20- ty Festiwal filmow o tematyce zydowskiej w Sztockholmie

Izrael, Niemcy i Polska

Jubileuszowy, 20-ty festiwal filmów o tematyce żydowskiej w Sztokholmie, tradycyjnie w kinie ZITA (jeśli nie liczyć uroczystego otwarcia w większym kinie PARK) odbywał się  w napiętej atmosferze międzynarodowej. Niedawna ‚wiosna ludów’ w krajach arabskich, przeciągająca się wojna domowa w Syrii, nie rozwiązany konflikt Izraela i Administracji Palestyńskiej, wreszcie wydarzenia w Malmö, w jakiś sposób muszą rzutować na tego typu imprezę. Jakby dbając o zachowanie równowagi, tydzień wcześniej zorganizowano w tymże kinie 3-dniowy przegląd filmów arabskich. Ten sam dystrybutor (i zarazem właściciel kina) – Folkets bio – wprowadził wkrótce potem na ekran zrealizowany przy współpracy filmowców izraelskich na Västbanken palestyński dokument  „Five broken cameras”, jedno z najostrzejszych i najbardziej przekonywujących oskarżeń okupacji na przykładzie mieszkańców miasteczka Bil’in.

Tymczasem na przeglądzie filmów żydowskich, wśród których znalazło się kilka izraelskich, rzucała się w oczy nieobecność współczesnych konfliktów. Nie jest to sytuacja nowa, ale budzi rosnące niezrozumienie. Wiemy oczywiście, że rząd czy ministerstwo kultury w Izraelu nie mogą wprost stawiać filmowcom zadań propagandowych. Nie widać jednak nawet jakiejkolwiek inspiracji w kierunku przedstawiania własnego punktu widzenia w sprawach budzących kontrowersje. Albo można to odczytać jako postawe: psy szczekają , karawana idzie dalej, albo też izraelscy producenci i twórcy maja inne preferencje artystyczne i społeczne.

W niejednym filmie izraelskim, szczegolnie dokumentalnym, dostrzec można oznaki zniechęcenia życiem w ojczyźnie, co często wyraża się w czasowej bądź permanentnej emigracji, często na posady uniwersyteckie w USA. Ten drenaż talentów zdaje się jednak nie osłabiać życia akademickiego w Izraelu o czym swiadczyć mogła nominowana w r.ub. do Oskara satyryczna komedia „Footnote” (Przypis), otwierająca festiwal.  Ale zanotowany semi-amatorską kamerą portret rozbitej rodziny, „The queen has no crown” (Królowa bez korony), w której 3 dorosłych synów udaje się do USA, symbolizuje również katastrofalny stan w jakim znajduje się pozbawiona rzekomo perspektyw polityka Izraela. Zostaje to jednak tylko zasygnalizowane. Izraelskich filmowców zdaje się bardziej interesować przeszłość, jak ta w świecie innej rodziny, również zarejestrowana amatorską kamerą w „The flat” (Mieszkanie) Arnona  Goldfingera. Próby pojednania czy rozliczenia z potomkami hitlerowcow w Niemczech są często podejmowane.

Być może filmy niemieckie okazały się na festiwalu bardziej interesujące od izraelskich. „Kadysz dla przyjaciela” to obraz trudnego porozumienia miedzy rosyjskim Zydem, ofiarą chuligaństwa i wandalizmu ze strony arabskich imigrantow w Berlinie, a jednym z nich, zmuszonym okolicznościami do pomocy w odnowieniu zniszczonego mieszkania sąsiada. To zjednanie dwóch obcych sobie ludzi najeżone jest większymi trudnosciami i przeszkodami niż np. podobny układ w głośnym francuskim filmie Moshe Mizrahi’ego „Zycie przed sobą” (La vie devant soi, 1977), wg powieści Emila Ajara (Romaina Gary), w którym ‚jüddische mame’ Simone Signoret opiekowała się arabskimi dziećmi w Paryżu.  Ale po ich przezwyciężeniu trudno jednak zaakceptować do końca ów trudny optymizm filmu, nawet jeśli uznać to za tylko pierwszy krok do wzajemnego zrozumienia różnych, skonfliktowanych nacji.

Optymizmu tego pozbawiona jest np. 5-minutowa izraelska kreskówka Yotama Cohena – „Peacemaker Mac”.

Nieoczekiwanie obszerna okazała się na festiwalu nieoficjalna „sekcja polska”. Tu zaliczyć trzeba 2 filmy ukazane niejako retrospektywnie (jubileusz wymagał przypomnienia niektórych pozycji z poprzednich festiwali), polsko-niemieckie koprodukcje: „Auf Wiersehen America” (1993), z Zofią Merle w jednej z głównych ról oraz Agnieszki Holland „Europa Europa” (1990), prawdziwa relacja z karkołomnych i absurdalnych przeżyć Salomona Perela, ubierającego się w ramach mimikry w czasie II wojny światowej kolejno w mundurki Komsomołu i Hitlerjugend.

Do tego samego okresu cofa nas nowszy film ”W ciemności” (pokazywany wcześniej na ubiegłorocznym festiwalu filmowym w Sztokholmie), którym Agnieszka Holland nakręciła ‚swój’ ”Kanal”! To mało znana, prawdziwa historia lwowskiego kanalarza Leopolda Sochy, który z pazernego na łup antysemity pomagającego Zydom dla pieniędzy przekształca się w bezinteresownego ratownika grupy ocalałych z lwowskiego getta. Nie ma tu czarno-białych charakterystyk Polaków i Zydów, zachowanie obu nacji kształtują okoliczności. Bardziej jednowymiarowi sa Ukraincy i Niemcy.

Za film głównie polski (dialogi!) można również uznać koprodukcję z Izraelem, obraz pomarcowej emigracji 2 chłopców z matką, od której tuz przed wyjazdem dowiadują się, że są Zydami i że nie jadą do (tytułowej) „Mojej Australii”, lecz do Izraela, gdzie adaptacja – społeczna i językowa – nie należy do najłatwiejszych.

Ostatni juz akcent polski to średniometrażowy dokument Marcela Łozińskiego „Tonia i jej dzieci”.

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: