Zasnęliśmy.
Kiedy Ukrainka nas obudziła, spojrzałem na zegarek, była pierwsza po północy. Na zewnątrz słychać było strzały, przez okno widzieliśmy błyski, to Niemcy i Rosjanie strzelali w ciemności w kierunku rzeki. Syn Ukrainki, mógł mieć jakieś dwanaście lat, zaprowadził nas nad San. Stanął przy brzegu i mówi: ”tu jest bród, rzeka jest tu najniższa, tędy przejdziemy na drugi brzeg”. Więc weszliśmy do wody w ubraniach, była lodowata. Trzymaliśmy plecaki nad głową i powoli szliśmy. Woda nie była wysoka, ale niedługo zaczęła Lusi sięgać do szyi, na szczęście prąd był słaby. Gdzieś w połowie drogi nasz przewodnik machnął ręką- „dalej idźcie prosto!”, i uciekł. Zostaliśmy sami. Szedłem pierwszy, trzymaliśmy plecaki jedną ręką, drugą trzymaliśmy się i szliśmy. Trwało to około 10 minut zanim dotarliśmy do brzegu. Brzeg nie był wysoki, powoli dostaliśmy się na suchy skrawek ziemi. Byliśmy zupełnie mokrzy, przeszliśmy jakieś 50 metrów i siedliśmy na trawie, skuleni z zimna, czekając na światło dzienne.
Ledwo się rozwidniło, widzimy zbliżające się sylwetki. Już są obok nas. To sowieckie wojsko. Słyszymy: „dawaj sjuda , stawaj ty”, i jeden ręką pokazuje w moim kierunku. „A wy czto?” pyta, a ja odpowiadam: „my jewreje, uciekli od germancow”. Podszedł do reszty żołnierzy i jakiś czas się naradzali. Później kazał nam wstać i powiedział „idiom!”.
Tak szliśmy może pół godziny, aż dotarliśmy do wsi Tarnawa. Było tam już około stu ludzi pod strażą wojska. Kazali nam rzucić plecaki na wóz, czekaliśmy jeszcze może godzinę, co chwilę żołnierze doprowadzali nowe grupy, a później rozkazali nam iść za wozem.
Pod eskortą doszliśmy do centrum Przemyśla po radzieckiej stronie. Tam było więzienie.
Przed więzieniem stało wielu przemyskich Żydów i rozdawali zatrzymanym chleb i bułki.
Wprowadzono nas na wielkie podwórze, ustawiano w szeregi i
zaczęła się kontrola dokumentów. Zaczęto też wypytywać każdego- skąd jest, dokąd idzie, zadwali rożne pytania. To trwało bardzo długo, a my skonani, w ubraniach ciągle mokrych, było strasznie zimno. To trwało do godziny 4 popołudniu. Teraz zaczęła się selekcja.
Najpierw zwolnili kobiety i dzieci, a później tak „na oko” wybrali jeszcze około 50 mężczyzn, i ich też puścili wolno.
Ja, razem z grupą około 50 osób, zostaliśmy na podwórzu. Tu żołnierze podzielili nas na dwie grupy, i zagnali do dwóch cel. Cele były bardzo małe, tak że z trudem można było usiąść, a o położeniu się trudno było marzyć. W kącie celi stały dwa kubły.
Wśród zwolnionych była Lusia, jej siostra Zenka i syn mojego kolegi. Lusia miała adres krewnych w Przemyślu i wiedziałem, że tam poszli.
A ja zostałem w więzieniu. To był prawdziwy koszmar. Przez dziesięć dni staliśmy, i jak się dało usiąść, to siedzieliśmy bezczynnie w celi. Raz na dzień wypuszczali nas na godzinny spacer na podwórze.
A, co noc, wołano każdego na śledztwo. Oficera N.K.W.D. pytał nas w kółko- skąd idziemy, i dokąd. Ja tłumaczyłem, że jestem Żydem i uciekłem przed Niemcami, a on uparcie twierdził, że to nie jest prawda. Tymczasem Lusia posyłała do więzienia trochę jedzenia, ale dużo tego nie było, a jeszcze musiałem dzielić się z osobami siedzącymi obok mnie.
Lusia dzień w dzień przychodziła do więzienia i prosiła, błagała, żeby mnie zwolnili.
Nagle, po 10 dniach otwierają się drzwi, i słyszę po rosyjsku moje nazwisko, i „dawaj siuda zabieraj wieszci”.
Zerwałem się, chwyciłem plecak i idę za żołnierzem. Zaprowadził mnie do oficera, kazał mi podpisać jakiś dokument, i powiedział po rosyjsku, ale ja zrozumiałem: „podziękuj swojej żonie!.
Prosto z więzienia pobiegłem do krewnych, ale Lusi nie było. Stała w kolejce po chleb, żeby mi wysłać do więzienia.
Wróciła do domu, i kiedy mnie zobaczyła, rozpłakała się.
Przez te wszystkie dni była przerażona, co się ze mną stanie, co się z nią stanie. Kiedy przychodziła pod więzienie słyszała, że Rosjanie wysyłają grupy więźniów do obozów w głąb Rosji. Codziennie bała się, że przyjdzie, a mnie już nie będzie w celi.
A później wziąłem gorącą kąpiel i położyłem się do białego łóżka. I przespałem 24 godziny.
Kiedy wreszcie się wyspałem, zjedliśmy śniadanie, podziękowaliśmy krewnym za gościnę, i udaliśmy się na dworzec kolejowy. Jedziemy do Lwowa.
Uciekliśmy z piekła.
O raju w następnym opowiadaniu
Wspomnienia spisal HENEK GRÜNGRAS z Izraela a Anna Karolina Klys ( Tajemnice pana Cukra ) poprawila i wyszla taka perelka
dalszy ciąg za tydzień
Poprzednie odcinki
KLIKNIJ TUTAJ
Przyslal Henek Grungras
Kategorie: wspomnienia


