Uncategorized

Kontrowersje wokół zespołu Kneecap a szerszy kontekst antysemityzmu

Alice Teodorescu

Kneecap to irlandzki zespół hiphopowy, którego teksty gloryfikują przemoc, narkotyki i zabójstwa przeciwników politycznych. W listopadzie 2023 roku zespół wychwalał na scenie zarówno Hamas, jak i Hezbollah, skandując: „Jedyny dobry torys to martwy torys. Zabijcie swojego lokalnego posła”. W zeszłym roku jeden z członków zespołu machał flagą Hezbollahu podczas koncertu, co doprowadziło do postawienia mu zarzutów o przestępstwa terrorystyczne.

Mimo to, a może właśnie dlatego, zespół został zaproszony na festiwal Way Out West, który odbędzie się w Göteborgu na początku sierpnia. Na stronie internetowej festiwalu można przeczytać, że „na Way Out West nie toleruje się żadnej dyskryminacji” oraz że „wszyscy są mile widziani na festiwalu”. Można by jednak dodać, że najlepiej nikt, kto popiera prawo Izraela do obrony przed terroryzmem lub Żydów, którzy nie podzielają poglądów Drora Feilera i Görana Rosenberga, nie powinien czuć się zaproszony.

W tej wywróconej do góry nogami rzeczywistości, w której postępowi, świeccy demonstranci dołączają do mułłów i bojowników Hamasu, którzy zabijają homoseksualistów, torturują dysydentów i gnębią kobiety, osoba, która przynosi hamburgera na teren festiwalu, zostaje wyrzucona z powodu wartości, podczas gdy ci, którzy gloryfikują islamski terror i najgorszy pogrom od czasów Holokaustu, są witani jako apostołowie przyzwoitości.


Antysemityzm na scenie muzycznej

Kneecap jest symptomem większej choroby. Podczas tegorocznej edycji brytyjskiego festiwalu muzycznego Glastonbury na jednej z głównych scen wystąpił punkowy duet Bob Vylan. Z tej sceny skandowano „From the river to the sea” („Od rzeki do morza”) i „Death, death to the IDF” („Śmierć, śmierć dla IDF”). Tysiące widzów przyłączyło się do tych antysemickich haseł, jakby zostały podyktowane przez Hamas lub samych mułłów.

Powyższe przykłady nie są odosobnionymi przypadkami; nie chodzi tu o kilka zgniłych jaj w wielkiej, posłusznej masie. Wręcz przeciwnie, jest to część większego wzorca, w którym ekstremizm i antysemityzm nie mogą być już odrzucone jako marginalne zjawiska pozostające w cieniu, ale jako obiekty zajmujące główne miejsce na scenie.

Mówiąc wprost: mówimy o rosnącej i znormalizowanej, społecznie akceptowanej i nakazanej nienawiści do Żydów. Mówimy o nienawiści podsycanej ideologicznie, wspieranej przez lewicę, która polega na demonizowaniu państwa izraelskiego poprzez powtarzanie szeregu kłamstw – takich jak ludobójstwo, świadome zabijanie dzieci i apartheid – a następnie kierowaniu nienawiści przeciwko Żydom i innym osobom, które z różnych powodów są z nimi kojarzone.

W ten sposób powstaje płynna skala od krytyki Izraela i „antysyjonizmu” do antysemityzmu, która łączy przemoc polityczną z tak zwaną rozrywką. Żyd ma zatem w praktyce dwie możliwości: krytykować Izrael, przyłączyć się do chóru osób, które „czują”, że ma miejsce ludobójstwo, lub ukryć swoją żydowską tożsamość, aby zapewnić bezpieczeństwo sobie i swojej rodzinie.


Manifestacje nienawiści w przestrzeni publicznej

W weekend byłem w Londynie i byłem świadkiem kilku agresywnych demonstracji przed atrakcjami turystycznymi, gdzie pozornie zwyczajni ludzie siedzieli w kawiarniach z dużymi flagami Palestyny; homoseksualni mężczyźni w strojach palestyńskich uczestniczący w paradzie równości, którzy mówili o „wolnej Palestynie”, nieświadomi, że sama ich obecność w Gazie skazałaby ich na śmierć; kobiety i dzieci w strojach zakrywających całe ciało, z których wystawały tylko oczy; pracownicy skanujący bilety do atrakcji turystycznych, noszący propalestyńskie przypinki. Atmosfera jest wroga, przesłanie jasne.

Schemat jest taki sam jak tam: ci, którzy dominują w przestrzeni publicznej swoimi hasłami, antysemityzmem i nienawiścią do Zachodu, domagają się coraz większej przestrzeni, zarówno geograficznej, jak i mentalnej, podczas gdy jedna osoba, która twierdzi, że nie ma mowy o ludobójstwie, musi być otoczona i chroniona przez 15 policjantów – nie dlatego, że stanowi zagrożenie dla kogokolwiek, ale po to, aby chronić ją przed tłumem, który nie toleruje odmiennych poglądów.

Powstaje szereg pytań: Jak długo Żydzi w Europie będą tolerować te powtarzające się demonstracje siły? Co się stanie, gdy będą mieli już dość i opuszczą wasze kraje? Jak będą wyglądały wasze społeczeństwa, gdy islamistom, którzy opanowali miasta Europy Zachodniej, uświadomi się, że ich taktyka zadziałała, że przesuwając swoje pozycje, zdołali wzbudzić strach i uległość, które umożliwiają islamizację Europy?

A co stanie się z nami pozostałymi, gdy żądania zmiany porządku społecznego staną się bardziej radykalne, gdy poprze je coraz więcej osób, gdy partie polityczne dojdą do wniosku, że trend polityki tożsamościowej jest nieodwracalny i że ci, którzy są gotowi etnicznie zróżnicować politykę, mogą zdobyć głosy wyborców, a tym samym władzę?


Dlaczego „ruch propalestyński” to coś więcej niż tylko protest

Są tacy, którzy wierzą, że rozejm między Izraelem a Hamasem położy kres tej serii wydarzeń, że „protestujący” są zjednoczeni swoim zaangażowaniem na rzecz wyzwolenia dzieci z Gazy. Uważam, że się mylą. Jeszcze zanim Izrael rozpoczął wojnę obronną przeciwko Hamasowi – jeszcze zanim ostygły ciała okaleczonych, zgwałconych, spalonych cywilów – byliśmy świadkami scen radości w całej Szwecji i Europie. To symptomatyczne, że żadna z demonstracji, które miały miejsce od tego czasu, nie zawierała postulatów wyzwolenia Gazy spod kontroli tych, którzy faktycznie kontrolują terytorium i przebieg wojny – czyli tego samego Hamasu, który rozpoczął wojnę i złamał rozejm obowiązujący od 6 października.

Sytuacja ta wynika z faktu, że zachodni, tak zwany ruch propalestyński nigdy nie zajmował się wyzwoleniem Palestyńczyków (którym pod rządami Hamasu konsekwentnie odmawiano praw człowieka, które zresztą wszystkim narodom – niezależnie od religii czy pochodzenia etnicznego – przyznaje Izrael). Wręcz przeciwnie, chodzi tu dokładnie o to, co trafnie zauważyła Ayaan Hirsi Ali: „islamizm przesiąknięty maoizmem, uzbrojony na miarę ery mediów społecznościowych i wyostrzony do perfekcji przez ideologicznych wojowników, którzy przeczytali więcej Foucaulta niż Koranu”.

Dla wielu z was, którzy wychodzicie na ulice, szerzycie antysemickie stereotypy, grozicie i nienawidzicie w internecie, wykrzykujecie swoją nienawiść na festiwalach muzycznych i różnych galach, podpisujecie wszelkiego rodzaju apele i artykuły publicystyczne, konflikt ten stał się znakiem tożsamości. Wierzycie, że walczycie z uciskiem, ale w rzeczywistości propagujecie idee, których sednem jest właśnie logika ucisku: antysemityzm, pogarda dla kobiet, homofobia, antydemokracja. Ponieważ jednak są przekonani o swojej moralnej wyższości, ponieważ szczerze wierzą, że stoją po „właściwej stronie historii” i że czynią dobro, krzywdząc innych, niewiele wskazuje na to, że zakończą walkę w dniu, w którym wojna się skończy.

Innymi słowy, wojna w Strefie Gazy może się skończyć, co mogło i powinno było nastąpić już dawno temu, gdyby Hamas poddał się i zwrócił zakładników – ale długofalowa walka o oświecenie i wolność jednostki dopiero się rozpoczęła. Bo nawet jeśli zaczyna się od Żydów, nie skończy się na nich, dopóki będzie trwała nienawiść do USA, kapitalizmu, chrześcijaństwa, europejskich wartości – czy cokolwiek innego, co akurat jest modne niszczyć.


Niebezpieczna hybryda: islamizm i skrajna lewica

To właśnie połączenie islamizmu z ideologiami lewicowymi – rodzaj hybrydowej ideologii, w której islamska teokracja spotyka się z zachodnią postkolonialną autokastracją, a konflikt na Bliskim Wschodzie stał się wygodnym narzędziem w szerszym ataku na demokrację, świat zachodni i otwarte społeczeństwo – sprawia, że sytuacja jest wybuchowa, a zatem bardzo niebezpieczna.

Ktoś może zaprotestować i zwrócić uwagę, że islamizm, który dąży do przywrócenia kalifatu, prowadzi globalny dżihad, propaguje męczeństwo i dąży do wprowadzenia szariatu, jest nie do pogodzenia z lewicą, która kiedyś była świecka i zajęta walką klasową. Ta lewica jest jednak tylko wspomnieniem, ponieważ obecnie zajmuje się głównie hierarchią władzy opartą na pochodzeniu etnicznym, wokeizmem i polityką tożsamości.

Autorytarne cechy łączą więcej, niż mogłoby się wydawać. W dzisiejszej przewrotnej rzeczywistości islamizm umiejętnie wykorzystuje frustrację nowej lewicy spowodowaną brakiem uzasadnienia dla swojego istnienia. Lewicy dostarcza on świętego gniewu, sensu i powołania, które ruch ten utracił we współczesnym społeczeństwie, dając islamistom wygodne narzędzie infiltracji i legitymizacji. W ten sposób powstaje bezpośrednia droga do centrów władzy w społeczeństwie: polityki, szkoły, kultury. W tej fuzji powstaje środowisko, w którym antysemityzm, zarówno ten rodzimy, jak i importowany, może się swobodnie rozwijać.

Obie ideologie opierają się na przekonaniu o konieczności zniszczenia niewiernych, stygmatyzacji nieczystych i wymuszenia posłuszeństwa na tych, którzy odbiegają od dogmatów. To, co wyrosło od 7 października 2023 r., nie jest zatem protestem politycznym, ale raczej ruchem kulturowym, który nadaje swoim zwolennikom tożsamość wykraczającą daleko poza faktyczny przebieg wydarzeń w Strefie Gazy.

Już podczas zeszłorocznej kampanii wyborczej było oczywiste, a podczas przyszłorocznej kampanii wyborczej będzie jeszcze bardziej oczywiste, że lewica zamierza wykorzystać nienawiść do świata zachodniego w ogóle, a do Izraela w szczególności, aby przesunąć swoje pozycje polityczne. Dlatego Magdalena Andersson (S) teatralnie uroniła łzę nad Jamalem El-Hajem w parlamencie, a Nooshi Dadgostar nie sprząta w Partii Lewicy.

Lewica daje w ten sposób dużym grupom wyborców platformę i legitymizację, których w innym przypadku by nie mieli. Pomagają im w tym lewicujący naukowcy, dziennikarze i osobistości świata kultury, którzy chętnie przyczyniają się do wybielania ekstremistycznych poglądów, o ile są one skierowane przeciwko Izraelowi, Żydom i tym, którzy sprzeciwiają się lawinie antysemityzmu.


Antysemityzm jako spoiwo

Brytyjski muzułmanin Rakib Ehsan stwierdził niedawno na ten sam temat, że:

„Skrajna lewica i islamizm łączy polityka narzekania, a w ciemniejszych punktach ich styku szerzy się antysemityzm – zwłaszcza klasyczne wyobrażenia o globalnej władzy, wpływach i kontroli. Jest to coś, co łączy obie strony, podobnie jak sympatia do zagranicznych reżimów wrogo nastawionych do tak zwanych interesów zachodnich”.

W Parlamencie Europejskim, w poprawkach i wystąpieniach, a także w polityce szwedzkiej wyraźnie widać, jak różne siły lewicowe, wraz ze swoimi sojusznikami w ruchu propalestyńskim, próbują wpływać na politykę, m.in. poprzez żądania bojkotu Izraela i zwiększenia wsparcia dla UNRWA (pomimo bliskich powiązań tej organizacji z Hamasem).

Łącząc siły, próbują podnieść cenę i uczynić życie jak najbardziej nieprzyjemnym dla wszystkich, którzy wyrażają odmienne zdanie. Pod wieloma względami przypomina to brudne metody stosowane w celu zapobieżenia powstaniu burżuazyjnej bazy rządowej, w skład której wchodzili Szwedzcy Demokraci – chociaż w tamtym czasie doskonale pasowało wykorzystywanie Holokaustu i jego ocalałych jako narzędzia propagandowego.

Więc nie, porozumienie pokojowe na Bliskim Wschodzie nie zmieni faktu, że świat zachodni zamieszkują ludzie, którzy postrzegają własne społeczeństwa jako swoich największych wrogów i chętnie przyczyniają się do połączenia islamskiej teokracji z zachodnią postkolonialną retoryką winy i ideologią polityki tożsamości. Tożsamość zbiorowa, która jest wynikiem tego procesu, nie powinna być podporządkowana w czasach, które charakteryzują się bezsensowną pozą i polityką symboli.

W ten sposób powstaje nowa tożsamość polityczna, która nie przejmuje się tym, co dzieje się w Gazie, ani nigdzie indziej, ale opiera się przede wszystkim na tym, co konflikt ten może symbolizować z czarno-białej perspektywy władzy. W związku z tym należy to raczej postrzegać jako bunt przeciwko Zachodowi, kapitalizmowi, bieli, „normatywności”. To wyjaśnia, dlaczego ten hybrydowy ruch nigdy nie kieruje swojej nienawiści przeciwko Hamasowi – mimo że organizacja ta represjonuje kobiety, prześladuje homoseksualistów, rekrutuje dzieci-żołnierzy i wykorzystuje cywilów jako żywe tarcze.

To nie wolność narodu palestyńskiego jest dla nich ważna. To możliwość mobilizacji postkolonialnej wściekłości, która nadaje sens ich własnym projektom tożsamościowym. Powstaje pytanie, jak długo wy, reszta świata, zamierzacie pozwalać tej destrukcyjnej koalicji definiować waszą przyszłość?

Kontrowersje wokół zespołu Kneecap a szerszy kontekst antysemityzmu

Kategorie: Uncategorized

1 odpowiedź »

  1. Sama prawda świetnie napisana. Perspektywy są ciemne.

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.