
To nieprawda, że przywódcy w Strefie Gazy i Ramallah „nigdy nie przegapią okazji, by przegapić okazję”. Oni wykorzystują każdą sposobność, by mordować i nastawiać świat przeciwko Żydom.
Po rozmowach pokojowych w Genewie w grudniu 1973 roku, ówczesny minister spraw zagranicznych Izraela, Abba Eban, zażartował, że Palestyńczycy „nigdy nie przegapią okazji, by przegapić okazję”.
To błyskotliwe zdanie było cytowane przez dziesięciolecia, zwłaszcza przez tych, którzy zgadzali się na wszelkiego rodzaju porozumienia, mając nadzieję na rozwiązanie „konfliktu”.
Nadszedł jednak czas, by porzucić tę fałszywą retorykę i uznać, że Arabowie w Judei, Samarii i Strefie Gazy nie przegapili ani jednej okazji, by dążyć do celu, jakim jest eliminacja Państwa Izrael. Grupy takie jak Hamas i Palestyński Islamski Dżihad otwarcie przyznają się do tego celu.
Ich rywale z Fatahu, frakcji przywódcy Autonomii Palestyńskiej (AP) Mahmouda Abbasa, są bardziej przebiegli i cierpliwi. Realizują „plan etapów” szefa OWP, Jasera Arafata, który zakłada osiągnięcie tego samego celu, ale w sposób bardziej metodyczny — grając w grę „pokoju” i zwodząc Zachód.
Pod tym względem AP jest bardziej niebezpieczna niż Hamas. O ile ten drugi jest uznawany za organizację terrorystyczną przez Unię Europejską i inne kraje, które obecnie uznają państwo palestyńskie, AP jest nadal traktowana na arenie międzynarodowej jako legalny podmiot i potencjalny partner Izraela w procesie pokojowym.
Oczywiście, nie przez Palestyńczyków. Oni nienawidzą i wyśmiewają Abbasa, dlatego od dwóch dekad odmawia przeprowadzenia wyborów.
Jak zauważył premier Izraela Benjamin Netanjahu podczas swojego piątkowego przemówienia na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ — po tym, jak obserwatorzy AP i inni muzułmańscy odrzucający (izraelskie propozycje) zaaranżowali demonstracyjny protest i wyszli, by potem oglądać prezentację w telewizji w innym pomieszczeniu — „Blisko 90% Palestyńczyków poparło atak [Hamasu] z 7 października”.
Następnie podkreślił przed „przywódcami Francji, Wielkiej Brytanii, Australii, Kanady i innych krajów, które bezwarunkowo uznały państwo palestyńskie”, że Palestyńczycy — „zarówno w Gazie, jak i w Judei i Samarii, na ‘Zachodnim Brzegu’, jak to nazywacie” — nie tylko poparli to okrucieństwo, ale „świętowali [je]. Tańczyli na dachach; rzucali cukierkami… tak samo, jak świętowali inną zbrodnię: 11 września”.
Netanjahu następnie ostro skrytykował przywódców uznających państwo palestyńskie za przekazywanie „bardzo jasnego przesłania, że mordowanie Żydów się opłaca”.
Kontynuował: „Kiedy najbardziej dzicy terroryści na ziemi wylewnie chwalą waszą decyzję, to znaczy, że nie zrobiliście niczego słusznego; zrobiliście coś złego. Skrajnie złego. Wasza haniebna decyzja zachęci do terroryzmu przeciwko Żydom i niewinnym ludziom na całym świecie. Będzie to piętno hańby dla was wszystkich”.
Następnie odniósł się do twierdzeń tych, którzy deklarują „wiarę w rozwiązanie dwupaństwowe, w którym żydowskie Państwo Izrael będzie żyć obok państwa palestyńskiego w pokoju”.
„Tak, dobrze” — powiedział — „jest tylko jeden problem. Palestyńczycy nie wierzą w to rozwiązanie. Nigdy nie wierzyli. Nie chcą państwa obok Izraela. Chcą państwa palestyńskiego zamiast Izraela. Dlatego za każdym razem, gdy oferowano im państwo palestyńskie, ale wymagano zakończenia konfliktu z Izraelem i uznania państwa żydowskiego, za każdym razem przez dziesięciolecia odrzucali to. Dlatego za każdym razem, gdy otrzymywali terytorium, wykorzystywali je do atakowania nas. W rzeczywistości mieli faktycznie państwo palestyńskie — w Gazie”.
„Co” — zapytał — „zrobili z tym państwem? Pokój? Współistnienie?”
„Nie” — odpowiedział — „atakowali nas raz za razem, całkowicie niesprowokowani. Wystrzeliwali rakiety w nasze miasta; mordowali nasze dzieci; zamienili Gazę w bazę terroru, z której dokonali masakry 7 października”.
W tym miejscu przedstawił „niewygodną prawdę: uparte odrzucanie przez Palestyńczyków państwa żydowskiego w jakichkolwiek granicach jest tym, co napędza ten konflikt od ponad wieku. Nadal go napędza. To nie brak państwa palestyńskiego; to obecność państwa żydowskiego”.
Na szczęście podkreślił, że tak zwana „umiarkowana” AP — ze swoją polityką „płacenia za zabijanie” (pay-for-slay) i innymi formami gloryfikacji terroru — nie jest lepsza niż Hamas. I że jej obietnice reform składane przez lata są puste.
To przypomnienie było szczególnie ważne, biorąc pod uwagę powtórzenie tych fałszywych obietnic w wideooratorium Abbasa z 22 września na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ. Oczywiście, było ono przesiąknięte typową obłudą o zaangażowaniu w „rządy prawa”, a jednocześnie pełne kłamstw na temat Izraela.
Przewijał się w nim jednak jeden szczery wątek: jawna pogarda i wstręt do państwa żydowskiego. Nic nowego.
Nawet izraelska lewica ma trudności z ignorowaniem tej rzeczywistości, choć bardzo się stara. To wyjaśnia jej kampanię mającą na celu przedstawienie Netanjahu jako złoczyńcy, zamiast podejmowania trudniejszego zadania chwalenia Abbasa. Najlepsze, na co ją stać, to odwoływanie się do jakiegoś zmyślonego podmiotu lub grupy palestyńskiej, która miałaby być odpowiedzialna za rządzenie Gazą po zakończeniu wojny.
Netanjahu, który zakończył optymistyczną nutą o pokoju na Bliskim Wschodzie z „patrzącymi w przyszłość przywódcami arabskimi i muzułmańskimi”, podkreślił, że „dawanie Palestyńczykom państwa milę od Jerozolimy po 7 października jest jak dawanie Al-Kaidzie państwa milę od Nowego Jorku po 11 września”.
Nazywając to „czystym szaleństwem”, oświadczył: „Izrael nie pozwoli wam wepchnąć nam państwa terroru do gardeł. Nie popełnimy narodowego samobójstwa, ponieważ nie macie odwagi, by przeciwstawić się wrogim mediom i antysemickim tłumom domagającym się krwi Izraela”.
Amen.
Netanjahu wyrażał to, co większość Izraelczyków zaakceptowała: że Abba Eban się mylił. Palestyńczycy wykorzystują każdą okazję, by zabijać i nastawiać świat przeciwko Żydom.
Abba Eban mylił się co do Palestyńczyków
Kategorie: Uncategorized

