
Żydowscy przeciwnicy planu Trumpa dla Gazy pozostają „pożytecznymi idiotami” Hamasu
Najnowsza petycja celebrytów w sprawie wojny po 7 października jest kolejnym przykładem tego, jak tłum „jako Żyd” wyraża swoją tożsamość, wspierając tych, którzy dążą do ludobójstwa Żydów.
Okazuje się, że są ludzie, którzy wciąż wierzą w symbolikę i moc całostronicowych reklam w The New York Times. Wśród nich jest wielu żydowskich celebrytów i rabinów, którzy uważają, że instytucja, która pozostaje najważniejszym forum lewicowego dziennikarstwa, jest właściwym miejscem do prezentowania swoich poglądów na temat konfliktu między Izraelem a palestyńskimi Arabami oraz polityki prezydenta Donalda Trumpa.
To właśnie do drukowanego wydania Timesa zwrócili się ci typowi „Żydzi”, by dać upust swojej złości z powodu propozycji Trumpa, by wysłać palestyńskich Arabów ze Strefy Gazy. Dla nich pomysł zabrania ludności składającej się głównie z ludzi, którzy twierdzą, że są uchodźcami, z obszaru, który został zniszczony przez wojnę i danie im szansy na nowe i lepsze życie, stanowi „czystkę etniczną”.
Został on podpisany przez wielu aktorów i celebrytów z list „a”, „b” i „c”, a także kilkuset liberalnych rabinów. O niektórych z nich słyszeliście: aktorzy Joaquin Phoenix, Wallace Shawn i Debra Winger oraz dramaturg/scenarzysta Tony Kushner. Nazwiska innych, takich jak Jonathan Glazer, który zyskał 15 minut sławy, potępiając Izrael podczas zeszłorocznej ceremonii rozdania Oscarów, kiedy odbierał nagrodę za film o Holokauście, również mogą się kojarzyć. Jeszcze inni osiągnęli pewien stopień rozgłosu, będąc zagorzałymi wrogami Izraela i antysyjonistami, takimi jak pisarze Peter Beinart, Judith Butler i Naomi Klein.
Rabini są bardzo zróżnicowani. Niektórzy z nich nadal próbują utrzymać granicę między tym, co zwykliśmy nazywać „liberalnym syjonizmem”, a intelektualnie modnym stanowiskiem tych, którzy wyraźnie opowiadają się za zniszczeniem Izraela. Niektórzy z nich zrezygnowali z tych pozorów i należą do tych, którzy starają się udzielić wątpliwego religijnego poparcia stanowisku sprzeciwiającemu się obronie jedynego żydowskiego państwa na planecie przed ludobójczymi terrorystami.
Niezależnie jednak od tego, gdzie znajdują się w tym spektrum, są oni współczesną publiczną twarzą tych, którzy zdają się uważać, że istotę żydowskiej tożsamości można znaleźć w tym niegodnym szacunku stanowisku.
To są Żydzi „jako Żydzi”.
Całostronicowe reklamy w Times mogą nadal kosztować dużo pieniędzy, nawet w czasach, gdy przytłaczająca większość osób czytających serwisy informacyjne robi to cyfrowo, a nie w formie drukowanej lub tylko na platformach mediów społecznościowych. Ale wybór tej drogi jest bardziej związany z powiadomieniem lewicowej ekosfery politycznej, że wielu prominentnych Żydów stoi po stronie tych, którzy sprzeciwiają się istnieniu Izraela i przeciwko tym, którzy, jak Trump, jasno dali do zrozumienia, że chcą wyeliminować terrorystów Hamasu, a nie państwo żydowskie.
Od lewej: James Wilson, Leonard Blavatnik i Jonathan Glazer odbierają Oscara dla najlepszego międzynarodowego filmu fabularnego „Strefa interesów” podczas transmisji na żywo „ABC” 96. gali rozdania Oscarów w Dolby Theatre w Ovation Hollywood 10 marca 2024 r. Źródło: Akademia Sztuki i Wiedzy Filmowej.
Czy Trump może odnieść sukces?
Wykonalność pomysłu prezydenta jest dyskusyjna.
Nie jest jasne, w jaki sposób zostanie on wdrożony, ani czy jakikolwiek naród arabski lub muzułmański jest przygotowany na przyjęcie i wchłonięcie czegokolwiek więcej niż symbolicznej liczby palestyńskich Arabów, jak król Jordanii Abdullah został silnie uzbrojony przez Trumpa podczas wizyty w Białym Domu w tym tygodniu. I nie ma wątpliwości, że Hamas i jego liczni poplecznicy na Zachodzie, a także wśród narodów w regionie, są temu zaciekle przeciwni. Są przeciwni wszystkiemu, co zmniejszy ich zdolność do wykorzystywania cywilów jako pionków w ich ciągłych wysiłkach, aby cofnąć czas do momentu, w którym współczesne państwo Izrael nie istniało.
Jeśli miałoby do tego dojść, byłoby to uzależnione od wznowienia walk w Strefie Gazy, prawdopodobnie po nieuchronnym załamaniu się porozumienia w sprawie zawieszenia broni i uwolnienia zakładników. Pomimo zielonego światła, jakie otrzymał w tym tygodniu od Trumpa, by powrócić do wysiłków na rzecz wyeliminowania Hamasu, izraelski premier Benjamin Netanjahu woli trzymać się fatalnego porozumienia, do którego został zmuszony, jeśli oznacza to uwolnienie większej liczby pozostałych izraelskich zakładników. Biorąc jednak pod uwagę, że Hamas nigdy nie zgodzi się na rezygnację z władzy w Strefie Gazy ani na swój cel powrotu konfliktu do stanu z 6 października 2023 r. – co oznacza, że będzie mógł spełnić swoje zobowiązanie do rozpoczęcia kolejnych okrucieństw w stylu z 7 października – wojna prędzej czy później zostanie wznowiona.
Egzystencjalny charakter walki z Hamasem jest jasny dla prawie wszystkich Izraelczyków, w tym tych, którzy sprzeciwiają się Netanjahu. Ale nie interesuje to Żydów „jako Żydów”, czy to przedstawicieli przemysłu filmowego, antyizraelskich pisarzy czy liberalnych rabinów.
Ich wysiłkom przewodzi grupa nazywająca siebie „W naszym imieniu”. Jej strona internetowa podaje cel zbierania pieniędzy na pomoc „organizacjom, które wspierają palestyńskie wysiłki na rzecz budowania bezpieczeństwa, godności i samostanowienia w Palestynie, a także wspierają solidarność i inne organizacje wśród społeczności palestyńskich i innych arabskich i muzułmańskich w Stanach Zjednoczonych”.
Ignorowanie rzeczywistości z 7 października
Język, jakim posługuje się organizacja, jest próbą odróżnienia się od rzekomo bardziej jawnie antyizraelskich grup, takich jak Not in Our Name, Jewish Voice for Peace i IfNotNow. Nawet w pierwszych dniach po atakach na społeczności żydowskie w południowym Izraelu, członkowie tej grupy już zbierali fundusze i organizowali się, aby sprzeciwić się wysiłkom Izraela w obronie przed tymi, którzy popełnili masowe morderstwa, gwałty, tortury, porwania i bezmyślne zniszczenia 7 października.
Ale jakiekolwiek przedstawianie zwolenników In Our Name jako bardziej pryncypialnych lub humanitarnych niż ci ekstremiści jest rozróżnieniem bez różnicy. Podobnie jak ci, którzy domagali się zawieszenia broni od momentu odwrócenia inwazji Hamasu na Izrael, wszyscy ci ludzie pozostają w najlepszym razie „pożytecznymi idiotami” Hamasu.
Ci, którzy zbierają fundusze na zatrudnienie w Strefie Gazy w określonych celach, niezależnie od tego, czy w pełni to rozumieją, czy nie, zasadniczo wspierają to, co pozostało z rządów Hamasu nad Palestyńczykami. Mówienie o „samostanowieniu” Palestyńczyków w kontekście obecnej wojny lub pomoc we wzmocnieniu sieci organizacji pro-Hamasowych, które szerzą w Stanach Zjednoczonych przesłanie nienawiści do Izraela, nie powinno być mylone z neutralnością wobec ruchu terrorystycznego, który rozpoczął tę wojnę i stara się ją kontynuować, dopóki Izrael nie podda się lub nie upadnie.
Podczas gdy rzekomo deklarowanym celem jest jedynie „pomoc humanitarna”, świat widział w ciągu ostatnich 16 miesięcy, że większość, jeśli nie wszystkie, pieniądze wysyłane do Gazy są wykorzystywane w taki czy inny sposób do wzmocnienia Hamasu.
Sygnatariusze listu mogą wypierać się jakichkolwiek powiązań z antysemityzmem. Ale ich gotowość do poparcia ruchu antyizraelskiego, który rozkwitł na kampusach uniwersyteckich i na ulicach amerykańskich miast, jest niczym innym jak poparciem dla fali nienawiści do Żydów, która stała się głównym nurtem lewicy od 7 października.
Obudzony antysemityzm
U podstaw tej formy aktywizmu leży coś więcej niż niesłabnąca wrogość wobec Trumpa odczuwana przez wielu żydowskich liberałów i lewicowców. Jest on również zakorzeniony w toksycznych mitach krytycznej teorii rasy i intersekcjonalności, a także w powiązanym z nimi katechizmie różnorodności, równości i integracji (DEI). Trump skutecznie przeciwstawia się tym strasznym ideom, starając się cofnąć wpływ, jaki te lewicowe przekonania, które podsycają antysemityzm, miały na amerykańskie społeczeństwo i rządy.
Lewicowy ruch „propalestyński” nie jest filantropijnym wysiłkiem na rzecz pomocy palestyńskim Arabom, którzy zostali wykorzystani jako rekwizyty w daremnej stuletniej wojnie z syjonizmem. Gdyby tak było, kibicowaliby wysiłkom Izraela na rzecz pozbycia się Hamasu lub koncepcji przesiedlenia potomków arabskich uchodźców z 1948 r., tak jak dawno temu przesiedlono jeszcze liczniejszych Żydów, którzy uciekli lub zostali zmuszeni do opuszczenia swoich domów w świecie arabskim i muzułmańskim.
Zostało to wyraźnie podkreślone w ich oświadczeniu, w którym wyraźnie popierają „wyzwolenie Palestyny”. Dali jasno do zrozumienia, że nie uważają, by dążenie do zniszczenia państwa żydowskiego – coś, co może zostać osiągnięte tylko dzięki ludobójczym planom Hamasu – było antysemickie. Uważają oni, że liberalni Żydzi mogą zademonstrować swoją cnotę jedynie poprzez przyłączenie się do lewicowej krucjaty mającej na celu delegitymizację samoobrony Izraela.
Dążenie do palestyńskiego „samostanowienia” jest cienko zawoalowaną wersją idei, że Izrael jest bezprawnym „osadniczo-kolonialnym” i „apartheidowym” państwem, które powinno zostać zlikwidowane. Pogląd, że konflikt można rozwiązać za pomocą rozwiązania dwupaństwowego, jest mitem, który był wielokrotnie obalany od 1948 roku, kiedy to palestyńscy Arabowie odrzucali każdą ofertę państwowości i niepodległości. Wielokrotnie powtarzali nam, że odmawiają uznania legalności państwa żydowskiego, bez względu na to, gdzie zostaną wytyczone jego granice. Dalsze dążenie do palestyńskiej państwowości po tych odrzuceniach jest równoznaczne z przyzwoleniem lub poparciem dla walki o zniszczenie Izraela i nie ma absolutnie nic wspólnego z pragnieniem pokoju.
Prawdziwe „czystki etniczne
Co więcej, ironia Żydów, którzy uważają, że wypędzenie setek tysięcy Żydów z Judei i Samarii z ich domów w celu utworzenia państwa palestyńskiego jest cnotliwą przyczyną, wyrażając przerażenie z powodu „czystek etnicznych”, jest stracona dla politycznej lewicy.
Co równie ważne, ci, którzy twierdzą, że Palestyńczycy muszą na zawsze pozostać w Strefie Gazy, nie są zainteresowani ich dobrem. Wystarczy powiedzieć, że prawdziwym ruchem „czystek etnicznych” nie jest idea przesiedlenia ludzi, którzy twierdzą, że są uchodźcami, w inne miejsce niż to zarządzane przez terrorystów, których jedynym celem jest wykorzystanie go jako platformy startowej do niekończącej się wojny z Żydami. Czystki etniczne Żydów z ich starożytnej ojczyzny to nie tylko cel Hamasu. Jest on nierozerwalnie związany z palestyńską tożsamością narodową, a także wspierany przez inne, rzekomo bardziej „umiarkowane” frakcje palestyńskie.
Po 7 października odmowa dostrzeżenia tego nie jest tylko kwestią ignorancji lub celowej ślepoty na naturę konfliktu, który nawet większość lewicowych Izraelczyków rozumie, że dotyczy ich istnienia. W tym momencie ignorowanie prawdy o kulturze politycznej Palestyńczyków jest równoznaczne ze wspieraniem ludobójstwa Żydów.
Reklama Timesa nie wyraża poglądów znacznej liczby amerykańskich Żydów, ani nawet większości liberalnych Żydów. Zapewnia jednak pewną intelektualną osłonę i legitymizację ruchowi antysemickiemu, który dąży do uznania Izraela za państwo pariasów. Jako taki, jest częścią wysiłków zmierzających do zakończenia transformacji Partii Demokratycznej w bastion antysyjonizmu i antysemityzmu, a także zwiększenia wysiłków zmierzających do utrwalenia go jako ortodoksyjnego stanowiska w lewicowych mediach, takich jak Times.
Trzeba wyznaczyć granicę
Dlatego też reakcją amerykańskiego żydostwa na najnowszą iterację zjawiska „jako Żyd” nie powinno być samozadowolenie lub ignorowanie go jako nieistotnego.
Tak bardzo, jak wielu Żydów uważa Trumpa za nie do zniesienia, muszą oni zrozumieć, że niezależnie od ich uczuć wobec niego, przeciwstawianie się jego proizraelskiej polityce i realizmowi wobec Palestyńczyków nie jest rutynową partyjnością ani liberalnym idealizmem. Doszliśmy do punktu, w którym musi to być postrzegane jako wyraz neutralności, a nawet milczącego poparcia dla nazistowskiej wojny przeciwko żydowskiej egzystencji prowadzonej przez dziwaczny czerwono-zielony sojusz lewicowych ideologów i islamistów.
Nadszedł czas, aby powiedzieć tym „żydowskim” renegatom, że nie zaakceptujemy ich roszczeń do moralnej wyższości nad Izraelczykami, a nawet Trumpem. Funkcjonalne wsparcie dla palestyńskiego „samostanowienia”, które oznacza wspieranie Hamasu i jego wojny, nie jest moralnie neutralne ani nie jest wyrazem uniwersalistycznych i humanitarnych ideałów liberalnego judaizmu. Jest to niemoralne stanowisko, które stawia jego zwolenników po stronie nazistów XXI wieku. Takie osoby zasługują na potępienie, a nie na pochwałę za rzekomą „odwagę” przeciwstawiania się Trumpowi, konserwatywnym Żydom czy Izraelowi. To oni – a nie Netanjahu czy Trump – muszą być traktowani przez wszystkich przyzwoitych ludzi, bez względu na ich przynależność polityczną, jako pariasi, którzy w pełni zasługują na naszą pogardę.
W opowiedzi na artykul ” nie dla czystek etnicznych „
Kategorie: Uncategorized

