
Kolejna osoba, kolejne nazwisko warte przypomnienia i zapamiętania.
Julia Sebutinde jest sędzią Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości (MTS) w Hadze i jego wiceprezeską. Pochodzi z Ugandy. W przeszłości była sędzią w sądzie najwyższym Ugandy i w Trybunale Specjalnym ds. Sierra Leone, gdzie zasłynęła bezkompromisowym podejściem do zbrodni wojennych i korupcji.
W styczniu 2024 roku MTS rozpatrywał wniosek Republiki Południowej Afryki przeciwko Izraelowi, w którym zarzucono Izraelowi naruszenie Konwencji o zapobieganiu i karaniu zbrodni ludobójstwa.
Z siedemnastu sędziów Trybunału TYLKO Sebutinde głosowała przeciwko wszystkim punktom orzeczenia tymczasowego, które nakładało na Izrael obowiązek zapobiegania ludobójstwu i umożliwienia pomocy humanitarnej. Uzasadniła, że Izrael nie dopuścił się działań, które można by uznać za ludobójcze, i że sprawa wniesiona przez RPA ma charakter polityczny, a nie prawny.

W swoim pisemnym stanowisku stwierdziła m.in., że Izrael ma prawo do samoobrony po ataku z 7 października, że MTS nie powinien być wykorzystywany do rozstrzygania konfliktów politycznych, że nie ma wystarczających dowodów, by stwierdzić istnienie zamiaru ludobójstwa, że zarzuty RPA są nieprecyzyjne i oparte na jednostronnych źródłach, oraz że Trybunał przekroczył swoje kompetencje, wydając orzeczenia o charakterze politycznym. Szach i mat.
Wydawać by się mogło, że nie ma niczego cenniejszego niż niezależność sędziowska, w społeczeństwach demokratycznych to ponoć jeden z filarów współczesnej demokracji i powód, dla którego ludzie nawet niezbyt orientujący się w zawiłościach systemów prawnych – również swoich własnych państw – zawsze głośno upominają się o niezależność sędziów. Ale wszystko to najwyraźniej jest tylko teatrem, bo niezależny sędzia oznacza takiego, który głośno krzycząc o swojej niezależności idzie z jedynie słusznym prądem lewicowo progresywnym.
A tu niespodzianka sędzia, która naprawdę chce być – i jest – niezależna. Takie nieodpowiedzialne jednostki, które serio traktują to przecież mocno idealistyczne założenie o własnej niezależności powinny być przez system natychmiast przywoływane do porządku. No i są, jak wskazuje przykład Julii Sebutinde.
Jej sprzeciw został publicznie skrytykowany przez wielu komentatorów, zwłaszcza w mediach międzynarodowych. „The Guardian” ( jakże by inaczej) napisał, że jej stanowisko „osłabia autorytet Trybunału”. Wszak autorytet buduje się na jednomyślności.
W gazetach południowoafrykańskich pojawiły się komentarze, że Sebutinde „zdradziła Afrykę”, bo nie poparła wniosku RPA. W mediach społecznościowych atakowano ją personalnie (oczywiście) i pojawiały się oskarżenia o „sympatie proizraelskie” (ach, jakież to przerażające) i uleganie Zachodowi ( a przecież prawdziwie niezależny sędzia pragnie zguby zgniłego Zachodu). A przecież jak powszechnie wiadomo, jedynymi uczciwymi sympatiami, które może żywić niezależny sędzia są te skierowane do Hamasu. Pojawiły się też wpisy kwestionujące jej kompetencje i sugerujące, że jej stanowisko było motywowane religijnie (Sebutinde jest chrześcijanką).
W lutym 2024 roku rząd Ugandy oficjalnie odciął się od jej decyzji, wydając oświadczenie, że stanowisko sędzi Sebutinde „nie odzwierciedla stanowiska rządu Ugandy w sprawie Izraela i Palestyny”. Był to bezprecedensowy przypadek, gdy państwo członkowskie ONZ publicznie dystansuje się od decyzji własnego sędziego w MTS.
Pomimo krytyki, Sebutinde nie wycofała swojego stanowiska. W kolejnych miesiącach, gdy Trybunał rozpatrywał dalsze wnioski RPA, ponownie głosowała przeciwko wszystkim punktom obciążającym Izrael.
W wywiadach nie komentowała osobiście ataków medialnych, powołując się na zasadę niezależności sędziów. Jedynym jej publicznym sygnałem była decyzja, by w oficjalnym biuletynie Trybunału zamieścić pełne uzasadnienie swojego głosu odrębnego, które liczyło 13 stron i zawierało analizę prawną opartą na precedensach MTS z lat 1993–2019.
Warto podkreślić, że już wcześniej, w innych sprawach, Julia Sebutinde wielokrotnie głosowała wbrew większości, jeśli uznawała, że argumentacja prawna jest zbyt słaba lub nieprecyzyjna.
I tu dochodzimy do najważniejszego. Rzekoma niezależność sędziów w instytucjach międzynarodowych istnieje tylko wtedy, gdy ich „niezależność” mieści się w zatwierdzonych schematach myślenia, lewicowo-centrowych, poprawnych politycznie i bezpiecznych dla układu. Kiedy ktoś zaczyna myśleć naprawdę niezależnie, uruchamia się mechanizm odcinania i stygmatyzacji.
Przykuł Julii Sebutinde jest tego tego podręcznikowym przykładem. Rząd jej własnego kraju odciął się od niej publicznie, komentatorzy nazwali ją zdrajczynią Afryki, a organizacje, które zwykle bronią prawa sędziów do niezależności, milczały. Nikt nie bronił jej prawa do odmiennego zdania, choć właśnie ono jest sednem niezależności.
Tymczasem wśród pozostałych sędziów Trybunału znajdują się osoby wyznania muzułmańskiego czy hinduistycznego, które publicznie wypowiadały się z sympatią wobec strony palestyńskiej i nikt nie żądał ich odwołania.
25 sierpnia 2025 roku sekretarz generalny ICJ (Międzynarodowa Komisja Prawników z Genewy – International Commission of Jurists), Santiago Canton, wysłał do przewodniczącego Trybunału, sędziego Yuji Iwasawy, list z żądaniem usunięcia Sebutinde ze sprawy RPA przeciwko Izraelowi. W liście powoływał się na artykuł z ugandyjskiej prasy, w którym przytoczono jej słowa o tym, że „Pan liczy na mnie, że stanę po stronie Izraela”. To wystarczyło, by rozpocząć medialny i instytucjonalny atak.
Pod listem ICJ poparcie wyraziły również organizacje takie jak Arab Organization for Human Rights in the UK, CAIR, a także postacie dobrze znane z krytyki Izraela, m.in. Kenneth Roth, były dyrektor Human Rights Watch. Ich wezwania do „natychmiastowego odsunięcia” Sebutinde pokazują, że pojęcie niezależności sędziego jest uznawane tylko wtedy, gdy sędzia myśli zgodnie z linią polityczną sponsorów i opiniotwórczych środowisk.
Powołano się przy tym na jej wypowiedź w ugandyjskim kościele, gdzie powiedziała, że „Pan liczy na mnie, że stanę po stronie Izraela”. W praktyce oznacza to, że wiarę chrześcijańską Sebutinde wykorzystano przeciwko niej jako argument do podważenia jej kompetencji.
W tym samym Trybunale zasiada również sędzia z Jordanii, Mahmoud Daifallah Hmoud, który jeszcze jako ambasador swojego kraju przy ONZ wielokrotnie prezentował stanowisko jawnie nieprzychylne Izraelowi. Publicznie kwestionował prawo Izraela do samoobrony, oskarżał go o łamanie prawa humanitarnego i wzywał do międzynarodowych sankcji. Jego wypowiedzi były szeroko cytowane w debatach ONZ, ale nikt nie żądał jego wyłączenia z orzekania, nie powoływał się na „utraconą bezstronność” i nie pisał listów do przewodniczącego Trybunału. Nikt też nie uznał, że jego pochodzenie czy religia mogą mieć wpływ na jego decyzje. Najwyraźniej deklaracje są problemem tylko wtedy, gdy stoją po stronie Izraela.
Na tym jednak się nie skończyło. Ostatnio pojawiły się kolejne zarzuty, między innymi oskarżenia o rzekomy plagiat fragmentów uzasadnienia jej opinii odrębnej. To pokazuje, że nie chodzi o etykę zawodową ani o bezstronność, lecz o zniszczenie reputacji sędzi, która ośmieliła się myśleć inaczej niż większość. Widać wyraźnie, że wobec Julii Sebutinde uruchomiono cały mechanizm poszukiwania haków, by wymusić na niej milczenie i usunąć z pola widzenia kogoś, kto nie podporządkował się obowiązującej narracji.
W skali międzynarodowej zaczyna to przypominać mechanizmy znane z komunistycznych zebrań – tych, na których wszyscy potulnie odcinali się od „wroga ludu” o niewłaściwych poglądach. Dziś w miejsce ludzi wstawiono całe państwa. Izrael stał się Żydem wśród narodów, osaczonym, izolowanym, obwinianym o wszystko. A świat zachowuje się tak, jakby uczestniczył w zbiorowym wiecu poparcia dla Hamasu, na którym bardzo nieliczni mają odwagę zachować niezależność myślenia i moralną integralność.
Kategorie: Uncategorized


Nie zapomijmy o Aharonie Baraku z Izraela, ten ktory przed Oct.7 przyjmowal serenady pod swoim balkonem ze ” najwiekszym niebezpieczenstwem dla Izraela jest ograniczenie Sadu Najwyzszego”.
To on ktory w rozwazaniach w Afryce Poludniowej rzucil P. Sebutine ” pod autopbus”, glosujac przeciw niej w anty-izraelskiej rezolucji.