Uncategorized

Tę ciszę pamiętam do dziś

Beata Lewkowicz

Bo była gęsta, jakby z powietrza zniknął tlen.”

Dwa lata temu, 7 października 2023 roku, Hamas i mieszkańcy Gazy napadli na Izrael. Zginęło ponad 1200 osób, a 251 zostało porwanych. Od tamtej pory nic już nie jest takie samo.

Nie czuję się na siłach, by napisać publicystyczny tekst o tamtych wydarzeniach. Mogę jedynie opisać moją własną perspektywę, to, co wtedy czułam i co czuję do dziś.

Nie od razu dotarło do mnie, jak straszna rzecz się wydarzyła. Zdawałam sobie sprawę z rozmiarów masakry, ale wydawało mi się, że to jeden z tych momentów, które jednoczą świat we współczuciu. Jak bardzo się myliłam. Świat owszem, zjednoczył się, ale w nienawiści do Żydów i wszechogarniającym antysemityzmie.

Podczas gdy w Izraelu ludzie płakali po swoich bliskich, zbierali ciała leżące wzdłuż drogi 232, w kibucach i na terenie festiwalu Nova, zrozpaczeni i wstrząśnięci szukali zaginionych bliskich, a durnie z Zachodu już świętowali „sukces Hamasu” i okazywali bezwarunkowe wsparcie „uciśnionym Palestyńczykom”, którzy w tym samym momencie bawili się jak na radosnym festynie, urządzając paradę przewożonych ulicami Gazy izraelskich zakładników, żywych i martwych. Niepomni na to, że zginęło tylu ludzi, przy tym tak bardzo im bliskich kulturowo, duchowo, a często także po prostu obywateli ich własnych krajów, demonstranci stanęli całkowicie po stronie morderców i terrorystów. Do dziś tego nie zrozumiałam i nigdy się z tym nie pogodziłam. Nie sądzę też, żebym mogła kiedykolwiek o tym zapomnieć. Ale tego dnia po raz pierwszy naprawdę zrozumiałam, jak to możliwe, że na świecie wydarzały się krwawe rewolucje i zbiorowe mordy. Zrozumiałam, a właściwie poczułam, jak to możliwe, że wydarzył się Holokaust.

Niech mi nikt nie wmawia teraz, że ten wybuch nienawiści do Żydów pojawił się dopiero w wyniku wydarzeń w Gazie, że to reakcja na militarną przewagę Izraela. To bzdura i nie mam aż tak krótkiej pamięci. Już następnego dnia, nie – już tego samego dnia, przez stolice świata przetoczyły się demonstracje, najwyraźniej starannie wcześniej przygotowane. Ku mojemu absolutnemu zdumieniu i przerażeniu wspierały i usprawiedliwiały atak Hamasu. „Usprawiedliwiały” to zresztą za mało powiedziane. Ich uczestnicy uważali wprost, że wydarzyło się coś wspaniałego, heroicznego, niezwykłego. Moi znajomi dawali sobie na zdjęcia profilowe flagi palestyńskie. Studenci, lewica i prawica, wszyscy zjednoczyli się w nienawiści do Żydów.

Mój wewnętrzny kompas mówił mi, jak potwornie się mylą, ale najbardziej zdumieli mnie moi znajomi. Ludzie, którzy wydawali mi się zwyczajni i mili, mieszkańcy Warszawy, co to pieska pogłaszczą, dziecku pomogą, na zbiórkę dla biednych dzieci grosik dadzą, staruszkę w drzwiach przepuszczą. Generalnie pełni pozytywnych uczuć do świata, choć trochę egocentryczni. A jednak to oni nagle zaczęli mówić, że wszystko jest winą Żydów, że przez nich świat zawsze ma kłopoty. Znowu.

Wtedy antysemityzm dopiero zaczynał kiełkować z tych ziaren, które tylko czekały na swoją wiosnę. Dziś zarósł już cały świat.

Moja perspektywa i doświadczenia oczywiście są nieporównywalne z tym, co przeżył cały naród Izraela, a w szczególności rodziny i znajomi osób zamordowanych lub porwanych tamtego dnia. Ponieważ to nieduży kraj, prawdopodobnie każdy znał kogoś, kto ucierpiał. Skala tej traumy, tego poczucia krzywdy i niesprawiedliwości jest trudna do wyobrażenia. A świat miał to po prostu w nosie. Początkowo myślałam, że to się musi odmienić, że nie muszę się angażować, bo w sumie nigdy nie lubiłam udzielać się publicznie. Wydawało mi się, że i tym razem będę mogła zachować swoje rozważania dla siebie i najbliższych. Niestety okazało się, że nie znam ludzi wokół mnie. I że jeśli ja będę milczeć, to w moje miejsce natychmiast wpełznie jazgoczący tysiącem głosów tłum, oskarżający Izrael o wszystko i niezdolny do wyrażenia choćby cienia współczucia dla jego ofiar.

Dziś być może znajdujemy się w przededniu pokoju, chociaż nie jestem tego wcale pewna. Chciałabym, żeby przestali ginąć ludzie. Chciałabym, żeby wrócili zakładnicy, żeby Izrael mógł znowu być całością, a wewnętrzne pęknięcia choć trochę się zagoiły. Nie wiem, czy to będzie możliwe, bo uwielbiany przez uliczne tłumy Hamas odmawia rozbrojenia i chce negocjować warunki uwalniania zakładników, których nazywa „jeńcami”, oraz wymiany ich na więzionych terrorystów.

Te ostatnie dwa lata sprawiły, że wyhodowałam sobie skórę nosorożca. Nie ruszają mnie już wyzwiska, głupota, nieczułość i kompletne odurzenie świata. Wielokrotnie oskarżano mnie o stronniczość, ale to nie ja jestem stronnicza, to fakty są stronnicze. Nigdy nie zapomnę tego braku współczucia, braku solidarności i tej obrzydliwej brunatno-czerwonej fali. Cokolwiek wydarzy się w przyszłości, ja zmieniłam się nieodwracalnie. Każda z historii, którą przeczytałam lub obejrzałam, pozostanie we mnie na zawsze, a Izrael będzie moją drugą ojczyzną.

Nie wiem, czy 7 października będzie kiedyś cezurą w dziejach świata, nie tylko w historii Izraela czy mojej własnej, prywatnej. Być może będzie to data podobna do tej, która wyznaczała upadek Rzymu, kiedy kończył się pewien porządek świata i rodził nowy. Jeśli świat się nie otrząśnie, a nic na to nie wskazuje, właśnie wtedy rozpoczął się upadek Europy takiej, jaką znaliśmy.

Nie ma już powrotu do tamtej naiwności.

Jest tysiąc historii, które można by opowiedzieć, tysiąc głosów, które domagają się pamięci.

Z tych tysiąca przytoczę tylko jedną.

Tamar Kedem Siman Tov – Nir Oz

(relacja Maayan Shachar, siostry Tamary)

„Tamtego ranka Tamar zadzwoniła do mnie o 6:45. Powiedziała, że słychać strzały, że dzieci są przerażone i że z Jonatanem zamknęli się w safe roomie. Słychać było huk i krzyki po hebrajsku i po arabsku. Mówiłam, żeby się nie ruszała, żeby była cicho.

Przez chwilę myślałam, że to zwykły alarm, jakich tyle bywało. Potem usłyszałam, jak ktoś wali w drzwi, a Tamar powiedziała: ‘Oni tu są’.

Krzyczałam do telefonu, żeby się nie otwierała, ale nagle rozległ się dźwięk wybuchu, tak głośny, że aż pisnęłam. Po chwili Tamar powiedziała tylko: ‘Kocham cię, powiedz mamie, że ją kocham’.

Usłyszałam dzieci płaczące i potem ciszę. Tę ciszę pamiętam do dziś, bo była gęsta, jakby z powietrza zniknął tlen.

Próbowałam dzwonić do niej jeszcze kilka razy. Telefon dzwonił, ale nikt nie odbierał. Dopiero wieczorem dostaliśmy wiadomość, że dom został podpalony. W środku znaleziono ich wszystkich razem, przytulonych do siebie.”

FB

Kategorie: Uncategorized

2 odpowiedzi »

  1. W. D. ,”Tak jak smutne .. podobno 50 tysiecy”.. ?!
    . Pomijajc juz porownywanie, poprzez ” tak jak” ofiar rzezi z Gazanami, ostrzeganymi przed ostrzalem i bombardowaniem, jak nikt nigdy nie byl w historii wojen, to i 50 tysiecy i 100 tysiecy to wyplod propagandy Hamasu.

  2. Smutne, tak jak smutne są fakty o ofiarach tej wojny. Podobno 50 tysięcy. Hamas nie dba o ofiary, jeden z wysokich rangą polityków Hamasu oznajmił ze 50 tys to im się urodzi w ciągu roku. Więc nie jest to wielki problem. Inna mentalność.

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.