Z historii Reunion 69- Podroz do Korei i Japonii cz.2 d

Napisala i nadeslala Elzbieta Ingvarsson

Zdjecia zrobila Katarina.Christenson

elzbieta geyrszorp  katarina christenson

Japonia’
Dzień 13, piątek, 31 października

O 6:30 było już jasno. Jeśli chodzi o położenie geograficzne, znajdowaliśmy się przecie na 35-ym równoleżniku, podczas gdy w Sztokholmie mieszkamy na 60-ym. Dlatego tutaj dni są dłuższe. Chcę przed śniadaniem zdążyć jeszcze zażyć kąpieli w gorącej źródlanej wodzie. Pomieszczenia spa wczoraj dla mężczyzn, są tego dnia dostępne dla kobiet Jest tu trochę więcej miejsca, aparat do mierzenia ciśnienia i basen na dworze, z którego korzystam. Ponieważ nikogo nie ma, fotografuję. Wyszłam z pokoju ubrana w yukata i tak też idę wprost na śniadanie. Połowa gości jest na szęście też tak ubrana. Bufet śniadaniowy oferuje jedzenie zarówno japońskie, jak i kontynentalne. Na pierwsze więc danie wybieram już japońki rosół z wkładką tofu. Dopiero potem zieloną herbatę i słodkie rogaliki. Gdy opuszczamy hotel, przestaje na nasze szczęście padać. Do stacyjki Hakone-machi zawozi nas autobusik w dwóch turach. Lokalną kolejką dojeżdżamy do Hakone Open-Air Museum. Torby upychamy w bagażowych boksach – przechowalniach. Już swobodni, jesteśmy gotowi do spacerów po parku-muzeum. Znajdujemy się w najstarszym obiekcie na terenie Parku Narodowego Fudżi-Hakone-Izu, bo otwartym już w 1969 r. Park posiada 120 rzeźb sławnych artystów z całego świata. Spacerujemy po dużym terenie, podziwiając rzeźby ustawione wśród zieleni. Są wdzięcznym obiektem do fotografowania. W tle rozciąga się piękny widok na góry, a przez niebo tego dnia przewalają się równie malownicze chmury. W swojej kolekcji muzeum posiada największy zbiór, 26 rzeźb, Henry Moore. Jest pawilon Pablo Picasso, głównie z ceramiką. Inni prezentowani artyści to np. A.Bourdelle /jego Herakles z łukiem stoi w Sztokholmie w Waldemarsudde/ A. Rodin, J. Miro, C. Milles /w Sztokholmie mamy Millesgården/, P. King, B. Inoue, N.Gabo, mobile A.Calder…Po takim spacerze bardzo dobrą propozycją dla zmęczonych turystów była możliwość moczenia nóg w korycie z gorącą wodą źródlaną. Nieomieszkaliśmy skorzystać. Były nawet ręczniczki w automacie. Z nogami w kąpieli zajadam pozbierane pod drzewem persimony. Przy bramie wejściowej posilamy się w barze. Jest też sklep, w którym ledwo można się było przepchnąć do kasy, tyle było wycieczek młodzieżowych kupujacych pamiątki. Miałabym ochote na niektóre zabawne gry, ale doradzam je chłopcom. Wracamy na stację i jedziemy kolejką. Jest tłok. Stoimy całą drogę, bo miejsca siedzące zajmują zmęczone dzieci wracające ze szkoły. Dziewczynki w wieku od 6 do ca 17 lat mają jednakowe granatowe mundurki, płaszczyki i kapelusiki oraz jednakowe tornistry. Próbuję nawiązać kontakt. Starsze odpowiadają, że uczą się angielskiego, ale dopiero w licealnych klasach. Dowiaduję się, że chodzą do katolickiej szkoły. Wysiadamy wszyscy w Odawara. Wtedy obserwuję, że te starsze uczennice biorą pod opiekę po cztery małe. Prawdopodobnie odprowadzają je do miejsca gdzie czekają rodzice. My przesiadamy się na Shinkansen i jedziemy do samej już metropolii, do Tokyo. Jest stolicą Japonii od 1864 r. Poprzednią od VIII w było Kyoto, a najstarszą, Nara. Przewodnicy wiozą nas zdalnie sterowanym pociagiem, linii Yurikamome, wprost na kolację do dzielnicy handlowe j Aqua City na sztucznej wyspie Odaiba, nad Zatoką Tokijską. Do stołu podawano kolejno różne znakomite mięsiwa, które grylowaliśmy na stołach wprost przed nami. Istna mięsna orgia! Humory dopisywały – były śpiewy. Przez panoramiczne okno restauracji widać było oświetloną kopię nowojorskiej Statui Wolności. Ta jest mniejsza. Została wzniesiona w 1998 r na rozpoczęcie Francuskiego Roku w Japonii. Za nią równie efektownie wyglądał Rainbow Bridge odbijający się w wodzie. Kristina opowiadała , że stąd w 1853 r shogun otworzył drogę dla statków do Ameryki. Japonia po dwustuletniej samoizolacji rozpoczęła handel z Zachodem. W hotelu Prince, w którym zatrzymamy się przez trzy noce, aż do wylotu z Tokyo do domu, odbieramy nareszcie walizki. Odchylam firankę okna hotelowego, którego nie można otworzyć z powodu klimatyzacji i zachwycona fotografuję pięknie, na złoto oświetloną wieżę, Tokyo Tower. Ma 333 m wysokości, znajduje się w naszym i dworca, bezpośrednim sąsiedztwie. Nasi tam zdążyli wjechać, wtedy kolor oświetlenia zmienił się na niebieski. Czy to dla nas ze Szwecji? W 2012 r otworzono na potrzeby telewizji dygitalnej, jeszcze wyższą wieżę, najwyższą w Japonii, Tokyo Sky Tree, 634 m. Wyższa jest tylko w Dubaju. Olejowe resory mają ją zabezpieczyć przed ewentualnymi skutkami trzęsienia ziemi.

Dzień 14, sobota, 1 listopada

W deszczu, pod parasolami, idziemy na Dworzec Kolejowy w Tokyo. Z kilku jego członów korzystają trzy prywatne koleje. Odprawia się tu 132 pociągi na godzinę i tym samym obsługuje największą liczbę pasażerów na świecie. Najstarsza, bardzo europejska część pochodzi z końca XIX w. Została odbudowana po wojnie i zrekonstruowana. Budynek kontrastuje z otaczającymi go nowoczesnymi wieżowcami. Uświadamiam sobie, że w tym miejscu, musiał wsiadać do pociągu brat mego dziadka, Michał Gieysztor, który był w Japonii dwukrotnie na poczatku XX w. Spotkałam go po II Wojnie gdy przyjechał do nas na Ziemie Odzyskane jako siwiutki staruszek. Był wielkim podróżnikiem.

Niedawno w archiwum rodzinnym znalazłam, żę pracując w Mandżurii, w Harbinie, razem ze swym najstarszym bratem, Józefem G, przy budowie Kolei Wschodnio-Chińskiej, wybrał się na urlop do Japonii. W pierwszej podróży, statek został zatrzymany przez japońskie okręty wojenne, gdyż w międzyczasie wybuchła wojna z Rosją i Michał okazał się jeńcem wojennym. Z przygodami udało mu się wywinąć z opresji. Po pół roku powrócił do rodziny na Litwę, a potem do Harbina. Drugi raz, po paru latach, postanowił znowu pojechać na urlop do Japonii. Tym razem z żoną, trzema synkami i siostrą Marynią, która na tą wyprawę specjalnie przybyła z dalekiej Litwy. Wiadomo, że spędzili kilka tygodni w okolicach Nagasaki. Teraz, stałam w tym miejscu, skąd oni, przed ponad stu laty, jechali na południe Japonii, na wakacje. W ten sposób ta podróż staje się dla mnie podróżą sentymentalną. O wojnie rosyjsko-japońskiej i przyczynach konfliktu można poczytać w linku:http://pl.wikipedia.org/wiki/Wojna_rosyjsko-japo%C5%84ska Idziemy przez dworzec do wyjścia o nazwie Hamamatsucho. Fotografujemy tą nazwę, by w razie czego wiedzieć gdzie wrócić, bo niedaleko stąd leży nasz hotel „Prince”. Jedna z koleżanek nie zdążyła z całą grupą przejść przez światła, a myśmy już wsiedli do kolejki, więc została. Zmartwiliśmy się, ale wiedziała gdzie mieszkamy, więc nie było tragedii. Wszyscy dostali bilet na cały dzień. Wysiedliśmy koło Parku Uena. Mats opowiada, że tu na miejscu dawnej świątyni jest teraz centrum kulturalne z wieloma muzeami. M.in Muzeum Narodowym, Metropolitan Art Museum, Zoo itd. Jednym słowem trzeba by mieć na to wiele czasu. Nagle nasza sprytna koleżanka zjawia się jakby nigdy nic. Wg planu wycieczki wiedziała gdzie zmierzaliśmy i nas znalazła. Po drodze fotografujemy grupy kolorowych przedszkolaków z plecakami, idących na wycieczkę do parku. Opiekunami są sami mężczyźni. Docieramy do miejsca, gdzie znajdował się dawny, teraz rozebrany, City Hall – obecnie Tokyo International Forum. Bardzo nowoczesna, ze szkła i metalowych konstrukcji, wielopoziomowa budowla. Trafiamy akurat na japoński ślub, bo mieści się tu także pałac ślubów. Para młoda, pozdrawia nas turystów, podczas gdy obsypywani są przez gości ryżem. Ona w białej sukni. Goście różnie, są kimona, są i fraki. Szykują się pewnie na przyjęcie, a my na lunch. Chyba najgorszy jaki do tej pory jedliśmy. Wędzona makrela i ryż. Podjeżdżamy okrężną linią wokół centrum, Yamanote line, do stacji Harajuku. Z Matsem podchodzimy pod bramę obecnie zamknietej świątyni i parku. Opowiada o shogunatach, o historii miasta. Ze względu na złą pogodę wracamy. Pokazuje nam dzielnicę popkultury młodzieżowej, a także jak dotrzeć do popularnych butików i domów mody na zakupy. Tu planujemy wrócić w wolnym czasie. Podjeżdżamy znów kolejką i Kristina prowadzi nas teraz przez bazary i sklepiki Okachimachi do eleganckiej dzielnicy Ginza z bogatymi domami towarowymi, galeriami. W czasie weekendu na głównych ulicach nie ma tu ruchu samochodowego. Zabłądziliśmy idąc wśród drapaczy chmur, architektonicznych cudów, zanim znaleźliśmy obecny ratusz, dzieło architekta Kenzo Tange. Na szczycie, na 45 piętrze, jest duża kawiarnia i dookoła panoramiczne szyby. Widoki tego dnia były marne, bo szaro-bure, deszczowe chmury, wszystko zasłaniały. Jest czas wolny i grupkami wracamy kolejką do miejsca pokazanego przez Matsa i tam robimy zakupy. Popularne są kimona i japońska ceramika. Sam Mats też się pojawia z resztą towarzystwa więc nie musimy się martwić jak trafić do hotelu kolejką. Kolację najprościej można zjeść na dworcu, do którego mamy blisko. Za każdym razem mijamy poblizką świątynię, gdzie podobno są groby sławnych samurajów. Niestety nie ma czasu by tam wstąpić.

Jutro cd

Album ze zdjeciami

KLIKNIJ TUTAJ

Poprzednie czesci znajdziesz jak

KLIKNIESZ TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: