w wykladach z ” topologi algebraicznej czy chemii kwantowej” przez najwiekszych francuskich matematykow czy fizykow ” na rownej stopie z ”najwiekszymi matematykami czy fizykami” swojego kraju-i zrozumialby to, ba, osiagnal /osiagnalby zasluzona samosatysfakcje jak to zrozumial, mimo ze wyklady byly ” trudne”.
Dalszych sukcesow w samozaspokajaniu i robieniu sobie dobrze.
@ml
… cytuje, jak zwykle, samego siebie (vide ”coś jak”):
”Tak, on to skonstruowal, na rowni z ” najwybitniejszymi izraelskimi fizykami”.
Opisuje to w swoich ” Wspomnieniach”, cos jak ” Pojechalem z najwybitniejszymi izraelskimi fizykami do Francji, gdzie, na rownej stopie z nimi, uczestniczylem w wykladach francuskich specjalistow..
Bylo to bardzo trudne, ale niezwykle satysfakconujace zrozumienie tych skomplikowanych rzeczy…”
Przynajmniej Kim z Korei nie chwali sie o ile wiem ze to on skonstruowal bombe atomowa,”
Zakładając, że powyższe jest w jakiś sposób powiązane ze wspomnieniami Peresa (co zawsze być może), wypada zauważyć, że w ”cytacie” ”ml”-a nie ma ani słóweczka o tym, że Peres miałby sobie przypisywać skonstruowanie bomby atomowej. To już bujna wyobraźnia autora postingu, który komentuję.
”Uczestniczenie w wykładzie” polega na tym, że siedzi się na (CENZURA) i słucha się tego, co ma do powiedzenia wykładowca. Bez problemu mógłbym ja sam (albo każdy z blogowiczów) ”uczestniczyć w wykładach” z dziedziny sanskrytu, topologii algebraicznej, elektroniki ciała stałego albo chemii kwantowej. (CENZURA) nie szklanka, jakoś by wytrzymała taki wykład. ”Uczestniczenie w wykładzie” na temat dajmy na to konstrukcji kompilatorów nie czyni jeszcze słuchacza konstruktorem tychże.
Wielbiciele Wielkiego Peresa tutaj nie daja mu naleznego szacunku.
On bowiem nie tylko ” architekt izraelskiego nuklearnego programu” ale tez konstruktor izraelskich bomb atomowych.
Tak, on to skonstruowal, na rowni z ” najwybitniejszymi izraelskimi fizykami”.
Opisuje to w swoich ” Wspomnieniach”, cos jak ” Pojechalem z najwybitniejszymi izraelskimi fizykami do Francji, gdzie, na rownej stopie z nimi, uczestniczylem w wykladach francuskich specjalistow..
Bylo to bardzo trudne, ale niezwykle satysfakconujace zrozumienie tych skomplikowanych rzeczy…”
Przynajmniej Kim z Korei nie chwali sie o ile wiem ze to on skonstruowal bombe atomowa,
@ml
”Czy Wielki Peres nie ignorowal tez Iranu”
Nie wiem, czy ten Peres wielki, czy mały, ale bloger ”ml” chyba nie doczytał tego, co to sam wp.. wpitolił, powiedzmy. Cytuję z zalinkowanego artykułu:
”…Peres, the architect of Israel’s nuclear program…”
(ostatni akapit)
Co do reszty – autor artykułu twierdzi, że Peres mu jakoby to czy tamto powiedział. Dziwnym trafem autor czekał z publikacją przez dwa lata, odczekał aż sie Peres przeniesie na tamten świat – i dopiero wtedy opublikował swoją rewelację.
Czy ta rewelacja jest wiarygodna? Ja twierdzę, że jest. Premier nie miał nic do gadania. Peres wezwał premiera na dywanik i mu zabronił: ”Rób, co ci każę, Bibi, bo inaczej to marny twój los!”. No i biedny premier nie miał wyjścia, musiał się Peresa słuchać. Pan każe, sługa musi 🙂
Czy Wielki Peres nie ignorowal tez Iranu w swoim ” Nowym Bliskim Wschodzie” ?
”Peres bombshell: I stopped an Israeli strike on Iran”
https://www.jpost.com/israel-news/politics-and-diplomacy/peres-bombshell-i-stopped-an-israeli-strike-on-iran-469112