O PIŁSUDSKIM, WAŁĘSIE I INNYCH

Jerzy Klechta

Stefan Kisielewski (1911-1991) czyli Kisiel. Prozaik, publicysta, krytyk muzyczny, kompozytor. Mija dzisaj 105 lat od jego urodzin. 7 marca br. mija ćwierć wieku od jego śmierci. Właśnie ukazują się jego nieznane dotąd dzienniki  z okresu transformacji (1988 – 1991).

Poniżej fragmenty z „Abecadła Kisiela”( pierwsze wydanie w podziemiu). Lektura – „palce lizać”.

Władysław Bartoszewski – mój wielki przyjaciel. Więzień Oświęcimia i różnych obozów. Szalenie wygadany. Po Październiku były sprawy o odszkodowania za więzienia. Powoływano Bartoszewskiego na świadka i kiedy sędzia dowiadywał się, że on ma być świadkiem , to nie dopuszczał do rozprawy. Przyznawał odszkodowanie byleby on nie gadał, bo mówił jak maszyna.

Stefan Bratkowski – jest to pozytywna postać. Zrobił do mnie aluzję w jednym z artykułów. Napisał, że nie lubi takich liberałów, co się boją robotników. Ale muszę powiedzieć, że ma szalony szwung i działa z przekonaniem. Czasem go bardzo lubię, a czasem mnie potwornie drażni, tak na przemian.

Zbigniew Brzeziński – stykałem się z nim wiele razy. Pamiętam bardzo śmieszy wpadek, kiedy przyjechał do Warszawy i zaprosił mnie na obiad, do węgierskiej restauracji. Gdy wychodzimy, szalona uprzejmość – szatniarz podaje płaszcze, idziemy – ktoś ustępuje miejsca. On mówi, że musi pojechać taksówką, tam stoją jacyś faceci, mówią: „A, prosimy, proszę stanąć”. Więc Brzeziński mówi: „Widzę, że pan ma tu dużo znajomych”. Ja mówię: „Wie pan, ja podejrzewam, że to są pana znajomi”.

Józef Czapski – „odkrył” Katyń. To jest jego zasługa, bo on był wśród tych czterystu, których z Ostaszkowa gdzieś przewieziono. Niesamowicie wysoki, dwumetrowy. Przekroczył dziewięćdziesiątkę. Szalenie sympatyczny człowiek. Dobry malarz, świetne pióro. Pod koniec życia prawie ociemniały, ale zawsze w świetnej formie.

Józef Cyrankiewicz – podobno Stalin go polubił szalenie. Nie poszło mu z tą ręką obcinaną w Poznaniu. Przy czym w Poznaniu powiadali mi, że on pojechał kiedyś do tego samego „Cegielskiego”, gdzie właśnie o tej ręce mówił. I tam się szykowali na niego, że „my tego tutaj drania splantujemy”. A on od tego zaczął: ”Ja tu na pewno zostawiłem złe wspomnienie, powiedziałem o tym obcinaniu ręki. No, ale wiecie  przecież, jakie to były czasy, wiecie, gdzie żyjemy”. I tu pokazał rękę na wschód, i wtedy ogromne oklaski: „Morowy chłop”. Za stalinizm nie odpowiadał, za gomułkizm nie odpowiadał, i właściwie za nic nie odpowiadał. Kiedyś go zapytałem: „Czy pan dalej wierzy w socjalizm?”. „A w co mam wierzyć? Czy mam  wierzyć w kapitalizm bez kapitału”. No – pomyślałem sobie – ma rację, nie można.

Roman Dmowski – twórca polskiego nacjonalizmu. Nienawiść do Piłsudskiego wpłynęła na to, że wszystko postawił na zwalczanie sanacji. Za dużo było tej nienawiści. Zaciemniło mu to widzenie.

Stanisław Dygat – to zabawna, ciekawa postać. I bardzo zdolny. Ja go cenię , bo to pisarz, który się potrafił ustawić poza komunizmem – ale nie przeciw. On się szalenie przejął tym, że była dyskusja w Urzędzie Filmowym, prowadził ją Janusz Wilhelmi nieboszczyk, który zaatakował potwornie Dygata, a po nim wszyscy atakowali, co Dygat potem skomentował z goryczą: „ A moi przyjaciele siedzieli cicho, Konwicki, inni, nikt nie zabrał głosu w mojej obronie”. Wrócił do domu, dostał ataku serca i zmarł. Przejął się tym, że jego przyjaciele go nie obronili.

Bronisław Geremek – pełen wdzięku. A pamiętam straszne nagonki na niego UB. To rzadki talent polityczny. Mamy mało takich ludzi. Nawet „Solidarność’ ma ich mało.

Jerzy Giedroyć – znamy się ponad 50 lat. Pracuje jak koń. Wspaniały człowiek. Ja całe życie z nim się właściwie kłócę, ale mu wszystko zawdzięczam. Przywiozłem kiedyś do „Kultury” płytę „Okudżawy”, to Giedroyć mało nie płakał jak usłyszał „Przy kominku” i takie różne.

Edward Gierek – się skompromitował.

Witold Gombrowicz – zadziwiające, bo w końcu się przebił z tej Argentyny. Ale pamiętam jak jego bliski przyjaciel, Stefan Otwinowski, powiedział mi kiedyś, gdy Gombrowicz chciał wrócić do Polski: „Słuchaj, jakby o wrócił, i jakby go w partii przekabacili, to on nam tak dał  dupę, że Ważyk to mucha”. Ale wielki pisarz.

Władysław Gomułka – ochrzanił mnie w przemówieniach parokrotnie.

Jan Himilsbach – bardzo śmieszny facet. Kiedyś mnie okropnie  zdenerwował na Krakowskim Przedmieściu, bo bił swoją żonę i kopał. Więc ja interweniowałem, i wtedy oboje się na mnie rzucili. Miał swój talencik niewątpliwie.

Jarosław Iwaszkiewicz  – nie lubiłem go. Wybitny pisarz. Świniowaty moim zdaniem.

Wojciech Jaruzelski – on jest człowiek bojowy. To znaczy boi się. Boi się, i wie czego się bać, bo przeżył dużo. Więc czasem wychodzi to na dobre, a czasem na złe.

Józef Kuśmierek – bardzo lubię. Wariat jest to niewątpliwy, ale z iskrą geniuszu.

Stanisław Jerzy Lec – chwalił się, że jest baronem austriackim, chociaż żydowskim. Człowiek bardzo sympatyczny, partyzant, który się tym odznaczył, że uciekł z placówki w Wiedniu do Izraela a potem wrócił. To zdarzyło się w okresie stalinowskim.

Adam Michnik – zabawny człowiek, ciekawy, bardzo odważny, z charakterem. W więzieniach się wysiedział. Nieustępliwy.

Czesław Miłosz – znam go od roku 1937. Był moim ojcem duchowym literackim. Widywaliśmy się za granicą szereg razy, w Paryżu. Ale nie bardzo się zgadzamy, bo on zawsze miał snobizm, że jest lewicowy i postępowy i nie nacjonalista, że w ogóle jest Bałt , a nie Polak, i takie tam różne. Jeszcze jak był w Warszawie, jako laureat  Nagrody Nobla, to żeśmy się trochę poprztykali. Nawet o Dmowskiego  się pokłóciliśmy. On nie czytał Dmowskiego.

Leszek Moczulski – no oczywiście, że jest to wariat, ale taki bardzo przekonany, idealistyczny, umiejący argumentować, nawet w sprawach niesłusznych.

Józef Piłsudski – widziałem go szereg razy, a najbardziej wstrząsający widok to był po klęsce pod Kijowem, to znaczy po odwrocie kijowskim. Na placu Trzech Krzyży przypadkiem szedłem z ojcem i nagle patrzymy, że idzie masę wojska, takie wojska pobite, już bez dyscypliny, po czym jedzie dorożka, i w dorożce siedzi Piłsudski, mocno przygarbiony, wąsy mu wiszą. Niesłychane w ogóle widowisko. Poza tym widywałem go w Alejach, bo on chodził tutaj pieszo. Sam, albo z Wieniawą – Długoszowskim.

Jerzy Putrament – literat, oficer, członek KC. Ja go lubiłem, bo był szczery. On był szczerym cynikiem.

Kazimierz Rudzki – znałem go doskonale. Świetny aktor, doskonały. Mnie jego nazwisko kojarzy się zawsze z firmą Rudzki. Był przed wojną taki sklepik na Marszałkowskiej, muzyczny, gdzie sprzedawano nuty, troszkę instrumentów. To był nieduży sklep, gdzie królował jego ojciec i u tego Rudzkiego można było załatwić sobie nuty czy płyty z całego świata.

Antoni Słonimski – utalentowany, dowcipny, zabawny. Stał się przywódcą pewnej grupy inteligencji warszawskiej. Ja nie miałem do niego specjalnego przekonania, aleśmy się polubili pod koniec życia.

Władysław Tatarkiewicz – mój profesor  historii filozofii, miał – co w nim ceniłem – niewysokie ambicje. W okresie stalinowskich dostawał w kość, tylko na KUL wykładał trochę. Umarł jako bardzo zasłużony, sławny.

Julian Tuwim – o Tuwimie bym powiedział to, co on sam powiedział o sobie do Morstina: „Panie hrabio, ja to mam taki talent jak Mickiewicz, jak Słowacki…Tylko bieda jest  jedna: ja nie mam nic do powiedzenia”. Wirtuoz formy, czasem wiersze wspaniałe.

Andrzej Wajda – wielki talent filmowy, którego bardzo długi czas nie lubiłem. „Wesele” jest nadzwyczajnym filmem, „Ziemia obiecana” jest też bardzo dobra, ja lubię osobiście „Smugę cienia”. Wajda ma jakiś wrodzony talent. On mało mówi, mało dyryguje na planie, a jednak wszyscy grają tak jak on chce. Wielki reżyser.

Jerzy Waldorff – postać  malownicza. Znam go chyba najdawniej.  Świetne pióro. Na muzyce to się on mniej zna, ale pisze świetnie. I ma tę zaletę, że nawet starszy ode mnie o rok.

Lech Wałęsa – postać jedyna w swoim rodzaju, ciekawa. Myślę, że jest to błyskotliwy człowiek, jak na takiego samouka inteligentny. Jest to postać z pewną charyzmą, ale czy ma program polityczny i gospodarczy, to powątpiewam. Raczej ma program swój, indywidualny. No, ale może się mylę.

Wanda Wasilewska – jej ojcem chrzestnym był  Józef Piłsudski. Ona była córką bliskiego współpracownika Józefa  Piłsudskiego, Leona Wasilewskiego działacza PPS, architekta polskiej polityki wschodniej u progu niepodległości.

Kardynał Karol Wojtyła – znałem go jeszcze jako młodego księdza, zawsze przychodził do „Tygodnika”. Przysyłał artykuły, przysyłał wiersze, które Turowicz nie zawsze drukował. I był bardzo miły, bardzo zdolny, przy tym miał umiejętność słuchania. To jest rzadka rzecz. Potrafił słuchać, mało mówił, robił notatki. Był szalenie skromny, już jak był arcybiskupem i kardynałem , urządzał sympozja w pałacu. A w ogóle uroczy człowiek. Towarzyski. No a w Rzymie gorzej. Bardzo wybitna postać. Żałuję go czasem, że tam się męczy okropnie pracą. Bo to jest poważny człowiek i poważnie traktuje to papiestwo.

Stefan Zółkiewski – mój kolega z Uniwersytetu, znam go z 60 lat. Był jednym z nielicznych zdeklarowanych komunistów i przy tym prezesem koła polonistów, bo przeważnie endecja, oenerowcy trzymali te wszystkie koła. Potem byłem z nim w Legionie Młodych, już wtedy komunizował i ja z nim toczyłem ciężkie boje. Człowiek wierny sobie, przyzwoity, ale maniak materializmu. Udający erudytę.

Jerzy Klechta

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: