Nadzieja umiera ostatnia

Nadeslala Halina Birenbaum

birenbaum

Z rękopisu „Nadzieja umiera ostatnia” pierwsze kroki w obozie – MajdanekNa dworze dął silnie zimny, przenikający do szpiku kości wiatr. Staliśmy po środku wielkiego placu przepełnionego ludźmi, skurczeni z zimna, padający ze zmęczenia, przygnębieni do ostateczności. Tysiące kobiet i dzieci w różnym wieku – mężczyzn odprowadzili na inne miejsce, dokąd nie wiedzieliśmy, jak również nie mieliśmy pojęcia, gdzie zaprowadzą nas i co z nami zrobią.
Było już południe. Raz po raz ustawiali esesmani grupy ludzi z pośród zebranyh na tym placu i odprowadzali do stojących nieopodal baraków. Co było w tych barakach, co się w nich działo z odprowadzonymi ludźmi nie wiedzieliśmy. Nikt z nich nie wracał, kto by mógł coś opowiedzieć. Trzeba było tylko cierpliwie czekać, aż nas też tam zaprowadzą i przekonamy się sami o wszystkim naocznie.
Mama otuliła mnie swym paltem i przycisnęła mocno do siebie. Wiatr, który dął tego dnia bezustannie o mało nie przewrócił nas na ziemię, zasypywał oczy piaskiem. Ledwie trzymałyśmy się na nogach. Wielogodzinne stanie na tym placu, nieprzespane noce, męka w wagonie, pragnienie, głód oraz pełne napięcia oczekiwanie na to, co z nami zrobią tu wreszcie dziś – wprost mieszało nam zmysły! Nie miałam już więcej sił tak się męczyć i pragnęłam z całej duszy, aby się to skończyło wreszcie, aby zaprowazili nas, gdzie chcą, byle nie stać tu więcej i nie czekać na to, co musi wcześniej czy później nastąpić! Było mi już wszystko jedno, co z nami zrobią, bo tu nie mogłam dłużej wytrzymać tego stania na wietrze i zimnie.
Mama gładziła mnie po głowie, pocieszała łagodnie, uspakajała. Mówiła mi, żebym starała się być cierpliwie, że wkrótce zaprowadzą nas do łaźni, gdzie umyjemy się, przebierzemy, a stamtąd zaprowadzą nas do obozu do tych baraków, które widniały z dala za kolczastymi drutami, tam wypoczniemy sobie, a potem przydzielą nas do pracy na polach…
– I myślisz, że nie zabiją nas, dopytywałam się? Nie, na pewno, odpowiedziała mi, a chcąc mnie jeszcze bardziej przekonać o swej słuszności, przypomniała mi tych ludzi w pasiakach, których napotkałyśmy po drodze oraz tych, co widać było zza drutów obozu.
-A w tych barakach dadzą nam łśżka i koce do nakrycia się? I dadzą nam też jedzenie, pytałam szczegółowo i już marzyłam intensywnie o tych barakach, gdzie będę mogła zjeść coś i ogrzać się wreszcie. Zaczęłam marzyć o tej łaźni i o tym aby się czym prędzej sprawdziło to wszystkim, o czym mówiła mi matka. Taka byłam głodna, zziębnięta! Tak pragnęłam już znaleźć się w jakimś pomieszczenia, schować się od tego wiatru, wypocząć!
Wściekałam się, że ta kolejka posuwa się tak wolno do tego miejsca, do łaźni przypuszczalnie, gdzie prowadzili hitlerowcy ludzi grupami. Denerwowałam się, że tyle godzin musimy czekać w kolejce, aż nas wezmą do tej łaźni, do tego obozu i baraków.
Czyż mogłam wiedzieć, że te godziny stania na tym placu przed łaźnią na Majdanju – były moimi ostatnimi godzinami z matkę?! Ze po dotarciu do wnętrza łaźni nie będę jej miała więcej?! Ze to są już jej ostatnie godziny życia?! A ja tak się śpieszyłam i rwałam niecierpliwie do wejścia do tej łaźni, do tego obozu, gdzie mieli mi zabrać matkę, aby ją zabić?! Skąd mogłam o tym wiedzieć?!
Wreszcie nadeszła kolej na nas. Esesmani przystawili nas, mnie, Helę, Halinę i Edę Wilner, kuzynkę Heli, wysoką, tęgą dziewczynę, przez którą dostaliśmy się do bunkru na Miłej, do grupy ludzi odprowadzanych do miejsca, gdzie przez cały dzień wlekli zwiezionych tu Zydów. Dokąd, nie wiedzieliśmy, a przypuszczaliśmy, że do łaźni i do obozu. Pamiętna ostrzeżeń Chilka by nie opierać się na matce, ujęłam pod pachę kuzynkę Heli, która sama mi to zaproponowała, widząc, że trudno mi chodzić bez oparcia. Eda była najsilniejsza z nas. Jednak nie wytrzymała Majdanka, zginęła tam pierwsza z naszej grupy. Mama poszła z bratową pod rękę za nami i nie widziałam, co się z nią dzieje, a odwrócić się nie byłam w stanie, zajęta myślą, jak postawię następny krok, co sprawiało mi niesamowity ból. Rozkopane w wagonie nogi, buty o nierównych obcasach, gwoździe po oderwanym obcasie – nie zwracałam na nic uwagi, gdy hitlerowcy prowadzili nas, nie zauważyłam, co się dzieje wokoło, ani wśród nas.
Do dziś nie wiem, kiedy i jak znalazłam się w wielkim baraku przepełnionym od podłogi do sufitu ogromnymi stosami odzieży i najrozmaitszych butów. Tu również nam rozkazali Niemcy rozebrać się do naga i rzucić naszą odzież, oprócz butów na te stosy. Buty pozwolili nam zostawić sobie. Widziałam jak moja bratowa zamiemiła swoje pantofle na wyciągnięte ukradkiem ze stosu wysokie buty z cholewami, sądząc słusznie, że będą bardziej przydatne w obozie, niż delikatne pantofelki. Mrugnęła na mnie, abym uczyniła to samo, ale ja bałam się tutaj wszystkiego straszliwie, byłam zupełnie oszołomiona i przybita tym wszystkim i niczego, oprócz odpoczynku nie pragnęłam teraz, nic mi nie było potrzebne ani warte jakiegokolwiek zachodu, a tymbardziej narażanie się hitlerowcom. Nie wzięłam przykładu z Heli i innych kobiet, które postępowały podobnie, wolałam pozostać w swych nieszczęsnych pantoflach. Było mi wszystko jedno.
I tak popychana przez setki nagich kobiet, szturchana w tym tłoku z wszystkich stron, dostałam się w pewnym momencie do jakiejś łaźni, gdzie wiele nieznanych mi kobiet myło się pod natryskami. Łaźnia! – uświadomiłam sobie z radością. A więc to jest ta łaźnia, o której mama mówiła, a za chwilę będzie zaciszny barak, ciepło i odpoczynek, spokój! Więc na prawdę nie zabijają tutaj, będziemy żyć, pracować, jak to dobrze, dobrze! Wszystko jak mama mi zawsze mówiła!
Zapragnęłam z całego serca rzucić się matce na szyję teraz z radości, że nie zabijają nas! Ogarnęła mnie nagła fala taka miłości do niej i uznania, które pragnęłam okazać jej natychmiast w pocałunkach, jak zawsze gdy udawało się nam uratować z jakiegoś niebezpieczeństwa, z sytuacji bez wyjścia. Rozglądałam się w około, szukając oczyma wśród tych nagich kobiet pod natryskami, drogiej twarzy mojej matki. Ale nie odnajdywałam jej nigdzie. Nie widziałam jej pod żadnym natryskiem, w żadnym kącie łaźni, nigdzie. Rozlągłądałam się w około znów i znów, czując już zawrót w głowie, w oczach. Stało mi się duszno, gorąco, jak bym miała za chwilę udusić się. Szukając matki uporczywie, co raz bardziej gorączkowo, zauważyłam bratową, jedną i drugą kuzynkę, ale mamy nie było. Gdzie jest mama?! – zahuczało mi w głowie. Gdzie jest mama? – wydobyło się z mojej zdławionej krtani to okrutne pytanie, zwrócone do mojej bratowej. Pytanie, na które już sama domyślałam się odpowiedzi i dlatego tak długo nie decydowałam się wypowiedzieć do kogokolwiek, kto mógłby mi dać tą przestraszną odpowiedź.

Hela spojrzała na mnie z bezgranicznym smutkiem, a potem opuściła głowę i powiedziała cicho, lecz bardzo wyraźnie: nie ma mamy…
Nie ma! – treść tych słów była nie do pojęcia, okrutna, straszna! Jak błędna zaczęłam kręcić się w kółko w tym samym miejscu i powtarzać bez przerwy te okropne trzy słowa: nie ma mamy!!! Jak automat. I nie rozumiałam co mówię, i nie wierzyłam w to, co mówię!
Rozpacz moja nie miała granic. Czułam się tak jakby mi oderwano nagle ręce i nogi, jakby mnie obrabowano brutalnie i bezlitośnie z wszystkiego. Nie rozumiałam, dlaczego tak postąpiono ze mną i za co? Nie widziałam kiedy mamę zabrali, jak się to stało. Wszak wszyscy nasi znajomi z bunkru, z umszlagu byli tu, cała moja rodzina, z którą przybyliśmy tu znajdowała się teraz w tej łaźni, więc dlaczego jej nie ma, dlaczego nie ma tu mojej mamy wśród nas wszystkich?! Mama przecież jest młoda, ładna, ma takie piękne włosy i świeże rumiane policzki – a oni wszak zabierają tylko starych i dzieci… Widziałam wokół siebie starsze, i jak mi się wydawało, mniej ładne kobiety, jakże to mogło być, że właśnie ją zabrali?!- nie mogłam w żaden sposób pogodzić się z myślą, że jej już na prawdę nie ma, że nie zobaczę już nigdy mojej mamy!
Spoglądałam co chwila na drzwi, oglądałam się wokoło na te nagie, mokre postacie pod natryskami w nadziei, że ujrzę znów matkę, rozpoznam ją nagle wśród nich. Ze wejdzie, obejmie mnie mocno ramionami i rozproszy chmury rozpaczy rozpętane nade mną! Ale jej nie było, nie weszła.
Pociemiało mi w oczach, dławiło w piersiach, serce waliło we mnie, jakby się chciało wyrwać i biec za mamą, do niej! Płakać jednak nie mogłam. Niczego nie mogłam, tylko powtarzać bezsensownie, na próżno: nie ma mamy! Do niczego nie byłam zdolna więcej.
Rozdali nam odzież, którą trzeba było wciągać na nie wytarte ciała, hitlerowcy bijąc naglili do pośpiechu. Moja bratowa zajęła się mną od tej chwili, widząc moje kompletne osłupienie z powodu utraty matki. – Od teraz ja jestem Twoją matką, rozumiesz?
Jakby składała śluby przed kimś najdroższym. Poczułam pewną wdzięczność do niej, ale na głos nic nie powiedziałam. Moja rozpacz i ból przewyższały wszystko, co mogłam pojąć i wyrazić. Spojrzałam tylko na Helę nieprzytomnymi, rozszerzonymi cierpieniem oczyma. Pragnęłam obecności mojej matki, byłam z nią przecież przed chwilą razem, stałam przytulona do niej na tym placu przed łaźnią, ukryta pod jej płaszczem od wiatru i zimna – a teraz nie ma jej więcej! I nigdy nie będzie! Myśl ta opanowała mnie wyłącznie, absolutnie, mój cały umysł, wypełniła duszę i wszystko bez reszty – nie ma mamy i nie będzie jej więcej nigdy! Tak chcieli hitlerowcy i co ja mogłam począć?!
Dali mi czarną balową suknię z koronkami, długą do ziemi. Nie wiedziałam, co mam zrobić, czy włożyć na siebie ten elegancki balowy strój, czy płakać nad nim, albo śmiać się z tego całego szaleństwa. Hela wciągnęła na mnie tą suknię, uśmiechając się blado na mój widok tak wystrojoną w czarną wieczorową toaletę. Przewiązała suknię w pasie jakimś sznurkiem, pociągnęła w górę, aby mój balowy strój, w jakim miałam rozpocząć życie więźniarskie na Majdanku, nie przeszkodził mi chodzić…

2 komentarze to “Nadzieja umiera ostatnia”

  1. Adam Konski 14/06/2014 at 23:17

    Halina Birenbaun ma profil na facebooku i tam mozna przeczytac jej piekne ale bolesne wiersze. Polecam ,a tą ksiazke mozna zamowic na stronie. http://www.ksiegarnia.e-oswiecim.pl/halina-birenbaum-nadzieja-umiera-ostatnia.html

  2. Kiedy mamy takie mysli o Nadziei trzeba wstac i nastojace zaspiewac Hymn HATIKWA.
    Zosia Braun z Tel Avivu

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: