Uncategorized

Milczenie w sprawie Sudanu ujawnia moralne bankructwo naszych czasów

Alice Teodorescu


W kwietniu 2023 roku w stolicy Sudanu, Chartumie, wybuchły walki między regularną armią sudańską a paramilitarnym ugrupowaniem Rapid Support Forces (RSF), które rozpoczęło bunt. Od tego czasu kobiety i dziewczęta są systematycznie gwałcone, ludzie są okaleczani, paleni żywcem, rozstrzeliwani na ulicach i zmuszani do ucieczki. Okrucieństwo w mieście Al-Faszir, które od 18 miesięcy było oblężone przez RSF, jest nie do opisania. W niedzielę miasto, będące ostatnim większym ośrodkiem w regionie Darfur w południowo-zachodnim Sudanie kontrolowanym przez armię sudańską, zostało całkowicie przejęte przez RSF.

W czwartek Rada Bezpieczeństwa ONZ zebrała się na nadzwyczajnym posiedzeniu i potępiła nadużycia, których RSF podejrzewa się o dopuszczenie się wobec ludności cywilnej w Al-Faszir w ostatnich dniach. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) poinformowała w tym tygodniu, że 460 cywilów, pacjentów i członków ich rodzin zostało zabitych przez RSF w szpitalu w Al-Faszir. Siły sprzymierzone z armią sudańską oskarżyły RSF o zamordowanie ponad 2000 nieuzbrojonych cywilów w mieście tylko w ciągu pierwszych dwóch dni tego tygodnia.

Zdjęcia satelitarne przeanalizowane przez Yale School of Public Health wskazują na doraźne egzekucje po upadku miasta. Na zdjęciach widać plamy krwi na piasku wokół dwóch szpitali oraz liczne zwłoki w pobliżu muru, który RSF zbudowało wokół Al-Faszir. Do tej pory naukowcy znaleźli 31 skupisk przedmiotów przypominających ludzkie ciała, między innymi w pobliżu uniwersytetu i dzielnicy mieszkaniowej Daradża Ula. Zdjęcia skłoniły również badaczy do przypuszczenia, że znaczna część ludności może być „martwa, uwięziona lub ukryta”.

Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców (UNHCR) szacuje, że od niedzieli z Al-Faszir uciekło ponad 36 000 osób. Tylko niewielka część z nich dotarła do miasta Tawila, około 70 kilometrów na zachód, gdzie mogą znaleźć schronienie i pożywienie. Już wcześniej istniał tam ogromny obóz dla uchodźców, do którego ludzie uciekali przed RSF na początku tego roku.

W trwającej od półtora roku wojnie domowej w Sudanie zginęło ponad 40 000 osób, a około 14 milionów uznaje się za uchodźców wewnętrznych lub osoby, które uciekły do sąsiednich krajów. Ponad 635 000 osób, w tym w największym obozie dla uchodźców w kraju, żyje w warunkach przypominających głód. Ponad 24 miliony ludzi cierpi z powodu poważnego braku bezpieczeństwa żywnościowego. W Sudanie głoduje więcej ludzi niż w pozostałych częściach świata łącznie.


Wybiórcza solidarność

Gdzie więc są wszystkie demonstracje na ulicach i placach Europy przeciwko temu, co słusznie określa się mianem najgorszej katastrofy humanitarnej na świecie? Gdzie są kampanie na Instagramie prowadzone przez celebrytów, lekarzy, pisarzy i internetowych wojowników? Gdzie są antysemici z Partii Lewicy?

Cisza ze strony tych wszystkich wybiórczych, pół-humanistów, którzy od 7 października 2023 r. zatruwają publiczną debatę, jest ogłuszająca i wymowna. Stopień zainteresowania lub oburzenia nie zależy ostatecznie od liczby zabitych lub głodujących, ale od tego, kogo uważa się za sprawców, a kogo za ofiary.

W dzisiejszych czasach ludzkie cierpienie wydaje się być oceniane na podstawie tego, czy można zastosować kryterium „kolonialne”, czy też rzekomo biali (jak Izraelczycy) uciskają „nie-białych” – a nie na podstawie tego, ilu ludzi ginie i dlaczego. W powracających wojnach w Sudanie prawie zawsze cierpią afrykańskie mniejszości, osiedli rolnicy pochodzenia chrześcijańskiego i muzułmańskiego, co oznacza, że brakuje wymiaru „kolonialnego” lub ideologicznego, który pasowałby do narracji.

Media ponoszą dużą odpowiedzialność za tę logikę – zarówno za sposób przedstawiania wojny w Strefie Gazy, jak i za brak relacjonowania wojny w Sudanie. Oczywiście zaangażowanie ludzi jest pod wpływem mediów, które:

  • kilka razy na godzinę publikują informacje o liczbie rzekomych ofiar śmiertelnych w Gazie (na podstawie danych Hamasu);
  • przekazują zdjęcia mające na celu wzbudzenie współczucia i gniewu (nawet jeśli nie przedstawiają one głodujących dzieci, ale dzieci cierpiące na przewlekłe choroby);
  • wzmacniają narrację sugerującą, że silny Izrael walczy z bezbronnymi palestyńskimi maluchami, a Hamas jest z chirurgiczną precyzją usuwany z równania.

Opowiedzenie się po stronie Gazy staje się wyznacznikiem tożsamości, oznaką moralnej wyższości. Opowiedzenie się po stronie Sudanu nie przynosi żadnych wirtualnych poklepywań po plecach w naszych cynicznych, pozerskich czasach.

Tragiczny wniosek jest taki, że jeśli Izrael nie jest bezpośrednio zaangażowany, jeśli muzułmanie lub Afrykanie zabijają się nawzajem, a wszystko to nie mieści się w ramach antyzachodniej narracji inspirowanej ideologią woke, to wtedy kończy się również zaangażowanie sygnalizujące dobroć. Nie można tego interpretować inaczej niż to, że siłą napędową ogromnego zaangażowania na rzecz Gazy jest bardzo silna niechęć do Izraela jako narodu, do jego legitymizacji jako państwa i do narodu żydowskiego jako takiego. Nigdy nie chodziło o to, co robi Izrael, ale o to, czym Izrael jest, o to, że w ogóle istnieje.

Od 7 października 2023 r. wiele osób zrzuciło maski, ujawniając, że współczesne zaangażowanie nie wynika z humanizmu, ale z przynależności ideologicznej. Cierpienie samo w sobie nie ma znaczenia, jeśli nie można go przełożyć na korzyści polityczne. Ale kiedy solidarność staje się wybiórcza, a współczucie warunkowe, słowa tracą sens. I być może właśnie w tym milczeniu na temat Sudanu najbardziej wyraźnie widać moralne zbankrutowanie naszych czasów.


Milczenie w sprawie Sudanu ujawnia moralne bankructwo naszych czasów

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.