Uncategorized

Max Factor. Człowiek, który dał kobiecie nową twarz

Nadeslal FZP

fzp

 

 

Od dziecka wiedział, co to ciężka praca. W foyer łódzkiego teatru sprzedawał słodycze, terminował w aptece i zakładzie perukarskim. W operze moskiewskiego Teatru Balszoj był fryzjerem i charakteryzatorem, zaś w carskiej armii pielęgniarką. Dzięki tej ostatniej funkcji sporo nauczył się o schorzeniach skóry. Po odbyciu obowiązkowej służby w wojsku założył sklepik na przedmieściach Moskwy, a wkrótce został także kosmetologiem na carskim dworze. Zamknięty w przysłowiowej złotej klatce opływał we wszelkie dobra, ale śledzono go, pilnowano i nigdzie nie mógł ruszyć się bez obstawy. O ucieczce przesądziły prześladowania Żydów; szczątkowe, prowadzone potajemnie życie rodzinne i “więzienie” u boku cara. To absolutnie niezwykła część życiorysu Maksymiliana Faktorowicza, który w Nowym Świecie – za sprawą portowego celnika przeobraził się w Maxa Factora.

Basten_Max_Factor_popr_500pcx

 Zakład fryzjerski w St. Louis przynosił zyski, ale nie dawał zawodowego spełnienia. Podczas strzyżenia nawet mężczyźni lubią plotkować i to właśnie od klientów Factor dowiedział się o nowym wynalazku – filmie, z którym postanowił związać swoje życie. Niezawodny “nos” rasowego businessmana zaprowadził go prosto do Los Angeles, a tam – powoli, acz konsekwentnie, zaczynając od kolejnego małego sklepiku perukarsko-kosmetycznego zbudował prawdziwe Imperium Urody. Czego to nie wymyślił zmyślny Pan Factor! Podkład w kremie w dwunastu odcieniach, podkład w tubce, cień do powiek, kredkę do brwi, sztuczne rzęsy, błyszczyk do ust, wodoodporny makijaż, wybielacz w płynie imitujący alabastrową skórę, brillox do wygładzania włosów, białą i czarną emulsję do zębów, syntetyczną bezę do scen obrzucania się tortami, filmowy pot, “skalp” z gumy do odgrywania ról łysych, sztuczną krew i – bodaj najważniejsze – funkcjonujące do dzisiaj i pod każdą szerokością geograficzną określenie ‘make-up’.

W dobrym momencie się urodził, w dobrym momencie przybył do Ameryki. Łut szczęścia? Owszem, ale przede wszystkim talent, ryzyko i ciężka praca zapewniły mu tak kolosalny sukces. Nie bez znaczenia była także osobowość Factora. Jego spokój, uprzejmość, umiejętność dostosowania się poskramiały nawet najbardziej chimeryczne “gwiazdy”. Temu rozjaśnił skórę, tamtej przyciął, lub ufarbował włosy. Fryzurą, makijażem budował kariery i odmieniał ludzkie losy. Uzależniał od siebie jak heroina i nikt nie chciał go mieć za wroga. Uwielbiali go nie tylko ludzie filmu, ale także zwykłe kobiety, które chciały podkreślić, lub poprawić urodę. Także i ten moment – obyczajowej przemiany akceptującej makijaż na co dzień okazał się dla Factora korzystny, a jednym z jego najgenialniejszych posunięć marketingowych było stworzenie zestawów ‘Color Harmony’: pudru, różu i szminki w tej samej tonacji kolorystycznej, dla określonego typu urody. Dzięki temu zabiegowi każdej klientce sprzedawał od razu trzy kosmetyki zamiast jednego.

“Max Factor” Freda E. Bastena to nie tylko biografia (bardziej zawodowa, niż rodzinna) kreatora piękna, ale po trosze także historia narodzin X Muzy i jej świątyni zwanej Hollywood. Film niemy, mówiony, kolorowy… Factor z bliska obserwował rozwój tego niezwykłego zjawiska, a zarazem aktywnie w nim uczestniczył. Trud się opłacił. W Muzeum Historii Hollywood upamiętniono zarówno Mistrza, jak i jego Sztukę. “Na poważnie” w muzeum, “na wesoło” w pewnym optymistycznym hymnie.

“Niech żyje Hollywood!

Tu gości cały lud.

A jeśli chciałbyś być aktorem,

Spotkaj się z panem Factorem.

On nawet z małpy zrobi cud!”*

Nic dodać, nic ująć.

Aleksandra Buchaniec-Bartczak

Kategorie: Uncategorized

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.