
Autor: Con Coughlin
Administracja Trumpa bez wątpienia rozumie, że gotowość Netanjahu do atakowania przywódców Hamasu, nawet gdy ci są chronieni przez obce mocarstwa, takie jak Katar, świadczy o determinacji izraelskiego lidera w „dokończeniu roboty”, o co zabiegały Stany Zjednoczone. Netanyahu najwyraźniej doszedł do wniosku, że po wielokrotnych unikach ze strony Hamasu, czas na produktywne negocjacje minął.
Hamas najwyraźniej zdał sobie sprawę, że jeśli odda wszystkich zakładników, straci jedyny środek nacisku, który może wykorzystać do szantażowania Izraela. Dlatego Netanyahu prawdopodobnie zignoruje powtarzające się apele części Izraelczyków o pochopne zawieszenie broni, które pozwoliłoby Hamasowi zatrzymać część zakładników jako kartę przetargową w przyszłych negocjacjach. Takie pospieszne porozumienie de facto pozwoliłoby Hamasowi utrzymać swoją obecność w Gazie, co byłoby postrzegane przez tę grupę terrorystyczną jako wielkie zwycięstwo.
Tak długo, jak terroryści z Hamasu nie wykażą gotowości do złożenia broni i opuszczenia Strefy Gazy, oczywiste jest, że Netanyahu musi ich ścigać, bez względu na to, gdzie się ukrywają. Zapewnianie schronienia liderom terrorystów wydaje się bezcelowe.
Jeśli administracja Trumpa poważnie myśli o zaprowadzeniu pokoju w Gazie, regionie, a ostatecznie na Zachodzie – co, trzeba przyznać, wydaje się, że robi – powinna nadal wspierać wysiłki Izraela zmierzające do zniszczenia infrastruktury terrorystycznej Hamasu. Zamiast tego, nie powinna pracować nad planami zawieszenia broni, których Hamas i jego poplecznicy nigdy nie zamierzają zaakceptować.
Decyzja premiera Izraela Benjamina Netanyahu o zbombardowaniu przywódców Hamasu w Katarze powinna wysłać jasny i jednoznaczny sygnał do administracji Trumpa, że izraelski lider nie zamierza kończyć działań wojennych w Gazie, dopóki Hamas nie zostanie całkowicie zniszczony, a wszyscy pozostali izraelscy zakładnicy nie zostaną uwolnieni.
Przed izraelskim atakiem na kwaterę główną dowództwa Hamasu w Dausze, stolicy Kataru, prezydent USA Donald Trump mocno naciskał na Netanjahu, aby podpisał najnowszą wersję propozycji zawieszenia broni, przygotowanej przez jego administrację w celu zakończenia konfliktu w Gazie.
Zgodnie z warunkami tej propozycji, negocjowanej przez specjalnego wysłannika Trumpa, Steve’a Witkoffa, wszyscy pozostali 48 zakładnicy wzięci podczas ataku terrorystycznego Hamasu 7 października 2023 r. mieliby zostać uwolnieni. W zamian, Izrael uwolniłby około 2500–3000 palestyńskich więźniów.
„Pracujemy nad rozwiązaniem, które może być bardzo dobre”, powiedział Trump o proponowanym porozumieniu, odmawiając podania dalszych szczegółów. „Wkrótce o nim usłyszycie. Staramy się to zakończyć i odzyskać zakładników”.
W Waszyngtonie panował nawet ostrożny optymizm, że Izrael jest skłonny zaakceptować umowę. Izraelski minister spraw zagranicznych, Gideon Sa’ar, powiedział, że jego kraj jest gotów zgodzić się na porozumienie, które zakończyłoby wojnę i obejmowałoby uwolnienie wszystkich zakładników – z których, jak się uważa, tylko 20 żyje – oraz rozbrojenie Hamasu.
Nadal istniały jednak obawy co do gotowości Hamasu do przyjęcia porozumienia, co miało miejsce za każdym razem, gdy grupie tej oferowano możliwość zakończenia rozlewu krwi w Gazie.
Nieprzejednana postawa terrorystycznych przywódców Hamasu została ponadto bez wątpienia zachęcona przez niedawne oświadczenia naiwnych zachodnich liderów, takich jak prezydent Francji Emmanuel Macron, premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer, premier Kanady Mark Carney i premier Australii Anthony Albanese, którzy zadeklarowali zamiar uznania państwa palestyńskiego podczas dorocznego posiedzenia Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku w nadchodzących tygodniach.
Ogłoszenie to skłoniło liderów Hamasu do uznania tego za „zwycięstwo” dla organizacji terrorystycznej. Ghazi Hamad, wysoki rangą urzędnik Hamasu, oświadczył:
„To owoce 7 października, które sprawiły, że cały świat otworzył oczy na kwestię palestyńską… Udowodniliśmy, że pokonanie Izraela nie jest niemożliwe, a nasza broń jest symbolem palestyńskiej dumy”.
Taktyka zwłoki Hamasu skłoniła nawet Trumpa do wydania „ostatecznego ostrzeżenia” dla grupy terrorystycznej. Na Truth Social napisał:
„Ostrzegłem Hamas o konsekwencjach nieprzyjęcia [porozumienia]. To moje ostatnie ostrzeżenie. Więcej nie będzie”.
W odpowiedzi na to, Hamas nie tylko zignorował ostrzeżenie Trumpa, ale przeprowadził kolejny atak terrorystyczny na izraelskich cywilów w Jerozolimie, w którym zginęło sześć osób, gdy terroryści otworzyli ogień do autobusu i osób czekających na przystanku. Zbrojne skrzydło Hamasu, Brygady Izz ad-Din al-Kassam, wzięło później odpowiedzialność za ten atak.
Odpowiedzią Netanjahu było uderzenie w tych, którzy wydali rozkaz ataku w Jerozolimie, czyli w dowództwo Hamasu w Katarze – państwie, które przez lata finansowało operacje terrorystyczne tej grupy.
Hamas twierdził później, że pięciu jego terrorystów zginęło w izraelskim nalocie na spotkanie urzędników Hamasu w Dausze, jednocześnie upierając się, że żaden z nich nie należał do najwyższego kierownictwa. W ataku zginął również katarski ochroniarz.
Chociaż izraelski atak wywołał międzynarodową krytykę, a Trump w emocjonalnej rozmowie telefonicznej nazwał ten krok „nierozsądnym”, wciąż uwypuklił on determinację izraelskiego lidera, by kontynuować kampanię wojskową w Gazie, dopóki Hamas nie zostanie całkowicie zniszczony, a wszyscy pozostali izraelscy zakładnicy nie zostaną uwolnieni.
Niezadowolenie administracji Trumpa z Netanjahu wynika z faktu, że Waszyngton rzekomo nie otrzymał żadnego wcześniejszego ostrzeżenia o izraelskim ataku. Dowiedział się o operacji za pośrednictwem amerykańskich służb wywiadowczych. Trump narzekał później, że gdy dowiedział się o planach Netanjahu, „było za późno, aby powstrzymać atak”, który, jak twierdził, „nie służy celom Izraela ani Ameryki”.
Trump wydawał się również zawstydzony faktem, że choć jego administracja próbowała ostrzec Katar z wyprzedzeniem, ostrzeżenie dotarło do Dauhy dopiero po ataku.
Mimo wszystko, administracja Trumpa bez wątpienia rozumie, że gotowość Netanjahu do atakowania przywódców Hamasu, nawet gdy ci są chronieni przez obce mocarstwa, takie jak Katar, świadczy o determinacji izraelskiego lidera w „dokończeniu roboty”, o co zabiegały Stany Zjednoczone.
To ważny czynnik, który administracja Trumpa musi wziąć pod uwagę, zanim spróbuje negocjować jakiekolwiek przyszłe porozumienia o zawieszeniu broni dla Gazy. Netanyahu najwyraźniej doszedł do wniosku, po wielokrotnych unikach ze strony Hamasu, że czas na produktywne negocjacje minął.
Hamas najwyraźniej zdał sobie sprawę, że jeśli odda wszystkich zakładników, straci jedyny środek nacisku, który może wykorzystać do szantażowania Izraela. Dlatego Netanyahu prawdopodobnie zignoruje powtarzające się apele części Izraelczyków o pochopne zawieszenie broni, które pozwoliłoby Hamasowi nie tylko zatrzymać część zakładników jako kartę przetargową w przyszłych negocjacjach. Takie pospieszne zawieszenie broni de facto pozwoliłoby Hamasowi utrzymać swoją obecność w Gazie, co byłoby postrzegane przez tę grupę terrorystyczną jako wielkie zwycięstwo.
Netanyahu już wcześniej pokazał swoją gotowość do eliminowania terrorystów Hamasu szukających schronienia za granicą, co zostało wyraźnie zademonstrowane w lipcu 2024 r. poprzez zabójstwo w Iranie Ismaila Haniyeha, jednego z przywódców Hamasu stojących za atakiem 7 października.
Tak długo, jak terroryści z Hamasu nie wykażą gotowości do złożenia broni i opuszczenia Strefy Gazy, oczywiste jest, że Netanyahu musi ich ścigać, bez względu na to, gdzie się ukrywają. Zapewnianie schronienia liderom terrorystów wydaje się bezcelowe.
Jeśli administracja Trumpa poważnie myśli o zaprowadzeniu pokoju w Gazie, regionie, a ostatecznie na Zachodzie – co, trzeba przyznać, wydaje się, że robi – powinna nadal wspierać wysiłki Izraela zmierzające do zniszczenia infrastruktury terrorystycznej Hamasu. Zamiast tego, nie powinna pracować nad planami zawieszenia broni, których Hamas i jego poplecznicy nigdy nie zamierzają zaakceptować.
Con Coughlin jest redaktorem do spraw obrony i spraw zagranicznych w „The Telegraph” oraz wybitnym starszym badaczem w Gatestone Institute.
Kategorie: Uncategorized


Prawdziwy Polski Patriota PPP po pouczaniu Zydow ze anysyjonizm jest OK , poniewaz on nie jest anty- Polakiem przy niecheci do wojsk polskich w Iraku, poucza teraz nas ze nie mozna zabijac Hamasu bo dalej beda nienawidzic.
Zgadzam sie z PPP jedynym rozwiazaniem jest oddanie Breslau Niemcom, to pokochaja Polakow , tak naprawde, i nie trzeba bedzie Polski w NATO .
Nastepnym krokiem bedzie opuszczenie NATO przez Polske, nie tylko zapobieze to wciagnieciu tej organizacji w polskie zatargi, ale i milosc Rosjan.
Na zyczenia Polakow zeby ” Zydzi umierali w meczarniach”( gdzie indziej w dzisiejszym blogu) nie ma natomiast rady, tak Marycha Cichodajka z Czestochowy, Krolowwa POlski zazyczyla.
A teraz podejdźmy do sprawy PRAKTYCZNIE:
A – Zabijanie liderów Hamasu powoduje, że nie będzie jak i z kim negocjować. Nie spowoduje to jednak, że Palestyńczycy przestaną nienawidzić Izraela, więc główny problem pozostanie nierozwiązany i będą kolejne wojny.
B – Kontynuowanie wojny może spowodować śmierć przynajmniej części reszty zakładników.
Pozdrawiam.