Ela Sidi: Moim pierwszym odczuciem po przyjeździe do Izraela było wrażenie swojskości tego kraju. Pomimo swej egzotyki, przypominał mi on Polskę. Poczucie obcości pojawiło się dopiero w miarę głębszego poznania i codziennego doświadczenia. Dziś, po 23 latach mieszkania w nim mam chwilami wrażenie, że coraz mniej go rozumiem. Podobnie jak wielu Izraelczyków, obracam się w moim własnym środowisku, głównie świeckich Żydów z centrum kraju. Nie mam prawie kontaktu z arabskimi mieszkańcami Izraela w większości mieszkającymi we własnych miastach i osiedlach, czy z odseparowaną od laickiego świata enklawą ultra ortodoksyjnych Żydów. Nie mam bliskich znajomych wśród osadników na Terytoriach Okupowanych, ani wśród izraelskich Beduinów, Druzów czy Etiopczyków. Z drugiej jednak strony Izrael przestał być jednym z wielu krajów w świecie i stał się dla mnie wyjątkowy, bliski.

Tytuł książki nie jest jednak jednoznaczny…

Sprzeczność tytułu i cytatu podanego przez Pana, zgodna jest z moim wewnętrznym przekonaniem i koncepcją książki, której celem jest pokazanie raczej mozaiki najważniejszych, w moim pojęciu, elementów charakteryzujących to państwo. Nie ma jednego pojęcia Izraela, tak jak nie ma jednego typu Izraelczyka. To państwo, które ciągle się zmienia pod wglądem terytorium, języka, polityki, wpływów Wschodu i Zachodu, etnicznej struktury społecznej. To niespotykany w świecie eksperyment socjologiczno-polityczny powstania nowego narodu, wskrzeszenia z martwych starożytnego języka i zbudowania organu państwowego, który na Bliskim Wschodzie jest oazą demokracji, liberalizmu i kultury Zachodu. Typowy Izrael jest pogmatwany, bałaganiarski, niejednolity, zdezintegrowany, no i właśnie, sprzeczny.

Dwadzieścia kilka lat trwa to oswajanie, syn zdążył już odbyć służbę wojskową, a jego matka ma ciągle kłopoty z określeniem własnej tożsamości – czy to autentyczny problem psychologiczny (grożący schizofrenią), czy reportersko-pisarska, na poły fikcyjna skłonność do psychologizowania?

Nie mam kłopotów z określeniem własnej tożsamości. Jestem Polką i Izraelką. „Schizofrenia”, o której pisałam w książce, dotyczyła głównie mojego pierwszego okresu pobytu w Izraelu, kiedy z mężem nieznającym polskiego mówiłam po angielsku, w hebrajskiej szkole językowej po hebrajsku i rosyjsku, a z polskimi znajomymi po polsku. W mojej pracy przed laty, w gazecie polskojęzycznej, „Nowiny-Kurier” na co dzień słyszałam ludzi rozmawiających po niemiecku, rumuńsku, węgiersku, rosyjsku i w jidysz. Bałam się, że mój syn, jako nie-Żyd zostanie źle przyjęty w hebrajskiej szkole, w której wszyscy są Żydami. Wysłałam go najpierw do katolickiej, prywatnej szkoły francuskiej w Jaffo, a dopiero później do szkoły hebrajskiej we własnej dzielnicy w Giwatajim. Będąc w Jaffo Maciek uczył się, oprócz francuskiego i angielskiego, również arabskiego i hebrajskiego. Ze mną zaś mówił po polsku, z ojczymem po angielsku lub na migi.To rzeczywiście był w moim życiu okres Wieży Babel.

Co było szczególnie trudne w procesie „oswajania”?

Na co dzień Izrael sprawia wrażenie totalnie rozbitego i żyjących setkami nakładających się na siebie konfliktów: świeckich Żydów i ortodoksyjnych, syjonistów narodowo-religijnych z chasydami niezaciągającymi się do wojska; lewicy dążącej do porozumienia z Palestyńczykami z prawicą wzbraniającą się od jakichkolwiek ustępstw; Żydów sefardyjskich z Żydami aszkenazyjskimi; urodzonych w Izraelu z nowymi emigrantami – olim, Żydów z Rosji z Izraelczykami z innych krajów; białych przeciwko czarnym Etiopczykom; mieszkańców Centrum – Tel Awiwu i okolicy – z mieszkańcami prowincji; laickich, socjalizujących kibucników z religijnymi, Żydami. Jednak Izraelczycy potrafią być wyjątkowo solidarni, zwłaszcza w konflikcie z nie-Żydami i w takich wyjątkowych przypadkach jak wojna, oswobodzenie porwanego żołnierza, Gilata Szalita, czy protesty społeczne.

Nadal trudno mi się oswoić z faktem, że Izrael w którym mieszkają Żydzi z całego świata, nie chce być krajem wielonarodowościowych i wielokulturowym, zamyka się na inne niż żydowska narodowości i religie. Poza tym nadal nie potrafię zrozumieć jak Żydzi, którzy sami doświadczyli przez tysiąclecia dyskryminacji dopuszczają w swojej ojczyźnie dyskryminacji innych. Mam tu na myśli Palestyńczyków.

Nie unika Pani krytycznych informacji i komentarzy o małym, ale silnym kraju otoczonym wrogim światem arabskim. Żydzi tymczasem skłonni są każdą krytyczną o sobie opinię oceniać jako przejaw antysemityzmu.

 

Caly ten ciekawy wywiad przeczytasz jak

KLIKNIESZ TUTAJ