Przyslal Leon Schatz

Postępowanie ultraortodoksyjnych rabinów w czasie wojny świadczy o braku zaangażowania i całkowitym oderwaniu od rzeczywistości.
Po traumatycznej klęsce powstania Bar-Kochby, rabin Yossi ben Kisma powiedział o Rzymie: „Ten naród został ukoronowany przez niebiosa”. Zastanawiał się, jak inaczej Rzym mógłby „zniszczyć Jego [Boga] dom, spalić Jego świątynię, zabić Jego wyznawców i zlikwidować Jego najlepszych – i nadal istnieć?” (Talmud Babiloński, Avoda Zara, 11a).
Nie minęło nawet sto lat od czasów rabina Jossiego, a Rzym rozpadł się na trzy części. W ciągu zaledwie 50 lat 26 cesarzy zostało zastąpionych w wyniku najazdów, plag, wojen domowych, niedoborów i inflacji. Wszystko to jasno pokazało, że Rzym nie został „ukoronowany przez Boga”.
Takie błędne oceny nie są grzechem; każdy popełnia je od czasu do czasu, włącznie z uczonymi, nie mówiąc już o nas, felietonistach. Problemy zaczynają się, gdy ludzie oceniają rzeczywistość bez jej zbadania, a przy tym twierdzą, że ich poglądy nie są ich własnymi, lecz boskimi. Problem narasta, gdy ludzie faktycznie akceptują takie błędne oceny jako boskie i podążają za nimi ku katastrofie.
Tak właśnie stało się na przykład, gdy rabin Akiba ogłosił Szymona Bar-Kochbę mesjaszem. Powtórzyło się to w 1666 roku, kiedy całe pokolenie rabinów uznało za mesjasza człowieka, który ostatecznie przeszedł na islam.
Jeszcze bardziej fatalne w skutkach było to, że kiedy pojawiła się idea syjonizmu, większość rabinów odrzuciła ją jako bluźnierstwo. A kiedy Żydzi opuścili Europę i wyemigrowali do Ameryki, ultraortodoksyjni rabini zakazali im tego, nazywając Amerykę „ziemią profanum”.
Rabinowie ci znali dobrze Talmud, ale nie wiedzieli tego, co instynktownie rozumiał każdy Tevye, który przekroczył ocean, i co faktycznie napisał Teodor Herzl: że Europa jest śmiertelną pułapką.
Można by zatem mieć nadzieję, że po takich błędnych ocenach ultraortodoksyjni następcy tych rabinów wyciągną wnioski i pozostawią ocenę rzeczywistości tym, którzy – w przeciwieństwie do nich – studiują rzeczywistość systematycznie, bezstronnie i bez udawania, że reprezentują Boga.
Niestety, jak pokazał dramat polityczny tego tygodnia, ultraortodoksyjni rabini po raz kolejny błędnie oceniają rzeczywistość i prowadzą swoją owczarnię w historyczną ślepą uliczkę.
Shas i Zjednoczony Judaizm Tory dbają wyłącznie o swoją władzę
Nie trzeba dodawać, że politycy odegrali w tej tragedii swoje oczekiwane role. Od ministrów i prawodawców Shas i Zjednoczonego Judaizmu Tory nie oczekuje się, aby dbali o prawdę, sprawiedliwość czy moralność. Dbają o swoją władzę i nasze pieniądze, a jeśli oznacza to ignorowanie strat, poświęceń, cierpienia i godności reszty Izraela – niech tak będzie.
To samo dotyczy innego polityka biorącego udział w tym walcu, Benjamina Netanjahu, który nigdy przy zdrowych zmysłach nie przeciwstawiłby się swoim „naturalnym sojusznikom”, jak nazywa Arye Deri, Yitzhak Goldknopf, Meir Porush i Moshe Gafni, i nie powiedziałby im wprost: „Jesteśmy w stanie wojny. Dołączcie do niej! Całkowicie, natychmiast, do ostatniego, tak jak wszyscy inni”.
Ultraortodoksyjni politycy straciliby swoje stanowiska, gdyby nie faustowska umowa, którą wspierają i nadzorują. Rabini nie mówią jednak z własnego interesu, ale z tego, co uważają za ocenę rzeczywistości oczami Boga. Oto fragment rzeczywistości, jak niedawno ujął to ultraortodoksyjny mędrzec, rabin Moshe Hillel Hirsch:
„Jeśli armia [oddział] musi gdzieś walczyć [i] może poczekać pół godziny do końca szabatu [szabat], lub… może rozpocząć walkę godzinę przed końcem szabatu, to jeśli dowódca plutonu nie jest shomer szabat [przestrzega szabatu] i jest lewicowcem, który sprzeciwia się szabatowi, bardzo trudno jest mu zastosować się do rozkazu” (YouTube, Q&A Keren Olam HaTorah z rabinem Moshe Hirsch).
Wow. Po pierwsze, gdyby szanowany rabin kiedykolwiek przeprowadził rozmowę z choćby jednym żołnierzem walczącym na froncie, dowiedziałby się, że to nie dowódca plutonu decyduje o rozpoczęciu walk, ani dowódcy batalionów i brygad. Co ważniejsze, generałowie, którzy podejmują takie decyzje, nie mogą profanować szabatu. Takie są izraelskie przepisy wojskowe, o których rabin Hirsch najwyraźniej nie ma pojęcia.
Nie wspominając już o tym, że nie ma żadnego oficera IDF, który byłby „przeciwny szabatowi”, a także o dziwacznym określeniu osoby „przeciwnej szabatowi” mianem „lewicowca”. Gdyby rabin Hirsch – członek Rady Mędrców Zjednoczonego Judaizmu Tory – znał rzeczywistość, wiedziałby, że izraelscy prawicowcy mogą być tak samo wojowniczo świeccy jak Avigdor Liberman, a lewicowcy tak samo pobożni jak rabin Michael Melchior.
Jednak prawdziwa tragedia nie polega na tej ignorancji, ale na nieświadomości rabina, że wojna, którą toczymy, jest wojną w obronie własnej – wojną, w której prawo żydowskie zezwala, a nawet wymaga, aby szabat został zbezczeszczony; wojną, w której prawo żydowskie nie tylko zezwala, ale wymaga, aby wszyscy wzięli udział, nawet pan młody i panna młoda, jak zauważono tutaj w zeszłym roku („Podczas gdy ginęli żołnierze”, 14 czerwca 2024 r.).
Jeszcze bardziej niepokojące jest to, że inny mędrzec, rabin Dov Lando, nazwał żołnierzy ortodoksyjnych „zdezorientowanymi” i stwierdził, że „mają oni swoją własną Torę”. Gdyby ten człowiek spotkał się z rabinami takimi jak Ya’akov Medan, Shlomo Riskin, Shlomo Brin, Re’em Hacohen lub setkami innych współczesnych ortodoksyjnych luminarzy, wiedziałby, że on i oni studiują tę samą Torę, że służba w IDF nie wyklucza przestrzegania zasad i że w rzeczywistości obie te rzeczy współistnieją w zgodzie.
Niestety, ultraortodoksyjni rabini nie zadają sobie trudu, aby poznać rzeczywistość. Tak więc, podobnie jak wielu rabinów przed nimi, zetkną się z rzeczywistością, gdy ta wybuchnie im w twarz – gdy rozpadnie się ich wielka umowa, zgodnie z którą biorą od państwa tak wiele, a dają tak niewiele.
Ultraortodoksyjni rabini: historyczna ślepa uliczka
Kategorie: Uncategorized

