Uncategorized

„Wielkie zagadki bytu”.


Tomcio Paluch

Jak powszechnie wiadomo, Jezus był Palestyńczykiem i mówił po aramejsku. Chyba, że po palestyńsku – w tym względzie opinie znawców nieco się rozchodzą. Tak czy owak, był Palestyńczykiem. Skąd my to wiemy? No jak to skąd: Toż to Oczywista Oczywistość. Palestynę zamieszkiwali Palestyńczycy. Znaczy od czasów neolitu. Dopiero zupełnie niedawno na kwitnącą Palestynę obruszył się Zbrodniczy Desant Syjonistycznych Osadników i zniszczył dostatnią, szczęśliwą, mlekiem i miodem płynącą krainę. 

I w tym momencie mam zagwozdkę. Jeśli tak właśnie było – to jakim cudem “Żydzi ukrzyżowali Pana Jezusa?” Jeśli na Odwiecznie Palestyńskich Ziemiach w ogóle nie było żadnych Żydów – to jakim cudem mogli Pana Jezusa ukrzyżować? Czemu w Polsce mawiano “Jezusie Nazareński, królu żydowski” a nie na przykład “Jezusie Nazareński, królu palestyński”? Zresztą nie tylko w Polsce – inskrypcja INRI oznacza IESVS NAZARENVS REX IVDÆORVM (Iesus Nazarenus, Rex Iudaeorum), co tłumaczy się właśnie na “Jezus Nazarejczyk Król Żydów”. Czemu zatem nie “król Palestyńczyków”? Pytania się mnożą. 

Jeszcze bardziej zagadkowa staje się w tym kontekście postać Heroda, tego od rzezi niewiniątek. Że był zły i niedobry – to od razu wiadomo, wystarczy polską prasę poczytać: “Herod – obłąkany satrapa, król żydowski … wydał rozkaz, aby pozabijać wszystkie dzieci w Betlejemie i w całej jego okolicy, od dwóch lat i młodsze, według czasu, o którym się dokładnie dowiedział od mędrców … Mianowany przez senat rzymski na króla Judei ok. 39 r. p.n.e., Herod rozpoczął swoje długie panowanie w Jerozolimie. … Był przebiegłym politykiem i popularnym królem. Potrafił zjednać sobie zarówno Rzymian, jak i Żydów…” (źródło: fronda.pl).

Skąd jednak “obłąkany satrapa, król żydowski” akurat w Jerozolimie, skoro tam od czasów neolitu pomieszkiwali Palestyńczycy? I na kiego grzyba usiłował sobie “zjednać Żydów”, skoro tam żadnych Żydów nie było, bo Zbrodniczy Najazd Syjonistycznych Agresorów to sprawa zupełnie niedawna? No po prostu głowa mała. No i jak pogodzić fakt, że tłumy żydowskie wołały “ukrzyżuj, ukrzyżuj”, a potem “krew jego na nas i na dzieci nasze” z niepodważalnym faktem, iż Palestynę zamieszkiwali Palestyńczycy (znaczy od czasów neolitu), a syjonistyczni osadnicy pojawili się dopiero w epoce kolonialnej? 

Zagadek jest więcej. Skąd na przykład wiemy, że Jezus mówił po aramejsku? No jak to skąd: To kolejna Oczywista Oczywistość. Nie jest rzeczą pewną, że Jezus w ogóle istniał. Pod tym względem opinie ekspertów się rozchodzą. Wiadomo natomiast na sto dwadzieścia siedem procent, że go okrutni Żydzi na śmierć umęczyli. I że “mówił po aramejsku” To akurat nie ulega wątpliwości. Skąd się jednak wzięli jacyś Żydzi w Odwiecznie Palestyńskiej Jerozolimie? I to jeszcze w takich ilościach, że ich były “tłumy”? Kółko się zamyka.

Wiadomo także, że nawet nazwy miejscowości są po aramejsku. Czy po palestyńsku? Łatwo o pomyłkę. Nie wiem, czy Betlejem (znaczy Beit Lechem) to po palestyńsku, czy po aramejsku, ale to jakiś dziwny wariant, bo coś znajomego przypomina (“בית לחם”). “Erec zawat halaw v’dwasz”) (“ארץ זבת חלב ודבש”), fraza, która dziesiątki razy przewija się w Księdze Wyjścia i Księdze Liczb, to też na pewno po palestyńsku. Aż dziwne, że z tej frazy zrobiła piosenkę Yaffa Yarkoni.

Wielkich Zagadek Bytu jest więcej. Jeszcze jedna taka zagadka – to ta nacja, którą jeden z blogowiczów uparcie określa mianem “Gazanie”. Ciekaw jestem tej nacji i chętnie bym się zapoznał z jakimś słownikiem gazańsko-palestyńskim. Albo nawet gazańsko-egipskim. No i rzecz jasna z historią Walecznego Narodu Gazańskiego. Do rzeczy jednak. Ad rem!

Otóż z licznych polskich publikacji wiem na pewno, że Gaza przed 7-ym października była “więzieniem pod gołym niebem” czy też “gettem”. Jęcząca w brutalnych cęgach syjonistycznej okupacji Gaza była piekłem na Ziemi. Pierwsza zagwozdka to taka, że ostatni Żydzi wynieśli się z Gazy w 2005-ym roku, więc kto i w jaki sposób tę Gazę “okupował”? Idźmy jednak dalej. Otoż na łamach polskiego portalu Onet.pl czytam wypowiedzi Polki, która machnęła się za jakiegoś Walecznego Gazanina: “Gaza dla mnie to słońce, morze, zapach przypraw i pyszne jedzenie, a przede wszystkim rodzina. Ale dziś proszę was – wyciągnijcie nas z tego piekła. Gehenna trwa. Nasze dzieci, wnuki, cała ludność cywilna Gazy – nikt z nas nie zasłużył na ten koszmar”. 

I tutaj – głowa mała. Jeśli dla tej kobitki Gaza to “słońce, morze, zapach przypraw i pyszne jedzenie, a przede wszystkim rodzina”, to mamy do czynienia z jakimś dziwnym rodzajem “getta” czy “więzienia pod gołym niebem”. Jakoś nie słyszałem, żeby ktoś dobrowolnie pakował się do “getta” czy do “więzienia”, żeby tam korzystać z “morza” i “słońca”, rozkoszować się “pysznym jedzeniem” i rodzić kolejne dzidziusie. Chyba jedno drugiemu przeczy? Resztę wypowiedzi tej kobitki nawet rozumiem, bo jak ktoś ma Złote Żniwa w herbie a stodołę z benzyną w klejnocie, to może uważać krwawy pogrom za coś niekontrowersyjnego, oki i cacy. 

Jeszcze bardziej zagadkowe jest oburzenie (tadam!!) Całego Cywilizowanego Świata na plany Trumpa pod względem Gazy. Cały czas do tej pory trąbiono, że Gazanie czy Gazańczycy czy jak ich tam należy określać to “palestyńscy uchodźcy”, przez Okrutnych Syjonistycznych Siepaczy zapędzeni do “getta” czy też “więzienia” “pod gołym niebem”. A teraz nagle się okazuje, że Gazanie(?) vel Gazańczycy(?) “są u siebie” i stanowią osobną nację, a sugerować, że mogliby się przenieść gdzieś indziej to “zbrodnia wojenna” tudzież “zbrodnia przeciw ludzkości”. No i znowu coś nie styka. Jak “są u siebie”, to jakim cudem to jednocześnie “uchodźcy”? Jak Gaza to “getto” i “więzienie”, to czemu się tak upierają, żeby siedzieć w tym okropnym “więzieniu”?

A już pytanie za tysiąc punktów to skutki konfliktu. Jak wiadomo, Syjonistyczni Zbrodniarze pastwili się w sposób okrutny i bezlitosny nad cywilną ludnością Gazy, dopuścili się tam Ludobójstwa i “wymordowali” (zdaniem Walecznych Bojowników o Wolną Palestynę) czterdzieści dziewięć tysięcy Niewinnych Kobiet i Dzieci. Brytyjski, znany i uznany naukowy tygodnik “The Lancet” twierdzi zresztą, że tych Niewinnych wredni syjoniści “wymordowali” znacznie więcej, podaje liczbę 186-ciu tysięcy. I nagle okazuje się, że Hamas odniósł w Gazie Wielkie Zwycięstwo. 

„Zwycięstwo Gazy, początek klęski Izraela” – tak w rządowej gazecie katarskiej „Al-Sharq” dziennikarka Fatimah bin Jousuf Al-Ghazal odpowiedziała na propozycję prezydenta USA Donalda Trumpa dotyczącą ewakuacji mieszkańców Gazy. Napisała, że ​​mieszkańcy Gazy nigdy jej nie opuszczą, nawet jeśli zrzuci się na nich sześć bomb atomowych i stracą swoje dzieci, domy i majątek. Al-Ghazal wychwala skrzydło militarne Hamasu i jego „heroiczne czyny”, na które, jak powiedziała, nie wpłynęło zabicie jego dowódców, i podkreśliła, że ​​Hamas będzie kontynuował walkę z Izraelem, dopóki ten ostatni nie zostanie „wykorzeniony”.

W jaki sposób można jednocześnie “odnieść wielkie zwycięstwo” i twierdzić, że jest się ofiarą “ludobójstwa” – wiadomo chyba tylko Przedwiecznemu. W jaki sposób można jednocześnie być “uchodźcą” i podkreślać z dumą, że jest się “u siebie” i że się swojego miejsca na Ziemi “nigdy nie opuści” – to jeszcze bardziej zaawansowane. Rozumiem natomiast, że zły i niedobry Izrael musi być “wykorzeniony”, a jeżeli ktoś w tym “wykorzenieniu” przeszkadza, to z automatu popełnia Zbrodnię Wojenną, Zbrodnię Przeciw Ludzkości i staje się winnym “ludobójstwa”.

A wszystko to i tak blednie w porównaniu z następną zagadką: jak jednocześnie żądać, twardo, ostro i bezwarunkowo, zawieszenia broni (“Ceasefire Now”) i zapowiadać globalną, nieuniknioną Intifadę (“There is only one solution / Intifada revolution!”, “Globalize the Intifada”). Wydawałoby się, że trochę trudno jednocześnie domagać się wojny – i wstrzymania działań wojennych. Niemniej jednak – dla chcącego nic trudnego. W końcu są precedensy, w takiej na przykład Treblince “rozwiązanie” (“solution”) aż furczało, a żadne działania wojenne nie miały miejsca. Nic chyba dziwnego, że oba opisane w niniejszym akapicie postulaty stawiane są przez sporo państw europejskich i szerzej – przez globalne Siły Pokoju i Postępu.

Tomcio Paluch

Kategorie: Uncategorized

1 odpowiedź »

  1. Dobrze to ująłeś Tomciu.
    🥶głupich nie sieja ale propaganda ich starannie pielęgnuje.

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.