Premier Morawiecki to ” wilk w owczej skorze „

Daniel Passent

Jeszcze nie zdążyłem ochłonąć po pięknym przedstawieniu „Damy kameliowej” w Teatrze Wielkim, a już pewien wybitny profesor pokazał mi na swojej komórce nowy, obszerny i w sumie bardzo krytyczny artykuł „The Economist” o Polsce. Tytuł: „PiS wyrządza trwałe szkody”. Biorąc pod uwagę, że „The Economist” jest najbardziej opiniotwórczym tygodnikiem na świecie, Polska Fundacja Narodowa, która wyrzuca państwowe miliardy na obronę wizerunku naszego kraju, będzie miała dużo do roboty.


Autor zaczyna od kąśliwej uwagi, że panorama Polski pokazywana przed „Wiadomościami” TVP skwapliwie omija najbardziej znany budynek stolicy, sowiecki Pałac Kultury, po czym pojawia się gospodarz programu, który wychwala PiS, „a jego krytyków nazywa zdradzieckimi krytokomunistami”.

„The Economist” stara się zrozumieć, dlaczego kraj, którego gospodarka „rośnie nieprzerwanie od 26 lat” i nadal rozwija się rewelacyjnie, zapragnął dobrej zmiany. […]. Brytyjski tygodnik pisze, że pewną rolę odegrało zmęczenie Platformą, a także nieustanne pouczanie, że mamy więcej pracować, to nasz los się poprawi. Znużenie Platformą i liberalna filozofia, że każdy jest kowalem swojego losu, były bardzo na rękę Kaczyńskiemu. PiS obiecał mniej pouczania i więcej opieki. Po wygraniu wyborów obniżył wiek emerytalny, wypłacił 500 plus, uszczelnił VAT. Na tym tle jego krytycy wyglądają jak bezsilni malkontenci.

Do tego dochodzi fala konserwatyzmu. Nikt już nie wychwala liberalizmu, obowiązujące przepisy w sprawie aborcji należą do najsurowszych w Europie, akcja #MeToo nie zatoczyła szerszych kręgów. „Duma z powodu niewątpliwych cnót – Polska nigdy nie kolaborowała z nazistami i pierwsza w obozie sowieckim obaliła komunizm – może przekształcić się w ksenofobię”. Niektóre transparenty 11 listopada były faszystowskie. „Co to jest demokracja dla PiS?” – pyta „The Economist”. Po pierwsze, jest to demokracja większościowa. Ograniczenia z powodu równowagi władz (checks and balances) to dla Kaczyńskiego „imposybilizm prawny”. […]

Po drugie, demokracja à la PiS zakłada swobodę działania rządzących, czyje wykroczenia potępić (przeciwników miesięcznic smoleńskich), a czyje ignorować (pochody z faszystowskimi flagami). Partia decyduje, którzy byli komuniści są patriotami (sama ma pełno takich członków), a którzy są niereformowalnymi wrogami państwa. Wielu z tych ostatnich, w tym czołówkę wojska, wyrzucono. Ustawa pozwoli zwolnić wszystkich dyplomatów i zatrudniać od nowa. Liczne ustawy pozwoliły zwolnić 11 300 pracowników służby cywilnej. Zdominowany przez PiS Trybunał Konstytucyjny prawie zawsze opowiada się po stronie rządu.

Premier Morawiecki to „wilk w owczej skórze”. Jeśli chodzi o oczyszczanie państwa z pozostałości komunizmu („na ogół wyimaginowanych”), to wydaje się przekonany. W latach 80. jego ojciec założył ugrupowanie opozycyjne. Pan Morawiecki, wtedy nastolatek, został porwany przez tajną policję, bity, kazano mu kopać własny grób, ale nie zdradził miejsca pobytu ojca. Ale jego zawziętość może go skłonić ku „demokracji nieliberalnej”[…].

Czystki w wojsku i służbach nadpsuły stosunki z sojusznikami. Dyplomatyczne skutki ustawy o Holokauście, które Ameryka oraz Izrael uważają za ukrywanie roli, jaką w tym odegrali niektórzy Polacy, były katastrofalne. Polska ryzykuje, że upodobni się do Turcji, która jest ważna tylko ze względu na strategiczne położenie.

Nawet jeżeli władza w Polsce kiedyś się zmieni, szkody będą trwałe. Zamach na instytucje państwa podważył zaufanie publiczne do nich. Kampania zniesławiania stanu sędziowskiego, włącznie z billboardami pokazującymi sędziów prowadzących „pod wpływem”, niewątpliwie przyczyniła się do spadku zaufania do wymiaru sprawiedliwości (z 41 proc. w 2015 roku do 32 w 2016). „W najlepszym przypadku nieliberalne reformy PiS będą mogły zostać odwrócone przez kolejną partię, która dojdzie do władzy. W najgorszym – Polska jest już na drodze do autorytaryzmu. Dziś mało kto uważa to za prawdopodobne, ale gdy taka zmiana następuje, dzieje się to szybciej, niż ktokolwiek się spodziewa” – kończy „The Economist”.

Czyta to światowa elita polityczno-gospodarcza. Teraz trzeba dać im odpór. Panie Premierze Gliński, Polska Fundacjo Narodowa – do roboty! Nasz sławny żeglarz i jego biało-czerwony jacht „Made in France” niech obiorą kurs na Londyn, nie zaszkodzą też billboardy wymierzone w brytyjski tygodnik i jego powiązania w Polsce.

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: