
Po wydarzeniach z 7 października wielu z nas, Żydów na Zachodzie, zyskało bolesną, lecz zmieniającą życie jasność. Poprzez dążenie do domniemanego bezpieczeństwa, bardzo ludzką potrzebę przynależności i chęć uniknięcia ataków, wielu z nas nieświadomie zostało nauczonych asymilacji z dominującą kulturą. Ta asymilacja często wymagała ukrywania, a nawet wymazywania części naszej tożsamości.
Żydowskie zaangażowanie w sprawiedliwość i służbę społeczności rezonuje z zasadą Tikkun Olam (naprawianie świata). Ta zasada, głęboko zakorzeniona w mojej tożsamości, wpłynęła na moją decyzję o zostaniu pracownikiem socjalnym. Jednak wielu z nas, choć nieumyślnie, nauczono nie robić szumu. Uczono nas skupiać się na wspieraniu innych grup marginalizowanych, jednocześnie ignorując naszą własną historię, ból i współczesne zagrożenia.
7 października, a zwłaszcza rosnący antysemityzm, który nastąpił w kolejnych dniach i miesiącach, zburzył powszechne przekonanie o „przywilejach Żydów”. To doświadczenie przypomniało wielu z nas, kim jesteśmy, skąd pochodzimy i co przeszli nasi przodkowie, a także z czym muszą się zmagać Żydzi dzisiaj.
Walka z antysemityzmem i definicja syjonizmu
Ujawniła się głęboka rzeczywistość, której wielu z nas długo zaprzeczało: otwarte mówienie o rosnącym antysemityzmie, często ukrywanym pod płaszczykiem „antysyjonizmu”, spotyka się z podejrzliwością i bagatelizowaniem. W mojej dziedzinie, pracy socjalnej, która deklaruje skupienie na integracji i pokorze kulturowej, krytyka antysemityzmu bywa traktowana jako „wykorzystywanie antysemityzmu”.
W niektórych kręgach społeczno-politycznych wydaje się, że warunkiem akceptacji jest amputacja części swojej tożsamości, odrzucenie żydowskiej tożsamości narodowej i, co najbardziej niepokojące, obwinianie Żydów za antysemityzm. Czy istnieje jakakolwiek inna grupa, w przypadku której taka reakcja na nienawiść byłaby uznana za dopuszczalną?
Wielu Żydów, zwłaszcza na Zachodzie, długo uważało swoje bezpieczeństwo za coś oczywistego. Dziś nie sposób nie zastanawiać się, czy identyfikowanie się jako Żyd, a zwłaszcza jako syjonista, nie zagraża ich pozycji w społecznościach. Niektórzy błędnie sądzą, że zdystansowanie się od żydowskości, a zwłaszcza od syjonizmu, zapewni im emocjonalne, fizyczne lub społeczne bezpieczeństwo.
Syjonizm, który stał się słowem zapalnym, to po prostu wiara w istnienie Izraela i prawo Żydów do samostanowienia. Nie określa on granic ani nie dąży do odebrania tożsamości narodowej innym narodom, w tym Palestyńczykom. Syjonizm nie oznacza też bezkrytycznego poparcia dla każdego rządu czy każdej polityki Izraela. Odrzucenie tej podstawowej wiary jest w istocie zaprzeczeniem żydowskiej tożsamości narodowej, zrywaniem więzi z izraelską rodziną i przyjaciółmi, a nawet podważaniem prawa Żydów i Izraelczyków do istnienia.
Żydowska historia i tożsamość a współczesna polityka
Absurdalność tej sytuacji staje się oczywista, gdy wyobrazimy sobie, że Żydzi podczas Sederu Paschalnego usuwają z Haggady wszelkie odniesienia do Izraela. To historia wyzwolenia z niewoli egipskiej i powrotu do Ziemi Izraela, a sam Seder kończy się słowami: „W przyszłym roku w Jerozolimie”. To starożytna opowieść o przetrwaniu, a nie współczesne poparcie dla konkretnego rządu. Opowiadanie naszej historii bez wybielania jej jest nie tylko w porządku, jest konieczne. Ta historia jest starsza niż dzisiejsza polityka i nie można jej mylić z programami skrajnej prawicy czy lewicy.
Wielu zostało zmanipulowanych, by wierzyć, że nawet wyrażanie kulturowej lub osobistej więzi z Izraelem jest równoznaczne z popieraniem skrajnie prawicowej ideologii. Ta fałszywa dychotomia zmusza Żydów do rezygnowania z części własnej tożsamości, aby być akceptowanymi w pewnych kręgach, a nawet zawstydza tych, którzy odmawiają tego.
W ten sposób pojawiają się podziały, a Żydzi są atakowani, wyśmiewani i mordowani pod hasłem „Wolna Palestyna!”. Dzieje się to na studiach podyplomowych z pracy socjalnej, gdzie żydowscy studenci i koledzy są nazywani „kolonialnymi ciemiężcami”. Presja na asymilację może być tak silna, że odcięcie się od swojej żydowskiej tożsamości, zwłaszcza w obliczu rosnącej nienawiści, wydaje się strategią przetrwania.
Cisza jako strategia, a antysemityzm jako broń
Wielu Żydów na Zachodzie, przyzwyczajonych do poczucia komfortu i bezpieczeństwa, mogło odciąć się od pamięci pokoleniowej i rzeczywistości, z którą borykają się Żydzi na całym świecie. Cisza stała się formą ochrony, a asymilacja strategią przetrwania, nieumyślnie ucząc wielu, aby „nie wywoływać fal”. W rezultacie niektórzy dorastali w chronionej niewiedzy, nieświadomi zagrożeń, które istniały w przeszłości i istnieją dziś.
Skupiamy się na Tikkun Olam w odniesieniu do innych, ale przez długi czas niewypowiedzianym przesłaniem było, że z nami „wszystko jest w porządku” i „jesteśmy uprzywilejowani”. Uczono nas, by nie wstawiać się za naszym własnym narodem. Te przekonania opanowały część Żydów, którzy zaprzeczają istnieniu antysemityzmu.
Co gorsza, wielu antysemitów wykorzystuje głosy nielicznych anty-syjonistycznych Żydów jako pretekst do dehumanizacji Żydów i Izraelczyków. Osoby te są przedstawiane jako dowód, że „nawet Żydzi się z nami zgadzają”, ignorując fakt, że stanowią one znikomą mniejszość. Prawie 90% Żydów na całym świecie identyfikuje się w jakiejś formie z syjonizmem. Syjonizm to nie przedsięwzięcie kolonialne, lecz ruch wyzwolenia, zakorzeniony w rdzennej tożsamości, przetrwaniu i prawie do samostanowienia. To uniwersalne pragnienie istnienia.
Ci z nas, którzy otwarcie mówią o doświadczeniach Żydów, bywają oskarżani o „wykorzystywanie antysemityzmu jako broni”. To oskarżenie ma na celu uciszenie nas i zawstydzenie. To nie jest kwestia partyjna – antysemityzm rozprzestrzenia się po całym spektrum politycznym. Chodzi o życie Żydów.
W pracy socjalnej, na przykład, liderzy milczą w imię wolności słowa, nawet jeśli to słowo jest pełne nienawiści. Zamiast potępienia, antysemityzm spotyka się z ciszą lub jest piętnowany. Nawet poruszanie tematu antysemityzmu spotyka się z pogardą ze strony wielu byłych współpracowników i przyjaciół z lewicy. To oskarżenie jest bronią mającą na celu uciszenie i zawstydzenie nas. Sugeruje, że nazwanie naszego bólu jest przestępstwem, co jest fałszywą równoważnością. Wielu Żydów, którzy wypowiadają się na temat antysemityzmu, robi to z głęboko zakorzenionych przekonań etycznych, a nie politycznych.
Historia, pamięć i kruchość bezpieczeństwa
Żydzi, zwłaszcza młodsi, wychowani na Zachodzie, często mieli luksus traktowania bezpieczeństwa jako czegoś oczywistego. Być może jako zasymilowani Żydzi postrzegali antysemityzm jako „dawną historię”. Często zauważam, że Żydzi mizrachiccy, sefardyjscy, etiopscy i radzieccy dorastali z większą świadomością antysemityzmu, wynikającą z własnych doświadczeń lub doświadczeń bliskich im osób.
Pamiętajmy, że naród żydowski nie jest monolitem. Jako dziecko słyszałem historie o brutalnej nienawiści wobec Żydów, niezależnie od tego, czy pochodzili z Iranu, Związku Radzieckiego czy Bliskiego Wschodu. Wielu z nich doświadczyło prześladowań, wypędzenia, a nawet śmierci z powodu swojej tożsamości. Również moi rodzice dzielili się opowieściami o wykluczeniu z klubów i społeczności. Opowiadali, że widzieli znaki mówiące: „Nie wpuszczamy czarnych ani Żydów” czy „Nie wpuszczamy psów ani Żydów”. Te historie przypominały, że nawet jeśli się asymilujemy, często jesteśmy marginalizowani i postrzegani jako outsiderzy.
Dziś mówi się nam, że za cały antysemityzm powinniśmy winić samych Żydów, łącząc nas z bieżącą wojną i każdym izraelskim politykiem. Niektórzy mogą o tym zapomnieć, ale dla wielu z nas kruchość naszego bezpieczeństwa zawsze była cichym, ale obecnym szeptem w delikatnej części naszej tożsamości.
Nowa rzeczywistość po 7 października
Kategorie: Uncategorized

