CUKIER KRZEPI

Marian Marzynski

Po wygraniu pierwszej potyczki w Cetniewie (cukier – 0, sól – 0, tłuszcz, gdy się da –  0), moja batalia żywnościowa, inaczej zwana zmaganiem się z ciałem, przeniosła się do Warszawy, a tam, z powodu miejsca zamieszkania, znalazła się w samym środku gastronomicznej orgii. Walki toczą się pomiędzy Placem Trzech Krzyży i rynkiem Starego Miasta na osi północ – południe i od Nowego Światu na zachód, jak daleko sięgnie wyobraźnia podniebienia.

Zamówiłem w pewnej restauracji chłodnik, ale pozbawiony śmietany, a nawet tłustego jogurtu, a na drugie wszystkie jarzyny świata, grillowane, ale tak, żeby język po zjedzeniu nie pozostawał tłusty.  Przyszedł chłodnik. Na pierwszy smak wydawało się, że jest na chudym jogurcie, ale skąd ta słodycz w ustach? Wiadomo, że burak zawiera cukier, ale ten smak jest landrynkowy. Posyłam kelnera na śledztwo do kuchni. Wraca z wiadomością: wsypuje się do chłodnika aromatyczny słodzik plus trochę prawdziwego cukru.

Dyskusja jarzynowa. Kelner wymienia nazwy warzyw, które są do dyspozycji (o ich świeżości – przed spróbowaniem – nie wiemy).  – Jedyne czego nie mamy, to szparagi, mówi (a jesteśmy w środku sezonu szparagowego, i to właśnie szparagi najlepiej się grillują, tworząc bazę jarzynowego talerza). Przełykam tę złą wiadomość i zabieram się do warzyw. Niezłe.

Na kolacji biorę odwet za nieobecne szparagi. Natykam się na restaurację „Przysmaki śródziemnomorskie”. W środku wielki stół, a przy nim co najmniej 30 osób różnego wieku i płci. Mężczyźni przy tym stole mają wystające brzuchy, a kobiety – tyłki.  Podchodzi właściciel, posiadacz niemal identycznego brzucha, obok jego żona z tyłkiem jak tamte, po czym pojawia się kucharz z brzuchem trochę innego kształtu. Proponują mi promocyjny „Festiwal szparagów”, każda kreacja poza jarzynami zawiera sos holenderski, albo madera, albo Santa Lucia, albo jajko faszerowane (słodzikiem?), roztopione sery z południowej Europy, wszystko to w celu zamordowania szparagów i dodania im dwa razy tyle kalorii, ile same zawierają.

Zamawiam szparagi bez niczego, maja zastąpić wszystkie dodatki, więc powinno ich być więcej, żeby się najeść.

– Zostawiłem w domu portfel, mówię kelnerowi – ale znalazłem w kieszeni 40 złotych i właśnie za tyle poproszę szparagów. Nie ma problemu.

Szparagi mieniły się stalowymi promieniami masełka, na którym były smażone na patelni (dlaczego nie grill?), ale smak miały wyśmienity, więc nie narzekam, tylko po zjedzeniu ucinam sobie gadkę z właścicielem.

– Zgadzam się z pana obserwacja na temat naszych brzuchów i damskich przyległości. To są imieniny mojej córki, a wszyscy jej goście to nasza rodzina. DNA.

Proszę go o szklankę wody, żeby opłukać tłusty język i pytam czy do chłodnika też dodaje seksowny słodzik i trochę cukru.– Niestety tak– odpowiada właściciel śródziemnomorskiej restauracji, który nigdy tam nie był i nie wie jak to się dzieje, że w tamtej części Europy ludzie – częściowo z powodu odżywiania – najdłużej żyją.

– Wiem, że cukier zabija i rozumiem, o co pan walczy, sam bym powalczył, ale Polska jest Polską, a pan był uroczym klientem.

Wszystkie wpisy Mariana

TUTAJ

http://studioopinii.pl/wojna-cukrowa/

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: