
Jeśli ktoś myślał, że powrót dwudziestu żywych izraelskich zakładników do domu oznacza koniec wojny Izraela rozpoczętej 7 października, to nieuważnie śledził wydarzenia.
Sam prezydent USA Donald Trump wielokrotnie powtarzał, że wojna się skończyła. Potem zauważył, że Hamas, zgodnie ze swoim zwyczajem, nie dotrzymuje niektórych punktów zawartego przez niego 20-punktowego porozumienia o zawieszeniu broni.
W szczególności nie zwrócił wszystkich ciał zamordowanych zakładników, a także odmówił rozbrojenia. Zamiast tego natychmiast zaczął zabijać swoich przeciwników spośród klanów w Strefie Gazy, aby pokazać, że nie został pokonany i nadal jest w stanie kontrolować ludność.
Obecnie nie jest jasne, jak sytuacja się rozwinie. Trump powiedział: „Jeśli nie rozbroją się, to my ich rozbroimy”. W tym kontekście „my” prawdopodobnie oznacza, że Izraelczycy będą mogli ich pokonać do końca – co sprawia, że uwielbienie, jakim Trump cieszył się za „zakończenie wojny” ze strony wszystkich premierów i prezydentów, którzy ustawiali się w kolejce, aby pokłonić się przed nim w Szarm el-Szejk, wydaje się zdecydowanie przedwczesne.
Hamas nie czuje się pokonany, wiedząc, że otrzymał potężną kartę do gry, która zapewni mu przetrwanie – zauroczenie administracji Trumpa Katarem. Co zaskakujące, Doha jest obecnie jednym z głównych gwarantów trwałego pokoju według Trumpa.
Katar jest znienawidzony przez inne państwa Zatoki Perskiej, ponieważ jako reżim dżihadystów z Bractwa Muzułmańskiego jest źródłem islamskiego ekstremizmu, który zagraża bezpieczeństwu tych państw. Jest również sponsorem, fundatorem i obrońcą Hamasu. Nic więc dziwnego, że Arabia Saudyjska jest zaniepokojona tym, że Katar przywróci Hamas do Strefy Gazy i podważy próby deradykalizacji ludności nadmorskiej enklawy, co jest centralnym filarem tego planu pokojowego.
Ponadto, jeśli ktoś sądził, że kruchy pokój w Strefie Gazy oznaczał będzie koniec wojny przeciwko Izraelowi i narodowi żydowskiemu, która od dwóch lat szaleje w niekontrolowany sposób na Zachodzie, to również nie poświęcił tej kwestii wystarczającej uwagi.
Tak zwane protesty wzywające do zawieszenia broni i pomocy dla mieszkańców Gazy nie kończą się tylko dlatego, że zawieszono broń i pomoc napływa do Strefy. Nic podobnego! Organizatorzy protestów twierdzą, że zawieszenie broni jest bardzo pozytywne, ale nie ma znaczenia. Ich celem pozostaje to, co zawsze: zniszczenie Izraela.
I tak marsze nienawiści trwają nadal. Demonstranci zmienili swoje hasła. Nie mogą już powtarzać bzdur o „głodzie” czy „klęsce głodu”, bo teraz wszyscy widzą na ulicach dobrze odżywionych mieszkańców Gazy, restauracje pełne pysznych dań, a nawet najnowszy iPhone 17 w sprzedaży.
Ale wciąż trzymają się tej trującej fikcji o izraelskim „ludobójstwie” w Gazie. Aby zastąpić hasło „natychmiastowe zawieszenie broni”, zamierzają nieustannie skupiać się na izraelskim „apartheidzie”, „okupacji” i „osadnikach”, a także wzywać do bojkotu, wycofania inwestycji i zakończenia izraelskiego „kolonializmu”.
Jedna z brytyjskich grup studenckich popierających Palestynę stwierdziła, że jej praca „nie zakończy się”, dopóki „syjonizm nie zostanie całkowicie wyeliminowany”. Wyeliminowanie syjonistów z pewnością nastąpi niedługo potem.
Bezprecedensowa kampania przeciwko Izraelowi i Żydom zawsze dotyczyła znacznie więcej niż tylko polityki Izraela w Strefie Gazy. Demonstracje pod przewodnictwem islamistów, które rozpoczęły się 7 października 2023 r. – podczas gdy Izraelczycy byli nadal mordowani i porywani, a kilka tygodni przed tym, jak izraelskie siły zbrojne wkroczyły z pełną siłą do Strefy Gazy, aby walczyć z Hamasem – wcale nie były protestami. Były one wezwaniem do walki.
Atak z 7 października był sygnałem do rozpoczęcia tego, co islamiści uważali za ostateczną próbę zniszczenia nie tylko Izraela, ale i Zachodu. Demonstranci byli w euforii. Wierzyli, że inwazja na Izrael i rzeź jego mieszkańców ujawniły ogromną lukę w zdolności Izraela do obrony. Byli na najlepszej drodze do zniszczenia najpierw Izraela, a następnie Zachodu. I nadal wierzą, że są na drodze do zwycięstwa.
Organizatorzy odnowionych festiwali nienawiści na Zachodzie są podbudowani, ponieważ chociaż wojna z Izraelem i Żydami poniosła porażkę na Bliskim Wschodzie, to na Zachodzie nie spotkała się z żadnym sprzeciwem.
Wręcz przeciwnie, liberalne rządy zachodnie – Wielkiej Brytanii, Francji, Kanady i Australii – entuzjastycznie włączyły się w wojnę dyplomatyczną mającą na celu zniszczenie Izraela poprzez demonizację i delegitymizację w oparciu o scenariusz podsunięty im przez Hamas, Katar i Bractwo Muzułmańskie.
W palestyńskim arabsko-izraelskim magazynie internetowym +972 Ahmed Moor cieszył się w tym tygodniu: „Supremacja żydowska w Palestynie – podstawowa zasada syjonizmu – jest coraz częściej postrzegana jako nieuzasadniona na całym świecie. Jest zbyt wcześnie, aby ogłosić koniec ery syjonizmu w Palestynie, ale październik 2025 r. zapowiada inną przyszłość. Jeśli ludobójstwo sprawiło, że Gaza stała się niezdatna do zamieszkania dla Palestyńczyków, to sprawiło również, że świat stał się nieprzyjazny dla syjonizmu”.
Wyraża się to w coraz bardziej oszałamiającej degeneracji moralnej Zachodu. Filmy w mediach społecznościowych pokazują mieszkańców Gazy brutalnie torturowanych i mordowanych przez Hamas. Zachodni „zwolennicy Palestyńczyków” albo milczą na temat takiego traktowania ludzi, których rzekomo popierają, albo nawet pochwalają ich egzekucję jako „współpracowników” Izraela.
Nie tylko gloryfikują oni terrorystów zwolnionych z izraelskich więzień, ale nazywają ich „zakładnikami”, zrównując w ten sposób masowych morderców z ofiarami ich reżimu.
Christiane Amanpour, prezenterka CNN, poszła o krok dalej, twierdząc, że izraelscy zakładnicy są „prawdopodobnie traktowani lepiej niż przeciętny mieszkaniec Gazy”. Wywołane tym oburzenie zmusiło ją do wydania wymijającego oświadczenia z przeprosinami.
W Wielkiej Brytanii sfilmowano studenta Uniwersytetu Oksfordzkiego, który podburzał tłum do skandowania: „Gaza, Gaza, spraw, byśmy byli dumni, zniszcz syjonistów!”.
Został on zawieszony w prawach studenta i aresztowany. Jednak wezwania do zniszczenia Izraela i zamordowania Żydów były tolerowane podczas tych marszów nienawiści przez ostatnie dwa lata, podczas gdy policja i ministrowie rządu mówili o „wolności słowa”.
Powodem tego szaleństwa jest fakt, że Żydzi znajdują się w samym centrum kryzysu tożsamości Zachodu. Liberalni uniwersaliści nienawidzą Izraela jako zachodniego państwa narodowego i ponieważ uważają, że Żydzi stoją za kapitalizmem i związanym z nim rzekomym uciskiem i kolonializmem. Izolacjoniści z amerykańskiej prawicy nienawidzą Izraela, ponieważ uważają, że wciąga on Stany Zjednoczone w wojny zagraniczne, demonstrując w ten sposób, że Żydzi są częścią globalnego spisku, który naraża innych na niebezpieczeństwo dla własnej korzyści.
W magazynie „Tablet” Michael Doran pisze: „Antysemityzm lewicy i prawicy nie jest szkodliwym gazem wyciekającym z gleby i przenikającym do polityki. Jest on wykorzystywany jako broń – sprytnie i celowo – przez zorganizowane siły do walki politycznej. Postępowcy przyozdabiają swoją bigoterię sztandarami różnorodności, równości i inkluzji, domagając się od Żydów wyrzeczenia się Izraela. Tymczasem [Tucker] Carlson aktualizuje Protokoły, aby przedstawić Żydów jako ukrytą siłę stojącą za imperium, nalegając na zerwanie przymierza, aby amerykańscy patrioci mogli zniszczyć niezależne skupiska globalnej władzy”.
Doran pisze, że obsesyjna dyskusja na temat Izraela jest w gruncie rzeczy dyskusją na temat tożsamości Ameryki, która pierwotnie została ukształtowana na wzór Izraela.
Nie mniej prawdziwe jest to w przypadku Wielkiej Brytanii, której monarchia konstytucyjna została stworzona przez jej oświeceniowych purytanów ewangelicznych, wyraźnie wykorzystujących wzór starożytnego królestwa Izraela – ten sam wzór, który wykorzystali ci sami ludzie, którzy stali się Ojcami Założycielami amerykańskiego porządku konstytucyjnego. Judaizm leży również u podstaw zachodnich kodeksów moralnych.
Ta oparta na Biblii kultura od dziesięcioleci jest przedmiotem nieustannych ataków liberalnych, uniwersalistycznych elit zachodnich. W rezultacie moralność została zastąpiona ideologiami opartymi na fałszywym podziale świata na silnych i słabych. Otworzyło to drogę dla idei palestyńskości, która fałszywie przedstawia fikcyjnych „Palestyńczyków” jako rdzennych mieszkańców ziemi izraelskiej, którzy zostali wysiedleni przez rzekomych żydowskich intruzów – jedyny naród, dla którego była to kiedykolwiek ojczyzna.
Islamska sprawa palestyńska, która zastąpiła Wietnam jako wzór postępowości, otworzyła z kolei drogę do islamizacji Zachodu.
Jest to ruch, promowany przez Katar i Bractwo Muzułmańskie, mający na celu zastąpienie Żydów i chrześcijan islamem – i obecnie ma on wiatr w żaglach. Czy Trump zdaje sobie z tego sprawę? Izrael tak. Tchórzliwe elity Zachodu z pewnością nie.
Kategorie: Uncategorized

