Uncategorized

Izrael pokonuje Hamas i Arabów


Joshua Hoffman

Konsekwencje wtorkowego ataku Izraela na przywódców Hamasu w Katarze są daleko idące, a cały świat arabski został postawiony w stan gotowości.

Czasami historia zmienia się w wyniku jednego ruchu — decydującej zagrywki, która zmienia układ sił na długie lata. W najnowszej geopolitycznej partii szachów na Bliskim Wschodzie Izrael wykonał właśnie taki ruch, który ujawnia sprzeczności w reżimach arabskich, neutralizuje taktykę nacisku skrajnej lewicy europejskiej i po raz kolejny podkreśla, że Izrael pozostaje nieodzownym sojusznikiem Zachodu w regionie.

W przededniu Zgromadzenia Ogólnego ONZ, które rozpoczęło się dziś, kilka skrajnie lewicowych krajów europejskich zagroziło „uznaniem” „państwa palestyńskiego”. Ten symboliczny gest, mający na celu uspokojenie krajowych aktywistów i ukaranie Izraela dyplomatycznie, nie był niczym nowym. Od lat Europa próbuje manipulować Izraelem poprzez moralizatorską postawę, wykorzystując ofiary palestyńskie jako oręż polityczny.

Szef sztabu Sił Obronnych Izraela Eyal Zamir (w środku po lewej, stojący) powiedział, że Izrael „rozliczy się z wrogami” w każdym miejscu na świecie. (zdjęcie: IDF/X)

Reakcja Izraela nie była jednak oznaką słabości, lecz siły: otwarcie rozważył on aneksję części Judei i Samarii. Było to przesłanie nie tylko dla Europy, ale także dla świata arabskiego: symboliczne uznanie może spotkać się z trwałą rzeczywistością. Aneksja byłaby nieodwracalna, co przypomniałoby, że rezolucje Europy są pustymi gestami w porównaniu z praktyczną zdolnością Izraela do wytyczania granic.

Mocarstwa arabskie zareagowały w przewidywalny sposób. Zjednoczone Emiraty Arabskie i Arabia Saudyjska, dwa najważniejsze podmioty w porozumieniach Abrahama i poza nimi, ostrzegły, że jakakolwiek aneksja zagrozi normalizacji stosunków. Była to klasyczna groźba: wybierzcie ziemię lub pokój. Izrael już dawno nauczył się jednak, że arabskie ultimatum są puste. Normalizacja stosunków nie jest darem, o który Izrael musi błagać, lecz koniecznością dla reżimów arabskich, które poszukują technologii, bezpieczeństwa i legitymizacji. Palestyńczycy nie są już kluczem do arabskiej polityki zagranicznej, a arabscy przywódcy dobrze o tym wiedzą. Aneksja stała się zatem zarówno kartą przetargową, jak i testem: czy państwa arabskie zaryzykują swoje interesy gospodarcze i bezpieczeństwa tylko po to, aby zamanifestować poparcie dla Palestyny?

Odpowiedź pojawiła się dość szybko.

Decydujący ruch nastąpił nie w Strefie Gazy ani w Judei i Samarii, ale w Dosze. Kilka dni po tym, jak premier Kataru naciskał na Hamas, aby zaakceptował porozumienie o zawieszeniu broni, Izrael zaatakował przywódców Hamasu zgromadzonych w stolicy Kataru. Izraelskie myśliwce zrzuciły ciężkie bomby z odległości 1800 kilometrów, aby zapewnić skuteczną eliminację wysokich rangą urzędników, którzy według doniesień odbywali w tym czasie spotkanie. W operacji, nazwanej „Fire Summit”, wzięły również udział drony. W trakcie ataku zrzucono łącznie 10 pocisków.

Decyzja o eliminacji wysokich rangą członków Hamasu w Katarze została podjęta około miesiąc temu, po wcześniejszym uzgodnieniu z Amerykanami¹. Według dwóch izraelskich źródeł, z którymi rozmawiała stacja CNN, planowanie przyspieszyło w ostatnich tygodniach. Dział Operacyjny Sił Obronnych Izraela zainicjował tajną procedurę bojową, która obejmowała prawie dwa dni przygotowawczych rozmów, a raz w tygodniu zbierali się wysocy rangą przedstawiciele Szin Bet, wywiadu wojskowego i działu operacyjnego. Wczoraj wieczorem szef Wydziału Operacyjnego ostatecznie dał zielone światło.

Mosab Hassan Yousef, którego ojciec, szejk Hassan Yousef, był członkiem-założycielem Hamasu, powiedział dla The Jerusalem Post: „Trzeba było to zrobić prawie dwa lata temu. Katar przez wiele lat finansował Hamas, a Hamas znalazł w Katarze schronienie. Myśleli, że są poza zasięgiem i że są nietykalni”².

Przesłanie było gromkie: nawet Katar, państwo arabskie najbardziej faworyzowane przez wielu zachodnich polityków, nie było poza zasięgiem Izraela.

Nie była to zwykła operacja. Katar jest siedzibą największej bazy wojskowej USA na Bliskim Wschodzie. Od dziesięcioleci Katarczycy przekazują pieniądze do Waszyngtonu i stolic europejskich, budując wpływy wśród polityków, zwłaszcza lewicowych. Jak powiedział jeden z polityków: „Przechodzisz obok ambasady Kataru w Waszyngtonie i twoje kieszenie stają się pełniejsze”.

Katar „podarował” nawet Donaldowi Trumpowi samolot na początku tego roku i utrzymuje głębokie osobiste więzi z jego wysłannikiem, Stevem Witkoffem, który w 2023 roku sprzedał swój nowojorski hotel Katarskiej Agencji Inwestycyjnej za prawie 623 miliony dolarów. Witkoff i premier Kataru spotkali się niedawno w Paryżu, aby omówić porozumienie o zawieszeniu broni, co świadczy o nieustannych próbach Kataru, aby pozycjonować się jako niezbędny pośrednik w regionie.

Jednak nic z tego nie powstrzymało Izraela. Nawet symboliczne naruszenie suwerenności Kataru (a co za tym idzie, prestiżu ulubieńca Zachodu wśród krajów arabskich) nie powstrzymało państwa żydowskiego. Co najważniejsze, Trump również tego nie powstrzymał.

Zezwalając na atak na przywódców Hamasu w Katarze, szef sztabu Sił Obronnych Izraela, generał broni Eyal Zamir, powiedział, że Izrael „rozliczy się z wrogami” w każdym miejscu na świecie. „Są to terroryści, których jedyną aspiracją było stać się czołową siłą niszczącą państwo Izrael. Będziemy kontynuować tę misję wszędzie, w każdym miejscu, blisko i daleko”.

„Rozliczamy się moralnie i etycznie w imieniu wszystkich ofiar 7 października” — dodał Zamir. „Nie spoczniemy i nie będziemy milczeć, dopóki nie sprowadzimy naszych zakładników i nie pokonamy Hamasu”.

Konsekwencje są głębokie. Atak nie dotyczył tylko przywódców Hamasu, ale także hierarchii sojuszy na Bliskim Wschodzie. Europa może grozić uznaniem, Arabowie mogą grozić normalizacją, a Katar może wydawać ogromne sumy, aby kupić wpływy. Ale kiedy opadnie kurz, Izrael pozostaje najważniejszym sojusznikiem Zachodu w regionie — pod względem militarnym, technologicznym i moralnym.

Atakując w Dosze, Izrael zmusił świat do zmierzenia się z niewygodną prawdą: reżimy arabskie są pionkami, a nie królami. Ich groźby mają znaczenie tylko wtedy, gdy Izrael na to pozwala. Europa może gestykulować na salach ONZ, ale to Izrael podejmuje zdecydowane działania w terenie. A kiedy interesy amerykańskie są wystawiane na próbę, to nie pieniądze Kataru ani ropa Arabii Saudyjskiej mają ostatecznie przewagę, ale niezawodność Izraela jako partnera.

To nie pierwszy raz, kiedy Izrael zmienił sytuację dzięki odważnym, zdecydowanym działaniom. W 1976 roku zaskoczył świat operacją Entebbe, wysyłając komandosów na odległość tysięcy kilometrów, aby uratować zakładników w Ugandzie, upokarzając wspieranych przez Arabów terrorystów i udowadniając, że Żydzi nigdy więcej nie będą biernymi ofiarami.

W 1981 roku Izrael zbombardował iracki reaktor jądrowy Osirak, co spotkało się wówczas z powszechnym potępieniem, ale po latach okazało się słuszne, ponieważ zapobiegło uzbrojeniu Saddama Husajna w broń jądrową. W 2007 roku Izrael po cichu zniszczył tajny reaktor jądrowy w Syrii, ponownie przeciwstawiając się opinii międzynarodowej, ale chroniąc region i świat przed katastrofą. Za każdym razem Izrael działał bez oczekiwania na międzynarodową aprobatę.

Za każdym razem historia potwierdzała słuszność tych działań.

Atak w Dosze wpisuje się w tę tradycję: jest to śmiałe, ryzykowne działanie, które pokazuje wolę i zdolność Izraela do działania w obronie swojego narodu, niezależnie od konsekwencji dyplomatycznych.

Karta „palestyńska”, niegdyś centralny element dyplomacji arabskiej, traci na znaczeniu. Przez dziesięciolecia państwa arabskie wykorzystywały sprawę palestyńską jako narzędzie do wywierania nacisku na Zachód i utrzymywania spokoju wśród własnych społeczeństw.

Jednak porozumienia Abrahama, normalizacja stosunków z Marokiem i ciche zaangażowanie Arabii Saudyjskiej w relacje z Izraelem pokazują, że stara strategia już nie działa. Kwestia palestyńska nie jest już centrum ciężkości, jakim była kiedyś; jest aktywem tracącym na wartości. Atak w Dosze symbolizuje ten upadek: Hamas, niegdyś przedstawiany jako symbol „oporu”, jest teraz ściganym obciążeniem, nawet w stolicach swoich patronów. Izrael zmusił świat arabski do zmierzenia się z prawdą: Palestyńczycy nie determinują już przyszłości regionu.

Tymczasem Europa nadal żyje w iluzji znaczenia. Ich groźby „uznania” są czystą grą teatralną, oderwaną od rzeczywistości. Unia Europejska jest podzielona, jej siły zbrojne osłabione, a gospodarki zależne od zewnętrznych mocarstw. Tarczą NATO są Stany Zjednoczone, a nie Europa.

Dla Izraela europejskie plany uznania nie mają żadnego znaczenia, ponieważ nie da się ich wyegzekwować. Rozważając aneksję w odpowiedzi, Izrael odwrócił sytuację: to, co Europa zamierzała jako karę, stało się dla Izraela okazją do ustanowienia trwałych granic. Europa grozi papierem, Izrael odpowiada rzeczywistością.

Natomiast zależność Ameryki od Izraela wynika z twardych interesów. Izrael dostarcza niezrównanych informacji wywiadowczych na temat Iranu, Hezbollahu, ISIS i globalnego dżihadu. Izrael opracowuje technologie w dziedzinie cyberbezpieczeństwa, obronności i sztucznej inteligencji, które są niezbędne dla amerykańskiego kompleksu militarno-przemysłowego. Izrael zapewnia też coś, czego żadne państwo arabskie nie jest w stanie zaoferować: stabilność i moralną jasność w regionie, który w przeciwnym razie charakteryzowałby się zamachami stanu, dyktaturami i zmieniającymi się sojuszami.

Atak na Dosze, przeprowadzony pod nadzorem Trumpa bez sprzeciwu, podkreśla, że kiedy interesy amerykańskie i izraelskie są zbieżne, skargi państw arabskich są tylko szumem. Waszyngton nigdy nie wybierze Doszy zamiast Jerozolimy, ponieważ Dosza może kupić wpływy, ale Izrael zapewnia wyniki.

Państwa arabskie, takie jak Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie, znalazły się teraz w pułapce, którą same stworzyły. Powiązały normalizację z warunkami takimi jak „brak aneksji”, ale warunki te są niemożliwe do wyegzekwowania. Potrzebują izraelskiej technologii, wywiadu i dostępu do Waszyngtonu znacznie bardziej niż Izrael potrzebuje ich. Izrael właśnie udowodnił, że może działać bez obawy o utratę więzi z krajami arabskimi, ponieważ więzi te nie są dyktowane przez palestyńskie teatralne gesty, ale przez arabską konieczność. Atakując w Dosze, Izrael pokazał, że arabskie groźby odejścia od normalizacji są blefem. Arabowie nie mogą sobie pozwolić na utratę Izraela.

I co być może najważniejsze, symbolika ataku ma ogromne znaczenie psychologiczne. Hamasowi powiedział: nigdzie nie jesteście bezpieczni, nawet w sercu waszego katarskiego sanktuarium. Katarowi powiedział: wasze pieniądze i wpływy nie uchronią was przed odpowiedzialnością. Europie powiedział: wasze gry związane z uznaniem nie powstrzymają działań Izraela. Światu arabskiemu powiedział: wasze groźby wstrzymania normalizacji są puste. Jest to istota wojny psychologicznej, która jednocześnie zmienia kalkulacje każdego przeciwnika.

W szachach mat to moment, w którym wszystkie drogi ucieczki są odcięte, a przeciwnik jest zmuszony do poddania się. Tak właśnie stało się w tym przypadku. Europejska taktyka uznawania, groźby normalizacji ze strony Arabów i wpływ Kataru — wszystko to zostało zepchnięte do narożnika. Izrael pokazał, że nie da się zastraszyć dyplomatyczną grą, arabskimi naciskami ani katarskimi pieniędzmi. Jeśli zechce, może dokonać aneksji. Może uderzyć gdziekolwiek, nawet w samym sercu arabskiego protektoratu Ameryki. I może to zrobić, zachowując zaufanie Waszyngtonu.

Wrogowie Izraela nadal trzymają się starej strategii bojkotów, rezolucji ONZ i pustych gróźb. Ale sytuacja uległa zmianie. Każdym zdecydowanym posunięciem, od debat o aneksji po ataki na terrorystów w sercu arabskich stolic, Izrael pokazuje, że jest niezmiennym centrum porządku na Bliskim Wschodzie.

Palestyńczycy stracili swoją przewagę, Europejczycy wiarygodność, a reżimy arabskie prawo weta. Izrael nie gra już defensywnie. Dyktuje warunki gry. A świat będzie musiał dostosować się do rzeczywistości, w której państwo żydowskie nie tylko przetrwało, ale także wygrywa.


Izrael pokonuje Hamas i Arabów

Kategorie: Uncategorized

1 odpowiedź »

  1. Sprawa nie jest taka łatwa i prosta. Nawet jak zniszczy się Hamas to i tak będziemy ciągle walczyć z terroryzmem opłacanym przez Iran i inne państwa arabskie. Bo nie jest tak łatwo zmienić mentalność Arabów. zresztą nie tylko Arabów. Dla przykładu pogromy dokonane przez Ukraińców są powodem nieufności i nienawiści Polaków po 80 latach. Podobnie z Niemcami i Rosjanami chociaż w nieco mniejszym zakresie. Nienawiść Polaków do Żydów kwitnie mimo braku powodów. Człowiek to nie maszyna która można zaprogramować. Tak wiec nie ma co cieszyć się na zapas: pożyjemy te 500 lat i zobaczymy wyniki.

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.